Ivan Vasiliev - nowy Nureyev?
-
Joanna Bednarczyk
- Posty: 549
- Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm
[quote7e="Sagittaire"]
Tak więc co do zasady się zgadzam ale obwinianie chłopaka, który 3 sezony dopiero jest zatrudniony o to, że się spina za bardzo i ze przesadnie wyciąga technicznie mnie osobiście rozśmieszyło.
Sądzę, że taki zarzut jest niestosowny.
[/quote7e]
ciszę się ze cię rozśmieszyło - śmiech to zdrowie
niestosowny hmmmm ?
ja osobiście z nikim go nie prównywałam, z żadna światową tuzą, wyraziłam swoje odczucia co do jego technicznego stylu, który można poddać ocenie bez względu na jego młody wiek i to że tańczy trzy sezony. Ivan jest już profesjonalnym tancerzem w profesjonalnym zespole. Nie mówimy przecież o szesnastolatku czy siedemnastolatu. Mathieu Ganio został etoile w wieku 20 lat i od tego czasu musiał liczyć sie z pochwałami jak i krytyką.
Tak więc co do zasady się zgadzam ale obwinianie chłopaka, który 3 sezony dopiero jest zatrudniony o to, że się spina za bardzo i ze przesadnie wyciąga technicznie mnie osobiście rozśmieszyło.
Sądzę, że taki zarzut jest niestosowny.
[/quote7e]
ciszę się ze cię rozśmieszyło - śmiech to zdrowie
niestosowny hmmmm ?
ja osobiście z nikim go nie prównywałam, z żadna światową tuzą, wyraziłam swoje odczucia co do jego technicznego stylu, który można poddać ocenie bez względu na jego młody wiek i to że tańczy trzy sezony. Ivan jest już profesjonalnym tancerzem w profesjonalnym zespole. Nie mówimy przecież o szesnastolatku czy siedemnastolatu. Mathieu Ganio został etoile w wieku 20 lat i od tego czasu musiał liczyć sie z pochwałami jak i krytyką.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
moze zlego slowa użyłam. Niestosowne w sensie , ze wg mnie niesprawiedliwe, co do tego biedulka
(jakos tak mi sie stalo, ze nabylam maniery bronienia go) .
Na marginesie to Ivan mi troszkę przypomina Dino Tamazlacaru. Podobna energia, dobre samopoczucie w popisowych partiach. Oboje super w Płomien Paryża wypadli. No i z wyglądu zewnętrznego troszkę nawet podobni. Może dlatego tak mi Ivan przypadl do serca, bo Dinu mi przypominal.
Na marginesie to Ivan mi troszkę przypomina Dino Tamazlacaru. Podobna energia, dobre samopoczucie w popisowych partiach. Oboje super w Płomien Paryża wypadli. No i z wyglądu zewnętrznego troszkę nawet podobni. Może dlatego tak mi Ivan przypadl do serca, bo Dinu mi przypominal.
-
Joanna Bednarczyk
- Posty: 549
- Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
wiem wiem, musiałam zabrzmieć śmiesznie ale on jest taki fajny, ze nie mogę.
tu jest z prob z bliska:
http://www.youtube.com/watch?v=MbzZtMpSddk
Tu jeszcze program o Don Kichocie:
http://www.youtube.com/watch?v=Q7UsVBMe5bY&feature=fvw
Iwan Groźny, Spartakus? Chyba woli siebie w takich postaciach o mocnych charakterach.
I nawet Osipova jakoś mi się przy nim spodobała, mimo ze nie jestem jej fanem.
tu jest z prob z bliska:
http://www.youtube.com/watch?v=MbzZtMpSddk
Tu jeszcze program o Don Kichocie:
http://www.youtube.com/watch?v=Q7UsVBMe5bY&feature=fvw
Iwan Groźny, Spartakus? Chyba woli siebie w takich postaciach o mocnych charakterach.
I nawet Osipova jakoś mi się przy nim spodobała, mimo ze nie jestem jej fanem.
Tutaj w innej roli:
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=WMUedJyTjTo]część 1[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=8qd976X3XZQ]część 2[/URL]
"Młody człowiek i śmierć" (?) - nie jestem pewna tłumaczenia, ale jest to znane, choćby w wykonaniu Barysznikowa z fragmentu bodajże "Białych nocy". (Iwana w sumie nie mam co się czepiać, ale Zakharova mnie trochę przeraziła - co to, konkurs na to, kto wyżej podniesie nogę? Może jestem po prostu na nią uczulona już).
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=WMUedJyTjTo]część 1[/URL]
[URL=http://www.youtube.com/watch?v=8qd976X3XZQ]część 2[/URL]
"Młody człowiek i śmierć" (?) - nie jestem pewna tłumaczenia, ale jest to znane, choćby w wykonaniu Barysznikowa z fragmentu bodajże "Białych nocy". (Iwana w sumie nie mam co się czepiać, ale Zakharova mnie trochę przeraziła - co to, konkurs na to, kto wyżej podniesie nogę? Może jestem po prostu na nią uczulona już).
Ja bym się przyczepiła do obojga - żadne z nich nie poradziło sobie dobrze z interpretacją, to krótka historia, ale pełna treści i z konkretnym "przesłaniem", dlatego wymaga ogromnego potencjału i wybitych umiejętności artystycznych. Ale jak na Zakharovą jest znośnie
Nie wspomnę o najbardziej elektryzującym dla mnie momencie, kiedy Śmierć wyjmuje papierosa i wykonuje mechaniczne, tępe ruchy głową, a później przyciąga do siebie Młodzieńca falującą ręką z dymiącym papierosem - zupełnie tego nie udźwignęła, kiedy oglądam ten moment w wykonaniu Gillot mam dreszcze, tutaj fragment ten jest zupełnie pozbawiony treści i napięcia emocjonalnego. Samo spojrzenie Marie Agnes mówi wszystko, a mowa jej ciała doskonale ten przekaz uzupełnia. A moimi ulubionymi wykonawcami są właśnie Gillot i Le Riche, ich interpretacja jest dla mnie doskonała i pełna.
[quote09="Ewa J."]Ja bym się przyczepiła do obojga - żadne z nich nie poradziło sobie dobrze z interpretacją,[/quote09]
Ja widziałam tylko w wykonaniu Barysznikowa i pamiętam, że on z partnerką zrobili na mnie wielkie wrażenie. Już nie chciałam Iwana porównywać do Barysznikowa, żeby się Sagittaire nie narażać
. Bo ogólnie to żadnego wrażenia na mnie nie zrobił, ale nie chciałam się czepiać.
Ja widziałam tylko w wykonaniu Barysznikowa i pamiętam, że on z partnerką zrobili na mnie wielkie wrażenie. Już nie chciałam Iwana porównywać do Barysznikowa, żeby się Sagittaire nie narażać
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Niestety zgadzam się z Ewą. To wykonanie tak mnie zdenerwowało, że w pewnym momencie przestałam oglądać, żeby nie psuć sobie dobrego samopoczucia.
Co do Ivana, to za bardzo mam w wyobraźni wykonanie Baryshnikova, jego swobodę, wyrażanie siebie na scenie. Mimo, że Baryshnikov chyba stworzony był do innych ról to tutaj jakos tak od zawsze sie przyzwyczailam i polubilam to wykonanie. A młody Ivan kompletnie nie udźwignął. Ale to nie znaczy, że jakoś Ivana przekreślam. Dokładnie takie samo "niezadowolenie" i wkurzenie mnie ogarnęło jak kiedyś po zobaczeniu Giovanni di Palmy zobaczyłam w tej samej roli skrępowanego, technicznie dobrego, ale takiego nie do końca otwartego na scenie, nie czującego się tak tak dobrze N Botsiy. A po jakims czasie wyszło na to, ze Nazar został moim ulubieńcem. Tak jak wiele razy pisałam: ciężka to rzecz, gdy ktoś z 2 sezonowym doświadczeniem (jak wtedy N.B) wskakuje w rolę, którą widzowie mają w wyobraźni w wykonaniu jakiejś świetnej gwiazdy.
A jeśli chodzi o Zakharovą to ja nie pojmę nigdy skąd ta jej wielka kariera. Ostatnio wpatrzyłąm się w 2 wykonania Carmen z Bolshoy z Ulianą L. i Zakharovą i normalnie mną trzęsło, widząc wykonanie Zakcharovej. Wcześniej, jak nie widziałam w tej roli Uliany, to jakoś ją jeszcze trawiłąm, a teraz mi sie skonczyla cirpliwosc. Najbardziej mnie wkurzala jakas taka strasznie wkurzająca niecierpliwość Zakharovej , co powodowało, że albo sie spoźniala albo wyskakiwała za wcześnie. Np scena uwodzenia mlodego zolnieza i takie rzucanie sie, zeby on lapal tancerkę: Uliana wszystkie te upadki miala takie same a zakharova raz nizej raz wyzej raz jeszcze w poprzek. No i takie głupie uśmiechy po wykonaniu dobrze jakiejś trudnej partii. Tak jakby po wykonaniu wyskakiwala na chwilke z roli i uroczo sie smiala "widzicie udalo mi sie zrobic to tak fajnie, jak mnie to cieszy". U Uliany przez cały spektakl było wyczucie momentu ale też nie zdarzyły jej sie takie głupie uśmiechy. Dzięki temu min sprawiła, ze jej Carmen byla realna, w odroznieniu od Carmen Zakharovej, która była pasmem popisow tanecznych, nie do konca zreszta skoordynowanych
Co do Ivana, to za bardzo mam w wyobraźni wykonanie Baryshnikova, jego swobodę, wyrażanie siebie na scenie. Mimo, że Baryshnikov chyba stworzony był do innych ról to tutaj jakos tak od zawsze sie przyzwyczailam i polubilam to wykonanie. A młody Ivan kompletnie nie udźwignął. Ale to nie znaczy, że jakoś Ivana przekreślam. Dokładnie takie samo "niezadowolenie" i wkurzenie mnie ogarnęło jak kiedyś po zobaczeniu Giovanni di Palmy zobaczyłam w tej samej roli skrępowanego, technicznie dobrego, ale takiego nie do końca otwartego na scenie, nie czującego się tak tak dobrze N Botsiy. A po jakims czasie wyszło na to, ze Nazar został moim ulubieńcem. Tak jak wiele razy pisałam: ciężka to rzecz, gdy ktoś z 2 sezonowym doświadczeniem (jak wtedy N.B) wskakuje w rolę, którą widzowie mają w wyobraźni w wykonaniu jakiejś świetnej gwiazdy.
A jeśli chodzi o Zakharovą to ja nie pojmę nigdy skąd ta jej wielka kariera. Ostatnio wpatrzyłąm się w 2 wykonania Carmen z Bolshoy z Ulianą L. i Zakharovą i normalnie mną trzęsło, widząc wykonanie Zakcharovej. Wcześniej, jak nie widziałam w tej roli Uliany, to jakoś ją jeszcze trawiłąm, a teraz mi sie skonczyla cirpliwosc. Najbardziej mnie wkurzala jakas taka strasznie wkurzająca niecierpliwość Zakharovej , co powodowało, że albo sie spoźniala albo wyskakiwała za wcześnie. Np scena uwodzenia mlodego zolnieza i takie rzucanie sie, zeby on lapal tancerkę: Uliana wszystkie te upadki miala takie same a zakharova raz nizej raz wyzej raz jeszcze w poprzek. No i takie głupie uśmiechy po wykonaniu dobrze jakiejś trudnej partii. Tak jakby po wykonaniu wyskakiwala na chwilke z roli i uroczo sie smiala "widzicie udalo mi sie zrobic to tak fajnie, jak mnie to cieszy". U Uliany przez cały spektakl było wyczucie momentu ale też nie zdarzyły jej sie takie głupie uśmiechy. Dzięki temu min sprawiła, ze jej Carmen byla realna, w odroznieniu od Carmen Zakharovej, która była pasmem popisow tanecznych, nie do konca zreszta skoordynowanych
-
Joanna Bednarczyk
- Posty: 549
- Rejestracja: sob lut 26, 2005 2:03 pm
[quote5e="Ewa J."] A moimi ulubionymi wykonawcami są właśnie Gillot i Le Riche, ich interpretacja jest dla mnie doskonała i pełna.[/quote5e]
tak ale myślę, że z kreacją Nicolas'a nikt nie jest w stanie się zmierzyć . Udało mu się osiągnąć coś co wydawało się niemożliwe doścignąć geniusz Jean'a Babilee, do którego należała przez lata ta choreografia i jeszcze stworzyć cos własnego i wyjatkowego. To nie tylko kwestia interpretacji ale wykonania, ekspresji ciała, sam ruch musi tu być w określony sposób akcentowany i precyzyjny, wyraźnie zaznaczony jaby cięty ostrzem a jednocześnie nie mechaniczny i u Ivana tego najbardziej brakuje jakoś ta choreografia się wrecz rozmywa, zatraca kontury. Barysznikow i Nurejew są wspaniali, ale mimo wszystko "Młodzieniec i śmierć" nalezy do Jean'a Babilee i Le Riche'a
tak ale myślę, że z kreacją Nicolas'a nikt nie jest w stanie się zmierzyć . Udało mu się osiągnąć coś co wydawało się niemożliwe doścignąć geniusz Jean'a Babilee, do którego należała przez lata ta choreografia i jeszcze stworzyć cos własnego i wyjatkowego. To nie tylko kwestia interpretacji ale wykonania, ekspresji ciała, sam ruch musi tu być w określony sposób akcentowany i precyzyjny, wyraźnie zaznaczony jaby cięty ostrzem a jednocześnie nie mechaniczny i u Ivana tego najbardziej brakuje jakoś ta choreografia się wrecz rozmywa, zatraca kontury. Barysznikow i Nurejew są wspaniali, ale mimo wszystko "Młodzieniec i śmierć" nalezy do Jean'a Babilee i Le Riche'a
Mam dokładnie takie same wrażenie, najpierw widziałam Barysznikowa, później Nurejewa i na samym końcu Le Riche. Ten ostatni właśnie podbił moje serce swoją rolą w tej choreografii
Ale przyznasz Joanno, że u niego ta specyfika ruchu o której mówisz wynika nie tylko, od tak po prostu z jego umiejętności fizycznych, ale przede wszystkim z dogłębnego zrozumienia roli - to widać na każdym kroku. W jego wykonaniu to dla mnie zupełnie jak film - najpierw to zamyślenie kiedy wypala papierosa, później nagłe poderwanie się z łóżka, chwila skupienia, aż w końcu staje się jasne, że czeka na coś, czego się boi i co go przeraża. To Nicolas, ale Marie Agnes jest dla mnie nie mniej genialna - ten jej zimny, stalowy uścisk śmierci, zalotność, okrucieństwo, przewrotność i erotyzm w jednym - jaka inna tancerka oprócz niej mogła w tak mistrzowski sposób pokazać tą wybuchową mieszankę?
Ona, tak samo jak i on, jest po prostu stworzona do tej roli i razem z Nicolas tworzą duet doskonały. Czasem ta miniatura wydawała mi się taką krótką historią z morałem - młody człowiek z nizin społecznych, kuszony i odrzucony przez kobietę-demona (morał: widać wyraźnie, z kim lepiej się nie zadawać), lub - zniszczony przez używki, po których ma te wszystkie koszmarne wizje (morał: jak tego typu środki modyfikują świadomość i do czego ostatecznie to wszystko prowadzi). Po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie interpretuję tego w sposób naiwny i uproszczony, bo w końcu jest to opowiastka osadzona - mam wrażenie - w konkretnych realiach społecznych, poza tym ta panorama rozświetlonego wielkiego miasta na koniec, Paryża, to przecież też nie przypadek. Dlatego muszę się w końcu zebrać i poczytać coś pod kątem "okiem znawcy" na temat tej choreografii, ale gdybyś Ty Joanno miała ochotę podzielić się swoją cenną wiedzą.. to sama wiesz 