Teatr mój widzę ogromny...

Balet "od kuchni". Style i "szkoły" (np. rosyjska, francuska, włoska, duńska itp.), choreografia, pantomima, poszczególne balety, muzyka baletowa; historia baletu; zagadki;
Joanna Bednarczyk
Posty: 549
Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm

Post autor: Joanna Bednarczyk »

[quote:639058ccc6="Sagittaire"]Na marginesie - są oczywiście gesty w klasyce, które należy znac typu - "jaka ona piekna", "kocham ją", "przyrzekam jej byc z nia do konca życia i dłużej" i takie tam. [/quote:639058ccc6]
no tak ale obecnie w inscenizacjach klasycznych sa one i tak mocno zredukowane w porównaniu z XIX wiekiem, że ich nieznajomość nie wpływa znacząco na "zrozumienie "całości.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

dokładnie, albo znaczenie pewnych ruchów rak, póz a nawet kierunek ustawienia tancerki i jej oczu zostały zatracone albo przestały byc wykorzystywane jako "opowiaające" wypełnione znaczeniem. pamietam, jak kiedys przy okzji premiery Bajadery w TW-ON pewna moja nauczycielka z Teorii Tanca zzymała się ze zupełnie nie zachowano w choreografii znaczenia poszczególnych póż, a przeciez ją podczas studiów w Rosji nauczono co jaki gest i poza miała w załozeniu Petipy wyrażac i skad się wzieła - np. że Nikija wskazuje w pozach w akcie cieni na niebo - krainę gdzie się spotkają z Solorem, albo że wskazuje mu w pozach kierunek - "Solorze, idź tą drgą", albo że wykonuje ruchy jakby odpędzała mysl, pokazujac ze o niej zapomniał. Tak jak w Giselle gdzie są gestu głownej bohaterki skierowane do podłogi i arabeski tak ustawione - chodziło ponoc o podkreslenie że przychodzi stamtąd, jest "niezywa". Dziś po prostu zachwycają nas piekne pozy charakterystyczne dla każdego baletu choc już ich nie "czytamy" i nie wiemy jaka była ich inspiracja i wymowa.
wukaesiak
Posty: 53
Rejestracja: wt sty 18, 2011 4:22 pm

Post autor: wukaesiak »

[quote:fc0ff4d3d6="Chiaranzana"]A dlaczego balet, sprowadzac do "opowiadania"?[/quote:fc0ff4d3d6]

Kto powiedział, że chcę sprowadzać. Tylko pytam, prowokuję do dyskusji. To, co sam uważam, to inna sprawa.

Piszesz, że „język” o który pytam

[quote:fc0ff4d3d6="Chiaranzana"]To system znaczen, symboli.[/quote:fc0ff4d3d6]

a jest to, jak myślę, jakąś odpowiedzią na pytanie:

[quote:fc0ff4d3d6="Chiaranzana"] co rozumiesz ze jezyk baletu jest scisly?[/quote:fc0ff4d3d6]

Spójrzcie. Jeżeli mówimy o znaczeniu, to prócz tego, że ktoś je musi nadawać i ktoś odbierać, musi ono (w tym wypadku jest to taniec) reprezentować coś innego. Słowo „kubek” reprezentuje coś, co stoi teraz na moim biurku. Podskok tancerza z szerokim uśmiechem na twarzy znaczy bez wątpienia jakąś niebywałą radość. Rozumiem, że na tym poziomie klasycznego, skonceptualizowanego baletu można mówić o ścisłości w sensie poszczególnych znaków mających swoje odniesienie do pewnych zdarzeń pozascenicznych. To jednak nie wyczerpuje pojęcia znaczenia w balecie (nawet tym klasycznym). Wydaje mi się, że tym, co w balecie zachwyca jest coś więcej aniżeli suma odczytanych gestów symbolicznych. Gdyby spytać widzów wychodzących w pełni zachwytu z klasycznego spektaklu, skąd dostali ową estetyczną moc, sądzę, że wskazali by na coś, na co składa się (prócz piękna zatańczonej fabuły) piękno muzyki (z którym estetyka ma od wieków wielki problem) i piękno tańca, np. piruetów czy ensemble’i (które same w sobie nie mają znaczenia, odzwierciedlenia w rzeczywistości). Albo inaczej: ktoś wychodzi zachwycony z „Jeziora...” ale nie znał libretta i dopisał je sobie sam. Dla niego więc to była opowieść o autobusach wyjeżdżających z zajezdni. No i co mu zrobić? Tak mu to podpasowało i był zachwycony spójnością tej narracji. Czy to godzi w „język tańca”? Nie, to pokazuje tak, jak to sugerujecie, że to pojęcie trzeba rozszerzyć (czy może inaczej: uściścilć?).

Joanna odsyła do lektury (chwała jej za to!). Cóż więc mówi Turska:

„Pod wpływem powstałego w 2. połowie XIX w. prądu artystycznego, zwanego symbolizmem, zrodziło się przekonanie o istnieniu „symbolicznego języka”, jakim posługuje się taniec. Czyżby oznaczało to, że składa się on ze stałych jednostek ruchowych, które jako „słowa” łączone są według ustalonych reguł w sekwencje-zdania?”

Rozwiewa jednak te wątpliwości pisząc w te słowa:

„Organizowanie ruchów w tańcu nie podlega powszechnie zrozumiałym regułom „gramatycznym”, gdyż prawa rządzące ruchem są w nim rozmaicie wykorzystane i funkcjonują zawsze w czasie teraźniejszym. W takim „języku” nie ma więc odniesień do przeszłości i przyszłości, nie ma trybu przypuszczającego, nie może on pełnić takich funkcji lingwistycznych, jak opowiadanie, wyjaśnianie, przekonywanie, porównywanie itp. w tańcu nawet interakcja dwóch osób, rozumiana jako „rozmowa”, nie rozrasta się w obszerny tok argumentacji i kontrargumentacji. Są to „wywody” cząstkowe, gdyż ruchowa kondensacja stanów emocjonalnych nie może ujawnić całej treści „dialogu”

i żeby postawić kropkę nad i zacytuję sowa z poprzedniej strony, gdzie mowa jest, że taniec to:

„działania proste, łatwo rozpoznawalne, zwłaszcza gdy nie zawierają odniesień do spraw czy osób nie ukazanych naocznie. (...) Bogactwo uczuciowego życia człowieka nie da się jednak wyrazić tak prostymi schematami”

Piszesz przecież, Chiaranzano, że

[quote:fc0ff4d3d6="Chiaranzana"]W balecie kody ktore sie rozczytuje moga byc dowolne, czyli to jak odbierasz balet i co dla ciebie on wnosci jest Twoja intymna chwila obcowania z baletem.[/quote:fc0ff4d3d6]

Czyli może doniosłością baletu jest to, że przekazuje nam „znaczenia” czegoś, co niedostępne jest obiektywizacji w słowa w ogóle. Może jego znaczenie ma bardziej charakter kontemplacyjny. Może chodzi o czytanie znaczeń w sposób zupełnie inny, niż tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Levinas czytał człowieka w jego twarzy. Twarz jest w jego myśli bardzo specyficznie pojętym „językiem”. W takim też sensie wspominam o „języku” tu, gdzie mówi się o balecie. Kiedy rodzic wykryje, że dziecko coś knuje, to tak na nie spojrzy, że ono już wszystko wie. Taki język (w tym wypadku jest to „mowa” twarzy wykorzystywana w teatrze dramatycznym) jest zupełnie ścisły. Jest idealnie zrozumiały, pomimo tego, że nie trzeba zastanawiać się, co dane wyrażenie znaczy. To jest błysk, fenomen. Może w balecie jest to samo, tylko, że odbywa się przez ruch, ciało? O to tutaj pytam. Proszę powiedzcie, jak to odczuwacie? Może wypowie się ktoś kto tańczy? A jak to wygląda po latach „baletomaniactwa”?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

[quote:36d936c3e6="wukaesiak"] Może jego znaczenie ma bardziej charakter kontemplacyjny. Może chodzi o czytanie znaczeń w sposób zupełnie inny, niż tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Levinas czytał człowieka w jego twarzy. Twarz jest w jego myśli bardzo specyficznie pojętym „językiem”. W takim też sensie wspominam o „języku” tu, gdzie mówi się o balecie. Kiedy rodzic wykryje, że dziecko coś knuje, to tak na nie spojrzy, że ono już wszystko wie. Taki język (w tym wypadku jest to „mowa” twarzy wykorzystywana w teatrze dramatycznym) jest zupełnie ścisły. Jest idealnie zrozumiały, pomimo tego, że nie trzeba zastanawiać się, co dane wyrażenie znaczy. To jest błysk, fenomen. Może w balecie jest to samo, tylko, że odbywa się przez ruch, ciało? O to tutaj pytam. Proszę powiedzcie, jak to odczuwacie? Może wypowie się ktoś kto tańczy? A jak to wygląda po latach „baletomaniactwa”?[/quote:36d936c3e6]


Oj, tu trafiłeś w sedno, szczególnie w moim odczuciu jako baletomaniaka. Znająs większośc oglądanych baletów na pamięć tych oglądanych po wieloktroć) już dawno przeciez nie zastanawiam sie co ten lub ów gest, poza, podskok znaczy bo poruszam się w znanym mi systemie znaczeń - znanym troche z teori, książek, wykładów, gdzie pogłębiama zdobytą samodzielnie wiedze na temat tego czym jest i jak odbierać balet, na co zwracać uwagę, a czesciowo w systemie który sama sobie wokół niego zbudowałam. I tak mnie np. może do łez rozczulac jakies pas bowiem poznałam je i pierwszy raz zakonotowałam w pamięci jako dziecko wzruszone i poruszone czyimś wyrazistym wykonaniem - dajmy na to Ewy Głowackiej. I tak juz zostanie - podświadomie będzie mi sie kojarzyć ze wzruszeniem i osobą ktora na to pas zwróciła moją uwagę. Wykonanie a co za tym idzie wznaczenie (poruszenie mnie) poprzez inne elementy tanca będe już zawsze porównywac do wykonania przez moich idoli z dzieciństwa i wieku nastoletniego i wzdychac "moze i delikatniej, ale nikt nie zrobi teo tak energicznie jak Kama Akucewicz", "nikt nie będzie takim Merkucjem jak Andrzej Stasiewicz", "nikt nie umie rak umierac jak Muchamiedow w Meyerlingu"... To kwestia łacznosci ze wspomnieniami, które siłą rzeczy tez idealizujemy.
Ponadto chyba własnie kontemplacja, przyjemnośc czerpana z olądania piekna jakim jest balet ma główne znaczenie. W starych baletach klasycznych przeciez dla baletomana treśc dawno nie ma znaczenia - sprowadza sie zwykle do nieszczęśliwej lub szczesliwej miłości, a ewentualne perypetie sa tylko pretekstem do szeregu tanców zespołowych, solowych i oczekiwanego z zapartym tchem pas de deux które jest wyrazem krańcowym radosci (grand pas "ślubne" wszystkich szczęsliwych par jak Śpiąca królewna i ksiaże, Basilio i Kitri, Dziadek do orzechów i Klara) oraz nieszczęsliwych - wyraz niesmiertelnej miłosci która jednak zaraz za chwile połączy kochankow po śmierci - Romeo i Julia, Odetta i ksiaże, etc. I to jest clou przezycia czyli odbioru, czyli zrozumienia idei, rzesłania abletu.

Słowa język uzywamy tu wszyscy troche umownie, bo wiadomo i zdajemy sobie z tego sprawe, ze w tancu żadnemu z ruchów nie jest pzypisane jedno znaczenie raz na zawsze. W połaczeniu z innymi moze dac inny efekt, a poza baletowa pantomimą w technice klasycznej mało jest pas które dziś znacza to samo co kiedyś. Cóz z tego że mamy pas de chat czy pas de poisson - dziś nie chodzi w nich o to, ze tanerz/rka udaje kota lub rybe ;)
wukaesiak
Posty: 53
Rejestracja: wt sty 18, 2011 4:22 pm

Post autor: wukaesiak »

Pytanie techniczne (proszę, nie gryźcie, jeśli gdzieś już tu padło): czym się różni praca choreografa i reżysera w teatrze tańca?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

reżyser nie musi znac się na tańcu :)
wukaesiak
Posty: 53
Rejestracja: wt sty 18, 2011 4:22 pm

Post autor: wukaesiak »

No i jesteśmy w domu! A choreograf może się nie znać na, by tak rzec, "reżyserii"? Czy choreografia (rozumiana tu jako praca inscenizacji tańca) nie jest z natury swojej reżyserią?
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

choreografia to najprościej (i niefachowo) układ tańca - układanie tańca. W tym sensie mamy choreografie tańców towarzyskich, ludowych w zespołach takie tańce prezentujących itd... W balecie czy wogóle tańcu scenicznym choreograf oprócz samego tańca ma do wykorzystania inne środki scenicznego wyrazu jak scenografia, światło itd. Może i najczęsciej wpływa na ich kształt bo ma "wizję" swojego dzieła w całości ale nie musi. W dawnych czasach - przeciw czemu zresztą buntowali sie reformatorzy baletu jak Noverre a potem Fokin, baletmistrzowie czyli twórcy baletów układali tańce, natomiast zamówiony lub etatowy rzemieślnik - scenograf robił scenografię, tancerze kazali sobie szyc kostiumy wg swojego widzimisię, a teatralni spece oświetlali wszystko tak, jak sami nauczyli sie w terminie u poprzednich mistrzów... A więc widowisko było posklejane z róznych "wizji" lub po prostu sztampy.
Inna sprawa, że czy w każdym balecie choreograf jest tez reżyserem? W balecie abstrakcyjnym na przykład? Balanchine potrafił byc genialnym reżyserem w swoich baletach z treścią albo nawet symbolicznych (Apollo Musagete czy inne). Ale w takiej Serenadzie na przykład? czy jego pracę nazwiemy reżyserią? I co to jest reżyseria wreszcie? Jesli jest to umieszczenie tańca w przestrzeni - to każdy choreograf jest reżyserem. Jesli jest nią ustalenie zalezności między postaciami dramatu tanecznego - to każdy choreograf który realizuje balet z akcja jest rezyserem...
ODPOWIEDZ