[quotea6="Joanna"]Milton, ale my nie mówimy, jak wymawiają to nauczyciele francuskiego, a jak polscy pedagodzy t. klasycznego

Przecież nikt w Polsce nie będzie biegał po sali krzycząc z francuskim akcentem, tylko normalne, że fonetykę się spolszcza (stąd słyszy się na lekcjach sis[ba6]ą[/ba6], czy coś w tym stylu - przecież pedagog jest Polakiem i mówi z polskim akcentem...)[/quotea6]
Nie wydaje mi się, żeby wymawianie w ten sposób miało wiele wspólnego ze spolszczaniem, wręcz przeciwnie, SISON jest bliższe polskiej fonetyce, bo od kiedy Polacy wymawiają ON jako Ą, albo SS jako Z ?... więc taki sposób wymawiania to nie wpływ polszczyzny na terminologię, tylko prędzej niedbalstwo. Albo brak uświadomienia ...
A jeżeli ktoś pyta się jak się coś wymawia, to ja rozumiem, że pyta jak się wymawia, a nie jak wymawiają nauczyciele, którzy robią to niepoprawnie.
Wcale nie uważam, że Polak ma obowiązek łamać sobie język francuzczyzną gdy sie z nią zderzy na swoje nieszczęście w życiu codziennym za pośrednictwem zapożyczeń , tym bardziej że Francuzi wyprawiają okropne i niezrozumiałe rzeczy ze słowami obcego pochodzenia i się bynajmniej nie krępują, ale o ile można przeboleć "kefrur" na ustach tłumu pędzącego na zakupy, to kaleczenie fachowego nazewnictwa przez profesjonalistów na sali tańca nie jest zjawiskiem dobrym, a już na pewno nie godnym polecenia i powielania. Na sali tańca nauczyciele generalnie mówią, owszem, "z francuska" , bo przecież [plije] a nie "po polskiemu" [plje], i to nawet z akcentem francuskim, [puenty] a nie [pojnty] itd. - nie jest to niczym dziwacznym dla tancerza, więc prawidłowe wymawianie sissone i innych wątpliwych wyrażeń nie byłoby raczej czymś pretensonalnym czy nienaturalnym skoro 'puenty' i 'grąfuete' nie są.
Nie twierdzę, że ci, którzy wymówiają sissone czy inne terminy nieprawidłowo zasługują na przepotworne potępienie, ale nie rozumiem dlaczego należy łamać zasady prawidłowej wymowy, tylko dlatego, że być może wiele pedagogów łamie ją przez niestaranność. Tak się już stało, stety lub niestety, że w balecie funkcjonuje francuska terminologia i byłoby moim zdaniem rzeczą godną pochwały, gdyby również w polskiej klasie uczniowi zakorzeniono określenia wymawiane względnie poprawnie i nie jest to niuans lingwistyczny a podstawa pewnej kultury językowej w dziedzinie tańca.
Moja nauczycielka tańca klasycznego wymawiała wszelkie określenia jak najbardziej poprawnie i szczerze wierzę, że takich nauczycieli jest wiele, tym bardziej nie widzę powodu, żeby przekręcanie nazw, między innymi biednego sissone, traktować niemal jak zasadę występującą w polskiej szkole baletowej. Jeżeli nią się stało - to tym gorzej.
Gorąco polecam [SISON]
