sezon 2011-12 Polski Balet Narodowy
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[quote1c="Kasia G"]Ale szerzej rozpisze się niebawem, jak znajdę chwilę. [/quote1c]
Wreszcie zrozumiałem Wasze zaszyfrowane oceny warszawskich Solorów. O ile się nie mylę to owym NIE-Solorem Kasi G. jest w Waszej ocenie Sergey Popov. Vladimir Yaroshenko stał się teraz dla Kasi prawie PRAWIE-Solorem, a byłby nim „pełną gębą” gdyby nie... Tymczasem Maksim Woitiul zajmuje niewzruszoną pozycję lidera, czyli TAK-Solora, bo generalnie był „znakomity”, tyle że o „oczko-dwa” w niższej formie, „ale to niuanse”. Przypomina mi to bardziej kategorie oceny sportowców, łyżwiarzy lub skoczków narciarskich, aniżeli artystów teatru baletowego w ich rolach scenicznych, ale rozumiem - to tylko skrótowe i ogólne wrażenia.
O Waszym NIE-Solorze nie będę się wypowiadał, bo go tym razem nie oglądałem. Dwóch pozostałych widziałem i chyba Was zaskoczę, a zwłaszcza Kasię. Otóż dla mnie tym TAK-Solorem był wczoraj Yaroshenko, a dawno nie oglądany w tej roli Woitiul (nic mu nie ujmując z Kasinej „znakomitości”) wydaje mi się teraz PRAWIE-Solorem. I aby nie być gołosłownym, wkrótce postaram się uzasadnić swój punk widzenia... jak znajdę chwilę.
Wreszcie zrozumiałem Wasze zaszyfrowane oceny warszawskich Solorów. O ile się nie mylę to owym NIE-Solorem Kasi G. jest w Waszej ocenie Sergey Popov. Vladimir Yaroshenko stał się teraz dla Kasi prawie PRAWIE-Solorem, a byłby nim „pełną gębą” gdyby nie... Tymczasem Maksim Woitiul zajmuje niewzruszoną pozycję lidera, czyli TAK-Solora, bo generalnie był „znakomity”, tyle że o „oczko-dwa” w niższej formie, „ale to niuanse”. Przypomina mi to bardziej kategorie oceny sportowców, łyżwiarzy lub skoczków narciarskich, aniżeli artystów teatru baletowego w ich rolach scenicznych, ale rozumiem - to tylko skrótowe i ogólne wrażenia.
O Waszym NIE-Solorze nie będę się wypowiadał, bo go tym razem nie oglądałem. Dwóch pozostałych widziałem i chyba Was zaskoczę, a zwłaszcza Kasię. Otóż dla mnie tym TAK-Solorem był wczoraj Yaroshenko, a dawno nie oglądany w tej roli Woitiul (nic mu nie ujmując z Kasinej „znakomitości”) wydaje mi się teraz PRAWIE-Solorem. I aby nie być gołosłownym, wkrótce postaram się uzasadnić swój punk widzenia... jak znajdę chwilę.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[quote2e="venus-in-furs"]Ech, szkoda. Chociaż nie powiem, że się tego nie spodziewałam.[/quote2e]
Więc poszedłem go dzisiaj obejrzeć, dla Ciebie Venus - Sergeya Popova, ale też sprowokowany przez Kasię G., która w piątek - jak widzę - wyszła z teatru z obrazem NIE-Solora, pełna zastrzeżen. Nie wiem jak było w piątek, ale dzisiaj całkiem dobrze. Była bezbłędna interpretacja aktorska roli, było znacznie lepiej z technicznym wykonaniem niż pisała Kasia i było bardzo dobrze z partnerowaniem - zwłaszcza pięknej i smukłej jak nigdy, bardzo lirycznej jak przystało na tę rolę i pewnej technicznie Marii Żuk w partii Nikii. Żałuj Venus, że się nie wybrałaś.
Więc poszedłem go dzisiaj obejrzeć, dla Ciebie Venus - Sergeya Popova, ale też sprowokowany przez Kasię G., która w piątek - jak widzę - wyszła z teatru z obrazem NIE-Solora, pełna zastrzeżen. Nie wiem jak było w piątek, ale dzisiaj całkiem dobrze. Była bezbłędna interpretacja aktorska roli, było znacznie lepiej z technicznym wykonaniem niż pisała Kasia i było bardzo dobrze z partnerowaniem - zwłaszcza pięknej i smukłej jak nigdy, bardzo lirycznej jak przystało na tę rolę i pewnej technicznie Marii Żuk w partii Nikii. Żałuj Venus, że się nie wybrałaś.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
-
OlgaBulkov
- Posty: 9
- Rejestracja: pn lut 13, 2012 11:20 am
[quote6a="Kasia G"]Ali, moje uzasadnienie oraz inne wrażenia po-bajaderowe tu: http://www.naczubkachpalcow.pl/2012/02/13/do-trzech-razy-bajadera/#more-115[/quote6a]
Tak, tak, Kasiu G., czytałem już relację pani Katarzyny Gardziny-Kubały z trzech ostatnich „Bajader” i muszę przyznać, że podzielam wiele z jej opinii oraz wniosków. Broniłby tylko Sergeya Popova, którego oglądałem w niedzielnym przedstawieniu, kiedy było chyba znacznie lepiej niż przeczytałem. Można by oczywiście podjąć dyskusję na temat szczegółów tych ocen, ale mniejsza o to. Obiecałem jednak tutaj wytłumaczyć się z mojego punktu widzenia na interpretację roli Solora. A zatem... będzie tego trochę więcej:
Zacznijmy może od tego, kim jest Solor w tej parahinduskiej baśni i w balecie Mariusa Petipy. Według libretta jest „szlachetnym wojownikiem” żyjącym w królestwie okrutnego Radży, a nawet „najszlachetniejszym wojownikiem w całym kraju”. Nie jest więc wojowniczym żołnierzem jak Spartakus, ani zadufanym w sobie dowódcą jak Krassus. Nie jest także beztroskim uwodzicielem jak hrabia Albrecht, ani rozpieszczonym przez matkę marzycielem jak książę Zygfryd, ani też porcelanowym kawalerem jak książę Désiré. W ogóle nie jest żadnym księciem, być może stałby się nim po udanym ślubie z Gamzatti...
Jest więc Solor wojownikiem, jednym z wielu na dworze Radży. Z pewnością najmężniejszym, a może nawet zasłużonym w walce z wrogiem. Jednak tym co go wyróżnia według librecistów jest właśnie owa „szlachetność”, a więc? Zapewne jakaś szczególna prawość i uczciwość, skromność i prostota, może jakaś wyjątkowa wrażliwość na cierpienie innych, z pewnością wrodzona elegancja i emanujące dobro.
Ale baśniowy Solor jest także atrakcyjnym młodzieńcem, wrażliwym na urodę kobiet i wzbudzającym ich żywe zainteresowanie. W pierwszym obrazie baletu spotyka się z tancerką świątynną Nikiją i nawet jej „przysięga wieczną miłość”. Ale kiedy poznaje księżniczkę Gamzatti – tak to widzą libreciści – „jest oszołomiony jej urodą” i „nie może się oprzeć urokowi” córki Radży. Nie ma on jeszcze wtedy zielonego pojęcia o skutkach knowań zazdrosnego Bramina, ani potem o tajemnym spotkaniu zaborczej Gamzatti z zakochaną Nikiją, ani tym bardziej o zbrodniczej intrydze Radży, prowadzącej do fizycznego wyeliminowania konkurentki córki. Zaszczycony propozycją małżeńską Radży (pewnie nie do odrzucenia), ale też zaślepiony urodą jego córki, Solor zapomina niestety o Nikii i bez skrupułów zaręcza się z Gamzatti, a nawet ochoczo i radośnie tańczy z nią jeszcze wielkie zaręczynowe pas d'action. Refleksja nachodzi go dopiero pod wpływem miłosnej skargi tanecznej Nikiii, a wyrzuty sumienia – po oskarżeniu Radży i Gamzatti przez umierającą Nikiję, czyli pod sam koniec trzeciego obrazu. Tak jest w baśni i w libretcie baletu, a jak to bywa na naszej scenie? Tam wiele zależy od obsady roli Solora.
Maksim Woitiul jest znakomitym tancerzem, więc przez szacunek dla niego można, a nawet należy podjąć polemikę na temat rozumienia tej roli. Dlatego właśnie nie będę ukrywał swoich wątpliwości. W moim odczuciu jego Solor ma niestety niewiele wspólnego ani z charakterem tej postaci, ani też z przypisanymi jej przemianami wewnętrznymi. Jest po prostu bardzo jednowymiarowy aktorsko – nazbyt „książęcy” i skupiony na technicznym wykonaniu tańca. Może dlatego już w pierwszym obrazie postrzegam go jako zajętego wyłącznie samym sobą. Wkracza buńczucznie, ostry, władczy i wyniosły. Nawet wtedy, gdy pozostaje już sam, nie sprawia na mnie wrażenia zakochanego, który wybiera się na tajemne spotkanie z umiłowaną. Jego taniec z Nikiją przy świętym ogniu pozbawiony jest autentyzmu i uczuciowości, a on sam wydaje się zajęty raczej rzeźbieniem formy swojego tańca – w istocie bez zarzutu. W drugim obrazie, wchodzi do pałacu Radży jak książę udzielny, a potem przez cały czas jest jakby nieobecny – bardziej jak Zygfryd w pierwszej części balowego aktu „Jeziora”. Nie widzę, aby Gamzatti zrobiła na nim „oszałamiające” wrażenia, a powinienem to odczuć, gwarantuje mi to libretto baletu. Jest wobec niej oschły i obojętny. Nie łapie z nią najmniejszego kontaktu podczas kilkuminutowej gry w szachy, traktuje ją lekceważąco, nie reaguje jej gesty, nie współpracuje z innymi partnerami, którzy grają swoje role jak je napisano. Nie zauważyłem pani Katarzyno tych „ukradkowych spojrzeń w stronę Wielkiego Bramina i swej ukochanej, chwil roztargnienia i wewnętrznego rozdarcia w obecności obu kobiet, drobnych gestów budujących postać” – może były one zbyt „ukradkowe” jak na scenę Teatru Wielkiego i dlatego mało komunikatywne? Zauważyłem faktycznie owo jego (nieuzasadnienie tu jeszcze) „roztargnienie”, trwające przez cały drugi obraz. Podobnie zachowuje się w trzecim obrazie – począwszy od przejścia z narzeczoną pod baldachimem, aż po wielkie pas d'action, w którym tańczy niemal idealnie, ale sam dla siebie; świetnie partneruje, ale bezdusznie, jakby tańczył z manekinem. Nie tak chyba miało być z Solorem i jego stosunkiem do Gamzatti w „Bajaderze”. On przecież „nie może się oprzeć jej urokowi”...
Można by tak dalej analizować interpretację roli przez Maksim Woitiula, ale nie chcę przynudzać swoimi wrażeniami, które nie poprawiły się niestety w dalszych aktach. W Królestwie Cieni brak mi było u jego Solora głębokiej skruchy i lirycznego uniesienia – przy nienagannym wciąż wykonaniu technicznym tańca. Dopiero w akcie świątynnym ów monotonny wizerunek aktorski bohatera zbiegł się wreszcie z sensem akcji, tyle że wtedy nie sprawił już na mnie żadnego wrażenia.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Wysoko cenię Maksima Woitiula jako artystę, chociaż ostatnio bardziej w wyrazistych rolach dramatycznych (czasem nawet komicznych) aniżeli w lirycznych. Czasem myślę sobie, że jest już nimi z lekka znudzony? A tymczasem Solor jest wybitnie liryczną partią baletową. Wymaga nie tylko idealnej techniki tańca i partnerowania, ale też nieskazitelnej sylwetki, regularnych rysów twarzy, autentyzmu przeżyć scenicznych, szlachetności gestów, zachowań, spojrzeń i mimiki, ale nade wszystko duszy – słowem, idealnych warunków i talentu tancerza typu noble. Osobiście, wszystko to zauważam obecnie właśnie we Vladimirze Yaroshence, a jego najnowsza interpretacja roli Solora (nie pozbawiona jeszcze pewnych uchybień technicznych młodego tancerza) utwierdza mnie jedynie w takim przekonaniu. I to by było na tyle.
PS.
Dla jasności dodam, że dostrzegam oczywiście w baletach klasycznych wagę jakości wykonania technicznego każdej partii, ale nie traktujmy tancerzy jak cyrkowców. Dla mnie balet to nie tylko ilość i precyzja piruetów, fouettes, grand jetes i innych efektownych ewolucji. One są ważne, często nieodzowne, i mają być wykonane czysto (a jeszcze lepiej po mistrzowsku), aby cieszyć oko widza. Ale kreacja baletowa to także wiele innych, bardziej subtelnych elementów, które składają się na wartość solisty i wykonania. To odpowiednie warunki zewnętrze, dogłębne zrozumienie roli, talent aktorski, muzykalność, interpretacja ruchowa, charakter, dusza..., nie wspominając już o autentycznej charyzmie, którą Pan Bóg obdarza niestety rzadko i jedynie swoich prawdziwych wybrańców.
Tak, tak, Kasiu G., czytałem już relację pani Katarzyny Gardziny-Kubały z trzech ostatnich „Bajader” i muszę przyznać, że podzielam wiele z jej opinii oraz wniosków. Broniłby tylko Sergeya Popova, którego oglądałem w niedzielnym przedstawieniu, kiedy było chyba znacznie lepiej niż przeczytałem. Można by oczywiście podjąć dyskusję na temat szczegółów tych ocen, ale mniejsza o to. Obiecałem jednak tutaj wytłumaczyć się z mojego punktu widzenia na interpretację roli Solora. A zatem... będzie tego trochę więcej:
Zacznijmy może od tego, kim jest Solor w tej parahinduskiej baśni i w balecie Mariusa Petipy. Według libretta jest „szlachetnym wojownikiem” żyjącym w królestwie okrutnego Radży, a nawet „najszlachetniejszym wojownikiem w całym kraju”. Nie jest więc wojowniczym żołnierzem jak Spartakus, ani zadufanym w sobie dowódcą jak Krassus. Nie jest także beztroskim uwodzicielem jak hrabia Albrecht, ani rozpieszczonym przez matkę marzycielem jak książę Zygfryd, ani też porcelanowym kawalerem jak książę Désiré. W ogóle nie jest żadnym księciem, być może stałby się nim po udanym ślubie z Gamzatti...
Jest więc Solor wojownikiem, jednym z wielu na dworze Radży. Z pewnością najmężniejszym, a może nawet zasłużonym w walce z wrogiem. Jednak tym co go wyróżnia według librecistów jest właśnie owa „szlachetność”, a więc? Zapewne jakaś szczególna prawość i uczciwość, skromność i prostota, może jakaś wyjątkowa wrażliwość na cierpienie innych, z pewnością wrodzona elegancja i emanujące dobro.
Ale baśniowy Solor jest także atrakcyjnym młodzieńcem, wrażliwym na urodę kobiet i wzbudzającym ich żywe zainteresowanie. W pierwszym obrazie baletu spotyka się z tancerką świątynną Nikiją i nawet jej „przysięga wieczną miłość”. Ale kiedy poznaje księżniczkę Gamzatti – tak to widzą libreciści – „jest oszołomiony jej urodą” i „nie może się oprzeć urokowi” córki Radży. Nie ma on jeszcze wtedy zielonego pojęcia o skutkach knowań zazdrosnego Bramina, ani potem o tajemnym spotkaniu zaborczej Gamzatti z zakochaną Nikiją, ani tym bardziej o zbrodniczej intrydze Radży, prowadzącej do fizycznego wyeliminowania konkurentki córki. Zaszczycony propozycją małżeńską Radży (pewnie nie do odrzucenia), ale też zaślepiony urodą jego córki, Solor zapomina niestety o Nikii i bez skrupułów zaręcza się z Gamzatti, a nawet ochoczo i radośnie tańczy z nią jeszcze wielkie zaręczynowe pas d'action. Refleksja nachodzi go dopiero pod wpływem miłosnej skargi tanecznej Nikiii, a wyrzuty sumienia – po oskarżeniu Radży i Gamzatti przez umierającą Nikiję, czyli pod sam koniec trzeciego obrazu. Tak jest w baśni i w libretcie baletu, a jak to bywa na naszej scenie? Tam wiele zależy od obsady roli Solora.
Maksim Woitiul jest znakomitym tancerzem, więc przez szacunek dla niego można, a nawet należy podjąć polemikę na temat rozumienia tej roli. Dlatego właśnie nie będę ukrywał swoich wątpliwości. W moim odczuciu jego Solor ma niestety niewiele wspólnego ani z charakterem tej postaci, ani też z przypisanymi jej przemianami wewnętrznymi. Jest po prostu bardzo jednowymiarowy aktorsko – nazbyt „książęcy” i skupiony na technicznym wykonaniu tańca. Może dlatego już w pierwszym obrazie postrzegam go jako zajętego wyłącznie samym sobą. Wkracza buńczucznie, ostry, władczy i wyniosły. Nawet wtedy, gdy pozostaje już sam, nie sprawia na mnie wrażenia zakochanego, który wybiera się na tajemne spotkanie z umiłowaną. Jego taniec z Nikiją przy świętym ogniu pozbawiony jest autentyzmu i uczuciowości, a on sam wydaje się zajęty raczej rzeźbieniem formy swojego tańca – w istocie bez zarzutu. W drugim obrazie, wchodzi do pałacu Radży jak książę udzielny, a potem przez cały czas jest jakby nieobecny – bardziej jak Zygfryd w pierwszej części balowego aktu „Jeziora”. Nie widzę, aby Gamzatti zrobiła na nim „oszałamiające” wrażenia, a powinienem to odczuć, gwarantuje mi to libretto baletu. Jest wobec niej oschły i obojętny. Nie łapie z nią najmniejszego kontaktu podczas kilkuminutowej gry w szachy, traktuje ją lekceważąco, nie reaguje jej gesty, nie współpracuje z innymi partnerami, którzy grają swoje role jak je napisano. Nie zauważyłem pani Katarzyno tych „ukradkowych spojrzeń w stronę Wielkiego Bramina i swej ukochanej, chwil roztargnienia i wewnętrznego rozdarcia w obecności obu kobiet, drobnych gestów budujących postać” – może były one zbyt „ukradkowe” jak na scenę Teatru Wielkiego i dlatego mało komunikatywne? Zauważyłem faktycznie owo jego (nieuzasadnienie tu jeszcze) „roztargnienie”, trwające przez cały drugi obraz. Podobnie zachowuje się w trzecim obrazie – począwszy od przejścia z narzeczoną pod baldachimem, aż po wielkie pas d'action, w którym tańczy niemal idealnie, ale sam dla siebie; świetnie partneruje, ale bezdusznie, jakby tańczył z manekinem. Nie tak chyba miało być z Solorem i jego stosunkiem do Gamzatti w „Bajaderze”. On przecież „nie może się oprzeć jej urokowi”...
Można by tak dalej analizować interpretację roli przez Maksim Woitiula, ale nie chcę przynudzać swoimi wrażeniami, które nie poprawiły się niestety w dalszych aktach. W Królestwie Cieni brak mi było u jego Solora głębokiej skruchy i lirycznego uniesienia – przy nienagannym wciąż wykonaniu technicznym tańca. Dopiero w akcie świątynnym ów monotonny wizerunek aktorski bohatera zbiegł się wreszcie z sensem akcji, tyle że wtedy nie sprawił już na mnie żadnego wrażenia.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Wysoko cenię Maksima Woitiula jako artystę, chociaż ostatnio bardziej w wyrazistych rolach dramatycznych (czasem nawet komicznych) aniżeli w lirycznych. Czasem myślę sobie, że jest już nimi z lekka znudzony? A tymczasem Solor jest wybitnie liryczną partią baletową. Wymaga nie tylko idealnej techniki tańca i partnerowania, ale też nieskazitelnej sylwetki, regularnych rysów twarzy, autentyzmu przeżyć scenicznych, szlachetności gestów, zachowań, spojrzeń i mimiki, ale nade wszystko duszy – słowem, idealnych warunków i talentu tancerza typu noble. Osobiście, wszystko to zauważam obecnie właśnie we Vladimirze Yaroshence, a jego najnowsza interpretacja roli Solora (nie pozbawiona jeszcze pewnych uchybień technicznych młodego tancerza) utwierdza mnie jedynie w takim przekonaniu. I to by było na tyle.
PS.
Dla jasności dodam, że dostrzegam oczywiście w baletach klasycznych wagę jakości wykonania technicznego każdej partii, ale nie traktujmy tancerzy jak cyrkowców. Dla mnie balet to nie tylko ilość i precyzja piruetów, fouettes, grand jetes i innych efektownych ewolucji. One są ważne, często nieodzowne, i mają być wykonane czysto (a jeszcze lepiej po mistrzowsku), aby cieszyć oko widza. Ale kreacja baletowa to także wiele innych, bardziej subtelnych elementów, które składają się na wartość solisty i wykonania. To odpowiednie warunki zewnętrze, dogłębne zrozumienie roli, talent aktorski, muzykalność, interpretacja ruchowa, charakter, dusza..., nie wspominając już o autentycznej charyzmie, którą Pan Bóg obdarza niestety rzadko i jedynie swoich prawdziwych wybrańców.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Ali to wszystko racja, ale jak Solor nie jest w stanie poprawnie wykonac żadnej pelnej wariacji, to przykro mi, ale ja tego nie kupuję. Balet to nie taniec robotów i wazne sa również inne czynniki i tu masz rację, ale tam gdzie zaczynają się rażące błędy, tam kończy się tolerancja.
Popov niestety tych rażących błędów robi zbyt duzo i to bez komentarza juz zostawię (z każdym słowem Kasi sie zgadzam w tym zakresie, wiec nie bede dublowac jej tekstu).
Yaroshenko ma ogromny potencjał, ale też robił w sobotę rano sporo błedów (on z kolei gorzej zaczynał i lepiej kończył wariacje przy czym psuł niemal zawsze piruety). Do tego aktorsko ma jeszcze słabą twarz, choc sie rozwija w dobrym kierunku. Przykro mi ale jak widze Solora, króty nie był w stanie zakręcic do końca poprawnie piruetów, to jakoś nie moge zapomniec o całym swiecie i dac sie poniesc akcji. To jest balet narodowy co zobowiązuje. Pewne błędy są tutaj dla mnie po prostu nie do przejscia.
To tak jakby czytac piękny tekst i co jakiś czas wyłapywac błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Tekst ładny, ale nie ma się co oburzac jak ktoś powie, ze 6 by za to nie postawił. Idąc tropem tekstu - też mniej drażni błąd ortograficzny u ucznia, a bardziej u nauczyciela czy dziennikarza. Tak samo i tutaj - jak mi zatańczyłby jakiś I solista poznański tak jak Yaroshenko to ok, ale jak to tańczy I solista ON w spektaklu, gdzie bilety sa 3 razy droższe to można oczekiwac 3 razy lepszego spektaklu i wtedy błędy rażą.
dla mnie osobiście prawdziwie lirycznym tancerzem jest w chwili obecnej jedynie Gabdullin i jego kreacja Solora jest dla mnie osobiście najlepsza w Warszawie. Kiedys jak tańczył w Bolshoj to pisano o nim, ze to jest tancerz, który ma taki liryzm, jakiego w obecnych czasach jest juz mało. Do tego on nie robi błędów- a nawet jeżli to na zasadzie wpadki a nie serii powtarzających się wpadek jednej po ddrugiej.. Dlatego ubolewam, ze niestety w bloku Bajader warszawskich nie zatańczył on swojej najlepszej warszawskiej roli ani jednego razu.
Popov niestety tych rażących błędów robi zbyt duzo i to bez komentarza juz zostawię (z każdym słowem Kasi sie zgadzam w tym zakresie, wiec nie bede dublowac jej tekstu).
Yaroshenko ma ogromny potencjał, ale też robił w sobotę rano sporo błedów (on z kolei gorzej zaczynał i lepiej kończył wariacje przy czym psuł niemal zawsze piruety). Do tego aktorsko ma jeszcze słabą twarz, choc sie rozwija w dobrym kierunku. Przykro mi ale jak widze Solora, króty nie był w stanie zakręcic do końca poprawnie piruetów, to jakoś nie moge zapomniec o całym swiecie i dac sie poniesc akcji. To jest balet narodowy co zobowiązuje. Pewne błędy są tutaj dla mnie po prostu nie do przejscia.
To tak jakby czytac piękny tekst i co jakiś czas wyłapywac błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Tekst ładny, ale nie ma się co oburzac jak ktoś powie, ze 6 by za to nie postawił. Idąc tropem tekstu - też mniej drażni błąd ortograficzny u ucznia, a bardziej u nauczyciela czy dziennikarza. Tak samo i tutaj - jak mi zatańczyłby jakiś I solista poznański tak jak Yaroshenko to ok, ale jak to tańczy I solista ON w spektaklu, gdzie bilety sa 3 razy droższe to można oczekiwac 3 razy lepszego spektaklu i wtedy błędy rażą.
dla mnie osobiście prawdziwie lirycznym tancerzem jest w chwili obecnej jedynie Gabdullin i jego kreacja Solora jest dla mnie osobiście najlepsza w Warszawie. Kiedys jak tańczył w Bolshoj to pisano o nim, ze to jest tancerz, który ma taki liryzm, jakiego w obecnych czasach jest juz mało. Do tego on nie robi błędów- a nawet jeżli to na zasadzie wpadki a nie serii powtarzających się wpadek jednej po ddrugiej.. Dlatego ubolewam, ze niestety w bloku Bajader warszawskich nie zatańczył on swojej najlepszej warszawskiej roli ani jednego razu.