Hmmm moze to nie do konca na temat i nawet glupie jest to co napisze, ale jakis czas temu poszlam do spowiedzi (akurat mama mi kazala, ja tam mialam wtedy cos na kryzys wiary czy nie wiem nawet jak to nazwac, w kazdym razie mamie sie to nie podobalo

:P ) i jakos tak wyszlo ze zamiast klepnac regulke, zaczelam z ksiedzem rozmawiac o swoich watpliwosciach itd. Ze raz wierze, raz watpie, no rozne takie. Nie wiedzialam do konca, czego sie spodziewac, ale tez nie oczekiwalam jakis glebokich refleksji. Ksiadz natomiast bardzo spokojnie do tego podszedl; powiedzial, ze to, ze mam te watpliwosci jest jak najbardziej ludzkie i nawet wlasciwe, bo to oznacza ze sprawy wiary nie sa mi obojetne i ze sie nad nimi zastanawiam, a nie tylko bezmyslnie klepie pacierz czy cos w tym stylu.
Czy z tancem nie powinno byc podobnie? To, ze troche nad nim filozofujemy swiadczy, ze nie jest to dla nas byle jakie zajecie. Z drugiej jednak strony gdy te watpliwosci sa zbyt czeste...
Hmmm.
Jakies refleksje?...