Święto Wiosny

Dyskusje o spektaklach, programach TV, książkach, artykułach, nagraniach CD/video/DVD, fotografii, stronach internetowych;
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

Tu duzo do poczytania o premierze
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/06/12/trzy-razy-swieto/#comments
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

No to może teraz ja :) O Święcie, a własciwie Świetach wiosny w TW-ON wykonanych przez Polski Balet Narodowy.
Idea wieczoru okazła sie nie tak karkołomna jak wiele osób oczekiwało i mówiło: "kto to wytrzyma". Okazało się, ze nie tylko wytrzyma, ale było cos fascynujacego - pomiędzy przygodą a praca badacza - w oglądaniu po sobie 3 interpretacji tego samego utworu muzycznego. Od razu o muzyce: rzeczywiście: 3 interpretacje muzyczne narzucały 3 różne interpretacje partytury i na ile udało mi sie wysłuchac i sledzić temta, a zwłaszcza pauzy i artykulacje to dyrygent Łukasz Borowicz i orkiestra zagrani tez 3 rózne interpretacje. Z drugiej strony jestem przekonana ze to na co w tym czasie patrzylismy czyli 3 rózne formy sceniczne, style choreograficzne i języki ruchu wpływały na percepcje takze odnośnie muzyki i warunkowały ja do tego stopnia ze rzeczywiście słuchało sie tego prawie jak trzech "róznych" utworów. Pierwszy raz - z choreografią Nizyńskiego - prymitywną w zamierzony sposób - muzyka wydawała się chropowata, bardzo współczesna, ostra pełna dysonansów jak nie oszlifowany kawałek drewna. W drugiej - pomysły Emanuela Gata - muzyka na podobieństwo wykreowanego przez niego ruchu muzyka lała sie i wiła bardziej jak miękkie masło (albo ze względu na oswietlenie) jak to ujeła moja Mama - jak płynna gorąca lawa. W trzeciej choeografii Bejarta - muzyka podobnie jak taniec stała się czysta, precyzyjna i poteza jak złocisty spizowy gong lub dzwon. Miałam okazje obejrzec i wysłuchac wszystkiego az dwa razy - na próbie generalnej i na premieze i mam dwie uwagi - na próbie było odrobine czyściej, precyzyjniej, bez tak słyszalnych "wpadek" w orkiestrze jak na premierze, choć nie czepiałabym się za bardzo wykonania - było przyzwoite i starało się nadążac za choreografia i tancerzami, po drugie - to nie tylko tancerzy subiektywne odczucie - na premierze było szybciej, tempa były generalnie bardziej "ogniste" co oczywiście ma swoje plusy i minusy :) Jak słusznie zauważyła Dorota Szwarcman w dyskusji na swoim blogu - Świeto wiosny to utwór dla orkiestry złożonej z bardzo dobrych solistów grajacych zwłaszcza w sekcji detej więc jest to bardzo trudna rzecz i orkiestry operowe rzadko coś takiego grywają by osiagnac w tego typu repertuarze mistrzowswo. Więc było ok, choc nie zachwyajaco, inna sprawa ze podczas spektaklu baletowego człowiek jednak bardziej ma zajęte oczy i analizuje wrażenia wzrokowe niż słuchowe.

Przejdźmy zatem do wzrokowych czyli do tego po co tu jestesmy: do tańca.
Choreografia Nizyńskiego rzeczywiscie nadal współczesna, brytalna, a jak człowiek pomysli ze stworzona 100 lat temu i wówczas pokazana to kompletnie rewolucyjna. Z jednej strony wiadomo, ze jest to "obiekt muzealny" - zywy czy raczej ozywiony eksponat z muzeum historii tańca, ale z drugiej - ogląda się bardzo dobrze, zadziwia połączeniem róznych układów ruchowych dla róznych rup lub postaci przy ekwencjach bardzo ubogich i statycznych. Miesza się am wyrafinowanie stylizowanego gestu z naturalnoscia przebiegów - koła i linii, uszeregowania grup, przy nagłych pojawieniach sie 2 -3 sekundowych akcji solowych. Z jednej strony kapitalna postac Staruchy (która jednak musi na samym poczatku baletu fenoenalnie pare razy podskoczyć - Iwona Kurowska) i peknie ucharakteryzowany Mędrzeć (Siergiej Basałajew), z drugiej śliczne Trzy małe dziewczeta w czerwieni i pięciu młodzieńców którzy uprawiają walke na pięści. No i dziewczea które sposród siebie wybierają Dziewczyne Ofiarną. Tu juz Nizyński sięgną geniuszu - czysty i przejmujący taniec kreg dziewcząt a potem Wybranej to majstersztyk. Tak samo jak przejmujące grozą wejsciemęzczyzn w skórach zwierzecych pilnujących dokonania ofiary. No i bardziej niż wyczerpujący taniec przerażajacy bezruch Wybranej która czeka na rozpoczecie anca - nie ucieka, nie stara się uratowac spetana powinnościa i strache. Rewelacyjne wykonanie tej roli przez Magdalene Ciechowicz - bardzo zywiołowe i inaczej niż na próbie nasycone emocjami. Na generalnej było bardzo precyzyjne, na premierze bardziej zywiołowe i przez to przejmujace - byc moze równiez dlatego ze tempo było zabójcze ;)
Choreografia NIzyńskiego odebrała same pozytywne reakcje, owacja bła długa, wbrew obawom nie okazała się po muzealnemu sucha i nie emocjonalna. Ja sama dodatkowa przyjemnosc czerpałam z oglądania wspaniałych kostiumów Nikołaja Roericha - uwielbiam je od zawsze, eszcze z czaro-białych zdjęć.

Choreografia gata to nie dość ze przeciwieństwo pierwotnej choreografi na wszystkich planach, to takze niemal zaprzeczenie idei Świeta wosny wogóle. Bo przeciez ta muzyka powstaławała do konkretnego scenariusza i opowiadała o tym, o czym miała opowiaac. A u Gata - własciwie nie ma opoweści, nie ma oakcji, jest tylko piekny, zaskakujacy ruch (niby prosty, a tak naprawde bardzo skomplikowany w przejściach, połaczeniach kroków, ich splotach). Ta wersja jest bardzo kameralna, na 5 zaledwie osób, 2 mezczyzn i 3 kobiety. Mozna sie spodziewac, ze ostatecznie jedna z kobiet przyjmie lub wejdzie w role "wybranej" czy raczej "odrzuconej" bo w tym ukladzie oczywiste jest ze pan jest za duzo, ze zawsze ktos zostanie "bez pary". tancerze tańcza salse, sa w nieustanym ruchu kobiety staraja się tak wslizgiwac w ramiona partnerów, by zawsze tanczyć, nie stac z boku, ale fizycznej, aktorsko wyrazonej rywalizacji nie ma. balet pozbawiony jest jakby emocji, ale te buduje muzyka. Każdy widz w układach 2 na 1, 3 na 2, 1 na 1 cos sobie dopowiada, wymysla. Brakowało mi moze jednak odrobiny narracji, mocniejszych punktów zwrotnych, bo pomysłu i piekna ruchu wymyslonego przez Gata (cudowna plastyka ciał tancerzy na małym czerwonym dywanie oświetlonych czerwonym swiatłem) starczało na jakie 15 - moze 20 minut baleu. Na 40minutowe Świeto wiosny z trudem daje sie rozciagnąć, alejakośc wykonania i uroda obrazu to rekompensuje. Zadziwiało mnie zwłaszcza jak choreografia tworzona nemal obok muzyki, sama dla siebie, w punktach kulminacyjnych i wyraźnych akcenach swietnie sie znią zbiegała. Nie uważam zatem ze to choreografia chybiona, uważam raczej to za ciekawy, pełen odwagi a nawet buty eksperyment, o którym sam Gat powiedział ze jest jak wejscie na Mount Everest - Świeto wiosny jest czyms takim dla choreografów i on chciał tez tego spróbowac. Uważam ze z conajmniej ciekawym i dajacym do myslenia skutkiem, choc rpzumiem tez ze wielu osobom moze się to "nie podobać". Choć buczenia mnie zadziwiły - na scenie TW-ON widywano wielokrotnie żałosne tardycyjne lub żałosne "awangardowe" tanuszki które ani sie umywały do choreografii gata i nie wywoływały ani odrobiny atkiej reakcji. Z wykonawców trudno kogokolwiek wyróznic bo iatka solistów wtym wypadku miała absolutnie równożedne zadania i wszyscy też pokazali jednakowe mistrzoswo,zaaagazowanie, umiejętnosci i elegancję ruchu. Nie chce pisac która z pań ostatecznie stała się "wybraną" ale wszystkie trzy były znakomite - Marta Fiedler ze swim temperamentem idealnym do "latynosiej" w wyrazie choreografii, Izabela Szylińska - elegancka i plastyczna jednoczesnie i Aleksandra Liaszenko - gibka i bardzo "awangardowa" w tym swoim wcieleniu. Do tego swietny, skupiony Robert Bondara i może nieco bardziej ekspresyjny Kurusz Wojeński.

O choreografii Bejarta chciałoby się napisać ajwięcej ze względu na doskonałośc wykonania (rozumiem że moze ono nie wytrzymywac porównania z baletem XX wieku w jego najlepszych czasach ale to chyba z góry porównanie nieuprawnione - z zespołem który całe zycie tańczył tylko dzieła Mistrza...), jak i ze względu na genialnośc dzieła, czystość, harmonie, piekno przy jednoczesnej brutalności, zwierzęcych i anielskich konotacjach i mocno erotycznym wyrazie. Przyznam jednak ze wole chwilowo nie próbowac ubrac w słowa moich wrażen na temat Świeta wiosny Bejarta - wydaja się trywialne, lepiej po prostu obejrzec. Podresle więc tylko jeszcze raz - świetne wykonanie, zespoły - zarówno męski jak i kobiecy stanęły na wysokości zadania (pomine milczeniem jedneo tancerza który niestety odstawał od reszy i zwracał ym powszechną uwagę). Tak równiutko nasz zespół nie tanczył bardzo dawno, tak precyzyjnie, nie wygladał tez tak pieknie w nie zawsze przeciez "twarzowych" opietych cienkich Bejartowskich trykotach. Świetni byli soliści wśród męzczyzn muskularni Adam Kozal i Wojciech Ślęzak (Przywódcy) i energiczni Młodzi mężczyźni Paweł Koncewoj i Egor Menshikov. Podobnie dobrze choc w niej eksponowanych partiach solowych kobiecych srawdziły sie Agnieszka Pietyra, Karolina Sapun, Margarita Simonowa (nie moge sie przekonac do tej tancerki) i Maria Żuk. No i soliści, niewątpliwi bohaterowie tego baletu: Anna Lorenc - Wybranka i Maksim Wojtiul -Wybraniec. Oboje darzę podziwem, szacunkiem i sympaia od dawna, te partie to dla obojga wspaniałe utwierdzenie w ich umiejętnosciach, wyróżnienie, wyzwanie. Oboje udźwignęli je wspaniale, byli piękni, wzruszajacy, znakomici. Anna Lorencmogła z powodzeniem wydawać się jasniejąca kobiecością która pojawia sie w chmurach był połaczyć się z ziemskim bytem męskim, władcza, ale delikatna, trwożliwa ale zdeterminowana. Piekne linie, energia w tańcu, niebagatenla w tym przypadku uroda i elegancja syletki. Maks - wiadomo, trudno napisac coś nowego.. Niezwykle wyczerpująca partia, szczególnie narażajaca jego mocno juz zadwyrężone kolana ale kto nie wie mógł smiało mysleć ze tancerz ten na codzień pokonuje równie trudne lub trudniejsze wyzwania taneczne z usmiechem na ustach. Widac bylo ogromne skupienie przekładajace się na precyzje wykonania i dyskretne atorstwo dodajace wiarygodnosci choreografii. Jednym słowem - dla mnie rewelacja.
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

Dzięki za recenzję, dala mi napewno wiecej niż wpis szwarcman i tamta dyskusja.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

dlaczego? warto poznac rózne stanowiska i komenarze. Na blogu Doroty Szwarcman wypowiadają sie gównie osoby zajmujące się i interesujące się muzyką samą w sobie, teatrem muzycznym w mniejszym stopniu, a juz baletem chyba najmniej. Nie jest to przestepstwo. pani Dorota Szwarcan też zawsze zastrzega ze na balecie sie nie zna ale na muzyce jak najbardziej, a jako posiadaczka słuchu absolutnego moze być naprawde ciekawym komentatorem wykonania od strony muzycznej. Dlatego tez wkleiłam tu link
jaromir
Posty: 281
Rejestracja: pt lis 21, 2008 9:39 am

Post autor: jaromir »

O jej, zabrzmialo jakbym dezawuował ich kompletnie.
Nie , ja tylko dodałem, ze Twoja recenzja Kasiu jest dla mnie lepiej informująca.
To widac z ich dyskusji czym się interesują.
Natomiast spotkalem się niedawno z głosami obawy czy 3 kawalki tego samego będą do strawienia, ze to tylko dla koneserow, ze moze różne choreografie to tak, ale 3 razy tej samej muzyki słuchać - to jak?

Okazuje sie i tak myślałem, ze jest sens takiego spektaklu.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

a to bardzo mi miło - staram sie zawsze pisac troche tez dla tych co nie zobaczą albo zeby zachęcić do zobaczenia więc mam nadzije ze i tym razem sie udało
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Na mnie podziałało :)
Raoul
Posty: 36
Rejestracja: sob paź 04, 2008 12:47 pm

Post autor: Raoul »

Dodam tylko, że mnie choreografia Gata, właśnie ze względu na plastykę ruchu, podobała się.

Na drugim przedstawieniu orkiestra też grała bardzo przyzwoicie, a wykonania rzeczywiście były zróżnicowane co do tempa i stopnia "chropowatości".
Chiaranzana
Posty: 349
Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am

Post autor: Chiaranzana »

Akurat w temacie Swieta, Pani Dorota ma racje - przynajmniej dla mnie. Pozatym Jej blog jakby nie bylo, jest dla mnie dosc istotny bo uczy jak rozumiec muzyke. Oddzielanie muzyki, opery i baletu od siebie jest pomylka. Blog tez informuje o ciekawych wydarzeniach w muzyce i sztuce i nie wszyscy tam sa znawcami muzyki a raczej jej pasjonatami.

Dla mnie po bejartowskiej wersji Wiosny - nikt juz nie dorowna. Lepiej jesli wspolczesni choreografowie biora sie za rzeczy nowe i dzisiejsze, lepiej to rozumieja. Niestety nie kazdy choreograf intelektualnie dorownuje do tego aby siegac po te choreografie nie mowiac juz o muzyce Strawinskiego, ktora dla mnie jest muzyka trudna i ciezko mi ja zniesc jesli nie towarzyszy temu taniec.
Kasia G
Posty: 4391
Rejestracja: śr mar 30, 2005 2:02 pm

Post autor: Kasia G »

ale co to znaczy "ma rację" - ja nie twierdzę ze nie ma racji, tylko ze odbiera tak, a nie inaczej i wyraża swoje zdanie, głównie z punktu widzenia muzyka i znawcy muzyki. ja odbieram inaczej i wyrazam swoje zdanie, głownie z punktu wiedzenia miłosnika baletu. Sta dla mnie na odbiór tego wieczoru nie miało wpływu jak źle, nierówno, czy niedokładnie grała orkiestra, ani też nie mam podejscia ze "zegoś nowym choreografom nie wolno" lub "nie powinni" - cały czas w sztuce czegoś się poszukuje i ryzykuje - nawet z porażek mozna się wiele nauczyć, nie mówiąc o tym ze komuś sprawic przyjemnosc jesli choć garstce widzów sie podobało. Stąd uważam ze mozna i trzeba powiedzieć"mnie się nie podobało" i uzasadnić, lub "podobało mi się" i uzasadnić, a nie powiedzieć "i tak nikt nie dorówna Bejartowi więc po co się za to brać". Bo to po prostu nie ma sensu w sztuce. Po Leonadro da Vinci nikt nie namaluje czegoś tam lepiej, ale moze inaczej :)

PS. Nikt tu, a już napewno nie ja nie deprecjonował wartości i wagi bloga DS. Wręcz przeciwnie - inaczej nie zamiesciłabym linka. Zgazam się ze do świetne źródło informacji o róznych ciekawych wydarzeniach. Natomiast nie znaczy to że nie mozna polemizowac z wyrazonymi tam poglądami - autorki czy kogokolwiek innego. Sa one własnie inspirujace do dyskusji :)
ODPOWIEDZ