Moscow City Ballet znów w Polsce
Po wczorajszej "Romeo i Julii" jestem średnio zadowolona... Porównując ten spektakl do tego, na którym bylam kilka lat temu to moge wrecz powiedziec ze praktycznie nie jestem zadowolona... :roll: I to chybanie tylko dlatego, ze tanczyli na wiekszej scenie i zmiescila sie ich scenografia. Strasznie mnie wczoraj raziły stroje... Nie spasowało mi polaczenie strojów z czasów Romea i Julii ze strojami współczesnymi. Wygladalo to tak jakby zapomnieli ze soba zabrac strojow i kupili je w pierwszym lepszym lumpeksie :P (hmm... no moze troszke przesadzilam). Na poprzednim przedstawieniu Romea i Juli w Krakowie byly "normalne stroje"... Jeszcze jedna rzecza, ktora mnie troszeczke uraziła jest to, ze tancerki (głowna solistka tez!) tanczyly w bieliznie, widac bylo kolczyki w pepkach i na uszach... Jakos to mi tak nie pasowalo do tego wszystkiego :roll: no a jesli chodzi o technike to byla ona taka w miare. Podobało mi sie. Choc tutaj czuje pewien niedosyt, ale nie wiem czym jest on spowodowany :P
Dzisiaj Jezioro.... zobaczymy :D
Dzisiaj Jezioro.... zobaczymy :D
-
śnieżka_balerina
- Posty: 181
- Rejestracja: śr lut 01, 2006 5:36 pm
rzeczywiście, niektóre stroje były dośc dziwne. Np, rajtki w paski, chustki w kwiatki jako mini spódniczki i kolorowe koszulki. Wogóle mi to nie pasowało. Za to technika mi sie bardzo podobała. Widziałam też kolczyki w pępkach i może to jakiś rodzaj scenografi...? nie rozumiem tego kompletnie. Primabalerina była super
Ja tez coś napiszę od siebie odnośnie wczorajszego spektaklu.
Niestety tak samo jak Columbina mam mieszane wrażenia; żałuję, że nie widziałam przedstawienia w tamtym roku, mogłabym teraz porównac. Ale rzecz biorąc podobało mi się tak średnio, najbardziej raziły mnie te fioletowe kostiumy (krój był bardzo ładny, tylko materiał i kolor...) i szmatki w które były poubierane dziewczyny. Poprostu jak z innej epoki. Patrząc na corps wydawało mi się ze jestem na jakimś współczesnym balecie (nie chodzi mi o taniec współczesny, tylko o lata w których jesteśmy). Poprostu raziło mnie to w oczy. Julia podobała mi się, lecz brakowało mi u niej tego czegoś, technikę miała dobrą, ale poprostu wydawało mi się to takie jakieś...ciężkie.
A o scenie wolałabym nie wspominac, bo brak mi słów. Ledwo co tancerz zrobił dwa kroki i już był "na widowni".
Brakowało mi także balkonu, który na naszej szanownej scenie się nie zmieścił....
Jeszcze na koniec napomnę, iż oburzyła mnie Krakowska publiczność- jej zachowanie. Gdy tancerze zaczęli się kłaniac (na scenę wychodziło corps) widziałam jak z sali wychodzili ludzie i to nie pojedynczy. A o tym, że prawie w ogóle nie było słychac braw to trudno nie wspomniec! Poprostu przeżyłam szok!
Na trockadero było mniej osób (a byc może porównywalne to było) a brawa były poprostu ogromne!
Niestety, ale widziałam na twarzach niektórych tancerzy mocne rozczarowanie....
A uważam że pomimo tych niedociągnięć, kostimów i za małej sceny wszystkim tancerzom należały się ogromne brawa!
Niestety tak samo jak Columbina mam mieszane wrażenia; żałuję, że nie widziałam przedstawienia w tamtym roku, mogłabym teraz porównac. Ale rzecz biorąc podobało mi się tak średnio, najbardziej raziły mnie te fioletowe kostiumy (krój był bardzo ładny, tylko materiał i kolor...) i szmatki w które były poubierane dziewczyny. Poprostu jak z innej epoki. Patrząc na corps wydawało mi się ze jestem na jakimś współczesnym balecie (nie chodzi mi o taniec współczesny, tylko o lata w których jesteśmy). Poprostu raziło mnie to w oczy. Julia podobała mi się, lecz brakowało mi u niej tego czegoś, technikę miała dobrą, ale poprostu wydawało mi się to takie jakieś...ciężkie.
A o scenie wolałabym nie wspominac, bo brak mi słów. Ledwo co tancerz zrobił dwa kroki i już był "na widowni".
Brakowało mi także balkonu, który na naszej szanownej scenie się nie zmieścił....
Jeszcze na koniec napomnę, iż oburzyła mnie Krakowska publiczność- jej zachowanie. Gdy tancerze zaczęli się kłaniac (na scenę wychodziło corps) widziałam jak z sali wychodzili ludzie i to nie pojedynczy. A o tym, że prawie w ogóle nie było słychac braw to trudno nie wspomniec! Poprostu przeżyłam szok!
Na trockadero było mniej osób (a byc może porównywalne to było) a brawa były poprostu ogromne!
Niestety, ale widziałam na twarzach niektórych tancerzy mocne rozczarowanie....
A uważam że pomimo tych niedociągnięć, kostimów i za małej sceny wszystkim tancerzom należały się ogromne brawa!
A mi się wydaje, ze to wszystko było jakby niedociągnięte, tak jamkby na ostatnią chwile robione...
Oczywiście scena za mała, współczułam tancerzom, naprawdę. Mamiał wrażenie, ze się oszczędzali w skokach np....
Ale jak tańczył Tybalt z innymi mężczyznami, to oni w ogóle nie domykali V pozycji w zeskokach...Czy dobrze mi się wydaje?
A jak oni gadali za "kulisami"...strasznie głośno.
Ale przyznam też, że w jednym momencie się naprawdę wzruszyłam, kiedy Romeo potrząsał ciałem (tak myślał, ze nie żyje) Julii...
rzeczywiście rajtki w paski....hm....dziwaczne
Mimo tych elementów, które mi się nie podobały, bardzo się cieszę, ze byłam na tym przedstawieniu:)
Oczywiście scena za mała, współczułam tancerzom, naprawdę. Mamiał wrażenie, ze się oszczędzali w skokach np....
Ale jak tańczył Tybalt z innymi mężczyznami, to oni w ogóle nie domykali V pozycji w zeskokach...Czy dobrze mi się wydaje?
A jak oni gadali za "kulisami"...strasznie głośno.
Ale przyznam też, że w jednym momencie się naprawdę wzruszyłam, kiedy Romeo potrząsał ciałem (tak myślał, ze nie żyje) Julii...
rzeczywiście rajtki w paski....hm....dziwaczne
Mimo tych elementów, które mi się nie podobały, bardzo się cieszę, ze byłam na tym przedstawieniu:)
Właśnie wróciłam z Jeziora.
I muszę niestety wam powiedziec, iż znowu uczucia mam mieszane....
może zacznę od muzyki. To była jedna wielka składanka muzyk z dwóch wersji Jeziora, co nie pasowało mi w ogóle. Adagio i coda z czarnego pas de deux była z jednej wersji, a wariacje z drugiej- moim zdaniem to jak z innej bajki.
Noi znów, niestety nie czułam klimatu baletu. To wszystko było takie jakby...sztuczne,mechaniczne.
Corps.... no, scena,scena. Łabędzie nie mieściły się tam prawie w ogóle, było ich 18 a wydawało się, jakby było 30-pare, tak się gniotły. Niestety gryzło mnie też to, że niektóre tancerki z corps do paczek się nie nadają (oczywiście z powodu figury. Nie było ich dużo, lecz kilka).
Solistki ładnie tańczyły, ale brakowało mi bardzo tego czegoś. Chociaż odrobinkę.
No...i to samo u Odetty. Nie przypominała mi prawie w ogóle łabędzia, nie widziałam tej lekkości, tylko taką obojętność. Ale podobała mi się w roli Odylii! Ma bardzo ładny usmiech;)
I muszę niestety wam powiedziec, iż znowu uczucia mam mieszane....
może zacznę od muzyki. To była jedna wielka składanka muzyk z dwóch wersji Jeziora, co nie pasowało mi w ogóle. Adagio i coda z czarnego pas de deux była z jednej wersji, a wariacje z drugiej- moim zdaniem to jak z innej bajki.
Noi znów, niestety nie czułam klimatu baletu. To wszystko było takie jakby...sztuczne,mechaniczne.
Corps.... no, scena,scena. Łabędzie nie mieściły się tam prawie w ogóle, było ich 18 a wydawało się, jakby było 30-pare, tak się gniotły. Niestety gryzło mnie też to, że niektóre tancerki z corps do paczek się nie nadają (oczywiście z powodu figury. Nie było ich dużo, lecz kilka).
Solistki ładnie tańczyły, ale brakowało mi bardzo tego czegoś. Chociaż odrobinkę.
No...i to samo u Odetty. Nie przypominała mi prawie w ogóle łabędzia, nie widziałam tej lekkości, tylko taką obojętność. Ale podobała mi się w roli Odylii! Ma bardzo ładny usmiech;)
no i jeszcze poprawianie getrów na scenie...
Jezioro tez takie sobie? ojej...
W ogóle to jeszcze irytowało mnie to , ze muzyka była z taśmy, no ale cóż - nie było warunków...
A szczególnie to nie wytrzymywanie ostatniej nuty, "stop", i nasepny kawałek.
Nie mogę znalezc w słowniku...jak się nazywa skok, z V pozycji z podkurczeniem nóg w powietrzu (kolana na zewnątrz), ale nie pas de chat?
(Tybalt wykonywał taki skok)
Jezioro tez takie sobie? ojej...
W ogóle to jeszcze irytowało mnie to , ze muzyka była z taśmy, no ale cóż - nie było warunków...
A szczególnie to nie wytrzymywanie ostatniej nuty, "stop", i nasepny kawałek.
Nie mogę znalezc w słowniku...jak się nazywa skok, z V pozycji z podkurczeniem nóg w powietrzu (kolana na zewnątrz), ale nie pas de chat?
(Tybalt wykonywał taki skok)