Boris Ejfman (Rosyjski Hamlet i inne jego balety)
Ciekawa wiadomość pojawiła się na stronie rezerwacji biletów na zespół Ejfmana w dniu 22 września: "Wszystkie bilety zostały sprzedane bądź są chwilowo zarezerwowane." Sprzedane więc czy chwilowo zarezerwowane? Jak długo ma trwać ewentualnie ta "chwilowość"? I jaka stąd płynie informacja dla zainteresowanych, takich jak ja przykładowo? Trudno zrozumieć...
Też widziałem Malakhova na widowni. Jakiż do był piękny i wspaniały tancerz kiedy tańczył jeszcze w ABT. Ale... czas leci i dzisiaj pozostały już tylko ślady jego dawnego uroku. Co nie zaciera bynajmniej moich wspomnień z Nowego Jorku. No cóż, taka jest po prostu kolej rzeczy w balecie.
"Rodinem" jestem jednak z lekka zawiedziony, długo by tłumaczyć dlaczego. Owszem, świetni tancerze. Ale nie dowiedziałem się niczego nowego o Rodinie, ani nie zobaczyłem właściwie nic nowego, a bardzo wiele znanych nam już ejfmanowskich chwytów i rozwiązań - echa jego wcześniejszych przedstawień. Coraz mniej baletu w jego Teatrze Baletu, coraz więcej za to nadekspresyjnego teatru, wydumanych póz i karkołomnych, a przez to mało tanecznych duetów, nie bardzo wiadomo po co. Pachnie mi to zwykłym efekciarstwem. Do tego niespójny montaż muzyczny. I te komercyjne wtręty zespołowe w rewiowym stylu. Choć nasza publiczność chyba zupełnie bezkrytyczna gdy kocha. A wciąż kocha, bo przyjmowała spektakl entuzjastycznie. Także do niej należę, skoro stawałem na głowie by zdobyć bilet. Nie żałuję i ciekaw jestem recenzji Kasi G.
"Rodinem" jestem jednak z lekka zawiedziony, długo by tłumaczyć dlaczego. Owszem, świetni tancerze. Ale nie dowiedziałem się niczego nowego o Rodinie, ani nie zobaczyłem właściwie nic nowego, a bardzo wiele znanych nam już ejfmanowskich chwytów i rozwiązań - echa jego wcześniejszych przedstawień. Coraz mniej baletu w jego Teatrze Baletu, coraz więcej za to nadekspresyjnego teatru, wydumanych póz i karkołomnych, a przez to mało tanecznych duetów, nie bardzo wiadomo po co. Pachnie mi to zwykłym efekciarstwem. Do tego niespójny montaż muzyczny. I te komercyjne wtręty zespołowe w rewiowym stylu. Choć nasza publiczność chyba zupełnie bezkrytyczna gdy kocha. A wciąż kocha, bo przyjmowała spektakl entuzjastycznie. Także do niej należę, skoro stawałem na głowie by zdobyć bilet. Nie żałuję i ciekaw jestem recenzji Kasi G.