Znam te fragmenty i szczerze powiedziawszy bardzo lubię Myriam Ould-Braham w "Don Kichocie" i ogólnie rzecz biorąc bardzo ją lubię (jest chyba jedną z delikatniejszych tancerek Opery). Jest ona jedną z moich ulubionych wykonawczyń partii Klary w "Dziadku.."(jest zamieszczony na youtube w 14 częściach, ma ponoć wyjść na dvd). Co do Opery Paryskiej, która z czasem stała się moim ulubionym zespołem, myślę, że jestem w stanie mniej więcej to wyjaśnić (ale językiem laika, na podstawie moich obserwacji). Ich styl czysto klasyczny ogólnie rzecz biorąc zakłada coś, co ja nazywam pewnego rodzaju powściągliwością. Żeby było jasne, powściągliwość nie oznacza tutaj drętwoty i sztywności, ale nakłada na tancerza pewne ograniczenia jeśli chodzi o ekspresję ruchu. Ta zasada nie ma oczywiście punktu odniesienia jeśli chodzi o choreografie współczesne. Tutaj np. jest wariacja Kitri w wykonaniu Dorothee Gilbert: http://www.youtube.com/watch?v=Egvz814UL10&feature=related
Znam trochę styl tej tancerki i o niej mogę bez wątpienia powiedzieć, że potrafiłaby zatańczyć tą wariację tak jak Rosjanki - czyli bardzo żywiołowo, spontanicznie, frywolnie, dziewczęco. Myślę nawet, że taki sposób tańczenia byłby bliższy osobowości scenicznej Gilbert, ona potrafi bawić się tańcem, być bardzo elegancka, ale też przewrotna i frywolna właśnie

Natomiast to, co widzimy na nagraniu jest efektem z góry założonego i przemyślanego celu - tancerze tak właśnie mają się tutaj prezentować. Już jakiś czas temu przekonałam się, że u nich nic nie dzieje się przez przypadek, taka jest po prostu"polityka" Opery i myślę, że w tym tkwi poniekąd ich siła (ale trzeba też zauważyć - stad też biorą się niektóre słabości). Za to wszyscy zgodnie podkreślają, że odkąd Brigitte Lefevre jest dyrektorem artystycznym, Opera Paryska jest postrzegana nie tylko jako najnowocześniejszy, ale też najlepszy i najbardziej prestiżowy zespół baletowy na świecie (akurat to nie mój wymysł, takie określenia padają nawet w pewnych filmach dokumentalnych

).
Poza tym, według mnie, żeby zrozumieć francuski styl "do dna", trzeba zobaczyć np. arcydzieło Preljocaja "Le parc" z Isabelle Guerin i Laurentem Hilaire. Właśnie wtedy doświadczyłam olśnienia, iluminacji i to był pierwszy krok do pojęcia istoty ich tańca. "Le parc" to spektakl stworzony specjalnie dla Opery i w zasadzie - w żadnym innym zespole według mnie nie miałby racji bytu, jest praktycznie nie do zatańczenia przez inną grupę, nie mówiąc już o tym, że trudno mi sobie wyobrazić kogoś innego w rolach głównych, niż Hilaire i Guerin - są genialni, po obejrzeniu doświadczyłam prawdziwego wstrząsu.
No i jeszcze jedna rzecz - jak każdy sam zapewne wie, francuskie tancerki wyróżniają się dość mocno spośród innych, przynajmniej te najbardziej znane i podziwiane. Jak ostatnio zebrałam się do wyliczania zauważyłam, że największy odsetek spośród moich ulubionych tancerek stanowią właśnie Francuzki: Isabelle Guerin, Monique Loudieres, Aurelie Dupont, Marie Agnes-Gillot, Agnes Letestu i w zasadzie to jeszcze nie wszystkie, bo pominęłam te starszej daty. Wszystkie, które wymieniałam, chociaż się różnią, mają dużo cech wspólnych: przede wszystkie to tancerki bardzo silne, pewne siebie, dumne, eleganckie, na pewno żadnej z nich nie można nazwać mimozą

Właśnie te cechy bardzo sobie cenię, a wiążą się one pośrednio z powściągliwością, o której wcześniej już wspomniałam - to jest właśnie podstawowy składnik ich stylu, ich osobowości scenicznych. Jestem ostatnio coraz większą zwolenniczką tancerek, które stosują się do tych twardych reguł, bo przynosi to z czasem niesamowite efekty - ale to wcale nie jest takie proste do zaakceptowania, trzeba najpierw chcieć się w to "wgryźć", żeby dobrze zrozumieć
