"Jezioro..." - jakie zakonczenie wolicie?
"Jezioro..." - jakie zakonczenie wolicie?
Ogladajac ostatnio "Jezioro..." z La Scali w "sowieckiej" choreografii Burmeistra zastanawialam sie nad dwiema wersjami zakonczenia baletu: oryginalna, czyli smutna (Odetta i Zygfryd rzucaja sie w odmety jeziora) i pozniejsza (czesto grana w teatrach sowieckich), z happy endem: Zygfryd pokonuje Rotbarta i zyje z Odetta dlugo i szczesliwie. Zawsze wolalam to szczesliwe zakonczenie i nigdy nie przeszkadzalo mi to, ze jest "nieprawomyslne". Zwyciestwo Zygfryda slysze w muzyce, kiedy nagle melancholijny glowny temat zagrany jest w tonacji majorowej - trudno chyba o lepsza muzyczna ilustracje triumfu!
W choreografii Burmeistra z lat 50-tych jest wlasnie happy end (a na poczatku, kiedy grana jest uwertura, widzimy sama przemiane ksiezniczki Odetty w ptaka - przepieknie w tej produkcji zrealizowane). Ktore zakonczenie wolicie? A moze to nie ma znaczenia, byle balet byl dobrze zatanczony i odegrany?
W choreografii Burmeistra z lat 50-tych jest wlasnie happy end (a na poczatku, kiedy grana jest uwertura, widzimy sama przemiane ksiezniczki Odetty w ptaka - przepieknie w tej produkcji zrealizowane). Ktore zakonczenie wolicie? A moze to nie ma znaczenia, byle balet byl dobrze zatanczony i odegrany?
wszystko mi jedno byle było dobrze zatanczone i ... wychoreografowane. Bo zakończenie jest zwykle tworem choreografa wystawiającego "wg Petipy-Iwanowa" i różnie z tym bywa. Jak w kilku wersjach oglądalam szczęsliwe zakończenie - pasowało mi (taka wersję widziałąm jako pierwsza w TW-ON - mama tłumaczyła mi ze Zygfryd wrzucił Rotbarta do jeziora i tam go raki poszczypały ;) ), potem oglądałam z tragicznym zakończeniem i się wzruszałam - bo to bardziej wzruszające jak bohaterowie giną. Jest zresztą możliwa wersja "posrednia" - giną, ale na motywie majorowym mamy posmiertny tryumf miłości Zygfryda i Odetty (wersja ABT). W obecnej wersji warszawskiej w finale tryumfuje Rotbart zasłaniając cały swiat swym płaszczem - bardzo to pasuje do muzyki
Generalnie lubię to smutniejsze zakończenie, kiedy oboje zrzucają się ze skały, bardziej pasuje mi do klimatu całego baletu, a zwłaszcza ostatniego aktu. Ale tak naprawdę to najważniejsze jest dla mnie, aby było dobrze zatańczone, a rodzaj zakończenia to w tym wypadku sprawa drugorzędna - powinna wypłynąć z zamysłu twórcu konkretnej inscenizacji, i tylko on może stwierdzić, czy chce wystawiać "Jezioro..." z happy endem czy bez. Najważniejsze, aby potrafił do swojej wizji przekonać widza, a ja nie będę się upierać nad preferowaną końcówką. W końcu każdy spektakl tworzy tak naprawdę swój własny, odrębny swiat, bez wzgledu na to, czy jest to znany wszystkim "Hamlet", "Jezioro łabędzie", czy coś zupełnie nieznanego :)
[quote:c6f132472f="Rotbart"]Z tą znajomością ,,Hamleta" różnie bywa ;)[/quote:c6f132472f]
Wydaje mi się, że lepiej niż ze znajomością "Jeziora..." ;)
Aczkolwiek nawet nie o to mi chodziło, czy jest to ogólnie znane, tylko o to, że insenizacja takiego "Hamleta" (czy "Jeziora...") może być zupełnie o czymś innym, niż w teatrze obok.
I od tego zależy wybór zakończenia.
8)
Wydaje mi się, że lepiej niż ze znajomością "Jeziora..." ;)
Aczkolwiek nawet nie o to mi chodziło, czy jest to ogólnie znane, tylko o to, że insenizacja takiego "Hamleta" (czy "Jeziora...") może być zupełnie o czymś innym, niż w teatrze obok.
I od tego zależy wybór zakończenia.
8)
-
Princesska17
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz paź 30, 2005 9:13 am
-
aankaa_baletnica=)
- Posty: 1514
- Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm