Czy nie jest za późno by zacząć tańczyć?
[quote:af245d3b6b="Tanc..."]Amatorskie czy dla amatorów .... różnica jest ,czy może w stopniu dużo zawężonym względem programu nauczania.I kursy czy inne warsztaty nie dają papierka zawodowego tancerza i tu chyba jest problem.Choć z praktyki wynika ,że najważniejsze w teatrze są tkzw. AUDYCJE ,czyli przyjeżdzasz na lekcje i pokazujesz co potrafisz.I albo wypadniesz pozytywnie albo nie .I tym tokiem myślenia warto uczyć się choćby w prywatnej szkole baletowej.Papierek za nas nie zatańczy...[/quote:af245d3b6b]
No tak, ale sęk właśnie w tym, że umiejętności na tyle wystarczających, aby się dostać do teatru, niezmiernie trudno nabyć na różnych kursach - wcale nie z braku chęci, ale co można zrobić, jak ma się np. 3 godz zajęć tygodniowo po 1,5 godz? Przecież to jest tyle co nic. Nawet 5 razy w tygodniowo (czyli codziennie w dni robocze), to też jest bardzo, bardzo niewiele. W dodatku taka nauka kosztuje, i to wcale niemałe pieniądze. No i na dodatkowych zajęciach nikt aż tak bardzo nie przyciśnie, nie dba aż tak o rozwój ucznia, bo podejście jest bardziej na zasadzie 'ile chcesz, tyle z tego wyciągniesz', co niestety często przypomina bieganie po omacku. A nauczyciel w szkole wskaże drogę, której będzie konsekwentnie wymagał (i jest to raczej długoterminowe, a nie jak na np. kursach, kiedy nie wiadomo, czy ta sama osoba wróci w przyszłym miesiącu, czy nie).
Uważam, że w naszym kraju nadal jest zbyt mały wybór zajęć tanecznych (właściwie bez względu na technikę) - nie dość, że i wybór mały, to jeszcze wszystko się odbywa w porównywalnych godzinach, nie ma więc możliwości rozłożyć sobi zajęć tańca w ciągu całego dnia. A uważam, że tańczenie przez 2 godz dziennie to jest trochę za mało, by coś sensownego tu osiągnąć.
No tak, ale sęk właśnie w tym, że umiejętności na tyle wystarczających, aby się dostać do teatru, niezmiernie trudno nabyć na różnych kursach - wcale nie z braku chęci, ale co można zrobić, jak ma się np. 3 godz zajęć tygodniowo po 1,5 godz? Przecież to jest tyle co nic. Nawet 5 razy w tygodniowo (czyli codziennie w dni robocze), to też jest bardzo, bardzo niewiele. W dodatku taka nauka kosztuje, i to wcale niemałe pieniądze. No i na dodatkowych zajęciach nikt aż tak bardzo nie przyciśnie, nie dba aż tak o rozwój ucznia, bo podejście jest bardziej na zasadzie 'ile chcesz, tyle z tego wyciągniesz', co niestety często przypomina bieganie po omacku. A nauczyciel w szkole wskaże drogę, której będzie konsekwentnie wymagał (i jest to raczej długoterminowe, a nie jak na np. kursach, kiedy nie wiadomo, czy ta sama osoba wróci w przyszłym miesiącu, czy nie).
Uważam, że w naszym kraju nadal jest zbyt mały wybór zajęć tanecznych (właściwie bez względu na technikę) - nie dość, że i wybór mały, to jeszcze wszystko się odbywa w porównywalnych godzinach, nie ma więc możliwości rozłożyć sobi zajęć tańca w ciągu całego dnia. A uważam, że tańczenie przez 2 godz dziennie to jest trochę za mało, by coś sensownego tu osiągnąć.
[quote:977a8b1625="Joanna"][quote:977a8b1625="Tanc..."]Amatorskie czy dla amatorów .... różnica jest ,czy może w stopniu dużo zawężonym względem programu nauczania.I kursy czy inne warsztaty nie dają papierka zawodowego tancerza i tu chyba jest problem.Choć [b:977a8b1625]z praktyki wynika ,że najważniejsze w teatrze są tkzw. AUDYCJE ,czyli przyjeżdzasz na lekcje i pokazujesz co potrafisz.I albo wypadniesz pozytywnie albo nie .I tym tokiem myślenia warto uczyć się choćby w prywatnej szkole baletowej.Papierek za nas nie zatańczy[/b:977a8b1625]...[/quote:977a8b1625]
No tak, ale sęk właśnie w tym, że umiejętności na tyle wystarczających, aby się dostać do teatru, niezmiernie trudno nabyć na różnych kursach - wcale nie z braku chęci, ale co można zrobić, jak ma się np. 3 godz zajęć tygodniowo po 1,5 godz? Przecież to jest tyle co nic. Nawet 5 razy w tygodniowo (czyli codziennie w dni robocze), to też jest bardzo, bardzo niewiele. W dodatku taka nauka kosztuje, i to wcale niemałe pieniądze. No i na dodatkowych zajęciach nikt aż tak bardzo nie przyciśnie, nie dba aż tak o rozwój ucznia, bo podejście jest bardziej na zasadzie 'ile chcesz, tyle z tego wyciągniesz', co niestety często przypomina bieganie po omacku. A nauczyciel w szkole wskaże drogę, której będzie konsekwentnie wymagał (i jest to raczej długoterminowe, a nie jak na np. kursach, kiedy nie wiadomo, czy ta sama osoba wróci w przyszłym miesiącu, czy nie).
Uważam, że w naszym kraju nadal jest zbyt mały wybór zajęć tanecznych (właściwie bez względu na technikę) - nie dość, że i wybór mały, to jeszcze wszystko się odbywa w porównywalnych godzinach, nie ma więc możliwości rozłożyć sobi zajęć tańca w ciągu całego dnia. A uważam, że tańczenie przez 2 godz dziennie to jest trochę za mało, by coś sensownego tu osiągnąć.[/quote:977a8b1625]
Joanna - moja droga - 2 godziny dziennie - to juz WYPAS - dla osoby ,która uczy się danej techniki po za OSB .A w OSB jest tego troszke wiecej bo i 4 godz. ale srednia jest podobna ....Fakt ,że w OSB nauczyciel przycisnie ,ale z mojej praktyki pamietam ze owszem przycisnie ale 2 lub 3 uczniów a reszta po łebkach bo maja gorsze warunki i tacy uczniowie sie przeslizgują z klasy do klasy .....i to tez nie jest całkiem to co powinno byc ...........ale to juz dłuższa historia .... 8) Pozdro...Hej
No tak, ale sęk właśnie w tym, że umiejętności na tyle wystarczających, aby się dostać do teatru, niezmiernie trudno nabyć na różnych kursach - wcale nie z braku chęci, ale co można zrobić, jak ma się np. 3 godz zajęć tygodniowo po 1,5 godz? Przecież to jest tyle co nic. Nawet 5 razy w tygodniowo (czyli codziennie w dni robocze), to też jest bardzo, bardzo niewiele. W dodatku taka nauka kosztuje, i to wcale niemałe pieniądze. No i na dodatkowych zajęciach nikt aż tak bardzo nie przyciśnie, nie dba aż tak o rozwój ucznia, bo podejście jest bardziej na zasadzie 'ile chcesz, tyle z tego wyciągniesz', co niestety często przypomina bieganie po omacku. A nauczyciel w szkole wskaże drogę, której będzie konsekwentnie wymagał (i jest to raczej długoterminowe, a nie jak na np. kursach, kiedy nie wiadomo, czy ta sama osoba wróci w przyszłym miesiącu, czy nie).
Uważam, że w naszym kraju nadal jest zbyt mały wybór zajęć tanecznych (właściwie bez względu na technikę) - nie dość, że i wybór mały, to jeszcze wszystko się odbywa w porównywalnych godzinach, nie ma więc możliwości rozłożyć sobi zajęć tańca w ciągu całego dnia. A uważam, że tańczenie przez 2 godz dziennie to jest trochę za mało, by coś sensownego tu osiągnąć.[/quote:977a8b1625]
Joanna - moja droga - 2 godziny dziennie - to juz WYPAS - dla osoby ,która uczy się danej techniki po za OSB .A w OSB jest tego troszke wiecej bo i 4 godz. ale srednia jest podobna ....Fakt ,że w OSB nauczyciel przycisnie ,ale z mojej praktyki pamietam ze owszem przycisnie ale 2 lub 3 uczniów a reszta po łebkach bo maja gorsze warunki i tacy uczniowie sie przeslizgują z klasy do klasy .....i to tez nie jest całkiem to co powinno byc ...........ale to juz dłuższa historia .... 8) Pozdro...Hej
[quote:11f9a84f94]- moja droga - 2 godziny dziennie - to juz WYPAS - dla osoby ,która uczy się danej techniki po za OSB[/quote:11f9a84f94]
No właśnie. A te dwie godziny, co i tak jest niesamowitym osiągnięciem poza OSB, i już nawet nie na jedną technikę a na taniec w ogóle, to przecież i tak mało, żeby coś sensownego osiągnąć, nie ucząc się przy tym z 10 lat.
Porównując z osobami, które uczą się tańczyć na Zachodzie - w różnych celach, jedni profesjonalnie inni czysto rekreacyjnienie, to oni wypadają pod tym względem od Polaków niestety dużo lepiej... Rzadko np. zdarza się, żeby tam osoba tańcząca współczesny nie miała opanowanej klasyki na całkiem niezłym poziomie (właściwie możnaby mówić o klasyce na poz. średniozaawansowanym), a w Polsce? Mało kto z osób jeżdżących na wartsztaty po kraju i chodzących na różne zajęcia/ kursy ma w ogóle dobre rozciągnięcie, o podstawach klasyki nie wspominając.
Poza tym nawet taka osoba, która się prześliźnie przez OSB, będzie coś umiała przy 4-6 godz. tańca dziennie, to jest mobilność ciała (mam na myśli takie rzeczy jak kondycja, siła i odpowiedni dla danej techniki rozwój mięśni, technika) bez porównania lepsza, niż parę razy w tygodniu zajęcia z danej techniki gdzieś dodatkowo, wieczorem, gdzie chwali się za samo przyjście na zajęcia i za to, że ktoś z ulicy potrafi odróżnić lewą stronę ciała od prawej i zapamiętać sekwencję 5 ruchów.
Ale za to u nas jest jedna niezaprzeczalna zaleta :)
Jak już ktoś w Polsce uczy, to uczą naprawdę dobrzy pedagodzy - tancerze albo byli tancerzy, i to nie z Domów Kultury w jakiejś Wólce, ale z teatrów tańca czy operowych.
Bo wiadomo, że im więcej zajęć tym i kadra coraz średniejsza, więc przynajmniej jest jedna rzecz, w którrej wychodzimy na plus ;)
No właśnie. A te dwie godziny, co i tak jest niesamowitym osiągnięciem poza OSB, i już nawet nie na jedną technikę a na taniec w ogóle, to przecież i tak mało, żeby coś sensownego osiągnąć, nie ucząc się przy tym z 10 lat.
Porównując z osobami, które uczą się tańczyć na Zachodzie - w różnych celach, jedni profesjonalnie inni czysto rekreacyjnienie, to oni wypadają pod tym względem od Polaków niestety dużo lepiej... Rzadko np. zdarza się, żeby tam osoba tańcząca współczesny nie miała opanowanej klasyki na całkiem niezłym poziomie (właściwie możnaby mówić o klasyce na poz. średniozaawansowanym), a w Polsce? Mało kto z osób jeżdżących na wartsztaty po kraju i chodzących na różne zajęcia/ kursy ma w ogóle dobre rozciągnięcie, o podstawach klasyki nie wspominając.
Poza tym nawet taka osoba, która się prześliźnie przez OSB, będzie coś umiała przy 4-6 godz. tańca dziennie, to jest mobilność ciała (mam na myśli takie rzeczy jak kondycja, siła i odpowiedni dla danej techniki rozwój mięśni, technika) bez porównania lepsza, niż parę razy w tygodniu zajęcia z danej techniki gdzieś dodatkowo, wieczorem, gdzie chwali się za samo przyjście na zajęcia i za to, że ktoś z ulicy potrafi odróżnić lewą stronę ciała od prawej i zapamiętać sekwencję 5 ruchów.
Ale za to u nas jest jedna niezaprzeczalna zaleta :)
Jak już ktoś w Polsce uczy, to uczą naprawdę dobrzy pedagodzy - tancerze albo byli tancerzy, i to nie z Domów Kultury w jakiejś Wólce, ale z teatrów tańca czy operowych.
Bo wiadomo, że im więcej zajęć tym i kadra coraz średniejsza, więc przynajmniej jest jedna rzecz, w którrej wychodzimy na plus ;)
O rany 6 godzin dziennie to chyba nie mam żadnych szans. Ja tez zawsze marzyłam o tańcu, ale było to tylko marzenie.Jednak po obejrzeniu jeziora łabędziego zaczęłam się z mamą rozglądać za zajęciami. Gdy zaczęłam miałam ponad 11 lat i chodziłam na takie zajęcia ponad rok, ale to było nie profesjonalne, wręcz zabawowe. Teraz od kilku miesięcy chodzę gdzie indziej 4 razy w tygodniu co daje ok 6 godzin mam 13 lat. Musze dojeźdzać jest ciężko ale kocham balet i nie zrezygnuje ! Ale to chyba też za późno i nigdy raczej nie zostne baletnicą, choć bardzo tego pragne ....
Joanno, to co piszesz oczywiście ma znaczenie, liczba godzin, nawet jeśli ktoś chodzi codziennie na zajecia (tak jak ja) jest bardzo mała w porównaniu z OSB...Ale przecież, codziennie w domu, można ćwiczyć to, co było na lekcji, można się codziennie rozciągać, można wykorzystywać każdy moment, który pozwoli nam na stanie sie choć ciut lepszymi niż minuta temu :wink: Jeśli ktos na prawde bardzo chce i jest bardzo zmotywowany i zdeterminowany, to nie ma rzeczy niemożliwych.
To prawda, że można ćwiczyć w domu. Ale co z tego, że nawet łącząc Twoje całodzienne ćwiczenie wyjdzie, że masz powiedzmy 6 godzin, i przychodzisz na następną klasyki, a tam materiał jest dostosowany do wszystkich, również do tych, co ćwiczą tylko 2 razy w tygodniu? Oczywiście, skorzystasz z lekcji więcej od takich osób, ale i tak nie jest to rozwój w odpowiednim tempie. Nawet jakbyś się uczyła 9 lat w takim studiu, czyli teoretycznie tyle, co trwa nauka w OSB, to się tyle nie nauczysz, właśnie dlatego że to, co w baletówce dzieci nauczą się przez miesiąc, Tobie zajmie kilka razy dłużej. W studiach oczywiście z materiałem idzie się 'szybciej', ale i dużo mniej dokładnie. Uczy się piruetów wtedy, kiedy osoby wcale nie mają dopracowanej postawy ćwiczonej nieruchomo przy drążku przez długi czas, czy mięśni rozwiniętych przez codzienne powtarzanie tych samych ćwiczeń i wypracowanego pionu. W OSB zanim dzieci przejdą do battement jete, najpierw się z miesiąc przerabiają samo battement tendus. A prywatnie? Wszystko jest na pierwszej lekcji, rzadko kiedy dba się o aż tak dokładne zamykanie piątej, itd. Tak więc to w sumie tylko taka namiastka baletu.
-
.:Odylia:.
- Posty: 688
- Rejestracja: sob mar 05, 2005 3:43 pm
Zgadzam się z Joanną w zupełności-zwłaszcza w kwestii tego "pędzenia"z materiałem i uczenie rzeczy trudnych dzieci ktore nawet nie maja podstaw-owszem sa ludzie ktorzy dostaja sie np do zagranicznych szkół ale zazwyczaj jest to mieszanka-pare lat jakiegos studia +pare lat normalnej OSB(choćby rok),nigdy sie nie spotkalam z osobą która po samym studio dostała sie gdziegdziekolwiek czy w polsce czy za granicą :roll:
Ja wiem, wiem, wszystko to racja, ze w studiu jest szybiciej, i czesto mniej dokładniej. Ale ja jakoś wierze, że dzieki determinacji, można nadrobic dużo rzeczy samemu, można tez poprosic pedagoga zeby został z Toba po zajeciach i Ci cos wytłumaczył, albo zadał jakieś ćwiczenia, konkretnie dla Ciebie. I wiem, ze np. moi nauczyciele zawsze zostają i nigdy z tym nie bylo problemu. Jasne, ze szkoly baletowej nie nadrobie żadna miarą, bo to zupełnie inny system nauczania, zupełnie inne warunki. Ale tak jak sama napisała któraś z was - z zajec ze studia można wyciągnąc tyle ile sie samemu chce, bo nie ma takiej dysypliny jak w sb. Zgoda! A wiec ja sie sama zdyscyplinuje i wyciągne jak najwiecej :wink: czego i Wam zycze :)
[quote:745b89ec99="Marysia W"]Tak, ot, dla przyjemności uczestników- a nie żeby się zmęczyć, popracować, zrobić jedno ćwiczenie kilka razy, aby osiągnąć doskonałość, jak w szkole baletowej... [/quote:745b89ec99]
Z tym zmęczeniem to jednak bym się nie zgodziła ;)
Bo co jak co, ale zmęczyć się i spocić akurat można, i jedno ćwiczenie z jednej strony powtarzać po kilka razy też można.
MNoim zdaniem główną różnice stanowi liczbą godzin (nieporównywalnie mała), no i oczywiście coś w rodzaju - nie wiem jak to nazwać - nie ponoszenie odpowiedzialności za całościową naukę i rozwój takiego ucznia w studiu (ćwiczy się przez 1,5 godz. a potem hulaj dusza, robisz z tym co zechcesz; dlatego nie ustawia się programu na np. lata, miesiące czy tygodnie, jak to jest w OSB, że dzieci mogą sobie pozwolić na robienie 4 ćwiczeń łącznie z ukłonem przez dwa miesiące, a bardziej krótkoterminowo).
Z tym zmęczeniem to jednak bym się nie zgodziła ;)
Bo co jak co, ale zmęczyć się i spocić akurat można, i jedno ćwiczenie z jednej strony powtarzać po kilka razy też można.
MNoim zdaniem główną różnice stanowi liczbą godzin (nieporównywalnie mała), no i oczywiście coś w rodzaju - nie wiem jak to nazwać - nie ponoszenie odpowiedzialności za całościową naukę i rozwój takiego ucznia w studiu (ćwiczy się przez 1,5 godz. a potem hulaj dusza, robisz z tym co zechcesz; dlatego nie ustawia się programu na np. lata, miesiące czy tygodnie, jak to jest w OSB, że dzieci mogą sobie pozwolić na robienie 4 ćwiczeń łącznie z ukłonem przez dwa miesiące, a bardziej krótkoterminowo).
Joanna mar rację.
Bo wiadomo, że nigdy się nie wie czy do danej 'klasy' jeszcze dojdzie jakaś osoba. Nie można ustawić jakiegoś programu jak w szkole baletowej bo wiadomo, że jesli te osoby nie mają 10 (bo gdyby miały to poszłyby do szkoły baletowej) nie sprostają takim ćwiczeniom. Na wszystko będzie potrzeba więcej czasu i mże z 9 lat zrobić sie 14 a ile nie więcej. Takim amatorom trudniej zrobić szpagaty oraz wyrobić silę mięśni do adagio.
Ale jednakowoż takie studia baletowe, są choć w jednej setnej namiastką szkoły baletowej, dlatego ważne, by było coś takiego :)
Bo wiadomo, że nigdy się nie wie czy do danej 'klasy' jeszcze dojdzie jakaś osoba. Nie można ustawić jakiegoś programu jak w szkole baletowej bo wiadomo, że jesli te osoby nie mają 10 (bo gdyby miały to poszłyby do szkoły baletowej) nie sprostają takim ćwiczeniom. Na wszystko będzie potrzeba więcej czasu i mże z 9 lat zrobić sie 14 a ile nie więcej. Takim amatorom trudniej zrobić szpagaty oraz wyrobić silę mięśni do adagio.
Ale jednakowoż takie studia baletowe, są choć w jednej setnej namiastką szkoły baletowej, dlatego ważne, by było coś takiego :)