Pytanie o "Nine" zadałam z premedytacją, bo wzbudza sprzeczne opinie - jak widzę, na naszym forum również.
Zaskakują mnie opinie, że film jest "nieciekawy". Ok, rozumiem że nie każdemu musi podejść i [b04]nie twierdzę, że jest to genialne dzieło kinematografii światowej[/b04], ale na pewno nie nudziłam się na "Nine". Jest parę bardzo dobrych kreacji aktorskich (świetni Daniel Day-Lewis i Penelopka, boska Judi Dench - tyle mocy w tak dyskretnej roli...to potrafią tylko najlepsi; jeszcze bardzo dobra Marion Cotillard). Jest parę niezłych piosenek (po powrocie z filmu nie mogłam się pozbyć "Folies Bergeres", natrętnie dzwoniącego w głowie
No i, oczywiście, jeśli ma się świadomość kim był Federico Fellini, ma się ogólne pojęcie o jego filmach i życiu, to "Nine" można potraktować jako dosyć udaną fabularyzację jego biografii. Wiadomo, przerobiono jego życiorys na musical, nie spodziewajmy się więc głębokich myśli filozoficznych. Myślę jednak, że na tyle, na ile ten gatunek pozwala, twórcom "Nine"udało się stworzyć całkiem ciekawy obraz psychiki artysty i jego pokrętnych relacji :694:. Tu znowu muszę wspomnieć o Marion Cotillard, która chwilami do złudzenia przypominała mi Giuliettę Masinę.
Wydaje mi się, że wiele osób traktuje "Nine" zbyt poważnie. W tym filmie jest dużo świadomego kiczu (na przykład scena, w której Penelopa trzęsie tyłeczkiem w kabaretkach) i typowo teatralnych rozwiązań, które w filmach raziłyby zbytnią dosłownością, ale w ekranizacji musicalu są, IMHO, na miejscu.
A "Chicago" w wersji filmowej to jedno z największych rozczarowań artystycznych, jakie przeżyłam, więc tego wątku nie podejmę