ja osobiscie nie odczulam, zeby Vickop mial na mysli to, ze anoreksja jest chorobą z próżności ale to, ze wyjście z niej zależy głównie od chorego...

- i co do tego miał - w mojej ocenie - zupełną rację.
Oprócz tego, to czytając wszystkie posty Vickopa mam taki obraz go jako chłopaka, ktory mysli tj typowy (w dobrym a nie w zlym znaczeniu) chlopak czyli: proste, jasne mysli i nie dzielenie wlosa na 4. My dziewczyny sluchajac facetow mamy czasem taka trudnosc, ze probujemy ich pojmowac wg naszej kobiecej psychiki zamiast według ich meskiej psychiki- i stad sie biora nieporozumienia.
(moi znajomi chyba maja racje jak mi wiecznie mowia, ze minęlam sie powolaniem przez to ze nie zostalam adwokatem

- jakos lubie bronic ludzi

)
Wypowiedz Czajori co do trudnosci w wychodzeniu z uzaleznien ogolnie mnie osobiscie bardzo zainspirowala i zmobilizowała do większej precyzji

.
Pisząc o ludziach, ktorzy wychodza sami z nalogów miałam na mysli tych, ktorych uzaleznienie na to pozwala.
Trzeba nam bowiem istotnie - jak wynika troche z postu Czajori - rozroznic rozne etapy uzależnień.
Zawodowo sporo mam do czynienia z uzaleznieniami (zwlaszcza narkotyki i alkoholizm) i to jest tak, ze np test psychologiczny na temat: czy jestes alkoholikiem jest taki, ze około 90 -ciu procentom dorosłych mężczyzn w Polce wyjdzie, ze albo sa alkoholikami albo sa do tego bardzo predyponowani i juz za chwile będą jak tak bedzie dalej.
Jesli zatem facet pije codziennie na noc kieliszek koniaku i od czasu do czasu butelkę koniaku do dna to juz jest po jakims czasie alkoholizm. I to alkoholizm, z ktorego wyjscie już na tym etapie jest baaaaaaaaaaaaaaardzo trudne. Ale na tym etapie jeszcze mozna -jesli ma sie dosc sily- wyjsc samemu z nalogu. Z tym, ze nigdy nie przestanie juz byc alkoholikiem, zacznie conajwyzej byc trzeźwy, ale do konca zycia jeden kieliszek i wraca do punktu wyjścia.
Ale jak facet rzucil prace, pije tzw. ciągami i np co kilka dni widzi diabla, na ktorego widok wybija okno w domu i gna po ulicach (na marginesie czesto widza wlasnie diabla...) to juz taki sam nie wyjdzie z nalogu i musi trafic do szpitala psychitrycznego na odwyk. Inna sprawa, ze taki nawet jak trafi, to rzadko to cos da, bo zmuszanie kogokolwiek do leczenia nic kompletnie nie da a ci zmuszani na sile to tylko wyrzucanie pieniedzy Skarbu Panstwa bo oni koncza tak że po tym przymusowym odwyku, to dopierto sie rozpijajają na calego...w stopniu w jakim nigdy wczesniej.
Ciekawe i sluszne jest tez to co Czajori napisala o kluczowym momencie dla leczenia czyli o tym, kiedy czlowiek uswiadamia sobie ze jest uzalezniony: ale to juz nie na temat troche
Mam nadzieje, ze teraz troszke rozjasnilam moje spojrzenie, ktore we wczesniejszych postach przedstawilam jedynie haslowo i nie rozwijalam
