tempo w muzyce baletowej (wydzielony)
Druga strona medalu jest takie dostosowywanie muzyki do potrzeb tancerzy ich techniki, brawury i niezliczonej ilosci obrotow, ze z muzycznego punktu widzenia jest... brrrrrr. Nawet muzyka, ktora byla pisana jako balet powinna zachowac swoja forme i piekno. Muzyki stricte baletowej, ktora jest naprawde wartosciowa nie ma tak duzo i dlatego nalezy szukac odpowiedniego balansu miedzy tancerzami i dyrygentem. Poniewaz baletowe tempa ograniczaja jednak wolnosc interpretacji dyrygenta nie ma na swiecie zbyt wielu wybitnych dyrygentow, ktorzy baletami chca dyrygowac. Jest kilka wyjatkow, niestety niwiele, a szkoda
A moglbys podac te wyjatki? Mowie konkretnie o wielkich dyrygentach, ktorzy dyryguja "do tanca". Mnie na przyklad uwiodl Barenboim dyrygujacy Jeziorem Labedzim z Berlina (na dvd). Jest jeszcze kilku Rosjan, ktorzy maja to rzemioslo we krwi. Takim kultowym dla baletomanow dyrygentem jest Wiktor Fedotow zmarly przed kilku laty. Z kilku radzieckich przedstawien na video zauwazylam, ze niezly byl takze Zurajtis, ale czasem dzwiek jest tak zly, ze nie sposob to wlasciwie ocenic.
Kto jeszcze?
(A tak swoja droga i ZUPELNIE nie na temat: jestes naszym 500-tnym Forumowiczem wg podstawowej numeracji uzytkownikow. Zawsze chcialam to jakos oglosic, ale nie bylo okazji, wiec oto ja mamy ;-)...)
Kto jeszcze?
(A tak swoja droga i ZUPELNIE nie na temat: jestes naszym 500-tnym Forumowiczem wg podstawowej numeracji uzytkownikow. Zawsze chcialam to jakos oglosic, ale nie bylo okazji, wiec oto ja mamy ;-)...)
Zazwyczaj sa to Rosjanie najwiekszy to Gennadi Rozhdestvensky, Mstislav Rostropovich dyrygujacy Romeo i Julia Prokofiewa. O Rostropowiczu jako dyrygencie nie wszyscy wypowiadaja sie pozytywnie, ale jednak Romeo i Julie prowadzi znakomicie. Bernard Haitink z Royal Ballet Covent Garden, Michael Tilson-Thomas i chyba rowniez Leonard Sladkin. W morzu baletow i dyrygentow sa to jednak wyjatki.
[quote:c1618ac8b1="Kurt"]Druga strona medalu jest takie dostosowywanie muzyki do potrzeb tancerzy ich techniki, brawury i niezliczonej ilosci obrotow, ze z muzycznego punktu widzenia jest... brrrrrr. Nawet muzyka, ktora byla pisana jako balet powinna zachowac swoja forme i piekno. [/quote:c1618ac8b1]
Oczywiście, nikt nie twierdzi inaczej - muzyka musi przede wszystkim "brzmieć", a gdy tak będzie, bedzie niosła tancerzy. Pas de quatre od którego zaczelismy tę dyskusję nie moze być ani zagrane w żółwim tempie ani "zapędzone" bo nie będzie sobą... Zresztą zagrane za wolno czy za szybko będzie tez zbyt trudne do zatanczenia. Złoty srodek zawsze najlepszy.
Dochodzi tu jeszcze sprawa muzykalności tancerzy - to wcale nie jest tak ze wszyscy adepci tego zawodu posiadają te cechę. To widac gdy ktos tanczy do muzyki, słucha jej, a kto inny tańczy na "raz, dwa, trzy" jak na lekcji. Tancerz muzykalny łatwiej wpasuje swoje wykonanie w tempo, które zaproponuje dyrygent, bo to dla niego oczywiste że tańczy "do muzyki" - oczywiscie w miare możliwości bo jesli dyrygent zrobi fermate lub przeciągnie fraze, tam, gdzie miał byc skok, to tancerz i tak nie zawiśnie w powietrzu - cudów nie ma!
Oczywiście, nikt nie twierdzi inaczej - muzyka musi przede wszystkim "brzmieć", a gdy tak będzie, bedzie niosła tancerzy. Pas de quatre od którego zaczelismy tę dyskusję nie moze być ani zagrane w żółwim tempie ani "zapędzone" bo nie będzie sobą... Zresztą zagrane za wolno czy za szybko będzie tez zbyt trudne do zatanczenia. Złoty srodek zawsze najlepszy.
Dochodzi tu jeszcze sprawa muzykalności tancerzy - to wcale nie jest tak ze wszyscy adepci tego zawodu posiadają te cechę. To widac gdy ktos tanczy do muzyki, słucha jej, a kto inny tańczy na "raz, dwa, trzy" jak na lekcji. Tancerz muzykalny łatwiej wpasuje swoje wykonanie w tempo, które zaproponuje dyrygent, bo to dla niego oczywiste że tańczy "do muzyki" - oczywiscie w miare możliwości bo jesli dyrygent zrobi fermate lub przeciągnie fraze, tam, gdzie miał byc skok, to tancerz i tak nie zawiśnie w powietrzu - cudów nie ma!
Czasami z muzykalnoscia u tancerzy jest roznie. Znam takie osoby ktore na probach zupelnie nie slysza muzyki, wszystko jest robione nie muzycznie a nagle na przedstawieniu okazuje sie ze wszysto jest wspaniele. Znam tez odwrotne przypadki (czasami sama nim jestem), na spektaklu ciezko bylo mi wsluchac sie w muzyke (obwinilam za to stres) a w domu na spokojnie zrobilam wszystko rowno z muzyka.
Odnosie tempa i kupowania plyt - osobiscie bardzo nie lubie jesli kupuje plyte z muzyka z jakiegos baletu a okazuje sie ze jest ona za szybka (czy za wolna). Rozumiem inwencje tworcza wykonawcow ale mysle ze jesli jest to muzyka z jakiegos przedstawienia to powinna byc dostosowana do oczekiwan.
Odnosie tempa i kupowania plyt - osobiscie bardzo nie lubie jesli kupuje plyte z muzyka z jakiegos baletu a okazuje sie ze jest ona za szybka (czy za wolna). Rozumiem inwencje tworcza wykonawcow ale mysle ze jesli jest to muzyka z jakiegos przedstawienia to powinna byc dostosowana do oczekiwan.
[quote:49493210eb=".:Agga:."]Rozumiem inwencje tworcza wykonawcow ale mysle ze jesli jest to muzyka z jakiegos przedstawienia to powinna byc dostosowana do oczekiwan.[/quote:49493210eb]
Tak Aggo, tylko ze dyrygenci nagrywajacy te plyty zwykle nie maja doswiadczenia z baletem na scenie i przy wyborze temp kieruja sie wylacznie partytura lub wlasnym widzimisie (ostatnio coraz modniejsze podejscie do muzyki). Jako tancerz dostrzegasz te roznice, natomiast dla sluchacza-nie tancerza jest to raczej niezauwazalne. Moze sie najwyzej zdziwic podczas przedstawienia baletowego, ze muzyka grana jest wolniej niz na jego plycie. Ale trzeba powiedziec, ze nie jest to tylko zjawisko czysto baletowe - roznice temp spotykane sa niemal we wszystkich rodzajach muzyki powaznej, bo oznaczenia temp w partyturze, zwlaszcza w muzyce dawniejszej, nie sa precyzyjne i pozostawiaja dyrygentom wiele swobody.
Tak Aggo, tylko ze dyrygenci nagrywajacy te plyty zwykle nie maja doswiadczenia z baletem na scenie i przy wyborze temp kieruja sie wylacznie partytura lub wlasnym widzimisie (ostatnio coraz modniejsze podejscie do muzyki). Jako tancerz dostrzegasz te roznice, natomiast dla sluchacza-nie tancerza jest to raczej niezauwazalne. Moze sie najwyzej zdziwic podczas przedstawienia baletowego, ze muzyka grana jest wolniej niz na jego plycie. Ale trzeba powiedziec, ze nie jest to tylko zjawisko czysto baletowe - roznice temp spotykane sa niemal we wszystkich rodzajach muzyki powaznej, bo oznaczenia temp w partyturze, zwlaszcza w muzyce dawniejszej, nie sa precyzyjne i pozostawiaja dyrygentom wiele swobody.
A wydawac by sie moglo, ze wlasnie w tancach narodowych powinno byc najlatwiej uchwycic wlasciwe tempo, tymczasem rzeczywiscie przyklady "samowolki" dyrygentow mozna tutaj mnozyc w nieskonczonosc, nie tylko zreszta w muzyce baletowej. Czasem mozna sie zastanawiac, czy dyrygenci rzeczywiscie wiedza cos o muzyce, ktora dyryguja, czy tez mysla przede wszystkim o swej "wizji artystycznej", ktorej nie moga przeciez krepowac jakies tam muzykologiczne "fakty" ;-).