SEN NOCY LETNIEJ Johna Neumeiera w PBN
Kolejna wielka premiera baletowa w Warszawie, fascynujące przedstawienie, świetne role Ebihary, Yaroshenki, Walczaka, Liashenko, Fiedler, Woitiula, Koncewoja, Wojeńskiego i prawie całej reszty, a na koniec jeszcze sam John Neumeier wśród bohaterów premierowego przedstawienia, obsypany kwiatami i utopiony w owacjach z widowni i ze sceny, z ministerialną Złotą Glorią Artis na szyi za wielkie zasługi dla światowej kultury - celny strzał min. Zdrojewskiego, który sam niestety na wagarach, bo nawet nie pofatygował się osobiście na tak ważną premierę do swojego teatru. O innych szczegółach przyjdzie pewnie tu pisać jeszcze wielokrotnie. Ale PBN znów przerasta sam siebie.
Gratulacje!
A jednak! Tak myślałam, że się pokaże.. oby tylko dzisiaj też wyszedł. Będę musiała się mocno starać zapanować nad emocjami, bo nie mam pojęcia jak zareaguję, kiedy go zobaczę.. już teraz na samą myśl mam dreszcze. W końcu moja pierwsza wielka i bez wątpienia na zawsze baletowa "miłość"
Będę też wypatrywała recenzji Joanny Bednarczyk - pewnie nie tutaj na forum - jednak mam świadomość, że pasjonatów takiego "formatu" jest garstka, a wszelkie spostrzeżenia, czy nawet drobne uwagi nt twórczości tego choreografa były dla mnie zawsze ogromnie interesujące i cenne:)
No i cóż, tym razem znowu mamy za wiele dobrego.. naraz. Mam na myśli wspomnianego już wyżej Preljocaja w Kielcach, gdy tymczasem w Warszawie Neumeier.
Najbardziej z wczorajszej obsady szkoda mi Patryka Walczaka. Zawsze i wszędzie go wypatruję i zawsze robi na mnie wrażenie. Jestem pewna, że jako Puk musi być niesamowity. Oby jeszcze w środę się udało.
No i cóż, tym razem znowu mamy za wiele dobrego.. naraz. Mam na myśli wspomnianego już wyżej Preljocaja w Kielcach, gdy tymczasem w Warszawie Neumeier.
Najbardziej z wczorajszej obsady szkoda mi Patryka Walczaka. Zawsze i wszędzie go wypatruję i zawsze robi na mnie wrażenie. Jestem pewna, że jako Puk musi być niesamowity. Oby jeszcze w środę się udało.
Dorota Szwacrman na swoim blogu - nocą i na razie bardzo krótko, w innym temacie:
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2013/03/14/iv-symfonia/
15 marca o godz. 23:18: Ja wróciłam z pięknej premiery baletowej Sen nocy letniej Johna Neumeiera. Czysta poezja, pełna też poczucia humoru, ma swoje lata (1977), ale nie szkodzi. Trochę się rozłaziła orkiestra w Mendelssohnie (zwłaszcza blacha…), który był przemieszany z Ligetim z głośników i z cudną kataryną. Odpowiednio: Mendelssohn to wyższe sfery, Ligeti – ślad duchów, katarynka – ekipa Spodka. Nasz balet we wspaniałej formie. Wszystkim polecam i idę spać, bo rano, jak będę w stanie, zrywam się na pociąg...
http://szwarcman.blog.polityka.pl/2013/03/14/iv-symfonia/
15 marca o godz. 23:18: Ja wróciłam z pięknej premiery baletowej Sen nocy letniej Johna Neumeiera. Czysta poezja, pełna też poczucia humoru, ma swoje lata (1977), ale nie szkodzi. Trochę się rozłaziła orkiestra w Mendelssohnie (zwłaszcza blacha…), który był przemieszany z Ligetim z głośników i z cudną kataryną. Odpowiednio: Mendelssohn to wyższe sfery, Ligeti – ślad duchów, katarynka – ekipa Spodka. Nasz balet we wspaniałej formie. Wszystkim polecam i idę spać, bo rano, jak będę w stanie, zrywam się na pociąg...
A ja dzisiaj wróciłam nieco rozczarowana. Mistrz nie pokazał się pośród artystów.. ale to nie jedyny powód. Sobotnia obsada to zdecydowanie nie był fajerwerk, a co najmocniej mnie zaskoczyło - że najbardziej położone zostały pierwszoplanowe role. Niestety Popov jako Tezeusz/Oberon i Zbrzeźniak jako Hipolita/Tytania zaprezentowali się poniżej przeciętnej. Od tych ról wymaga się czegoś więcej - może w Kopciuszku byliby do przyjęcia, ale tutaj.. Zaczynając od podstaw, czyli techniki. Popov nie spisał się jako partner. Wysokie podnoszenia wykonywał z trudem, widocznym wysiłkiem, w pas de deux, kiedy towarzyszył partnerce, często drżały mu ręce (np. podczas obrotów), prawie mu się wyślizgiwała, co sama kilka razy przypłaciła - niewielką co prawda - ale jednak, utratą równowagi. Nie będę pogłębiać tej analizy, dość powiedzieć, że techniczne niedostatki rozpraszały i zakłócały odbiór. Poza tym ich postaci Tytanii i Oberona były raczej mdłe i bezbarwne. Popov to dla mnie nadal bardziej chodzący posąg, niż tancerz. Więcej nie będę się pastwić;)
Najjaśniejszym punktem wieczoru był dla mnie Yaroshenko (biorąc pod uwagę cały spektakl). Chyba jako jedyny pozostawał cały czas w roli. Zdecydowany, pewny siebie na scenie, pełen energii, pokazał się od najlepszej strony - zarówno na płaszczyźnie technicznej, jak i artystycznej. B dobry jako partner i solo. Jego skoki imponujące, wysokie, wykazał się charyzmą, wyrazistością, jaką wcześniej rzadko u niego widywałam, poza tym poczuciem humoru - teraz to artysta świadomy samego siebie i tego, co ma na scenie pokazać. Nie pozostaje mi nic innego, jak zobaczyć go w roli Oberona.
I w mojej ocenie, duży błąd obsadowy - Izabela Milewska jako Helena. Cały czas miałam wrażenie, że czuje się nieswojo i niepewnie w tej roli, tak jakby musiała się zmuszać, żeby grać, żeby oddać komizm tej bohaterki. Wydaje mi się, że o wiele korzystniej wypadłaby zamiana - Emilia Stachurska jako Helena, a Izabela Milewska jako Hermia. To wspaniała, inteligenta tancerka "z klasą", o czystym i eleganckim stylu - role demi klasyczne nie do końca mieszczą się w granicach jej emplois (może poza nielicznymi wyjątkami, np. Lisą z Córki źle strzeżonej, ale ta postać to całkiem inna bajka, choć sam balet oczywiście komiczny).
Tak naprawdę liczyłam na zobaczenie jej jako Hipolity/Tytanii - elegancja, szlachetność, prostota tej tancerki na scenie na pewno pozwoliłyby na przedstawienie każdego oblicza tej podwójnej partii.
Ale już podczas scen w sali balowej można było rozpoznać znaną wszystkim Izabelę Milewską. Jeśli chodzi o sceny w lesie, to zauważyłam ślady przełomu w momencie triumfu Heleny połechtanej zainteresowaniem dwójki adoratorów, poza tym bardzo wzruszające przedstawienie zjednoczenia się kochanków - kiedy do ogarniętej rezygnacją Heleny wraca w końcu skruszony, chwilę wcześniej wahający się i podążający za Hermią Demetriusz. Może po przełamaniu pierwszych lodów kolejne występy będą wyglądały inaczej, jednak na moje oko ten wybór nie jest trafiony.
Maksim, przede wszystkim jako Filostrat pełen pulsującej energii, werwy i jednocześnie elegancji. Jednak wolałabym go zobaczyć jako Demetriusza, a jako Puka Patryka Walczaka. I kolejny duży plus - nasz zespół wypadł naprawdę dobrze, w scenie balowej bardzo dostojnie. No ale szeregi corps de ballet zasiliła np. Dominika Krysztoforska, stąd ocena tego wykonania bierze się i z wysiłku solistów.
Najjaśniejszym punktem wieczoru był dla mnie Yaroshenko (biorąc pod uwagę cały spektakl). Chyba jako jedyny pozostawał cały czas w roli. Zdecydowany, pewny siebie na scenie, pełen energii, pokazał się od najlepszej strony - zarówno na płaszczyźnie technicznej, jak i artystycznej. B dobry jako partner i solo. Jego skoki imponujące, wysokie, wykazał się charyzmą, wyrazistością, jaką wcześniej rzadko u niego widywałam, poza tym poczuciem humoru - teraz to artysta świadomy samego siebie i tego, co ma na scenie pokazać. Nie pozostaje mi nic innego, jak zobaczyć go w roli Oberona.
I w mojej ocenie, duży błąd obsadowy - Izabela Milewska jako Helena. Cały czas miałam wrażenie, że czuje się nieswojo i niepewnie w tej roli, tak jakby musiała się zmuszać, żeby grać, żeby oddać komizm tej bohaterki. Wydaje mi się, że o wiele korzystniej wypadłaby zamiana - Emilia Stachurska jako Helena, a Izabela Milewska jako Hermia. To wspaniała, inteligenta tancerka "z klasą", o czystym i eleganckim stylu - role demi klasyczne nie do końca mieszczą się w granicach jej emplois (może poza nielicznymi wyjątkami, np. Lisą z Córki źle strzeżonej, ale ta postać to całkiem inna bajka, choć sam balet oczywiście komiczny).
Tak naprawdę liczyłam na zobaczenie jej jako Hipolity/Tytanii - elegancja, szlachetność, prostota tej tancerki na scenie na pewno pozwoliłyby na przedstawienie każdego oblicza tej podwójnej partii.
Ale już podczas scen w sali balowej można było rozpoznać znaną wszystkim Izabelę Milewską. Jeśli chodzi o sceny w lesie, to zauważyłam ślady przełomu w momencie triumfu Heleny połechtanej zainteresowaniem dwójki adoratorów, poza tym bardzo wzruszające przedstawienie zjednoczenia się kochanków - kiedy do ogarniętej rezygnacją Heleny wraca w końcu skruszony, chwilę wcześniej wahający się i podążający za Hermią Demetriusz. Może po przełamaniu pierwszych lodów kolejne występy będą wyglądały inaczej, jednak na moje oko ten wybór nie jest trafiony.
Maksim, przede wszystkim jako Filostrat pełen pulsującej energii, werwy i jednocześnie elegancji. Jednak wolałabym go zobaczyć jako Demetriusza, a jako Puka Patryka Walczaka. I kolejny duży plus - nasz zespół wypadł naprawdę dobrze, w scenie balowej bardzo dostojnie. No ale szeregi corps de ballet zasiliła np. Dominika Krysztoforska, stąd ocena tego wykonania bierze się i z wysiłku solistów.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Nie zgodzę się z tym, że pani Milewska jako Helena to błąd obsadowy, sama byłam zaskoczona, że tak zgrabnie poradziła sobie komiczną rolą, bo kojarzy się przecież z bardziej dostojnymi rolami
Poza tym podpisuję się pod wszystkim, szczególnie pod partnerowaniem Popova - nie wspominałabym o tym, gdyby nie to, że przez kilka ostatnich miesięcy widać było zdecydowaną poprawę (jednak taniec solo poprawił już "na dobre"). Może to zdenerwowanie okołopremierowe, wydaje mi się, że to najbardziej "medialna" premiera jak dotąd.
Poza tym podpisuję się pod wszystkim, szczególnie pod partnerowaniem Popova - nie wspominałabym o tym, gdyby nie to, że przez kilka ostatnich miesięcy widać było zdecydowaną poprawę (jednak taniec solo poprawił już "na dobre"). Może to zdenerwowanie okołopremierowe, wydaje mi się, że to najbardziej "medialna" premiera jak dotąd.
Izabela Milewska to moja ulubiona tancerka naszego zespołu, wydaje mi się, że w pewnym stopniu naznaczona jest zachodnią estetyką ruchu i techniką - w jej przypadku za naturalnością i elegancją idzie pewnego rodzaju subtelna powściągliwość, która w mojej ocenie nie do końca predysponuje tancerza do wykonywania ról wymagających dużej otwartości na komizm, raczej te możliwości ogranicza. Nie mogłam wyobrazić jej sobie jako niefrasobliwej podfruwajki ścigającej kawalerów. Jestem zdania, że dobrze jest obsadzać wbrew, ale jeszcze bardziej, że - nic na siłę. Oczywiście nie wiem, jakie odczucia miała sama wykonawczyni, dlatego napisałam tylko o moich odczuciach jako widza - zdawało mi się, jakby ta rola peszyła, czy nawet krępowała. Może dlatego, że po raz pierwszy w tej roli, a kolejne występy będą już inne? A może dlatego, że porównywałam z Elisabeth Maurin, która stworzyła dosyć ekstrawertyczną Helenę, otwartą i taką "po prostu" - wychodziła na scenę i była na niej jako Helena. Ale to tancerka bardziej figlarna, odnajdująca się w rolach nie tylko komicznych (np. Perlouse w Błękitnym pociągu), ale też na pograniczu groteski i komizmu (Matka w Le petite danseuse de Degas). Trzecia możliwość jest taka, że miałam inne oczekiwania i być może zmieniłabym zdanie po powtórnym obejrzeniu. Ale i tak mam pewność, że wczorajszą obsadę można było lepiej poustawiać 
[quote8c="Ewa J."]A ja dzisiaj wróciłam nieco rozczarowana...[/quote8c]
A ja trafiłem na drugą obsadę „Snu” dopiero dzisiaj w południe. I wróciłem bez większych rozczarowań. Nie było może aż tak jak na premierze, ale całkiem przyzwoicie. Być może Ewo J. główną parę zjadła wczoraj premierowa terma, skoro było jak piszesz. Bo dzisiaj tańczyli całkiem, całkiem. W każdym razie nie „poniżej”, a powyżej przeciętnej. Fakt, że Sergey Popov ma pewne kłopoty z popisowymi elementami technicznymi i z trudniejszym partnerowaniem, ale za to gra i wygląda jak trzeba. Także Aneta Zbrzeźniak jako Hipolita-Tytania nie dorównuje pewnie utalentowanej Yuce Ebiharze, jednak zdecydowanie trzyma poziom. Było więc naprawdę dobrze. Czy to za mało jak na piękny, ale trudny dla solistów balet Neumeiera? Być może, ale jest ile już mamy, czekajmy cierpliwie na jeszcze lepiej.
Podobnie jak Venus, nie zgadzam się z Twoją opinią o Helenie Izabeli Milewskiej. Przeciwnie, pani Iza odtwarza tę komiczną rolę wyśmienicie i zadaje nią kłam towarzyszącemu jej stereotypowi banalnej baletowej księżniczki z Petipy lub co najwyżej tradycyjnej Julii. Rolą Heleny udowadnia, że jest artystką o znacznie większych możliwościach wyrazowych. Może wiedział o tym Neumeier obsadzając ją u nas w tej roli, w końcu miał ją kiedyś w swoim hamburskim zespole, więc znał jej możliwości.
Maksima Woitiula jako Demetriusza oczywiście trzeba zobaczyć. Jest świetny. Ale nic mu też nie brakuje jako Pukowi. Bawi się tą urokliwą rolą z inwencją i chociaż ma już za sobą wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca (jeśli miał je kiedykolwiek), jakie w naturalny sposób niesie ze sobą młodziutki Patryk Walczak (do zjedzenia w tej roli), to przecież ma Woitiul wystarczający arsenał środków aktorskich i doświadczenia, by tę figlarność Puka zagrać na scenie. I robi to doskonale, kiedy komiczną partię Demetriusza oddaje Pawłowi Koncewojowi, w której ten zastępował dzisiaj Woitiula z dużym powodzeniem.
Pewnym moim osobistym odkryciem na tym przedstawieniu był także Adam Myśliński jako Fujara-Tysbe. Podczas premiery oklaskiwałem w tej roli świetnego Pawła Koncewoja z wrażeniem, że jest w niej jedyny. Myliłem się, Myśliński też wykazał niezwykły talent groteskowy, więc ostatecznie obaj warci są siebie.
I wreszcie Vladimir Yaroshenko – nie do zastąpienia jako Tezeusz-Oberon z Yuką Ebiharą u boku, a w drugim zestawie znów jako sielankowy Lizander. Tu całkowita zgoda Ewo J. Także dzisiaj był on – jak to ujęłaś – „najjaśniejszym punktem” całej obsady, z pełnym bagażem opisanych już przez Ciebie walorów. Radość oglądać!
A ja trafiłem na drugą obsadę „Snu” dopiero dzisiaj w południe. I wróciłem bez większych rozczarowań. Nie było może aż tak jak na premierze, ale całkiem przyzwoicie. Być może Ewo J. główną parę zjadła wczoraj premierowa terma, skoro było jak piszesz. Bo dzisiaj tańczyli całkiem, całkiem. W każdym razie nie „poniżej”, a powyżej przeciętnej. Fakt, że Sergey Popov ma pewne kłopoty z popisowymi elementami technicznymi i z trudniejszym partnerowaniem, ale za to gra i wygląda jak trzeba. Także Aneta Zbrzeźniak jako Hipolita-Tytania nie dorównuje pewnie utalentowanej Yuce Ebiharze, jednak zdecydowanie trzyma poziom. Było więc naprawdę dobrze. Czy to za mało jak na piękny, ale trudny dla solistów balet Neumeiera? Być może, ale jest ile już mamy, czekajmy cierpliwie na jeszcze lepiej.
Podobnie jak Venus, nie zgadzam się z Twoją opinią o Helenie Izabeli Milewskiej. Przeciwnie, pani Iza odtwarza tę komiczną rolę wyśmienicie i zadaje nią kłam towarzyszącemu jej stereotypowi banalnej baletowej księżniczki z Petipy lub co najwyżej tradycyjnej Julii. Rolą Heleny udowadnia, że jest artystką o znacznie większych możliwościach wyrazowych. Może wiedział o tym Neumeier obsadzając ją u nas w tej roli, w końcu miał ją kiedyś w swoim hamburskim zespole, więc znał jej możliwości.
Maksima Woitiula jako Demetriusza oczywiście trzeba zobaczyć. Jest świetny. Ale nic mu też nie brakuje jako Pukowi. Bawi się tą urokliwą rolą z inwencją i chociaż ma już za sobą wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca (jeśli miał je kiedykolwiek), jakie w naturalny sposób niesie ze sobą młodziutki Patryk Walczak (do zjedzenia w tej roli), to przecież ma Woitiul wystarczający arsenał środków aktorskich i doświadczenia, by tę figlarność Puka zagrać na scenie. I robi to doskonale, kiedy komiczną partię Demetriusza oddaje Pawłowi Koncewojowi, w której ten zastępował dzisiaj Woitiula z dużym powodzeniem.
Pewnym moim osobistym odkryciem na tym przedstawieniu był także Adam Myśliński jako Fujara-Tysbe. Podczas premiery oklaskiwałem w tej roli świetnego Pawła Koncewoja z wrażeniem, że jest w niej jedyny. Myliłem się, Myśliński też wykazał niezwykły talent groteskowy, więc ostatecznie obaj warci są siebie.
I wreszcie Vladimir Yaroshenko – nie do zastąpienia jako Tezeusz-Oberon z Yuką Ebiharą u boku, a w drugim zestawie znów jako sielankowy Lizander. Tu całkowita zgoda Ewo J. Także dzisiaj był on – jak to ujęłaś – „najjaśniejszym punktem” całej obsady, z pełnym bagażem opisanych już przez Ciebie walorów. Radość oglądać!
[quote64="Ali"]Być może Ewo J. główną parę zjadła wczoraj premierowa terma, skoro było jak piszesz. Bo dzisiaj tańczyli całkiem, całkiem. W każdym razie nie „poniżej”, a powyżej przeciętnej.[/quote64]
Być może, dlatego czasami lepiej rzeczywiście zobaczyć drugie podejście, niż pierwsze;) Jednak dla mnie ta para to było za mało, liczę, że mój niedosyt zaspokoi obsada z premiery:)
[quote64="Ali"]Przeciwnie, pani Iza odtwarza tę komiczną rolę wyśmienicie i zadaje nią kłam towarzyszącemu jej stereotypowi banalnej baletowej księżniczki z Petipy lub co najwyżej tradycyjnej Julii.[/quote64]
Ojej, miałam nadzieję, że wśród nas na forum nie panuje takie przekonanie? I że nikt takich łatek Izabeli Milewskiej nie przypina? Bo postrzeganie przez pryzmat, jak mówisz "banalnej baletowej księżniczki z Petipy" byłoby dla tej tancerki wielce krzywdzące. Gdybym miała wskazać, powiedziałabym, że swoją wrażliwością przywodzi mi na myśl Aurelie Dupont (chyba na taki komplement nikt się nie obruszy) - tyle subtelną, ile wykazującą się kobiecą siłą, a przy tym inteligencją i wszechstronnością. Sęk w tym, że u nas Izabela Milewska nie tańczyła być może tyle, ile powinna, we współczesnym repertuarze. A przecież w tych rolach i neoklasyce jest właśnie wyśmienita! Więc takiemu obrazowi zadała kłam na pewno kilka razy, występując jako Izolda, Nasza w "I przejdą deszcze.." (właśnie duet Naszych, Izabeli Milewskiej i Maksima Woitiula był dla mnie najbardziej poruszający w tym balecie - zawsze tworzą niesamowitą parę i nigdy mi nie dość oglądania ich razem na scenie - oglądając Artifact nie mogłam odżałować, że jednak nie występują). I jeszcze np. Petite mort Kyliana: http://www.youtube.com/watch?v=Vji_Cz31MBs
[quote64="Ali"]Maksima Woitiula jako Demetriusza oczywiście trzeba zobaczyć. Jest świetny. Ale nic mu też nie brakuje jako Pukowi. Bawi się tą urokliwą rolą z inwencją i chociaż ma już za sobą wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca (jeśli miał je kiedykolwiek), jakie w naturalny sposób niesie ze sobą młodziutki Patryk Walczak (do zjedzenia w tej roli), to przecież ma Woitiul wystarczający arsenał środków aktorskich i doświadczenia, by tę figlarność Puka zagrać na scenie.[/quote64]
Nikt się chyba nie obrazi za określenia "wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca", bo wszyscy na pewno wyczuwają, o co chodzi - w każdym razie czegoś takiego oczekuję właśnie po kreacji Patryka Walczaka, świetnie to ująłeś;) I zgadzam się tak samo co do Maksima, że nic mu w tej roli nie brakuje, ale właśnie ze względu na to, co napisałeś wyżej a propos Patryka Walczaka, jego jeszcze bardziej chciałabym zobaczyć jako Puka, a bardziej dojrzałego Woitiula w równie komicznej, jednak innej partii salutującego Demetriusza:)
Być może, dlatego czasami lepiej rzeczywiście zobaczyć drugie podejście, niż pierwsze;) Jednak dla mnie ta para to było za mało, liczę, że mój niedosyt zaspokoi obsada z premiery:)
[quote64="Ali"]Przeciwnie, pani Iza odtwarza tę komiczną rolę wyśmienicie i zadaje nią kłam towarzyszącemu jej stereotypowi banalnej baletowej księżniczki z Petipy lub co najwyżej tradycyjnej Julii.[/quote64]
Ojej, miałam nadzieję, że wśród nas na forum nie panuje takie przekonanie? I że nikt takich łatek Izabeli Milewskiej nie przypina? Bo postrzeganie przez pryzmat, jak mówisz "banalnej baletowej księżniczki z Petipy" byłoby dla tej tancerki wielce krzywdzące. Gdybym miała wskazać, powiedziałabym, że swoją wrażliwością przywodzi mi na myśl Aurelie Dupont (chyba na taki komplement nikt się nie obruszy) - tyle subtelną, ile wykazującą się kobiecą siłą, a przy tym inteligencją i wszechstronnością. Sęk w tym, że u nas Izabela Milewska nie tańczyła być może tyle, ile powinna, we współczesnym repertuarze. A przecież w tych rolach i neoklasyce jest właśnie wyśmienita! Więc takiemu obrazowi zadała kłam na pewno kilka razy, występując jako Izolda, Nasza w "I przejdą deszcze.." (właśnie duet Naszych, Izabeli Milewskiej i Maksima Woitiula był dla mnie najbardziej poruszający w tym balecie - zawsze tworzą niesamowitą parę i nigdy mi nie dość oglądania ich razem na scenie - oglądając Artifact nie mogłam odżałować, że jednak nie występują). I jeszcze np. Petite mort Kyliana: http://www.youtube.com/watch?v=Vji_Cz31MBs
[quote64="Ali"]Maksima Woitiula jako Demetriusza oczywiście trzeba zobaczyć. Jest świetny. Ale nic mu też nie brakuje jako Pukowi. Bawi się tą urokliwą rolą z inwencją i chociaż ma już za sobą wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca (jeśli miał je kiedykolwiek), jakie w naturalny sposób niesie ze sobą młodziutki Patryk Walczak (do zjedzenia w tej roli), to przecież ma Woitiul wystarczający arsenał środków aktorskich i doświadczenia, by tę figlarność Puka zagrać na scenie.[/quote64]
Nikt się chyba nie obrazi za określenia "wdzięk i naiwność rozpieszczonego chłopca", bo wszyscy na pewno wyczuwają, o co chodzi - w każdym razie czegoś takiego oczekuję właśnie po kreacji Patryka Walczaka, świetnie to ująłeś;) I zgadzam się tak samo co do Maksima, że nic mu w tej roli nie brakuje, ale właśnie ze względu na to, co napisałeś wyżej a propos Patryka Walczaka, jego jeszcze bardziej chciałabym zobaczyć jako Puka, a bardziej dojrzałego Woitiula w równie komicznej, jednak innej partii salutującego Demetriusza:)
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[quote08="Ali"]Pewnym moim osobistym odkryciem na tym przedstawieniu był także Adam Myśliński jako Fujara-Tysbe. Podczas premiery oklaskiwałem w tej roli świetnego Pawła Koncewoja z wrażeniem, że jest w niej jedyny.[/quote08]
Ja byłam tylko na drugiej obsadzie, widziałam tylko Myślińskiego i absolutnie nie wyobrażam sobie nikogo na jego miejscu
Ja byłam tylko na drugiej obsadzie, widziałam tylko Myślińskiego i absolutnie nie wyobrażam sobie nikogo na jego miejscu
Witam serdecznie,
Czytam wasze opinie na temat wielkiego spektaklu i jest mi smutno, że zauważacie tylko znane nazwiska, a cała reszta jest dla większości bez znaczenia.
Mam w związku z tym pytanie:
Czy cała reszta tancerzy PBN to tylko tło?
Smuci mnie to, że ciągle tylko piszecie o śmietance, która jak wszyscy wiemy zawsze zbiera profity z każdego przedstawienia, a cała reszta ciężko pracujących tancerzy, dzięki którym soliści triumfują sukcesy jest pomijana i jakby bez większego znaczenia dla widowni.
Pomyślcie czasami oglądając tych wszystkich tancerzy, że oni mają równie wielki wkład w to co my oglądamy i wspomnijmy też czasami o nich w naszych opiniach.
Czytam wasze opinie na temat wielkiego spektaklu i jest mi smutno, że zauważacie tylko znane nazwiska, a cała reszta jest dla większości bez znaczenia.
Mam w związku z tym pytanie:
Czy cała reszta tancerzy PBN to tylko tło?
Smuci mnie to, że ciągle tylko piszecie o śmietance, która jak wszyscy wiemy zawsze zbiera profity z każdego przedstawienia, a cała reszta ciężko pracujących tancerzy, dzięki którym soliści triumfują sukcesy jest pomijana i jakby bez większego znaczenia dla widowni.
Pomyślcie czasami oglądając tych wszystkich tancerzy, że oni mają równie wielki wkład w to co my oglądamy i wspomnijmy też czasami o nich w naszych opiniach.