Marek Weiss-Grzesiński

Słynni tancerze, zespoły baletowe, choreografowie, pedagodzy, tancerze polskich scen, krytycy, etc.;
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Kasiu, moge spytać ile zapłaciłaś za książkę?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

39.90 zł w Traffic Klub w Warszawie
..::Caroline::.
Posty: 80
Rejestracja: pt lut 15, 2008 6:03 pm

Post autor: ..::Caroline::. »

Ja też kupiłam, choć rączki mi się trzęsły...
"Mojej żonie Izadorze" tak więc dziś zarywam noc :twisted:
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

wywiad z dyrektorem POB

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/60309.html
BALETKA
Posty: 23
Rejestracja: pn mar 27, 2006 9:57 pm

Post autor: BALETKA »

Krótko - dobry reżyser - ale - ZŁY DYREKTOR DYKTATOR !!!
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

krótko - gorąco polecam spektakl w rezyserii M. Weiss-Grzesinskiego "Juliusz Cezar" Haendla w Warszawskiej Operze Kameralnej. Wiem, ze tu na forum baletowym może nie wszystkich to zainteresuje ale przedstawienie jest bardzo dbore, dawno na polskich scenach nie widziałam i nie słyszałam tak dobrego!!!!!!
milton
Posty: 408
Rejestracja: sob lis 12, 2005 4:25 pm

Post autor: milton »

Miltonu na premierę niestety nie dotarł, bo zjazd miał na studiach. Ale będzie już we wtorek. Już po nazwiskach można było się spodziewać że będzie znakomicie. No i opera barokowa jest u as szczególnie rzadko grana.

Natomiast co do postaci samego Marka Weissa Grzesińskiego. Poprzedni wywiadem byłem wprost oburzony (szczególnie w części dotyczącej nowej, teatralnej, często neo-brutalistycznej wizji opery np. Warlikowski czy Treliński). I ogólnie ze tej opinii wiało zazdrością do tych 2 postaci (bo jak się porówna osiągnięcia reżyserskie Warlikowskiego i Trelińskiego a Grzesińskiego to od razu widać, że to zupełnie inna liga). i Spektakle, które widziałem ostatniego pa (na odebrałem jakie konserwatywne (no nie widziałem niestety tego wolnego strzelca z Wok) z elementami kiczowatymi (typu koszmarny anioł w Nabucco). Ale nie oceniam ich negatywnie. Tworzy spektakle na przyzwoitym poziomie, pewnie zdarzy mu się stworzyć coś bardzo dobrego (jak ostatni spektakl z woku na który idę we wtorek).

Ale właśnie ten drugi wywiad bardzo mi się podobał. I zgadzam się z nim w 90% procentach. Te 10% to nachalna promocja swojej żony, która zdecydowanie budzi mój niesmak. Ponieważ jego słowa nie mają przełożenia w spektaklach które nie otrzymały tak entuzjastycznych recenzji. Ale już co do koncepcji baletu szczerze mówiąc się zgadzam. W europie to się niejednokrotnie zdarzało, i często ze znakomitym skutkiem. I myślę że przyda się jedna scena tego typu w Polsce. Z tym się wiąże to, że pewne wstawki w operach będzie trzeba przerobić na współczesne. I dobrze. Dla mnie liczy się ferment artystyczny i żeby było ciekawie. I w tym momencie nie zgodzę się, że jest to zły dyrektor. Zacznę może od słowa dyrektor-dyktator. Jeżeli polega to na tym że dokonuje decyzji sam, i nie przejmuje się związkami zawodowymi czy opiniami artystów w teatrze to oklaski dla niego. Z dyrektorów w polsce przejmuje się dyrektor Pietras. I efekty artystyczne są straszne. Koncepcja kontraktów jest bardzo słuszna. System stagione w teatrach tej wielkości jest bardzo uzasadniony.
A teraz proponuję zajrzeć do repertuaru który proponuje Marek Waiss Grzesiński. I tu kolejne prawa. Tanecznie już nie sama Izadora, ciekawy dziadek do orzechów, pojawi się Przybyłowicz. A operowo?? Za dyrekcji pana Pietkiewicza pomarzyć sobie można było o takim. Wygląda na to, że w następnym sezonie opera bałtycka będzie miała 2 najlepszy repertuar w całej polsce (po TW-On Dąbrowskiego i Trelińskiego). Salome, Gwałt na Lukrecji, Eugeniusz Oniegin. Halka również będzie (jednego Moniuszkę milton przeżyje). Cieszą również słowa o Wagnerze, które w tym kraju w ogóle się niestety nie gra.
Poza tym orkiestra pracuje nad poziomem, chór również. Śpiewacy ściągani do konkretnych spektakli.

Podsumowując. W/g mnie dyrektorem jest dobrym. Ja na polskie warunki nawet bardzo. Droga współczesnej, często trudnej sztuki jest nie popularna, trudna ale ciekawa. I z tego punktu widzenia trzymam kciuki, bo taka scena jest w tym kraju bardzo potrzebna.
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Milton w tej chwili nienawidzę Cię za to co napisałeś, mam nadzieje, że jesteś w stanie mi to wybaczyć...

Jeśli Pan Weiss-Grzesiński ma rzeczywiście szczere intencje i jeśli jakimś cudem uda mu się zdziałać coś dobrego w Operze Bałtyckiej to chwała mu za to - ja w to dawno już zwątpiłam choć byłam zdaje się osobą, która najdłużej broniła się przed przekreślaniem z góry nowego dyrektora Opery... serce się kraja, że jest to prawdą, że balet w Gdańsku od jakiegoś czasu nie miał się najlepiej, ale Pan Weiss Grzesiński - powiem metaforycznie - dobił umierającego. Mam wrażenie, że z zespołu, który miał ogromny potencjał do wystawiania zarówno dzieł klasyznych jak i współczesnych (z resztą patrz nie tylko wspaniała historia POB z czasów A. Boniuszko i Jarzynówny-Sobczak, ale też ostatnie lata, w których mogliśmy zobaczyć kilka "perełek" - również współczesnych jak "Edith" Gidla, czy niech nawet będzie to nieszczęsne "Z nieba..." Izadory, które choć momentami banalne, było dobrze przyjętym, ładnym przedstawieniem, a oprócz tego dało się w tym samym sezonie tańczyć klasykę - "Dziadka", "Don Kichota...", na gali z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca w sezonie 2006/7 były zarówno fragmenty choreografii klasycznych i współczesnych i publiczność przyjąła to dobrze - w tym "nasza" część publiczności i ja sama - która stara się wiedzieć co ogląda a nie jak za przeproszeniem tępaki na których tak zależy panu Weissowi, którzy pomimo ogromnych bilboardów z nazwiskami i zdjęciami tancerzy i w ostatnim czasie dobrych programów z których można się dowiedzieć kto tańczy, tak jakby byli analfabetami nie umieją powiedzieć kto im podobał - sory, ale tak myślę o nowej publiczności i mam do tego podstawy. Osoby, którym zależało na tym miejscu - zarówno tancerze, jak i stała publiczność zostały w brzydki sposób nie tylko wyśmiane i obrażone przez tego Pana ale już dawno nie mają tam swojego miejsca. Serce mi się kraja, bo mam dziwne wrażenie, że już teraz nie ma o co walczyć. Ja akurat mam to szczęście, że udało/udaje i mam nadzieje, że uda mi się zagrzać na stałe "kawalątek" swojego miejsca w Wwie. Natomiast ambitna Gdańska młodzież, a wbrew pozorom jest obszerna grupa takich osób nie ma gdzie się teraz zapoznać nawet z kilkoma zasadniczymi tytułami, które TRZEBA znać koniecznie, po to aby móc odpowiednio ocenić wartość dzieł współczesnych - bo nie oszukujmy się - to że nieobeznanemu widzowi prawie każde mięso które mu rzucisz będzie się podobało nie jest sprawą decydującą o prawdziwej jakości przedstawienia...

Zapędzam się i pisze niespójnie - ale kurna, jakby nie patrzeć targają mną w tym momencie wielkie emocje. Nic nie zmieni tego, że tam jest mój dom i że nie mogę traktować obiektywnie wielkich zapowiedzi o planowanym wspaniałym sezonie tylko z punktu widzenia wartości proponowanych tytułów ( z resztą - zobaczymy ile z tego wielki, wspaniały i zapatrzony w swoją wizję Pan Weiss zrealizuje, bo jak na razie to tylko "słowa, słowa, słowa..."). Jak na razie możemy go oceniać po tym co zrobił przez ostatnie pół roku - a co zrobił - rozp**** balet dając nam w zamian chłam, goliznę, "sprane i zmiętolone" jednorożce i scenografie na którą wręcz nie da się patrzeć w "4&4", już kij z niespójnością i bez sensem całego przedstawienia, nawet jeśli podobało mi się kilkiu tancerzy i nawet było kilka ciekawych scen - czy wyobrażasz sobie by w OPERZE - musieć odwracać wzrok, bo niektóre fragmenty, nawet jeśli nie obrazoburcze to są po prostu strasznie brzydkie?? Z resztą wyobrażasz to sobie na pewno bo Wwa ma "Twardowskiego..."... są na pewno miejsca gdzie wszystko jest dozwolone, ale OPERA jest miejscem, które z zasady powinno trzymać poziom, są inne miejsca na testowanie dzieł współczesnych.

A jak potraktował M. Insadowską, albo w jaki sposób rozmawiano z A. Boniuszko podczas tegorocznego Dnia Tańca?? Po prostu szkoda gadać, a nie o wszystkim też można. To samo tyczy się zespołu baletowego i publiczności - mam wrażenie, że wszyscy zostali zdeptani przez tego zarozumiałego człowieka i już nie chce mi się przytaczać cytatów i tego co zrobił w tym miejscu. Czy wyobrażasz sobie np. żeby podczas zbliżającej się wizyty M. Plisieckiej, ktoś ją obraził w Teatrze Wielkim? Czy mógłbyś szanować takiego człowieka? Absolutnie nie. Bo zostawiając wszystkie sprawy ideologiczne i to z czym się zgadzamy a z czym nie pewne sprawy są "świętością", albo są po prostu ważne. I jeśli ktoś przychodzi z zewnątrz zapowiadając wspaniałą przemianę i wzniesienie na światowy poziom tego miejsca ale zaczyna to robić od zburzenie i oplucia wszystkiego co pozostało w tym miejscu wartościowe to sory ale nie może dostać wsparcia od tych którzy tu byli przed nim i zostawili kawał swojego życia i serca i zostaną z tymi "ruinami" (które niestety przeczuwam, że pan Weiss zostawi po sobie), gdy on po kilku latach wyjedzie sobie do innego teatru.

Przyznam się szczerze (i uwierz że na pewno czekam na dwie zapowiadane w tym sezonie premiery na prawdę z sercem na ramieniu), że na prawdę mam nadzieję na to że dwa planowane tytuły baletowe będą wartościowe - bo na prawdę chce móc znaleźć w "NOWEJ" Operze coś dla siebie - wyobraź sobie, że dobrze jest mieć do czego wracać gdy myśli się o rodzinnym mieście...

A jutrzejsze przedstawienie WOK mam nadzieję, że uda mi się jakimś cudem obejrzeć zapominając o tym, że wyreżyserował je człowiek którego tak nie znoszę...z resztą skoro jest złym dyrektorem, nawet trudno go nazwać słabym pisarzem (no ale niech będzie skoro udało mu się popełnić coś co nazywa się powieścią - o tej książce nawet nie chce się za bardzo dyskutować - jest tak słaba), to niech już będzie dobrym reżyserem - choć ja tam nie wiem jeszcze czy taki on dobry jak mówicie - pooglądam, sprawdzę i możliwe że przyznam racje - na razie w jego reżyserii widziałam jedynie Rigoletto. Byleby tylko przestał dyrektorować Operą (lub w co nie wierze, jego zapowiedzi i wspaniałe plany udało się zrealizować) a jak już zostawi Gdańsk w spokoju to byle przypadkiem nie wziął się znów za Wwę - bo takie mary nocne mnie czasem nachodzą, że nie wiem co bym zrobiła, gdyby spełniło się marzenie o odejściu pana Weissa z Gdańska ale gdyby zachciało mu się odejść akurat do stolicy...

sory - ale nie potrafie szanować człowieka, który nie okazał ani kszty szacunku publiczności, Operze i ludziom z nią związanym i miastu, które jest moim domem, czyli jednym słowem i mi samej. A tego czy chór, śpiewacy, repertuar operowy (w sensie i zapowiadanych tytułów i jakości ich wykonywania) nie możesz ocenić - po pierwsze dlatego, że to dopiero zapowiedzi i to co sam dyrektor mówi o sobie - więc napewno nie jest obiektywne, musiałbyś słyszeć jaki poziom był wcześniej a jaki jest i jaki będzie albo poczytać co pisze krytyka, gdyby ktoś sensownie o gdańskiej Operze pisał... a mam wrażenie, że dziennikarzy którzy pisząc o operze i balecie w Polsce przy okazji robią to jak należy lub przynajmniej poprawnie jest jak na lekarstwo...

no nic, mam nadzieje, że jutro z przyjemnością uda mi się zapoznać z ponoć najbardziej znanym dziełem, jak piszą drugiego po Bachu wielkiego kompozytora baroku... no i że się miltonu na żywo nie pokłucimy o jakiegoś tam MWG ;)
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

zgadzam się ze dyrektora czy każdego innego artyste należy oceniac nie po zapowiedziach ale po tym czego dokona i co zrealizuje. Abstrahując od silnych emocji targających gdańskimi milośnikami POB wrzucę tu kamyczek - brak nam w Polsce cierpliwości by znosić kolejne "rewolucje" na kolejnych scenach i oczekiwać na spodziewane efekty, bo w efekcie przy ciągłych zmianach dyrekcji mam non stop "rewolucję" a prawie nigdy normalną, spokojną dzialalność artystyczną (spektaklularnym precedensem jest WOK, gdzie tez zdarzają sie gorsze i zle spktakle ale generalnie wiadomo czego oczekiwać, a widz czuje się jak u siebie - czasem nawet skłonny jest więcej wybaczyć... - no ale tam od ponad 40 lat dyrektoruje ta sama osoba). Powiem tak:
na logikę i z obiektywnej przyzwoitości powinno się dać czas MWG na przeprowadzenie swej reformy i uzyskane efekty
z drugiej strony jesli widzi sie (nie wiem - nie widzialam, słysze tylko doniesinia z drugiej reki) tychże efektow a tylko odczuwalny spadek propozycji artystycznych a przy tym slyszy się o niemilych incydentach... trudno oczekiwać z załozonymi rękami jak skonczy się ta :rewolucja" i kt jeszcze polegnie na jej barykadach.. hm... trudna sprawa, w końcu i w innych teatrach nie raz protestowano żeby nie dawać danej dyrekcji "dokończyć" kadencji żeby więcej nie "naszkodziła"..... podkreślam - nie odnosze tego jeszze do dyr. MWG bo nie znam z autopsji żadnych jego gdańskich poczynań ani spektakli, ale powyższe uwagi Miltona i M. sklonily mnie d tych rozważań

Dorobek rezyserski MWG cenię bardzo wysoko- wychowalam sie na kiku jego sztandarowych realizacjach w TW-ON, zeby wymienć tyko Nabucco (pal sześć aniola - też go niecierpię), Traviatę, Makbeta, Fausta.... :) Książkę przeczytalam i podobne jak M. nie jestem zachwycona, ale swoje uwagi, być moze z racji doświadczenia recenzenckiego a moze wieku swoje uwagi ujęłabym lagodnej i chetnie bym o nich podyskutowala ;)
Rossignol
Posty: 10
Rejestracja: pn paź 20, 2008 3:43 pm

Post autor: Rossignol »

Nie znam MWG jako dyrektora, więc trudno mi na ten temat coś powiedzieć, ale jako reżysera muszę przyznać, że bardzo go cenię (od razu mówię, że znam go głównie ze scen warszawskich). Czytając wypowiedź Miltona, stwierdzam, że faktycznie repertuar zapowiada się interesująco (ale dlaczegóż to jednego Moniuszkę Milton miałby przeżyć? Czy Milton nie lubi Moniuszki? :? szkoda...). Zgadzam się, że żeby coś ocenić dogłębnie, należałoby poczekać na konkretne efekty... choć z tego co pisze M. to to jest po prostu jedna wielka tragedia... :( . Abstrahując już od samej postawy pana dyrektora... cóż, można mieć optymistyczną nadzieję, że pan MWG zrealizuje jednak te ambitne plany repertuarowe i taką nadzieję żywię i tego życzę sobie i wszystkim zainteresowanym. Nie pozostaje nic innego jak czekać na rozwój wydarzeń i modlić się żeby nie było wpadek (no dobrze, to już wersja bardzo optymistyczna, ale co nam pozostaje, jeśli nie wierzyć w cuda? ;) ) W ogóle na polskich scenach operowych jakiś kryzys... ech... co to się dzieje w tym kraju? :(
P.S. A Wagnera w Polsce mało, bo niewielu śpiewaków, którzy naprawdę są w stanie go wykonać na poziomie. Chyba taki też strach przed ryzykiem, sądzę...
ODPOWIEDZ