Wasze załamania
-
Princess Kraehe
- Posty: 12
- Rejestracja: wt paź 21, 2008 5:10 pm
Princess Maron, moja koleżanka miała okres w wieku dziesięciu lat, a ja zaczęłam już dorastać...Wiesz, to się raczej widzi xD
Dowiedziałam się, dlaczego mama nie chciała mnie zapisać. Jstem chora na jakieś cholerstwo, nieuleczalne. Karate mój organizm jako-tako wytrzymuje, ale balet oznaczał by dla mnie...Śmierć we wczesnych latach życia. Mama nie chciała mi tego powiedzieć, nawet zastanawiała się, czy ten balet aż tak mi może zaszkodzić. Nie dało rady. Biorę jakieś leki, pewnie będe miała operację, ale o balecie mogę zapomnieć. Mój organizm tego nie zniesie...
To jest właśnie mój smutek.
Dowiedziałam się, dlaczego mama nie chciała mnie zapisać. Jstem chora na jakieś cholerstwo, nieuleczalne. Karate mój organizm jako-tako wytrzymuje, ale balet oznaczał by dla mnie...Śmierć we wczesnych latach życia. Mama nie chciała mi tego powiedzieć, nawet zastanawiała się, czy ten balet aż tak mi może zaszkodzić. Nie dało rady. Biorę jakieś leki, pewnie będe miała operację, ale o balecie mogę zapomnieć. Mój organizm tego nie zniesie...
To jest właśnie mój smutek.
okres można mieć nawet w wieku lat 5 [no ale to już jest jazda hormonalna i to się leczy], fizjologicznie możesz już dorastać po ukończeniu 10 roku życia, ale psychicznie... to jeszcze cię troche czasu czeka i uwierz mi nie jest to najfajniejszy okres :P szczególnie będąc w gimnazjum - narduniejszy wiek...
twoje ciało karate znosi, a balet już nie? chyba właśnie sztuki walki bardziej obciążają organizm niż taniec...
o ile są już jakieś schorzenia które nie pozwalają na ćwiczenie t. klasycznego - kości, stawów, mięśni, ścięgien, narządów wewnętrznych etc. bądź też zła budowa - to niweluje jakiekolwiek szanse na trenowanie sportu czy w ogóle na podejmowanie się większego wysiłku fizycznego... a na sztuki walki tymbardziej.
no chyba że jakoś cofnięta jestem. o_O
twoje ciało karate znosi, a balet już nie? chyba właśnie sztuki walki bardziej obciążają organizm niż taniec...
o ile są już jakieś schorzenia które nie pozwalają na ćwiczenie t. klasycznego - kości, stawów, mięśni, ścięgien, narządów wewnętrznych etc. bądź też zła budowa - to niweluje jakiekolwiek szanse na trenowanie sportu czy w ogóle na podejmowanie się większego wysiłku fizycznego... a na sztuki walki tymbardziej.
no chyba że jakoś cofnięta jestem. o_O
-
sasetka2505
- Posty: 37
- Rejestracja: sob paź 18, 2008 1:55 pm
-
Princess Kraehe
- Posty: 12
- Rejestracja: wt paź 21, 2008 5:10 pm
[b:401ff8a2d6]Princess Kraehe[/b:401ff8a2d6], nie wiem, czy wypada się tak dopytywać, ale czy wiesz, jak to się nazywa?
Jeśli chodzi o balet - zawodowe ćwiczenie na pewno odpada, ale być może amatorskie zajęcia, typu raz/ dwa razy w tygodniu mogłoby wchodzić w grę? Taka ilość to naprawdę bardzo niewiele w porównaniu z tancerzami, i co za tym idzie, również nie powoduje takich problemów, przeciążeń, i zmian np. w stawach/ kościach, jak w przypadku codziennego, wieloletniego ćwiczenia, przed czym faktycznie mogłabyś mieć znaczne przeciwwskazania. Ale ćwiczenie np. raz w tygodniu baletu nie ma szans, aby przeciążyło Ci jakoś znacząco stawy, itp., to jest po prostu za mało (o ile oczywiście byś ćwiczyła poprawnie, czyli np. nie wykręcała za bardzo nóg, etc.). Pomyśl nad taką ewentualnością.
Aha, wydaje mi się,że mając takie problemy nie powinnaś się też przesadnie rozciągać - dla własnego dobra (a właściwie swoich stawów), czyli nie naciągać na siłę, przesadnie, nie dążyć do jakiegoś super dużego rozciągnięcia, bo i zresztą nie ma to sensu.
Jeśli chodzi o balet - zawodowe ćwiczenie na pewno odpada, ale być może amatorskie zajęcia, typu raz/ dwa razy w tygodniu mogłoby wchodzić w grę? Taka ilość to naprawdę bardzo niewiele w porównaniu z tancerzami, i co za tym idzie, również nie powoduje takich problemów, przeciążeń, i zmian np. w stawach/ kościach, jak w przypadku codziennego, wieloletniego ćwiczenia, przed czym faktycznie mogłabyś mieć znaczne przeciwwskazania. Ale ćwiczenie np. raz w tygodniu baletu nie ma szans, aby przeciążyło Ci jakoś znacząco stawy, itp., to jest po prostu za mało (o ile oczywiście byś ćwiczyła poprawnie, czyli np. nie wykręcała za bardzo nóg, etc.). Pomyśl nad taką ewentualnością.
Aha, wydaje mi się,że mając takie problemy nie powinnaś się też przesadnie rozciągać - dla własnego dobra (a właściwie swoich stawów), czyli nie naciągać na siłę, przesadnie, nie dążyć do jakiegoś super dużego rozciągnięcia, bo i zresztą nie ma to sensu.
[quote:3267160a25="Princess Kraehe"][b:3267160a25]Princess Maron[/b:3267160a25], to jest coś ze ścięgnami i kośćmi. Cóż, mojej mamie mówił to lekarz, a karate i balet raczej sie różnią...Nie chodzi raczej o obciążenie, ale technikę wykonywanych ruchów, obciążenie na nogi...
Nigdy nie przestanę interesować się baletem, będe marzyć :)[/quote:3267160a25]
eeeeeeee
ten twój lekarz to hmpf dziwny jakiś. xD
no na pewno sztuki walki się różnią od tańca klasycznego/współczesnego/jazzowego etc. etc., ale na pewno obciążenie ciała w obu tych przypadkach jest raczej porównywalno takie same
Nigdy nie przestanę interesować się baletem, będe marzyć :)[/quote:3267160a25]
eeeeeeee
ten twój lekarz to hmpf dziwny jakiś. xD
no na pewno sztuki walki się różnią od tańca klasycznego/współczesnego/jazzowego etc. etc., ale na pewno obciążenie ciała w obu tych przypadkach jest raczej porównywalno takie same
-
Princess Kraehe
- Posty: 12
- Rejestracja: wt paź 21, 2008 5:10 pm
Princess Maron, nie rozumiesz, prawda? Karate obciąża INNE PARTIE nóg i reszty ciała, niż balet. A właśnie te części są zagrożone w moim wypadku.
Tak właściwie to nie choroba, tylko komplikacje związane z tym, że moja prawie cała rodzina ma słabe kości i różne schorzenia. To się leczy od urodzenia, a ja byłam zle leczona. To są konsekwencje.
Tak właściwie to nie choroba, tylko komplikacje związane z tym, że moja prawie cała rodzina ma słabe kości i różne schorzenia. To się leczy od urodzenia, a ja byłam zle leczona. To są konsekwencje.
Jeżeli ten wątek nadal się rozwija, to ja bym chciała się podzielić swoim załamaniem. Mam 14 lat, zakochałam się w balecie i w tańcu, ale tańcem interesowałam się wcześniej. Nie jestem za bogata, lecz na zajęcia z baletu raz do max.2 razy tygodniowo by wystarczyło, a pozatym grupy wiekowe są itp. i nie zawsze jest tyle zajęć. Nigdy wcześniej nie uczyłam się tańca klasycznego i nie mam dobrej figury bo nie jestem szczupła i moje ciało jest takie jakieś nieproporcjonalne , a podbicia nie mam wcale nic a nic - płaska stopa. I mam pewne obawy, że mnie ktoś wyśmieje, bo zgrabna nie jestem i nic nie umiem i jak bym się zapisała na zajęcia w środku roku to by to nie było dobre. Nie wiem czy powinnam śmiało iść na lekcje i się nie przejmować czy lepiej np. jakbym ćwiczyła w domu i może bym trochę schudła, lecz to wiadomo trochę potrwa. Co robić?
Przede wszyskim się nie martwić! Do mojego ogniska chodzą dziewczyny "przy kości" i bardzo szybko się uczą, a nikt (no dobra- ci najbardziej wścibscy owszem) nie zwraca uwagi na ich sylwetkę. Jeżeli będziesz pewna siebie na pewno sobie poradzisz, a w domu bardzo ciężko jest uczyć się tańca (nie chodząc do szkoły, lub ogniska)