Tancerze - serial taneczny
Ja po prostu nie jestem w stanie obejrzeć wiecej niż 5 minut odcinka. Obejrzałam dwa w całości i po prostu głowa mnie bolała.
Ale nie mogę się zgodzić, że od serialu nie ma co wymagać dobrej gry aktorskiej. Podział na aktorów teatralnych, serialowych i filmowych istnieć może tylko w USA, gdzie aktor może się utrzymać wybierając jedną tylko "dyscyplinę". Tam rzeczywiście aktorzy serialowi rzadko okazują się na tyle dobrzy, by zagrać w filmie czy teatrze. W Polsce jednak nawet najlepsi grają ogony w serialach z prostej przyczyny - pensja w teatrze to śmiech na sali. Dlatego można do serialu wybrać aktorów dobrych, umiejących zagrać, dla których rola w "Tancerzach" nie byłaby taka trudna. Owszem, serial ma w obsadzie niezłe nazwiska - Mecwaldowski, Dorociński, Baka... Ale oni pojawiają się rzadko, dominują ludzie którzy z aktorstwem wiele wspólnego nie mają. Nawet "Na Wspólnej" jest lepiej zagrane.
Poza tym: postaci schematyczne, wątki wydumane, sztuczne, bądź banalne, wszystkiego można się było domyślić po pierwszym odcinku, dialogi beznadziejne (czyli scenariusz leży), na reszcie się nie znam. Żeby nie było nieporozumień: ja nie wymagam od serialu powagi filmu Bergmana. Po prostu nie chcę się męczyć oglądając go.
Poza tym miał to być od początku serial taneczny i, oczywiście, nie mogą pokazać ile godzin się pracuje na sali, ale były już filmy, w których widać było ile wysiłku się wkłada w naukę techniki, jak się pracuje nad choreografią i było to ciekawe. Tutaj natomiast wchodzą na salę, od razu tańczą układ w ślicznych strojach, a o lekcji baletu to już pisałam wcześniej jak mnie rozbawiła. Dobry serial ma jednak JAKIEŚ korzenie w rzeczywistości. I wcale nie jest tak, że ludzie wiedzą. Moja mama na przykład na moje parsknięcie śmiechem podczas pokazu owej lekcji stwierdziła, że przecież to są wyselekcjonowani tancerze i dlatego tak od razu potrafią zatańczyć ładnie klasykę. Nie wspominając już o gościu z mojej grupy na warsztatach, który przyszedł na zajęcia z ragga do Joao Assuncao w dżinsach i z głupim uśmieszkiem (pewnie sądząc, że sobie potrzęsie pupą i się pobuja, i będzie fajnie), a po jakichś 3 minutach, jak spróbował powtórzyć układ to ten uśmieszek jakby zniknął. Potem był jeszcze ze mną na street jazzie, ale tam to już stanął pod ścianą i tylko patrzył...
Słowem... Dobra, fajnie że ktoś coś takiego wymyślił, ale naprawdę można było to zrobić o wieeele lepiej przy trochę lepszych wyborach obsadowo-scenariuszowo-reżyserskich. Jak mam ochotę na bajki to wolę sobie "Czarodziejkę z księżyca" zapuścić, chociaż nawet ona ma więcej realizmu...
Ale nie mogę się zgodzić, że od serialu nie ma co wymagać dobrej gry aktorskiej. Podział na aktorów teatralnych, serialowych i filmowych istnieć może tylko w USA, gdzie aktor może się utrzymać wybierając jedną tylko "dyscyplinę". Tam rzeczywiście aktorzy serialowi rzadko okazują się na tyle dobrzy, by zagrać w filmie czy teatrze. W Polsce jednak nawet najlepsi grają ogony w serialach z prostej przyczyny - pensja w teatrze to śmiech na sali. Dlatego można do serialu wybrać aktorów dobrych, umiejących zagrać, dla których rola w "Tancerzach" nie byłaby taka trudna. Owszem, serial ma w obsadzie niezłe nazwiska - Mecwaldowski, Dorociński, Baka... Ale oni pojawiają się rzadko, dominują ludzie którzy z aktorstwem wiele wspólnego nie mają. Nawet "Na Wspólnej" jest lepiej zagrane.
Poza tym: postaci schematyczne, wątki wydumane, sztuczne, bądź banalne, wszystkiego można się było domyślić po pierwszym odcinku, dialogi beznadziejne (czyli scenariusz leży), na reszcie się nie znam. Żeby nie było nieporozumień: ja nie wymagam od serialu powagi filmu Bergmana. Po prostu nie chcę się męczyć oglądając go.
Poza tym miał to być od początku serial taneczny i, oczywiście, nie mogą pokazać ile godzin się pracuje na sali, ale były już filmy, w których widać było ile wysiłku się wkłada w naukę techniki, jak się pracuje nad choreografią i było to ciekawe. Tutaj natomiast wchodzą na salę, od razu tańczą układ w ślicznych strojach, a o lekcji baletu to już pisałam wcześniej jak mnie rozbawiła. Dobry serial ma jednak JAKIEŚ korzenie w rzeczywistości. I wcale nie jest tak, że ludzie wiedzą. Moja mama na przykład na moje parsknięcie śmiechem podczas pokazu owej lekcji stwierdziła, że przecież to są wyselekcjonowani tancerze i dlatego tak od razu potrafią zatańczyć ładnie klasykę. Nie wspominając już o gościu z mojej grupy na warsztatach, który przyszedł na zajęcia z ragga do Joao Assuncao w dżinsach i z głupim uśmieszkiem (pewnie sądząc, że sobie potrzęsie pupą i się pobuja, i będzie fajnie), a po jakichś 3 minutach, jak spróbował powtórzyć układ to ten uśmieszek jakby zniknął. Potem był jeszcze ze mną na street jazzie, ale tam to już stanął pod ścianą i tylko patrzył...
Słowem... Dobra, fajnie że ktoś coś takiego wymyślił, ale naprawdę można było to zrobić o wieeele lepiej przy trochę lepszych wyborach obsadowo-scenariuszowo-reżyserskich. Jak mam ochotę na bajki to wolę sobie "Czarodziejkę z księżyca" zapuścić, chociaż nawet ona ma więcej realizmu...
A ja myślę, że to powinno zostać przedstawione wypośrodkowanie. Przynajmniej w miarę. Tymczasem - wg mnie - nie jest.
Nathalie, ja też nigdy nie sakralizuję tańca jako tańca w ogóle. Ale jeżeli pokazują niby to profesjonalną szkołę do kreacji niby to zawodowych tancerzy, skupioną na niby to realiach takiej szkoły, a nie życiu codziennym przeciętnych obywateli świata, to chyba wolałabym mieć ten obraz przedstawiony w bardziej realistycznym wymiarze.
Nie mówię, że ma być krew, pot, łzy i depresje, ale też nie taka sielankowość, jaka tam jednak panuje. Nawet kiedy ten typek, co układał choreografię dla kilku dziewczyn był zagrożony wyrzuceniem ze szkoły, nie przejmował się tym aż tak bardzo. A i ta dyrka zbyt realnie się nie zachowywała. Nie no, masakra jakaś. Straszliwie mi się ten serial nie podoba.
PS. I nie, nie wolałabym żeby on ryczał i trząsł portami czy wyjdzie jakoś z tej sytuacji. Nie w tym rzecz.
Raczej się nie przekonamy, więc może utnijmy tę rozmowę. Każdy ma prawo do swojego zdania.
Nathalie, ja też nigdy nie sakralizuję tańca jako tańca w ogóle. Ale jeżeli pokazują niby to profesjonalną szkołę do kreacji niby to zawodowych tancerzy, skupioną na niby to realiach takiej szkoły, a nie życiu codziennym przeciętnych obywateli świata, to chyba wolałabym mieć ten obraz przedstawiony w bardziej realistycznym wymiarze.
Nie mówię, że ma być krew, pot, łzy i depresje, ale też nie taka sielankowość, jaka tam jednak panuje. Nawet kiedy ten typek, co układał choreografię dla kilku dziewczyn był zagrożony wyrzuceniem ze szkoły, nie przejmował się tym aż tak bardzo. A i ta dyrka zbyt realnie się nie zachowywała. Nie no, masakra jakaś. Straszliwie mi się ten serial nie podoba.
PS. I nie, nie wolałabym żeby on ryczał i trząsł portami czy wyjdzie jakoś z tej sytuacji. Nie w tym rzecz.
Raczej się nie przekonamy, więc może utnijmy tę rozmowę. Każdy ma prawo do swojego zdania.
[b44]Jo_Ann[/b44] zauważ że odcinek serialu a film to co innego. twórcy tak zrobili serial żeby od razu pokazać układ a nie przez pół odcinka pokazywać jak się tego układu uczą... a przecież każdy o zdrowych zmysłach, minimalnym pojęciu o tańcu i jakiejś wyobraźni wie że przecież nikt nie zatańczy układ tak zaraz hop siup układu
jakby nie pokazywali gotowych układów to tam tańca jako takiego ładnego i gotowego już by w ogóle nie było
przypadku filmu jest to trochę inaczej pokazane, bo zwykle się przyjęło w filmach tanecznych tak, że jest ten jeden ważny układ do którego choreografie tancerze szlifują przez cały film, aż w końcu finałowa scena taneczna i tańczą tam to co mają do odtańczenia...
Jakby serial był dobrze zrobiony, to ludzie czekaliby z utęsknieniem na kolejny odcinek, w którym układ zostanie zaprezentowany.
Bo ten serial MOŻNA zrobić o WIELE, WIELE, WIEELEE lepiej.
I podciągnąłby przy tym oglądalność.
Kto tam scenariusz układa? Pewnie jakaś kompletnie się na tym nie znająca osoba.
Bo ten serial MOŻNA zrobić o WIELE, WIELE, WIEELEE lepiej.
I podciągnąłby przy tym oglądalność.
Kto tam scenariusz układa? Pewnie jakaś kompletnie się na tym nie znająca osoba.
[b4b]Princess Maron[/b4b], problem w tym, że ja jakoś nie widzę, żeby ludzie wiedzieli, mówię o takich, którzy nie mają styczności z tancerzami, nigdy nie byli na zajęciach itd (znam takich sporo, bo mało moich znajomych uczyło się jakiegokolwiek tańca). Moi wspaniali rodzice na przykład nie są w stanie zrozumieć, że mogę być aż tak padnięta po lekcji jazzu. No przecież ja tylko sobie tańczyłam... A takie produkcje tylko podtrzymują takie wrażenie. Ale media nie chcą tego pokazywać, o czym może świadczyć fakt, że w YCD już nie pokazują przebitek z nauki choreografii, tylko skupiają się na życiu prywatnym uczestników, po raz enty opowiadając o tym, że czyjaś mama pojechała za granicę, a ktoś się wychowywał bez ojca, co mnie wpienia.
Uważam, że jeśli to serial taneczny, to powinien pokazywać emocje związane z tańcem, jego nauką, pokonywaniem ciała itd. Jakoś w ogóle tego tam nie widzę, a uważam, że możnaby. Bez przesady, serial to nie jakaś forma ułomna, jeśli się ma dobrą ekipę, to można przez godzinę pokazać bardzo dużo.
Uważam, że jeśli to serial taneczny, to powinien pokazywać emocje związane z tańcem, jego nauką, pokonywaniem ciała itd. Jakoś w ogóle tego tam nie widzę, a uważam, że możnaby. Bez przesady, serial to nie jakaś forma ułomna, jeśli się ma dobrą ekipę, to można przez godzinę pokazać bardzo dużo.
Wczoraj chyba był szczyt szczytów tandety
:P
Ogólnie jakoś tak nie wybrzydzałam tego serialu. Myślałam jak leci to niech leci. Przecież to tylko polski serial i czego można się po nim spodziewać. Ale wczoraj to już mnie zatkało.
Był jakiś moment ze dwóch gosci zaczelo grac na perkusji i wtedy nie wiadomo skąd po co i dlaczego wszyscy zaczeli wybiegac z sal i tanczyc. Nawet ta niby dyrektorka. Wygladalo to dosyc dziwnie. I ten uklad taki kiczowaty. To mnie po prostu polozylo na lopatki.
Nigdy wiecej ...
Ogólnie jakoś tak nie wybrzydzałam tego serialu. Myślałam jak leci to niech leci. Przecież to tylko polski serial i czego można się po nim spodziewać. Ale wczoraj to już mnie zatkało.
Był jakiś moment ze dwóch gosci zaczelo grac na perkusji i wtedy nie wiadomo skąd po co i dlaczego wszyscy zaczeli wybiegac z sal i tanczyc. Nawet ta niby dyrektorka. Wygladalo to dosyc dziwnie. I ten uklad taki kiczowaty. To mnie po prostu polozylo na lopatki.
Nigdy wiecej ...
[quote27="nathaliye"][quote27="Agasiek"]Był jakiś moment ze dwóch gosci zaczelo grac na perkusji i wtedy nie wiadomo skąd po co i dlaczego wszyscy zaczeli wybiegac z sal i tanczyc.[/quote27]
nawiązanie do scen w filmach produkcji Bollywood[/quote27]
To akurat nie jest zadne nawiązanie do Bolywood!
Proponuje oglądnąć jednak klasyke tego typu filmów i tam jest dokładnie taka sama scena z tanczeniem grupowym... Mówie o "FAME" z 1980 roku.
To jest pewien sznyt tego typu filmów, seriali, ze są one jakoś umocowane w kinie musicalowym i chcąc nie chcąc zahaczają o tamta stylistykę.
Nawet jeśli jest to sztuczne! Tam jest idealna scena zbiorowego tanca, ktory przenosi sie na ulicę.
Zresztą w kinie nie wymyslopno nic bardziej sztucznego niz film tamanczy/muzyczny
Wiec czego oczekujecie po serialu o "tancerzach" 
nawiązanie do scen w filmach produkcji Bollywood[/quote27]
To akurat nie jest zadne nawiązanie do Bolywood!
Proponuje oglądnąć jednak klasyke tego typu filmów i tam jest dokładnie taka sama scena z tanczeniem grupowym... Mówie o "FAME" z 1980 roku.
To jest pewien sznyt tego typu filmów, seriali, ze są one jakoś umocowane w kinie musicalowym i chcąc nie chcąc zahaczają o tamta stylistykę.
Nawet jeśli jest to sztuczne! Tam jest idealna scena zbiorowego tanca, ktory przenosi sie na ulicę.
Zresztą w kinie nie wymyslopno nic bardziej sztucznego niz film tamanczy/muzyczny