Czy tancerka ma wyglądać ładnie?

Balet "od kuchni". Style i "szkoły" (np. rosyjska, francuska, włoska, duńska itp.), choreografia, pantomima, poszczególne balety, muzyka baletowa; historia baletu; zagadki;
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

Ha, już rano miałem zabrac głos, ale nie mialem czasu, jako racjonalista nie uważałem, aby grzechem była chęc poznania jak do tej boskości się dochodzi.
Tymczasem widzę, ze rrzeczywiscie, Father skalnia sie ku prawdom objawionym i juz, bez dyskusji, taka cecha nie obca ludziom w kraju katolickim ( dlugi czas czytanie Biblii bylo zakazane ). Ja z przyjemnoscią jednak przeczytałem jak do tej " boskosci " W balecie klasycznym się dochodzi.

Mniemam jednak, ze talent, to cos co ma w sobie Artysta i jest tym czym wyróznia adeptów sztuki baletowej przy podobnym warsztacie formalnym.
Dodam jeszcze jeden aspekt - umiejetnośc bycia gwiazdą, czyli emanowanie zwrotne, ktore sprawia, ze kogoś postrzegamy w sposób doskonały, mimo, ze w samej istocie nie wyróżnia sie tak bardzo lub na etapie, gdy juz zabłysnął ( -ęła ) i może jedynie odcinac kupony - sorry, to już inny temat.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:efaa0ffa61="Father"]Jest bardzo skomplikowany ponieważ masz talent do poruszania wielu wątków na raz.[/quote:efaa0ffa61]

Ów talent bywa chyba częściej utrapieniem, ale i czasem się przydaje, m.in. w nauce - można jednocześnie ogarnąć różne teorie i aspekty, które na pozór wydają się sprzeczne (a w rzeczywistości wszystko ma swoje miejsce, zależy tylko, z którego miejsca na to spojrzeć...) :) Gorzej, jak w rozmowie zawsze chcę też powiedzieć to wszystko naraz, i dość często rozmówca się przez to gubi, niestety. Może to też znaczy, że reaguje on za szybko, nie prześledziwszy słyszanej/ czytanej myśli do końca? ;)

Z drugiej strony, jakoś nie umiem nie poruszać wielu wątków naraz, bo poruszając tylko jeden, mam wrażenie że zaraz usłyszę zarzut ignorowania innych, i że przecież 'tak nie jest', bo komuś innemu wydaje się inaczej, nie przyjmując do wiadomości, że gdyby nie wielość aspektów i punktów widzenia, oraz kryteriów opisu jakiejś rzeczy (jednej i tej samej), nie istniałby np. podział na dyscypliny w nauce, które w większości badają to samo (w skrócie: człowiek i przyroda), a jednocześnie w zupełnie inny sposób.

Sorry za off, tak jakoś mi się rozpisało, będąc zmęczona, i nie bardzo już kontrolując, co mi tam na klawiaturę wypływa ;)


jaromir
[quote:efaa0ffa61]
Mniemam jednak, ze talent, to cos co ma w sobie Artysta i jest tym czym wyróznia adeptów sztuki baletowej przy podobnym warsztacie formalnym.[/quote:efaa0ffa61]

Ja nie umiem tak zwięźle pisać, ale podoba mi się to zdanie :)

Natomiast co do pozostałej części wypowiedzi - ja naprawdę uważam, że poza owym warsztatem formalnym;) jest coś jeszcze, że tym 'czymś' nie są tylko kwestie dająca się łatwo opisać i wymienić, jak linia, płynność, muzykalność. To wszystko oczywiście zostaje, ale kwestia, o której myślę też się rozchodzi Fatherowi, to kwestia skąd to właściwie wypływa, i właściwie co? Co jest ową iskrą, charyzmą, która sprawia, że ktoś potrafi nas zaczarować? Tyle, że to odrębna rzecz, od samej techniki, umiejętności, i warunków. Co więcej - mają ją nie tylko tancerze przecież. Czasem ludzie nie związani w żaden sposób ze sztuką mają w osobowości ogromną siłę oddziaływania na innych. A i tancerze czy aktorzy bywa, że jej nie mają.
Czasem w przypadku tańca porusza nas idealne ciało, z idealną techniką, i to nam wystarczy, a czasem porusza nas właśnie to 'coś'. Nie ma jedej wersji, ani jednego 'przycisku', który uruchamia w nas jakieś wzruszenia. I o to chyba też chodzi.
Tak jak tzw. alternatywna definicja sztuki. Może nas poruszyć coś piękne, ale puste, albo 'brzydkie', ale pełne prawdy (dyskusję, czy prawda może być de facto 'brzydka' zostawmy na bok ;) or ask Socrates), oraz różne inne możliwe kombinacje powyższych :)

Czy Torin określi owo 'coś' boskością, czy Father mu zawturuje, czy jaromir uzna, że boskości nie ma - to już doprawdy dyskusja zbyt filozoficzna się robi;)
Dla mnie osobiście lepiej jest przyjąć, że istnieją różne poziomy, czyli ze strony funkcjonalnej możemy powiedzieć, że tancerce płacimy za to, że ma wyglądać ładnie i tańczyć ładne, jak muzykowi płacimy, żeby ładnie grał (ładnie to też pojęcie względne, oczywiście), w sensie - o, właśnie znalazłam dobre słowo, którego mi brakowało, a o które w dużej mierze mi chodziło :D - chodzi o to, że tancerz czy inny ma robić swoją pracę po prostu profesjonalnie. A jeśli do tego ma talent, charyzmę, itp., to już w ogóle cudownie. Ale pamiętajmy też, że nawet najgenialniejszy artysta niekoniecznie każdego spektaklu czaruje i czyni cuda (z nami) ;)

Inna rzecz, również czysto techniczna - sama dyskusja zaczęła się od tym, co odróżnia piruet zakręcony przez baletnicę, a przez gimnastyczkę. Niby to samo, a jednak ile różnic, i to właśnie nie tylko w wykonaniu jako takim, ale i całym podejściu do wykonania danego elementu (w teoretycznym kontekście całej dyscipliny rzecz jasna, bo sama zaintersesowana wykonawczyni to tylko myśli o odwróceniu głowy ;) ).

[size=9:efaa0ffa61]PS. Mam nadzieję, że to co napisałam, brzmi składnie. Naprawdę jestem już trochę zmęczona przez ostatnie kilka dni.[/size:efaa0ffa61]
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

Hmm widać głownie jedną różnice w wypowiedziach moich Fathera a Joanny.
Od razu widać, że my som widze - a łona jezd artystka :)
O dziwo różnica ta szczegolnie dobitnie uwypukla się w podejściu do detalu, do szczegółu. W rozłożeniu zagadnienia na czynniki pierwsze. Joanna jest profesjonalistka w każdym calu - to czuć, to przebija z jej wypowiedzi.
Siła oddziaływania na innych SZTUKĄ, poprzez sztukę - to jest to co wyróżnia artystów od pozostałej części ludzkiej populacji.
Jasne - że jest sporo ludzi którzy potrafią swoją osobowością odcisnąć się na innych (złe sformułowanie - ale sorry dzień był długi i męczący nie wymyśle lepszego ;) ) Choćby wielcy przywódcy (nie przejdzie mi przez gardło słowo politycy...) Ale im płacimy za co innego.
Artystom płacimy za wzruszenia.
I jasnym jest że aby być artystą niezbędne jest najpierw bycie rzemieślnikiem. Bez warsztatu - jak słusznie zauważyła Joanna - nic się nie osiągnie. Ale dopiero ta "iskra boża" czyni z rzemieślnika artystę.
Tak Joanno - tancerce płacimy za to że ma ładnie wyglądać i ładnie tańczyć. (Niekiedy nawet wciśniemy banknot za podwiązkę ...)
Ale nie zastanawiamy się nad wydanymi pieniędzmi gdy widzimy coś co powoduje, że dusza w nas wibruje.
I to jest właśnie sztuka.
Nie ważne czy to jest taniec czy muuuzyka architektura czy inna cholera.
JA - właśnie tego szukam np. w balecie.
Szczególnego doświadczenia. I guzik mnie (w tym momencie - w chwili percepcji zjawiska) obchodzi, że tancerka musiała fafnaście lat morderczo ćwiczyć aby teraz wyglądać lekko niczym nimfa. Gniecie mnie to, że muzyk który gra dwudziesty koncert w miesiącu chętnie by już pieprznął tym i poszedł się schlać do baru. Gdy ta chwila trwa - warsztat jest nie ważny, wysiłek jest nieważny liczy się przekaz.
Mówię to ja - łowca wrażeń. Nałogowiec emocji. Czciciel piękna rodzącego się w bólu.
Ja umysł ścisły. Ja informatyk, czasem błądzący po krainach z pozoru mi niedostępnych.

Ja - Torin
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

rozpisaliscie sie tak moi drodzy, ze trudno nawet nocą to ogarnąc - Joanno warto się wczytać w twoj tekst, nie wszystko mozna wyrazic lapidarnie i byle powiedzonkiem.

Jestem przekonany, ze jest jeszcze to COŚ, o czym wspominamy, i dzieki czemu wprowadzamy sie w stan nirwany, ten ruch, ktory zauwazylem np , raz u skoczkini do wody na zawodach, a raz u sekretarki-asystentki w dawnej mojej pracy - obie, gdyby przeszly szkole i wyladowaly na scenie - bylyby doskonale, byc moze boskie, miały COŚ w swoim ruchu z natury, genetycznie , i ta estetyka jest niesamowicie wazna, jesli chodzi o mężczyzn jest podobnie, stąd jakby więcej wśród predystynowanych do perfekcyjnego piękna jest zorientowanych inaczej.

BTW: nie wiem jak tu jest, ale chyba nie naruszylem taboo - administrator?
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

[quote:d5f2741423="jaromir"]Joanno warto się wczytać w twoj tekst, nie wszystko mozna wyrazic lapidarnie i byle powiedzonkiem.[/quote:d5f2741423]
To jest truizm. Ale ja uważam, sa rzeczy ktorych sie nie da wyrazić żadnym językiem, chyba, że czynią to poeci.
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

[quote:91a5fff747="Torin"]Tak Joanno - tancerce płacimy za to że ma ładnie wyglądać i ładnie tańczyć. (Niekiedy nawet wciśniemy banknot za podwiązkę ...)
Ale nie zastanawiamy się nad wydanymi pieniędzmi gdy widzimy coś co powoduje, że dusza w nas wibruje.
I to jest właśnie sztuka. [/quote:91a5fff747]

To zdanie również mi się podoba ;)


A właściwie czemu ja się tak torchę 'bronię' przed takimi górnolotnymi stwierdzeniami, że tancerka boska, wzrusza, itp.? Mianowicie dlatego, że nikt nie tworzy Sztuki 24/7, nie da się za każdym razem wywołać Katharsis u widza, każdego spektaklu, i podczas każdej pracy. A jeść chleb przecież za coś trzeba!! Gdyby płacić tylko za to, ile w teatrze było wzruszeń, to artyści by chyba jednak z głodu poumierali (a ile razy jest tak, że wprost się mówi 'nie podobało mi się to', 'nie dotyka mnie to, itp'. Poza tym tak też jest z chałturami - nie wnoszą one nic do Sztuki, ale też i coś trzeba umieć, żeby się nimi zajmować, w końcu - no właśnie - za coś się te pieniądze dostaje.

To właśnie tak lekko, jakby powiedział Father - sprowadzjąc na ziemię ;)

Ale generalnie Torin - bardzo się zgadzam z tym co piszesz, bardzo podoba mi się Twoje podsumowanie tematu. Też uchwyciłeś to, co wydaje mi się ważne w Sztuce, bez odmawiania wartości warsztatu, itp., czyli tego co codzienne, powszechne w życiu, bo właśnie, 'owe' wzruszenia, dodam, nie dzieją się na co dzień, a pracować nad sobą trzeba codziennie. Nie zapominajcie o tym, drodzy Panowie :) Wy idziecie do teatru co jakiś czas, a spektakl to czas taki trochę specjalny, 'świąteczny', dla artystów również. A na co dzień nikt przecież nie staje do drążką czy na środek, emanując swoim genialnym talentem aktorskim, tylko spokojnie ćwiczy, właśnie takie techniczne 'niby' detale. Na tym polega codzienna praca, granie przed publicznością to tylko jej jakiś procent - chociaż najważniejszy, taki 'sprawdzian' czy poza sceną dobrze się pracowało ;) Bo jak pisze Torin - dla widza nie mają znaczenia właśnie te codzienne plie przy drążku, tylko co widzi teraz.



[quote:91a5fff747="jaromir"]Jestem przekonany, ze jest jeszcze to COŚ, o czym wspominamy, i dzieki czemu wprowadzamy sie w stan nirwany, ten ruch, ktory zauwazylem np , raz u skoczkini do wody na zawodach, a raz u sekretarki-asystentki w dawnej mojej pracy - obie, gdyby przeszly szkole i wyladowaly na scenie - bylyby doskonale, byc moze boskie, miały COŚ w swoim ruchu z natury, genetycznie , i ta estetyka jest niesamowicie wazna, jesli chodzi o mężczyzn jest podobnie, stąd jakby więcej wśród predystynowanych do perfekcyjnego piękna jest zorientowanych inaczej.
[/quote:91a5fff747]

Jest ok.

No ale właśnie poruszasz - może marginalnie, ale jednak - też ciekawą kwestię. Czesto mnie zastanawia, jak własnie osoby z pozycji widza, naprawdę bardzo emocjonalnie - wręcz filozoficzny;) duchowo;) czasem interpretują to, co widzą na scenie:)
Ja przypomnę tutaj to, co się mówi o teatrze - jest artysta (wykonawca), i jest widz. Teatr to jest to, co się dzieje pomiędzy nimi. Ta przestrzeń interakcji. Nie sam wykonawca, który też jest takim samym jak widz człowiekiem, tylko to, co się dzieje wtedy, kiedy jedna osoba pokazuje, a druga to ogląda.
Z mojej perspektywy to naprawdę jest bardziej 'codzienne' to, co mówisz. Nie znaczy to że prostsze. Ale np. w szkołach aktorskich uczą, jak stanąć na scenie, aby stworzyć napięcie, tak samo w tańcu w którymś momencie pracujesz nad tym jak tańczyć, aby jednocześnie tym ruchem nie tylko go gimnastycznie wykonać, a przekazać coś, tak jak my na co dzień mówimy słowami, tak czasami (tak średnio połowę czasu? :D ) ruchem.

Ano właśnie - owo 'coś' mają ludzie różnych profesji, jak widać, tyle że w tych scenicznych to się ceni bardziej (dosłownie).
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Pięknie napisałaś. Ujęłaś mnie za serce. Nic dodać nic ująć. Dzięki! :smile:
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

Dziękuję, miło mi :)
Ale przyznam,że nie mam pojęcia czym;) heh... naprawdę. Nie napisałam nic takiego pecjalnego raczej, a i o godz. 8 rano różne myśli wypływają z człowieka, podobnie o 12 wieczorem;), więc ciekawa jestem, co dokładnie tak trafiło w punkt?
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Szczególnie tym:
[quote:1dd624c35e="Joanna"]A właściwie czemu ja się tak torchę 'bronię' przed takimi górnolotnymi stwierdzeniami, że tancerka boska, wzrusza, itp.? Mianowicie dlatego, że nikt nie tworzy Sztuki 24/7, nie da się za każdym razem wywołać Katharsis u widza,[/quote:1dd624c35e]
Joanna
Posty: 2952
Rejestracja: pt lis 07, 2003 7:37 pm

Post autor: Joanna »

a :) to dodam jeszcze, że to zależy też od widza, od jego wrażliwości, doświadczeń, skojarzeń, nawet od tego jaki miał dzień. Magia sceny to coś, co dzieje się [i:284dfd788a]pomiędzy[/i:284dfd788a]. Nie umniejszająć oczywiście przy tym roli dobrego tancerza i wrażliwego widza :)
ODPOWIEDZ