Jak was postrzegają ludzie nietańczący :)) ??

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
PavlovaAnna
Posty: 139
Rejestracja: sob sie 05, 2006 7:40 pm

Post autor: PavlovaAnna »

Ze mną to jest inaczej, bo w mojej klasie wszyscy trenują balet, co jest oczywiste. Moi znajomi spoza szkoły też w dużym stopniu interesują się tańcem, niekoniecznie baletem,więc czasem ja coś powiem na temat baletu, ktoś iiny na temat funky...
Jednak najgorzej jest jak jestem rozpoznawana (najczęściej przez koczka) przez ludzi, których wcale nie znam. Kidyś jak wychodziłam jeszcze ze szkoły uczesana w koczka to na ulicy najczęściej młodzi ludzie wołali "popatrzcie idzie baletnica" i prezentowali imitacje Jeziora łabędziego.
Któregoś dnia jechałam ze szkoły do domu tramwajem i jakieś dwie dziewczyny siedzące za mną naśmiewały się ze mnie. Początkowo nie zwracałam na to uwagi, jednak gdy któraś pociągnęła za siateczkę owijającą mój kok i powiedziała "mój tata takie nosi na całej głowie, bo jest rzeźnikiem", to się zdenerwowałam. Odwróciłam się, a ona jakby nigdy nic nie zwracały na mnie najmniejszej uwagi.
Dla mnie najgorsze są właśnie te sytuacje, gdy ludzie nietańczący wyśmiewają się ze mnie i z moich kolezanek.
gonia
Posty: 1705
Rejestracja: ndz paź 30, 2005 6:50 pm

Post autor: gonia »

no właśnie... co robicie w takich sytuacjach?
ignorujecie, przesiadacie się, czy zażucacie takie wrednoty kilkoma zawiłymi terminami baletowymi z pytaniem, "czy tak potrafią"?
Krushyna
Posty: 71
Rejestracja: pn sie 21, 2006 2:47 pm

Post autor: Krushyna »

Strasznie irytujące sa takie sytuacje, balet jak balet, nie jest tak żle postrzegany jak taniec ludowy...

Naśmiewają się bardzo często, a ja nie mam się czego wstydzić, bo jak wymieniam gdzie byłam to szczęka im opada i to jest mój sposób.
Gorzej z tymi, którzy nigdzie nie byli.
Ale ja się takimi ludźmi nie przejmuje, bo to jest moja pasja, kocham to co robię i mam gdzieś, ze ktoś się śmieje, bo uważa, że to jest wieś, albo tańczy coś innego niż ja np jakieś nowoczesne i czujęsię przez to lepszy...
Ehh ilu ludzi tyle opinii...
PavlovaAnna
Posty: 139
Rejestracja: sob sie 05, 2006 7:40 pm

Post autor: PavlovaAnna »

Ja też już się tym nie przejmuje. Zawsze gdy naśmiewają się ze mnie młodzi ludzie, którzy nie mają nic innego do robotu, w myślach mówie sobie "Ja przynajmniej mam jak dobrze wykorzystać czas, a nie tak jak oni wałęsam się po ulicach" i to mi naprawdę pomaga.
Iris
Posty: 111
Rejestracja: śr maja 31, 2006 1:21 pm

Post autor: Iris »

Macie naprawdę dobre nastawienie Pavlowa I Krushyna :)ja mam w klasie kolegę, który uczy tanczyc sie towarzyskiego. Raz na festynie w szkole tanczył ze swoja partnerką sambę i potem wszyscy chłopacy nasmiewali sie z niego,że kreci biodrami jak baba,że to lalus skąd wyczsnął takie buty do tanca, że wygląda w nich jak jakis mieczak itp. Było mu przykro,ale sie tym specjalnie nie przejął cała klasa sie za nim wstawiła, pogadała z tamtymi chłopakami i po sprawie. :)

[size=7:55402cf3c3]zreszta jak ja bym spotkała na ulicy baletnice, to chyba zameczyła bym ją róznymi pytaniami na temat baletu bardzo podziwiam ludzi którzy robia cos z pasja :) , hi hi :)[/size:55402cf3c3]
Nefretete
Posty: 1308
Rejestracja: śr kwie 07, 2004 3:10 pm

Post autor: Nefretete »

[quote:85ea821fc3="makova_panienka"]czy wasi nietańczący znajomi nie odczuwają czasami waszej miłości do baletu jako swego rodzaju fanatyzm? nie uważają że z wami to już się o niczym nie da pogadać niż tylko o balecie? nie złoszczą się że zamiast na umówione spotkanie biegniecie na próbę i nigdy nie macie dla nich czasu?
mnie samej nie tak dawno przykra sytuacja z tego powodu dała wiele do myślenia (musiałam rozstać się z chłopakiem), a jak jest u was? czy wyznajecie zasadę "chcesz mnie polubic - polub najpierw moją pasję!"?[/quote:85ea821fc3]

notorycznie się z tym spotykam. Swego czasu moi najbliżsi przyjaciele mieli do mnie ogromny żal, że rezygnowałam ze spotkan, albo wpadałam tylko na chwilę. Teraz kiedy zaczeli pracować i sami nie mają zbyt wiele czasu na spotkania towrzyskie już tak nie narzekają.
Myślę, że jesli więź jest bardzo silna, to nawet ciągły brak czasu nie jest w stanie jej zerwać albo osłabić.
Na szczęście mam też sporo znajomych (choć to jeszcze nie przyajciele), z którymi tańczę, chodze na spektakle itp.

a co do ostatniego zdania makovej, to absolutnie się z tą zasadą nie zgadzam, trzeba być przede wszystkim tolerancyjnym, a różnorodnośc to ogromna zaleta, dzięki niej możemy się wiele od siebie nauczyć. Ja nikogo nie zmuszam do nieczego i nawzajem. Choć przyznam, że miło mi, kiedy moi znajomi-laicy idą ze mną na spektakl. No i czasem mi żal, że nie mogę im o wszystkim (co związane z tancem) opowiedziec, bo nie zrozumieją albo ich to nie zainteresuje.
raisa
Posty: 1070
Rejestracja: ndz paź 16, 2005 4:07 pm

Post autor: raisa »

Co do tego co powiedziała Nefretete to się zgadzam. Ja osobiście przyjaciół nie straciłam z powodu mojej pasji, jako to powiedziała Makova. Ale miałam taką sytuacje, że z kolegom gadaliśmy na GG i zeszło na moją pasje. Pokłóciliśmy się a on później nie chciał ze mną rozmawiać bo "ja o niczym innym nie potrafie rozmawiać jak o balecie". Ale ja zaczęłam wypytywac mu się co on lubi. I gadaliśmy o jego pasjach...jakbym nie potrafiła o niczym innym niż balet...
Marysia W
Posty: 815
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 4:17 pm

Post autor: Marysia W »

Ja oczywiscie potrafie rozmawiac na inne tematy niz balet, ale to nie zmienia faktu, ze balet jest moim ulubionym tematem. Moi znajomi sa bardzo cierpliwi. :wink: Potrafia wysluchac, gorzej z rodzicami, ktorzy maja mnie na codzien. Moja mama czesto przerywa mi slowami 'moglybysmy zmienic temat?'. Za to moja siostra jest baardzo zainteresowana baletem, i juz wie nawet co to arabeska. :wink:
Przedwczoraj do mojej cioci do domu przyszla kuzynka, i rozmawialismy. Jak weszlam do pokoju ciocia powiedziala: "wlasnie rozmawialysmy o tobie. pokaz nam cos z baletu". Pokazalam arabeske, attiude i bylam bardzo zadowolona ze ktos jest zainteresowany moja pasja. Potem ta kuzynka cioci spytala sie mnie, czy umiem zrobic szpagat, zrobilam francuski i turecki, a potem jeszcze szpagat na framudze drzwi, bo moja ciocia bardzo prosila. :lol:Obie byly pod wrazeniem i bily mi brawo. Ale jest roznie, wiekszosc kolezanek mowi, ze to proste, ale sprobowac to juz im sie ,,nie chce,,. :roll:
Czesto jest tez tak, ze jak zobacze u kogos ,,baletowa,, postawe, od razu zagaduje, czy moze nie cwiczy baletu. :wink:
Np. nie dawno bylam w AquaParku i na takiej szerokiej zjezdzalni przede mna jechala na oko jedenastoletnia dziewczynka w... attiude. :lol: Szkoda, ze byla szwedka. :wink:
gonia
Posty: 1705
Rejestracja: ndz paź 30, 2005 6:50 pm

Post autor: gonia »

ooo... moja mama też ;) ciągle jej mogę gadać o balecie, o forum, o pointach... zwykle potem słyszę, że mam przestać... to ja na to "dobrze, dobrze, ale jeszcze..." i potem znowu 10 minut gadam ;) wprzestaję dopiero, jak mama na mnie krzyknie :twisted:
raisa
Posty: 1070
Rejestracja: ndz paź 16, 2005 4:07 pm

Post autor: raisa »

A moja mama jest taka: mówie jej o wszystkim co baletowe a ona "yhm, yhm, acha, acha" a później od prazu zmienia temat. Natomaist tata on uwielbia słuchać na temat balet. Poprstu...a ja uwielbiam opowiadać!
Ale na przykład moja koleżanka nie tańczonca jak robie jakieś figury, czy to arabesque, attitude czy szagat ona cały czas "Hania, nie popisuj się..." tylko, że ja się nie popisuje tylko tak już w mojej naturze...ale chyba ona tego nei zrozumie... :evil:
ODPOWIEDZ