niespelnione marzenia

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:a94eeaeca2="marzycielka"]Choc nie interesuje sie (w sensie praktycznym) az tak klasyka, bardziej tancem wspolczesnym, to i tak nie widze dla siebie szansy. Mysle ze to na zawsze pozostanie tylko moja pasja.[/quote:a94eeaeca2]

Jak najbardziej możesz jeszcze osiągnąć coś we współczesnym w tym wieku, jest wielu tancerzy w tych technikach, którzy zaczynali późno, zwłaszcza w Polsce, gdzie współczesny dopiero co się rozwija.
Trzeba tylko mieć dużo samozaparcia i kształcić się, gdzie się da :)
ZawszePrzyTobie
Posty: 18
Rejestracja: czw paź 30, 2003 8:42 pm

Post autor: ZawszePrzyTobie »

Tak bywa, ale jest też tak, że zawsze znajduje się rozwiązanie :) choć być może niewidoczne na pierwszy rzut oka. Po pierwsze (nie wiem jak się to pisze dokładnie) rekowalescencja;] (czyli po prostu ćwicz stawy i kolana by powolutku przywracać im dawną zręczność), nie rezygnuj z wszystkich zajęć (słuchaj tam lekarza, ale jakieś spokojne ćwiczenia na pewno możesz robić). Pozatym, skoro masz (przynajmniej) 8 letnie doświadczenie, to na pewno możesz robić inne rzeczy związane z tańcem (nie koniecznie sam taniec), ale może jakaś pomoc instruktorska? Jakiś kurs do tego.. - idzie myśleć o różnych takich sprawach :)

Pozdrawiam w te Święta ;)
lugaru
Posty: 4
Rejestracja: sob kwie 09, 2005 8:27 pm

Kaszuby

Post autor: lugaru »

A może ktoś wie, czy można się załapać na zajęcia baletowe w wieku 15 lat i w okolicach Kościerzyny, Kartuz....
pozdro
lugaru
Posty: 4
Rejestracja: sob kwie 09, 2005 8:27 pm

kaszuby+

Post autor: lugaru »

a jak nie ma nadziei, to może są (choć pewnie nie :( ) jakieś samouki do nauki baletu
pozdro
Leila
Posty: 10
Rejestracja: śr maja 18, 2005 9:55 pm

Post autor: Leila »

Witam wszystkich cieplutko!!
mam pomysł na tego posta ale nie wiem jak zacząć...może tak...
w lutym skończyłam 23 lata, dziś kupiłam sobie baletki. w drodze do domu biegłam tak, jak chyba nigdy jeszcze nie biegłam... żeby je załozyć...żeby znowu założyc baletki. kiedy juz je wyjęłam z torby, to tylko ściskałam w dłoniach i się w nie wpatrywałam...nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam płakać.
Moja przygoda z baletem zaczęła się kiedy miałam 3 lata - podstawy pokazywała mi mama. kiedy juz miałam 4 lata zaczęłam uczeszczać na zajęcia do ogniska baletowego, moja pierwszą nauczycielką była p. Halinka, której nazwiska nie pamiętam, drugą i ostatnią p. Ewa Napiórkowska. do 10 roku zycia uczyłam się klasyki w ognisku baletowym przy gdańskiej SB, byłam przekonana że dalej tylko baletówka...niestety, los płata różne figle. zaczęły sie problemy z gospodarka hormonalną, leczenie i...tycie. z baletówką mogłam się pożegnać. tak mnie to bolało, że zupełnie wymazałam taniec z mojego serca. nie chciałam miec nic wspólego z baletem, nic, żadnego oglądania spektakli, żadnych cwiczen, żadnego tańczenia. po jakims czasie mój organizm sie uspokoił. czułam że brakuje mi ruchu. pod koniec podstawówki zaczęłam trenować karate (niezły przeskok, co?) oczywiście to, co lubiłam najbardziej i co najlepiej mi wychodziło to rozciąganie, mostki, żabki- tego typu rzeczy :) po niecałych 2 latach wiedziałam ze to nie dla mnie, a kiedy sensei powiedział: "dziewczyno, ty się tu marnujesz, do baletu idź" to najpierw się rozryczałam a potem znowu zamknęłam drzwi z napisem "taniec" w moim serduchu. ale karate dało mi coś bardzo ważnego. rozruszałam się, ważyłam 47 kilo przy moich 160cm wzrostu, uzyskałam w końcu dobrą sylwetkę. w zasadzie aż do konca liceum tą wagę trzymałam, potem znowu ultyłam, ale to juz z mojej własnej winy. na 1 roku studiów zaczęłam walczyc i udało się...w miarę. studia przerwałam, ciągle coś mi nie pasowało, czegoś brakowało. i potrzeba mi było prawie 3 lat i filmu "billy elliot" żeby się obudzić!! ten film zobaczyłam jakieś 3 dni temu u znajomych. trzy czwarte przeryczałam, pod koniec to już się zanosiłam od płaczu. coś we mnie pękło...coś się skończyło...i coś się zaczeło.
zaczęłam szperać w necie, znalazłam to forum, kupiłam baletki i dziś (w zasadzie wczoraj) dałam sobie wycisk. rozciąganie, podstawowe pozycje...i powiem wam że ciało pamięta, ręce i nogi same zaczęły się poruszać. teraz wszystko mnie boli, ale to jest ból, za którym tęskniłam. i pomimo tego że nie będę tańczyć zawodowo to na pewno nie zamknę sie już nigdy na balet, taniec. czas się rozruszać i zacząc żyć!!

pozdrowienia dla wszystkich!!!
Justyna Ch-ipcio
Posty: 612
Rejestracja: pt maja 06, 2005 12:52 pm

Post autor: Justyna Ch-ipcio »

Miłości nie można oszukać :!: Odnajdzie nas gdy już dawno myśleliśmy, że o niej nie pamiętamy.

Nierozwiązane problemy, a myślę, że to, iż musiałaś zrezygnować z tańca było dla Ciebie wielkim problemem, po jakimś czasie, gdy je wypchniemy ze świadomości wracają ze zdwojoną siłą.

To cudownie, że postanowiłaś wrócić do swojej pasji. Przecież nie musisz być zawodową tancerką, żeby tańczyć! Taniec jest tak wspaniały sam w sobie. Daje spełnienie i szczęście.

Tylko nie próbuj odrobić straconego czasu. Przed Tobą nowe, taneczne perspektywy, z których już nie zrezygnujesz, prawda?

Trzymam za Ciebie kciuki :) i pozdrawiam serdecznie.
ODPOWIEDZ