Aż żal serce ściska, że się tego nie widziało...
Ech powtórzylbym za Swentyną Słowackiego "jaka ja była licha..."
Błogosławieństwo różowej pointy...
Błogosławieństwo satyny się wypełniło
Satynowe błogosławieństwo się wypełniło… Wina za tańczący grzech z relikwią - istne świętokradztwo- została okupiona litrami potu wyciskanego z czarnego trykotu pokutnego.
Od kilku dni byłem niespokojny, nie mogłem spać, ona leżała przy mnie i roztaczała dziwną aurę tego, co się wydarzyć mogło i musiało zarazem. Grishko jak nigdy zmarniała - pewnie już czuła w troczkach to nadchodzące niebezpieczeństwo, ta myśl, że może zostanie odtrącona, że stanie się „tylko mądrością” doprowadzał ją zapewne do skrętu gipsowego serca. Nie wytrzymywała tej presji, ale dalej pozostała twarda na 4 punkty…
Aż wreszcie… aż wreszcie cud! Vive le ballet - krzyczały muzy wychodzące pas chassé zza kulis mych bladych ścian! Jeszcze nieudolne grand pas de chat po niesamowity pakunek, który dla wszystkich oznaczał jedno, ale dla mnie jak zwykle więcej. Chwilę poczekałem, ogrzewałem to, o czym tak usilnie marzyłem przez wieki mych istnień, zastanawiałem się jak to naprawdę jest żyć… Ostrożna wariacja nożyczek, szybkie pas de ciseaux pozwoliły na ujrzenie bogactwa czarodziejskiego świata baletu. To one… MOJE CZARNE POINTY!
Spoczywały bezdusznie i nonszalancko w kartonowym łożysku, z którego je wyciągnąłem wraz z napalcówkami, katalogiem i innymi zbędnymi już rzeczami, bo tak naprawdę to liczyły się już tylko one, te wspaniałe czarne damy. Oczarowały mnie swoją wielkością, te 28 cm były wręcz monumentalne, ale nie osłabiły mojego entuzjazmu, który w końcu wziął górę i doprowadził do szybkich preparacji do wielkiego premier pas ludzkości.
Ale jak to? To tak zwyczajnie miałoby być? Na zwykłą, codzienną stopę? Nie! Tak być nie można! Tu trzeba przyszpilić jakieś komentarze, że posądzony o aberrację, że zaślepiony kalafonią…
Trykot pokutniczy znowu objął moje ciało i w końcu już gotowy począłem dostępować zaszczytu wkładania point na własne nogi.
Relevé przy ścianie sprawiedliwie pokazało jak bardzo jestem dzieckiem, bo nawet stać nie umiem, a co tu mówić o chodzeniu, czy tym bardziej tours. Czułem się jak źrebię dopiero co urodzone, pochłonęła mnie infantylna zaborczość, czułem, że muszę… Zrobiłem to, zastygłem w równowadze na sekundę, która starała się stać na polu wieczności. Czarna miłość porwała me serce, dotknąłem nieba, zbliżyłem się do absolutu przez prawdziwe katharsis, gdzieś ktoś krzyczał, gdzieś ktoś wieszał pranie, gdzieś ktoś gotował, a ja umarłem wewnętrznie by się odrodzić na nowo, ja z nową duszą...
Satyna, choć zazdrosna, utwierdziła się w przekonaniu, że jest świętością, więc jak najszybciej zatrzasnęła swoje płaczące nitki w troczkach i stała się absolutną relikwią, by czuwać nad wpisanym na zawsze już w me czarne istnienie temps levé.
[/img][/list]
Od kilku dni byłem niespokojny, nie mogłem spać, ona leżała przy mnie i roztaczała dziwną aurę tego, co się wydarzyć mogło i musiało zarazem. Grishko jak nigdy zmarniała - pewnie już czuła w troczkach to nadchodzące niebezpieczeństwo, ta myśl, że może zostanie odtrącona, że stanie się „tylko mądrością” doprowadzał ją zapewne do skrętu gipsowego serca. Nie wytrzymywała tej presji, ale dalej pozostała twarda na 4 punkty…
Aż wreszcie… aż wreszcie cud! Vive le ballet - krzyczały muzy wychodzące pas chassé zza kulis mych bladych ścian! Jeszcze nieudolne grand pas de chat po niesamowity pakunek, który dla wszystkich oznaczał jedno, ale dla mnie jak zwykle więcej. Chwilę poczekałem, ogrzewałem to, o czym tak usilnie marzyłem przez wieki mych istnień, zastanawiałem się jak to naprawdę jest żyć… Ostrożna wariacja nożyczek, szybkie pas de ciseaux pozwoliły na ujrzenie bogactwa czarodziejskiego świata baletu. To one… MOJE CZARNE POINTY!
Spoczywały bezdusznie i nonszalancko w kartonowym łożysku, z którego je wyciągnąłem wraz z napalcówkami, katalogiem i innymi zbędnymi już rzeczami, bo tak naprawdę to liczyły się już tylko one, te wspaniałe czarne damy. Oczarowały mnie swoją wielkością, te 28 cm były wręcz monumentalne, ale nie osłabiły mojego entuzjazmu, który w końcu wziął górę i doprowadził do szybkich preparacji do wielkiego premier pas ludzkości.
Ale jak to? To tak zwyczajnie miałoby być? Na zwykłą, codzienną stopę? Nie! Tak być nie można! Tu trzeba przyszpilić jakieś komentarze, że posądzony o aberrację, że zaślepiony kalafonią…
Trykot pokutniczy znowu objął moje ciało i w końcu już gotowy począłem dostępować zaszczytu wkładania point na własne nogi.
Relevé przy ścianie sprawiedliwie pokazało jak bardzo jestem dzieckiem, bo nawet stać nie umiem, a co tu mówić o chodzeniu, czy tym bardziej tours. Czułem się jak źrebię dopiero co urodzone, pochłonęła mnie infantylna zaborczość, czułem, że muszę… Zrobiłem to, zastygłem w równowadze na sekundę, która starała się stać na polu wieczności. Czarna miłość porwała me serce, dotknąłem nieba, zbliżyłem się do absolutu przez prawdziwe katharsis, gdzieś ktoś krzyczał, gdzieś ktoś wieszał pranie, gdzieś ktoś gotował, a ja umarłem wewnętrznie by się odrodzić na nowo, ja z nową duszą...
Satyna, choć zazdrosna, utwierdziła się w przekonaniu, że jest świętością, więc jak najszybciej zatrzasnęła swoje płaczące nitki w troczkach i stała się absolutną relikwią, by czuwać nad wpisanym na zawsze już w me czarne istnienie temps levé.
[/img][/list]
[quote:a44623f76c="uleczka"]Racją jest to, że osoby które nie są zakochane w tańcu, nie mają sentymentu do point nie zrozumieją ludzi ogarnitych pasją. :wink:[/quote:a44623f76c]
Ja z tancem mam niewiele wspólnego (właściwie to nic) ale miłością do point jestem przesiąkniety do szpiku kości. Moim najwiekszym mażeniem jest aby kiedyś także znaleźdz taką pointę. Ale nie odwazyłbym się nawet zbliżyć jej do mych ochodynych, wielkich i niewtajemniczonych, w tę najcudowniejszą ze sztuk, stóp . Chciałbym ją mieć tylko po to aby byc blisko mej wielkiej miłości, przytulic ją mocno do serca.
Kiedys raz miałem zaszczyt trzymac pointy mej koleżanki w dłoniach. Serce wtedy mało nie pękło mi z radości, ale nie mogłem nic po sobie pokazać, gdyż nikt nie wie o mej miłości i pewnie mało kto ją by zrozumiał i tolerował. Więc muszę się ukrywać i moge tylko wieżyć że kiedyś moje mażenie się spełni. Niestety nie dostapiłem tego zaszczytu nigdy więcej.
Strasznie zazdroszcze wszystkim którzy mogą tańczyć w pointach a zwłaszcza teraz tobie sfra :) i proszę cię bardzo abys jaknajczęściej opisywał swe przeżycia w krainie point, jest to najpiekniejsze co czytałem kiedykolwiek o pointach.
Ja z tancem mam niewiele wspólnego (właściwie to nic) ale miłością do point jestem przesiąkniety do szpiku kości. Moim najwiekszym mażeniem jest aby kiedyś także znaleźdz taką pointę. Ale nie odwazyłbym się nawet zbliżyć jej do mych ochodynych, wielkich i niewtajemniczonych, w tę najcudowniejszą ze sztuk, stóp . Chciałbym ją mieć tylko po to aby byc blisko mej wielkiej miłości, przytulic ją mocno do serca.
Kiedys raz miałem zaszczyt trzymac pointy mej koleżanki w dłoniach. Serce wtedy mało nie pękło mi z radości, ale nie mogłem nic po sobie pokazać, gdyż nikt nie wie o mej miłości i pewnie mało kto ją by zrozumiał i tolerował. Więc muszę się ukrywać i moge tylko wieżyć że kiedyś moje mażenie się spełni. Niestety nie dostapiłem tego zaszczytu nigdy więcej.
Strasznie zazdroszcze wszystkim którzy mogą tańczyć w pointach a zwłaszcza teraz tobie sfra :) i proszę cię bardzo abys jaknajczęściej opisywał swe przeżycia w krainie point, jest to najpiekniejsze co czytałem kiedykolwiek o pointach.
:) sfra :)
to genialne piekne i ujmujace :)
jeszcze nigdy nie czytalam i nie widzialam zeby ktos tak pieknie opisal swoje uczucie tak w ogole a tym bardziej do point :)
wiedzialam ze masz talent do pisania ale nie wiedzialam ze az taki :)
mozna cie nazwac PRAWDZIWYM ARTYSTA :) masz dusze artysty :)
goraco cie pozdrawiam i zycze sukcesow ze swoimi pointami i nie tylko :wink:
ps.
moze kiedys napiszesz jakas sztuke ktora bedzie myogli podziwiac :)
to genialne piekne i ujmujace :)
jeszcze nigdy nie czytalam i nie widzialam zeby ktos tak pieknie opisal swoje uczucie tak w ogole a tym bardziej do point :)
wiedzialam ze masz talent do pisania ale nie wiedzialam ze az taki :)
mozna cie nazwac PRAWDZIWYM ARTYSTA :) masz dusze artysty :)
goraco cie pozdrawiam i zycze sukcesow ze swoimi pointami i nie tylko :wink:
ps.
moze kiedys napiszesz jakas sztuke ktora bedzie myogli podziwiac :)