Strona 2 z 24
: pt lip 01, 2005 10:06 pm
autor: sfra
U nas w " Krolowej śniegu" byłą jedna scena, w której prezentują się dworzanie księzniczce proszą cją o rękę. Jeden z nich (markiz Saradella) wszedł na scenę z ... paprotką (!) Tym ksztaltem pojawił się nowy rekwizyt, który podawano sobie gorączkowo z rąk do rąk... :-)
: wt lip 05, 2005 8:30 pm
autor: genia
mojej kolezance na dyplomie wypłynęła pierś w wariacji balanchaina :oops: i .... zeszła ze sceny a muzyka dalej grala
: sob lip 09, 2005 1:14 pm
autor: aankaa_baletnica=)
-ześlizgnęłam się ze sceny ponieważ byłam na końcu wiatraku i nie wyrobiłam na zakręcie, potem miałam robic razem z koleżanką przez cała scenę na skos gwiazdy na jednej ręce (ona wychodziła z prawej kulisy, ja z lewej) potem wszyscy robili mostki. Ja ześlizgnęłam się w pierwszą prawą kulise, wychodziłam z gwiazdami z ostatniej lewej. Przeleciałam za sceną i gwiazdy były opóźnone wtedy kiedy cała reszta robiłą już mostki na ziemi ja przez skos sceny gwiazdy na jednej ręce, nie wiem jak to się stało, że w nikogo nie wleciałam......... jakieś wielie szczęście.......=)
-na moim pierwszym wystepie (miałam 4 lata) drapałam się po tyłku kiedy juz się kłaniałyśmy........ :oops:
-nie mogłam rozwiąza spudniczki i nie zdażyłam się przezto przebrac..... wyleciałam na środek sceny w połowie tej części układu......
-moja kolezanka kończyła układ w szpagacie w pierwszej lini. Kiedy kurtyna się zasuneła widowni ukazała się jejjedna noga, onieważ trochę za blisko zrobiła szpagat.......=)
-na konkursie tanecznym (przebierałyśmy sie w trakcie układu) zza "pseudo kulisy" ukazały się poje rajstopy, które przez przypadek trochę wyżuciłam na scene.......
-byłysmy z kolezankami tak zajęte kopaniem się w tyłek na szczeście przed wystepem, że ledwo zdążyłysmy wyjśc na scene........
jak sobie jeszcze coś przypomnę to napiszę........ dobry pomysł na temat sisi :D
: wt lip 26, 2005 5:52 pm
autor: aankaa_baletnica=)
dlaczego nic nie dodajecie. Taki fajny temat....... Nie wstydźcie sie. Każdemu zdażają się wpadki :wink:
: pt sie 05, 2005 3:30 pm
autor: makova_panienka
nie jest to sytuacja ze sceny, ale przyprawiła mnie o histeryczny atak śmiechu :wink:
Ja (wiedząc że w lipcu jedziemy do Lizbony): Mamooo, a wiesz że balet Gulbenkiana w Lizbonie wystawia w lipcu "święto wiosny"?
Mama: ???
Ja: No nie pamiętasz jak ogladałyśmy ten film o Niżyńskim...?
Mama: Aaaaaha, racja. To ten taki skandalizujący balet? <szczyt profesjonalnej wypowiedzi o inscenizacji :twisted: :roll: >
Ja (Wiedząc że ma na myśli "Popołudnie Fauna"): Nie...
Mama: Czekaj czekaj..."popołudnie... [b:acd294b839]fausta[/b:acd294b839]"?
<Laugh On Da Floor>
pozdrawiam!
: pt sie 05, 2005 3:57 pm
autor: .:Swanilda:.
Mi ostatnio spadła spódnica tiulowa na występie, bo była źle zapięta, ale na szczęście miałam na sobie jeszcze jedną :D I wszyscy sie ze mnie śmiali (widownia) i klaskali :lol: :D :D :D :D
: ndz sie 07, 2005 2:59 pm
autor: sisi
moze to nie jest sytuacja ze sceny, ale...
przegladalam slownik jezyka francuskiego, żeby zobaczyć co tak naprawde oznacza towarzyszące wszystkim tancerzom battement. oto co znalazłam...
"[b:620d315f29]battement - wywijanie jedną nogą w powietrzu (w tańcu)[/b:620d315f29]"
:lol: :lol: :lol:
: pn sie 08, 2005 12:14 pm
autor: sfra
A cóz to za słownik? Jakiś szczególowy chyba...
Battement dosłownie znaczy uderzenie.
: wt sie 09, 2005 8:47 am
autor: Justyna Ch-ipcio
Słowem - śmieszna sytuacja słownikowa :)
A nie było w tym słowniku terminu określającego wywijanie jedną ręką w powietrzu (w tańcu)
[size=9:29fa9cca02][color=darkred:29fa9cca02]BŁAGAM! PAMIĘTAJCIE O FUNKCJI EDIT! DOTYCZY WSZYSTKICH, A TYM BARDZIEJ OSOBY DZIAŁAJĄCE NA FORUM OD DŁUŻSZEGO CZASU, BO NOWICJUSZOM MOŻNA TO WYBACZYĆ. - MODERATOR[/color:29fa9cca02][/size:29fa9cca02]
: ndz sie 14, 2005 12:06 pm
autor: Czajori
Grałyśmy kiedyś w teatrze spektakl o domu poprawczym, gdzie każda z nas miała paprotkę (tak a propos jednego z postów sfra :P), która miała symbolizować jej podejście do życia. Oczywiście, ciągle o nich zapominałyśmy, i najczęściej usychały w kanciapie reżysera, a do każdego wznowienia musiałyśmy kupować nowe :) Podczas jednego ze spektakli koleżance kapało z paprotki na buty. Innym razem, podczas sceny, w której poprawczakowe recydywistki przeszukują plecak nowo przybyłej, nieoczekiwanie wypadł z niego wielki dwulitrowy karton soku (potem przez najbliższe pół roku na hasło "sok" wszystkie dostawałyśmy konwulsji ze śmiechu).