Skąd się biorą mężczyźni w balecie?

Zagadnienia techniczne, problemy tancerzy, zdrowie, pointy, ubiór, ćwiczenia itd.;
Marysia W
Posty: 815
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 4:17 pm

Post autor: Marysia W »

Nie zawsze "potem", zależy w jakiej szkole, ale zazwyczaj lekcje ogólnokształcące są przemieszane z zawodowymi. :)
pmd
Posty: 17
Rejestracja: sob cze 14, 2008 9:23 pm

Post autor: pmd »

Hmmm... temat ma już prawie 2 lata, ale też dorzucę swoje 0,03 PLN ;)

Na początku chciałem Wam, dziewczyny bardzo podziękowac za naprawdę bogatą... analizę teoretyczną hipotetycznych powodów (przeprowadzaną przecież "na sucho", bo patrzyłyście na sprawę z drugiej - kobiecej - strony)

Pojawiłem się na tym forum bardzo niedawno, toteż napiszę może coś o sobie - sądze, że wiele może to wyjaśnic jeśli chodzi o moje podejście...

Mam w tej chwili skończone 25 lat, balet na żywo widziałem... raz - 1 czerwca tego roku byłem w Teatrze Wielkim na "Śpiącej Królewnie" Czajkowskiego. Aż wstyd się przyznac, ale nigdy wcześniej nie miałem czy to chęci, czy okazji się tam wybrac. I co mogę powiedziec - będzie to może trochę poza tematem, ale tylko pozornie... Pierwszy raz od naprawdę dawna się dosłownie zachwyciłem. Nie potrafię powiedziec tak po prostu dlaczego. Nie umiem tego rozgraniczyc, że np. tak podziałała na mnie muzyka, że "zakochałem się od pierwszego wejrzenia" w Swietlanie w paczce... Tym bardziej, że byłem na najwyższym balkonie i to dośc mocno na skos (trochę ponad pół sceny widziałem). Sama muzyka... cóż - specjalnie bliska muzyka nigdy mi nie była, słuchu muzycznego praktycznie nie mam (jeśli dźwięki są od siebie dalej niż pół tonu i usłyszę jeden po drugim, potrafię powiedziec, który jest wyższy, który nie... Jesli jest pół tonu, lub mniej pomiędzy nimi, to czasem trafię :P), nie chodziłem do szkoły muzycznej (trochę to wynika z poprzedniego... i poprzednie z tego) i ogólnie rzecz biorąc nie wychowałem się w domu, w którym sztuka miałaby jakąś istotną "pozycję". Jedyne co pamiętam, co było u mnie "dziwne", to jeszcze z czasów podstawówki (czyli kilkanaście lat temu) - kiedy w szkole wszyscy (no, większośc) słuchała muzyki, że tak określę dyskotekowej (czyli głównie rytm, do tego trochę nut i jakieś - z reguły totalnie kretyńskie - słowa), ja słuchałem... Chopina... Znaczy nie tyle słuchałem non stop, co jeśli już mi się zdarzyło coś włączyc (a nie zdarzało się często), to był to Chopin, albo walce Straussa. To jedyne, co było takiego... dziwnego.

Ale wrócę może do tematu...

Pomimo, że wcześniej nie miałem żadnych z tańcem klasycznym związków (no, może prócz tego, że jadąc autobusem przejeżdżałem często koło OSB Turczynowicza ;)...), balet mnie po prostu zachwycił... Do tego stopnia, że zamierzam w październiku (teraz to trochę niewykonalne) zapisac się na kurs tańca klasycznego (do Riviery, albo do EDS - nic innego, gdzie przyjęliby takiego "dziadka" (chociaz niekoniecznie do orzechów :P) jak ja nie udało mi się w Warszawie znaleźc...). Jedno w tej chwili wiem na pewno - żałuję, że nie mam te 15 lat mniej, że nie mogę iśc do OSB... Nie wiem, czy bym sobie tam poradził, czy bym miał dośc motywacji, wytrwałości, samozaparcia, ale... chciałbym. Niestety jest za późno :(

No i teraz, dochodząc do sedna, postaram się odpowiedziec (albo raczej zastanowic) nad pytaniem "dlaczego"...

Czytając wcześniejsze posty co najmniej parokrotnie spotykałem się ze stwierdzeniami z którymi się zgadzam, oraz z takimi, które są moim zdaniem całkowicie błędne. Nie będę jednak cytował - w pracy siedzę, a tą odpowiedź klepię w Notatniku pomiędzy dwoma innymi oknami, nie jestem w stanie szukac kto w którym poście co napisał - mam nadzieję, że wybaczycie...

Pierwsze z czym się totalnie nie mogę zgodzic, to stwierdzenie, że to dlatego, że chłopcy/panowie/mężczyźni (dalej będę dla skrócenia posługiwał się okresleniem chłopcy, ale w domyśle chodzi o każdy wiek ;)) widzą na scenie tancerza, podoba im się jak wygląda (muskulatura itd.) i chcieliby też tak.
Uważam to za bzdurę! Dlaczego? Jeśli chłopiec będzie chciał "dobrze wyglądac", to zamiast na balet pójdzie na siłownię! Osiągnie w kilka miesięcy podobne efekty (wizualnie, nie mówię o np. świadomości własnego ciała itd, tylko o tym, co widac) co tańcząc przez kilka(naście?) LAT! Poza tym siłownia jest "męska", a balet nie...

Druga sprawa, to po prostu taniec. Przez ponad rok chodziłem na kurs tańca towarzyskiego. Ale mimo wszystko nie powiem, żeby mi szczególnie przypadł do gustu. Jak się zastanawiałem dlaczego, to dochodzę do wniosku, że przez "bylejakośc"... Może to była kwestia prowadzenia zaję, może kwestia "zaawansowania" grupy (mojego oczywiście też), ale doszedłem do wniosku, że nie tego szukałem. Tak naprawdę motywacją do zapisania się były dwie sprawy - po pierwsze bo miałem okazję (znajoma sama mi zaproponowała, czy bym nie chciał, bo ona chciała się zapisac), a po drugie (a może to było pierwsze, a tamto drugie?...) - jak już ktoś wspominał w tym wątku, zaczęło mnie już drażnic "podpieranie ściany" ;) W każdym razie przygoda z tańcem towarzyskim skończyła się jakiś czas temu.

Taniec klasyczny jest - w moim odczuciu - czymś... doskonałym (nie obawiam się uzyc tego słowa). Nie zawsze wykonanie jest doskonałe, ale sam taniec, same zasady są na tyle szczegółowe, konkretne, że uważam go za coś doskonałego (w którymś wątku ktoś napisał coś ciekawego - że z jednej strony ludzie uważają, że wystarczy "kiwnąc palcem" na scenie i już się dostaje oklaski, ale z drugiej, żeby to "kiwnięcie" wyglądało tak, jak powinno, to potrzeba wielu godzin cwiczeń... - właśnie o tej dbałości o szczegóły piszę...). Ale teraz pytanie, czy samo dążenie do doskonałości wystarczy? Nie sądzę... Jest wiele róznych dróg, które w taki, czy inny sposób prowadzą do samodoskonalenia. Począwszy od typowo "duchowych", jak wszelkiego rodzaju religia, czy medytacje, zbliżając się do coraz bardziej "fizycznych" przechodząc przez Tai Chi, Jogę, Kung Fu, Karate (celowo w tej kolejności - Kung Fu to przede wszystkim sztuka medytacji - ruch ciała ma tylko temu pomagac, o czym wielu "adeptów" nie ma pojęcia...) czy inne sztuki walk (zwłaszcza dalekowschodnie), w których przecież też jest niezwykła dbałośc o szczegóły... I z pewnością jako droga do "samodoskonalenia" sztuka walki jest dla chłopca bardziej "pociągająca" niż taniec...

Jest jeden element w tańcu klasycznym, którego próżno szukac w innych wcześniej przeze mnie wymienionych "drogach"... Jest to piękno. Kiedy byłem w TW nie zachwyciła mnie "męskośc" solisty, warunki fizyczne tancerzy i tancerek, nie myślałem o tym jak o ich dążeniu do doskonałości, czy nawet jako o własnym katharsis... Zachwyciło mnie piękno! Bo to było naprawdę coś pięknego. W dzisiejszym świecie jest tego tak mało, że stanowi naprawdę towar deficytowy. Wszystko jest sztuczne, plastykowe, nie ma żadnych większych wartości, muzyka jest "szybka, łatwa i przyjemna", w tańcu jest "wolnośc" (polegająca na tym, że każdy po prostu porusza się w takt muzyki w mniej lub bardziej estetyczny sposób i nikt nikomu nie powinien niczego narzucac, bo jest demokracja - wiem, że przesadzam, ale tak to czuję), wszystko można kupic, wycenic, przeliczyc na inne pseudowartości. Zastanawiające dla mnie jest to, że nawet patrząc na samą muzykę - Czajkowski, Chopin... w końcu tworzyli "kilka" lat temu i jeszcze ludzie się tym zachwycają, a "wielcy muzycy" dzisiejszych czasów popkultury są jak ten "płaz w skorupie" z Ody do Młodości Mickiewicza - "wtem jak bańka prysnął o szmat głazu..." - gwiazdki jednego sezonu, a potem się już o nich nie pamięta, przyjdzie ktoś inny, popularniejszy, może w krótszej spódniczce, może bardziej beszczelny... Ech, znowu od tematu odbiegam - wybaczcie...

Podsumowując... Dlaczego? Uważam, że konieczne jest kilka elementów. Po pierwsze kwestia wartości (trzeba umiec dostrzec piękno tu, gdzie jest, a nie tu, gdzie MTV pokazuje), po drugie zachwyt (trzeba się baletem zachwycic), po trzecie możliwości różne (np. odpowiedni wiek, budowa anatomiczna, sytuacja rodzinna - jesli rodzice dziecku powiedzą "wybij to sobie z głowy", to będzie raczej ciężko...). Takie jest moje zdanie.

Mam nadzieję, że coś wniosłem do dyskusji :)
pozdrawiam
Piotrek

ps. jeszcze jedno - dziewczynki mogą wyglądac lekko w tańcu, byc delikatne itd, ale dlaczego wg. stereotypów, chłopcy powinni byc jak - przepraszam za wyrażenie - "nieruchome kloce"?...
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

absolutnie chłopcy nie maja być jak "nieruchome kloce" - jak to stereotyp-zazwyczaj jest błedny lub co najmniej wykoślawiony.

Super post, dzieki Piotrze za podzielenie się Twoimi przemysleniami. Miło poczytać jak ktoś taki jak Ty tak angazuje sie i odkrywa piekno baletu w jeden wieczór. Po prostu serce rosnie ;)

Mam nadzieje ze teraz będziemy sie od czasu do czasu mijać na korytarzach TW-ON podczas spektakli baletowych

PS. Dorosłych, nawet bardzo ucza tez o ile wiem w Studio na Moliera..... przynajmniej wiem ze ćwicza tam sobie nawet pary w okolicach 40-tki :)
Wojtek4p
Posty: 246
Rejestracja: pt lis 19, 2004 11:19 pm

Post autor: Wojtek4p »

Witaj Piotrek. Wielkie bravka dla Ciebie, że jako kolejny facio na tym forum przyznałeś się do swojej fascynacji tańcem klasycznym.
Ja wcześniej też pisałem o swojej bardzo późno odkrytej fascynacji do tej formy tańca, i cały czas załuję po raz enty, że kilkanaście lat wcześniej nie walnęłą mnie cegiełka z jakiejś kamienicy, która po olśnieniu doprowadziła by mnie w mury jakiejś szkoły baletowej.
Zgodzę się z Tobą czy byłaby to trafna decyzja ?, czyli czy miałbym tyle samozaparcia żeby wytrzymać tak mordeczą pracę to już inna sprawa, ale uważam że zawsze warto spróbować bo nie robienie niczego jest gorsze.
Życzę powodzenia i spełnienia marzeń związanych z tańcem klasycznym- to jest najpiękniejsza forma tańca. Pozdrawiam Wojtek.
pmd
Posty: 17
Rejestracja: sob cze 14, 2008 9:23 pm

Post autor: pmd »

:) Miło zauważyć, że nie jestem.. jedynym takim dziwakiem ;)
pozdrawiam
Wojtek4p
Posty: 246
Rejestracja: pt lis 19, 2004 11:19 pm

Post autor: Wojtek4p »

Witaj Piotr ponownie. Nie uważałbym to za dziwactwo ani faceta za dziwaka interesującego się tańcem klasycznym, bo przyjmijmy taką wersję wydarzeń jak np. analogicznie w filmie Sexmisja, że tańczą w przedstawieniach tylko same kobitki-tancerki ileż sam taniec klasyczny by na tym stracił.
Przecież facet tancerz też wnosi dużo wiele do tańca klasycznego, co tu pisać ile wspaniałych duetów tancerzy i tancerek dzieki temu można podziwiać, ech aż słów brakuje ze wzruszonka by moć je wyrazić.
Jeszcze raz pozdrawiam Wojtek. :smile: :wink: .
pmd
Posty: 17
Rejestracja: sob cze 14, 2008 9:23 pm

Post autor: pmd »

Wiesz... ja się z Tobą zgadzam... żeby nie było :P Określenie "dziwak" jest odzwierciedleniem - jak sądzę - stereotypów... Bo chyba nie zaprzeczysz :)
pozdrawiam
nathaliye
Posty: 2264
Rejestracja: czw wrz 27, 2007 6:51 pm

Post autor: nathaliye »

ja uważam ze nie ma w tym żadnego dziwactwa, ogólnie nie lubię takiego stwierdzenia ze ktoś sie ujawnił że ogląda taniec klasyczny, boks zazwyczaj oglądają mężczyźni ale jest wiele kobiet tym zafascynowanych i nie ma w tym żadnej anomalii, tak samo jest z tańcem klasycznym i tak samo jest z wieloma rzeczami, i nie ma w tym nic dziwnego
pmd
Posty: 17
Rejestracja: sob cze 14, 2008 9:23 pm

Post autor: pmd »

[b:cce035edb7]nathaliye[/b:cce035edb7], masz całkowitą rację, że nie ma w tym "dziwactwa". Ja to wiem, Ty to wiesz, zapewne wszyscy na tym forum uznaliby to za rzecz całkowicie normalną. I się z tym zgadzam. Faktycznie dośc niefortunnie użyłem tego określenia - wybacz...
MichalSuperstar
Posty: 3
Rejestracja: pt maja 23, 2008 9:42 am

Post autor: MichalSuperstar »

ja tancze juz dwa lata, zapisałem się na balet ponieważ chciałem poczuć swoje ciało, popracować nad sylwetką...

ale jezeli chodzi o chłopcow, ktorzy w wieku 6/7 lat idą na egzamin do OSB, tak naprawde nie wiedzą co to jest balet i tutaj powiem wiecej poprostu rodzice zapisują dziecko bo chcieliby aby był tancerzem, lub jest to ich niespełnione marzenie :) :razz:
ODPOWIEDZ