[quote39="Ewa J."]może specjalnie zaogniasz sprawę, żeby sprowokować dyskusję [/quote39]
A to to na pewno. Zauważyłam, że Ali po prostu lubi dyskutować o tańcu i dzielić się swoimi spostrzeżeniami i czasem używa takich chwytów, aby ożywić forum, co w sumie ma swoje plusy.
Co do innowacyjności - masz rację Ewo. Z całą pewnością dziś jest to trudniejsze niż dawniej ale sądzę, że nawet dziś są twórcy, którzy robią coś własnego. Nie chcę wdawać się w tym miejscu w dyskusję, czy lepsza większa innowacyjność, czy zrobienie wartościowej przeróbki jakiegoś mistrza, bo obydwa przejawy twórczości są w sumie pożądane. A że innowacyjność można spotkać i dziś, to wystarczy podać choreografie z tegorocznego konkursu choreograficznego. Główną nagrodę wygrała bardzo piękna "obróbka" ruchu Forsythe (moim skromnym zdaniem ładniejsza niż ta Przybyłowicza). Natomiast nagrodzonymi byli też twórcy z Ukrainy i Białorusi, których utwory nie były może tak wysmakowane pod kątem języka ruchu, ale za to były innowacyjne - czuć było, że to było coś własnego, jakieś wyrażanie samego siebie i szukanie specyficznego dla siebie języka ruchu. Jak dla mnie to zawsze jest ciekawe jeżeli artysta, choreograf ma do powiedzenia coś od siebie, coś własnego. Szacowne jury główne nagrodziło mistrzowską obróbkę ruchu zaczerpniętego od wielkich znanych, za to jury dziennikarskie nagrodziło innowacyjność. A zatem są i dziś twórcy, którzy robiąc coś bardzo swojego, a obok równie wartościowi, którzy zafascynowany osobami jak Forsythe kontynuują jego stylistykę w swoich pracach.
SYN MARNOTRAWNY Balanchine''a w Warszawie - WRESZCIE!
[quote29="Sagittaire"]Z całą pewnością dziś jest to trudniejsze niż dawniej ale sądzę, że nawet dziś są twórcy, którzy robią coś własnego. [/quote29]
Owszem, wg mnie również w tym właśnie rzecz - to jest dużo trudniejsze, ale nie znaczy wcale, że dzisiaj w ogóle nie powstają interesujące prace, że powstają tylko takie choreografie, których porównanie z dziełem mistrza sprzed kilkudziesięciu lat (już nie mówiąc o uznaniu za lepsze pierwszego z nich) trzeba zaraz wziąć za grzech śmiertelny i niewybaczalny.
Ale to o czym mówisz, to jest akurat bardzo zdrowe podejście, bo gdybyśmy nagle doznali "olśnienia" - skoro było już tyle mistrzów, to znaczy że teraz wystarczy tylko w kółko i na okrągło wznawiać ich prace, nie robiąc przy tym nic nowego, trafilibyśmy w końcu w ślepy zaułek. To by było ze szkodą nie tylko dla współczesnych choreografów, którym związanoby ręce, ale też dla krytyków i miłośników tańca.
Skoro już wymieniasz Forsythe'a to wydaje mi się, że masz na myśli wielkich II poł XX wieku, tych, którzy stworzyli swoje wielkie, autorskie wizje, czyli oprócz wspominanego już nazwiska chociażby Kyliana, Bejarta, Neumeiera (oczywiście nie tylko). Przyznaję, że do tej pory nie prowadziłam tej dyskusji z myślą o nich, bo w moim osobistym panteonie stoją na samym szczycie (tj. jako najwięksi z największych) i dlatego też dla mnie stanowią temat na odrębną dyskusję
Owszem, wg mnie również w tym właśnie rzecz - to jest dużo trudniejsze, ale nie znaczy wcale, że dzisiaj w ogóle nie powstają interesujące prace, że powstają tylko takie choreografie, których porównanie z dziełem mistrza sprzed kilkudziesięciu lat (już nie mówiąc o uznaniu za lepsze pierwszego z nich) trzeba zaraz wziąć za grzech śmiertelny i niewybaczalny.
Ale to o czym mówisz, to jest akurat bardzo zdrowe podejście, bo gdybyśmy nagle doznali "olśnienia" - skoro było już tyle mistrzów, to znaczy że teraz wystarczy tylko w kółko i na okrągło wznawiać ich prace, nie robiąc przy tym nic nowego, trafilibyśmy w końcu w ślepy zaułek. To by było ze szkodą nie tylko dla współczesnych choreografów, którym związanoby ręce, ale też dla krytyków i miłośników tańca.
Skoro już wymieniasz Forsythe'a to wydaje mi się, że masz na myśli wielkich II poł XX wieku, tych, którzy stworzyli swoje wielkie, autorskie wizje, czyli oprócz wspominanego już nazwiska chociażby Kyliana, Bejarta, Neumeiera (oczywiście nie tylko). Przyznaję, że do tej pory nie prowadziłam tej dyskusji z myślą o nich, bo w moim osobistym panteonie stoją na samym szczycie (tj. jako najwięksi z największych) i dlatego też dla mnie stanowią temat na odrębną dyskusję
[quoted6]..nie sądzę, że piszesz to na poważnie... [/quoted6]
Droga Ewo J., piszę z zasady poważnie, tylko czasem prowokuję, co słusznie zauważyła nasza urocza Sagittaire. Poruszyłaś sporo wątków, więc nie będę się rozpisywał. Jednak na początek przypomnę Ci jednak, że to Ty napisałaś wcześniej: "ostatnia część była zdecydowanie najlepsza". I to mnie włąśnie poruszyło. Teraz lepiej rozumiem Twoje stanowisko. Wybacz więc tę "głupawość" i dzięki za doprecyzowanie.
[quoted6]...wiele dzieł, które w danym czasie odcisnęły piętno na danej epoce, były nawet rewolucyjne w swoim czasie, a jednak dzisiaj często trafiają do lamusa...[/quoted6]
To oczywiste, ale błagam - nie porównuj choreografii Serge'a Lifara do dorobku George'a Balanchine'a. Lifar był gwiazdą swoich lat, ale nie pozostawił po sobie nic ponadczasowego, nawet jego najlepsza "Suite en blanc" była moim zdaniem bardzo konwencjonalna w gruncie rzeczy. Nic więc dziwnego, że - poza Francją może - jego choreografie poszły w zapomnienie.
[quoted6]ja akurat w pełni uznaję, że Balanchine był (i jest) wielkim choreografem, ale naprawdę nikt nie jest zobligowany do podzielania takiego poglądu, no chyba, że pod sankcją uznania tego kogoś przez Ciebie np. za bezguście[/quoted6]
Nie za "bezguście", raczej za nieuka, ale to w dziedzinie baletu zdarza się u nas niestety bardzo często..
[quoted6]Sądzę (a nawet jestem pewna), że taka sytuacja, którą uznajesz za niemożliwą jest jak najbardziej możliwa...[/quoted6]
To także smutne i prawdziwe niestety. Ale my się chyba do nich nie zaliczamy Ewo J., więc pracujmy wytrwale, aby poszerzać naszego grono...
Droga Ewo J., piszę z zasady poważnie, tylko czasem prowokuję, co słusznie zauważyła nasza urocza Sagittaire. Poruszyłaś sporo wątków, więc nie będę się rozpisywał. Jednak na początek przypomnę Ci jednak, że to Ty napisałaś wcześniej: "ostatnia część była zdecydowanie najlepsza". I to mnie włąśnie poruszyło. Teraz lepiej rozumiem Twoje stanowisko. Wybacz więc tę "głupawość" i dzięki za doprecyzowanie.
[quoted6]...wiele dzieł, które w danym czasie odcisnęły piętno na danej epoce, były nawet rewolucyjne w swoim czasie, a jednak dzisiaj często trafiają do lamusa...[/quoted6]
To oczywiste, ale błagam - nie porównuj choreografii Serge'a Lifara do dorobku George'a Balanchine'a. Lifar był gwiazdą swoich lat, ale nie pozostawił po sobie nic ponadczasowego, nawet jego najlepsza "Suite en blanc" była moim zdaniem bardzo konwencjonalna w gruncie rzeczy. Nic więc dziwnego, że - poza Francją może - jego choreografie poszły w zapomnienie.
[quoted6]ja akurat w pełni uznaję, że Balanchine był (i jest) wielkim choreografem, ale naprawdę nikt nie jest zobligowany do podzielania takiego poglądu, no chyba, że pod sankcją uznania tego kogoś przez Ciebie np. za bezguście[/quoted6]
Nie za "bezguście", raczej za nieuka, ale to w dziedzinie baletu zdarza się u nas niestety bardzo często..
[quoted6]Sądzę (a nawet jestem pewna), że taka sytuacja, którą uznajesz za niemożliwą jest jak najbardziej możliwa...[/quoted6]
To także smutne i prawdziwe niestety. Ale my się chyba do nich nie zaliczamy Ewo J., więc pracujmy wytrwale, aby poszerzać naszego grono...