Też obejrzałam ostatnio Giselle, ale z Monique Loudieres i Manuelem Legris. Nagranie co prawda jest w jakości dalekiej od ideału, ale czego w końcu oczekiwać od zrzutu VHS (który jeszcze podobno zamókł) z 1992

Od razu się przyznam, że poza "Damą Kameliową" z nimi była to najbardziej przeze mnie upragniona rzecz do zobaczenia.
I to nagranie tylko mnie upewniło o tym, że Monique jest moją ulubiona tancerką Opery, co do Manuela - rozumie się chyba samo przez się, nie ma zbyt dużej konkurencji - jeśli wziąć pod uwagę to, w jak wielu rolach się sprawdza i jak wiele razy mnie już zachwycił. Co prawda wcześniej widziałam już z nim "Giselle" z Aliną Cojocaru z 2006 - nagrania dzieli 14 lat - ale według mnie to było zupełnie coś innego nie tylko ze względu na jego dojrzały wiek. Być może w tym drugim technicznie doszlifowany był już do perfekcji, ale jednak tancerka również zmienia sposób interpretacji roli swojego partnera i vice versa. Legris w duecie z Cojocaru (pewnie ze względu na dużą różnicę wieku obojga i to, że Alina jest bardzo słodka) był Albrechtem, któremu spodobała się miła i ładna wiejska dziewczyna - od początku nie było widać między nimi specjalnej chemii, w tej interpretacji przeważyła jego chęć uwiedzenia Giselle. Nie znaczy to, że podobna sytuacja nie była widoczna w jego duecie z Monique. Tylko tutaj było nieco inaczej. 28 letni książę Manuela był bardzo zainteresowany Giselle - na początku przeważała fascynacja dziewczyną, chęć zbliżenia się do niej i jej głębszego poznania. Stąd podczas spotkania i niezbyt dyskretne próby skradzenia pocałunków i upojne spojrzenia. Giselle Monique była nieco zawstydzona, ale nie w tak naiwny sposób jak dziecięca Alina. Poza tym - wreszcie zobaczyłam coś, gdzie nie wszystko jest odgrywane w stereotypowy, oklepany sposób.
Znam ten balet niemal na pamięć, i przyzwyczaiłam się, że w scenie spotkania z Albrechtem, Hilarionem, wieśniaczkami itd. Giselle ma się zachowywać mniej więcej tak
a tak. Dlatego kiedy Monique odgrywała wiele z tych scen zupełnie inaczej - byłam po prostu zdziwiona. Miałam do tego stopnia zakodowane w głowie, że tutaj tancerka powinna zachować się w taki a nie inny sposób, że dopiero po drugim obejrzeniu docierało do mnie, jakie zmiany zaszły w danym miejscu i co nowego one wnoszą.
Ale była to dla mnie bardzo wartościowa i odkrywcza produkcja nie tylko pod względem interpretacji, ale i zmian w choreografii, szczególnie w pierwszym akcie. Zaczynając jednak od produkcji - nie mogę dojść, która to. Wspomagając się ta stroną: http://www.danser-en-france.com/repertoire/prodgiselle/giselle.htm nie dopasowałam żadnej z wymienionych tutaj do tej, którą ja widziałam. A nie jest to na pewno produkcja Patrice'a Barta i Genia Polyakova z 1991 roku ze scenografią Loïca le Groumelleca.
Dla przykładu: Giselle w tej wersji nosi paczkę projektu według tej z rysunków Carlotty Grisi - http://www.danser-en-france.com/repertoire/prodgiselle/giselle_fichiers/image122.jpg
Najbardziej znaczące zmiany w choreografii - przede wszystkim dodatkowe pas de deux dla Giselle i Albrechta w akcie I, również do muzyki Adama, ale nie z tego baletu. To dało również dwie dodatkowe wariacje Giselle i Albrechta. Myślę, że to był bardzo ciekawy pomysł, aczkolwiek wątpię, czy zawsze by się sprawdził - Monique i Manuel byli boscy i w pas de deux i w wariacjach. A czemu nie byłam aż tak zaskoczona widząc to pas de deux? Bo widziałam je już wcześniej w bardzo lubianej przeze mnie wersji z Dutch National Ballet, w tej samej choreografii - tyle że zatańczone było przez jedną z dwóch par wiejskich tancerzy. Teraz już widzę, od kogo "ściągnęli" swój pomysł
Wracając do interpretacji - Monique to wymarzona Giselle, ma wszystkie cechy, które sprawiają, że jest w tej roli idealna. Nie bez powodu uważa się ją za jedną z najwybitniejszych Giselle Opery. Najlepsza wariacja (albo raczej wariacje) w I akcie, najlepsza scena szaleństwa, jaką kiedykolwiek widziałam. W ogóle ze wszystkich Giselle, jakie widziałam do tej pory, ona podobała mi się najbardziej. Tajemnica jej sukcesu jest chyba bardzo prosta do wytłumaczenia - ona nie tylko wszystko robi po swojemu, tak, jak jej dyktuje serce, ale jest tak naturalna, że nie sposób jej nie wierzyć - jest szczera i prawdziwa. Dzisiaj nie ma już takich tancerek - wszystko mniej lub bardziej, ale jest poukładana od A do Z, tancerki nie tylko często nie mogą znaleźć luk w interpretacji roli, żeby je wypełnić swoją własną inwencją twórczą, ale czasem - takiej właśnie intuicji artystycznej po prostu im brakuje. Monique jest trochę jak genialna Giselle sprzed lat - Olga Spiesiwcewa, tyle, że na bardzo wysokim poziomie technicznym, który mimo wszystko nie kłóci się z jej naturalnością i swobodą. Tym bardziej jest to dla mnie ewenement - właśnie ze względu na wysoki poziom techniczny, dziś trudno jest być tancerzom naturalnymi i wiarygodnymi, kiedyś musiało być zdecydowanie łatwiej.
Zwrócę jeszcze uwagę na małą rolę - drugą wariację męską w wiejskim pas de deux, która - jeśli mnie wzrok nie mylił - zatańczona była przez dynamicznego Kadera Belarbiego. Świetny epizod - chociaż wiejskie pas de deux w całości zatańczone było przez innych tancerzy, on najbardziej zapadł mi w pamięć.
I drugi akt - skrucha księcia, żal Giselle, ale też wybaczenie. Oboje stworzyli piękny, ujmujący duet, Monique zdawała się być prawdziwym duchem, zjawą, kimś zupełnie nierzeczywistym. Poza tym wszystkie jej pozy były odzwierciedleniem "standardów" ery baletu romantycznego. Chyba nie będę się bardziej rozpisywać, bo cóż mogę
w ten sposób oddać - nic

Ale to naprawdę piękna, poruszająca produkcja, w warstwie kostiumów i scenografii niektóre elementy podobały mi się znacznie bardziej,
niż te w obecnie wystawianej wersji. I po raz kolejny zobaczyłam jak Monique z Manuelem tworzą niezapomniane, niezwykłe kreacje - myślę, że gdyby ta "Giselle" była wydana na dvd w jakości cyfrowej, robiłaby znacznie większą furorę niż np. znana i przecież słusznie podziwiana przez wszystkich "Giselle" z Fracci i Bruhnem
