[quotea5="Father"]Joanna rownież pod warunkiem, że nie używa zbyt dużo innostrannych słów. [/quotea5]
[size=9a5]że co przepraszam, jakich?? (sorry za off - MUSIAŁAM)[/sizea5]
Co do optymizmu - zbyt przesadnego czy nie. Jasne, na początku na nowym stanowisku zawsze pojawiają się różne deklaracje, i wiadomo również, że ich spełnienie nie zależy od nagłego pojawienia się jednego człowieka, że to nie działa tak prosto. Ale nie zmienia to faktu, że słysząc konkretne 'podejście programowe' można wierzyć w to, że balet ma szansę rozwijać się, i to w bardzo dobrą stronę. Nie wspominając już o tym, żeby co najmniej wybić z tego dołka, w który został 'wepchnięty' parę lat temu - i kto wie, być może nawet liczyć na coś więcej?... I właśnie to napawa optymizmem.
[quote98="Joanna"]że co przepraszam, jakich??[/quote98]
No fachowych i w ogóle zakręconych - tez czasem jako laik zastanawiam się o so choziii Ale to jest fajne.
A co do nowego otwarcia to kurcze nie chce się wierzyć, że zapowiedzi są tak fajne.
Nawet kółko wzajemnej adoracji - tfu miłośników baletu ma powstać !
Ma chłop wizję (i to nie taką jak po prochach ) oby przynajmniej większa część udało mu sie zrealizowac !!!!
Aby uzyskać odpowiedzi na dręczące mnie pytania dotyczące kiczu, udałam się do... Teatru Wielkiego. Dyrektorem Polskiego Baletu Narodowego jestKrzysztof Pastor. Jego też zapytałam, czy widział kiedyś kiepskie przedstawienie baletowe. Biorąc pod uwagę ciężką pracę tancerzy, warunki, które muszą oni spełniać, by być wręcz idealnymi, szczerze wątpiłam, czy coś takiego, jak kiepski balet w ogóle istnieje... Dowiedziałam się, że i owszem - istnieje. A dzieje się to wtedy, kiedy tancerz gra rolę, która nie jest dla niego odpowiednia. Zachęcam do przeczytania bądź wysłuchania tej rozmowy a także do zapoznania się z repertuarem Teatru Wielkiego. Drodzy czytelnicy!Kiczkokzauważył balet i chodzi na przedstawienia. Podczas „Oniegina” Borisa Ejfmana odczuł nawet uczucia zbliżone do tych, które miał zjeżdżając na Roller Coasterze. Już wkrótce umieści na stronachĆWICZ KICZrozmowę z tancerką baletowąDominiką Krzysztoforską.
Marta Janik: Tancerz baletowy musi być niezwykle utalentowany. Nie dość, że musi mieć wyjątkowe ciało, nad którym cały czas pracuje, to jeszcze powinien mieć zdolności aktorskie. Czy istnieje coś takiego, jak kiepski balet? Czy Pan coś takiego widział?
Krzysztof Pastor: Niestety widziałem. Jest to zawód bardzo piękny, w którym piękno jest połączone z wysiłkiem. Jest zmaganie heroiczne, ale takie, jakie jest opisane w greckich tragediach. Jest to zmaganie piękne. Tak jak w sporcie trzeba mieć pewne predyspozycje fizyczne tak samo w balecie istnieją kanony, bez których bycie świetnym tancerzem nie jest możliwe. Można robić teatr tańca taki, jaki robiły Pina Bausch czy Sasanne Linke. Można też robić taki, jak Jiri Kilian, który jest wielkim choreografem tworzącym głównie w Holandii. On miał zespół, Holenderski Teatr Tańca Numer 3, w którym byli zatrudnieni seniorowie, ludzie po czterdziestce. To było specjalnie zrobione dla tej grupy ludzi. W normalnym zespole trzeba być bardzo sprawnym fizycznie. W zespole klasycznym formy ludzkiego ciała muszą spełniać pewne warunki.
Czyli jak jest gruba baletnica to to jest kiepski balet?
W balecie klasycznym nie jest to najlepsze. Grubsza baletnica może być świetna w teatrze tańca właśnie. Ja widziałem osoby, które są większe niż klasyczna balerina, ale są bardzo utalentowane i pięknie tańczą. Zresztą nawet w moim zespole są ludzie, którzy jeżeli są źle obsadzeni, tańczą role, których nie powinni tańczyć, mogą ponieść po prostu klęskę. Jeżeli natomiast są obsadzeni w roli, która właśnie im służy, mogą odnieść ogromny sukces. To jest również moje zadanie jako dyrektora baletu. Trudne bardzo i na pewno czasami popełniam błędy. Ale to też jest piękno tej sztuki, której nie da się do końca wymierzyć, obliczyć, która polega w dużym stopniu na inspiracji, na stosunku między ludźmi, na momentach, kiedy gwiazdy spadają na głowę, bo to mogą być zaledwie sekundy, kiedy może się to coś wydarzyć.
Czym jest dla Pana kicz?
Kicz, tandeta... W zasadzie w największym stopniu coś, czego głównym celem jest zdobywanie poklasku, pieniędzy, nieliczenie się z dobrym smakiem. Tutaj należy jeszcze raz powiedzieć o wychowaniu. Uważam, że przedstawienia dla dzieci powinny być naprawdę na najwyższym poziomie, wysmakowane w sensie plastycznym. Kiczem może być na przykład nieumiejętne zestawienie kolorów. Może też być kicz, który jest formą sztuki, dlatego że takie było zamierzenie twórcy, żeby prowokować, żeby zwrócić na siebie uwagę. To jest inna rzecz. Kicz może być elementem bardzo wartościowego przedstawienia. On nie dla wszystkich znaczy to samo, to wiadomo. Istnieje w uzależnieniu od czegoś. W pewnej proporcji do czegoś.
Czy Pan posługuje się kiczem?
Jeżeli robimy przedstawienie podczas którego puszczamy tylko hity, to to jest łatwe, łatwo takim chwytem zadowolić publiczność. Zrobiłem jedno takie przedstawienie, balansowałem na pograniczu kiczu, nie chcialem jednak tej granicy przekroczyć. Było na pewno na pograniczu, przyznaję się, jeżeli jednak chodzi o kostiumy i choreografię – absolutnie nie. Muzycznie tak. To przedstawienie nazywało się „Voice” i były w nim dość znane utwory operowe, ale były też utwory bardzo ambitne. Odniosło wielki sukces.
A jednak...
Ja nie mówię, że my nie chcemy sukcesu. Teatr Wielki jest sponsorowany przez Rząd Polski. Rząd Polski jest mecenasem nie tylko dlatego, żebyśmy wypełniali widownię, ale też dlatego, żeby dać nam szansę poszukiwania. My tę szansę musimy tworzyć. Dlatego organizuję warsztaty choreograficzne, żeby choreografowie mieli możliwość poszukiwań. Nie muszą oni robić rzeczy pod publiczkę. Muszą robić rzeczy wartościowe, które przyczynią się do rozwoju ich samych i sztuki baletowej w Polsce. Nie zawsze walka tylko o aplauz jest wartościowa. Mamy pewne zobowiązania. Jest to ogromna scena, ogromna widownia i uważam, że powinniśmy mieć pewna dozę swobody i wolności i myślę, że Rząd Polski na to stać, aby artyści mogli eksperymentować.