mnie bardzo mobilizuja nauczyciele, którzy w nauke wkładaja dużo energii. Miałam kiedyś takie niesamowite szczęście miec lekcję z pedagogiem baletu Borisa Ejfmana. Ta pani, Rosjanka, z takimi emocjami mówiła o każdytm cwiczeniu, biegała między nami, żeby wszystko poprawiac, uśmiechała sie i była w ogóle pełna zapału, że sama czułam w sobie siłę do pracowania nad każdym szczegółem.
To chyba zbyt drastyczne metody. Moim zdaniem w zupelnosci wystarczy zwrocenie uwagi. Nie wiedzialam ze sa jeszcze tacy nauczyciele, ale roznie sie trafia.
są, są tacy nauczyciele. Będę z takim miała warsztaty... On wali po rękach, nogach i wszystkicm co się da. Ciekawe czy prezeżyje te trzy dni.... :mrgreen:
Mnie najbardziej mobilizuje gdy nauczyciel powie ze robie cos dobrze albo ktoregos dnia pochwali mnie ze dobrze cwiczylam... :) kompletnie demobilizuje mnie gdy nauczycielka nawrzeszczy na mnie i mi nawtyka... (juz tyle sie tego nasluchalam...zwlaszcza w tamtym okresie z "mym problemem")... jednak lubei gdy zwraca mi uwage... bo jesli tego nie robi to znaczy nie to ze dobrze robie ale to ze ma na mnie wielkiego focha i sie do mnie nie odzywa... ona niestety czesto ma jakies swoje fochy i to nie tylko na mnie...
Tak jak niektórych z Was, najważniejsze są dla mnie pochwały, bo wtedy chcę robić jeszcze więcej, a jak słyszę krytykę, to się zamykam w sobie (jeżeli można tak to nazwać :))