Sam balet świetny, ale nie zatrząsł moim światopoglądem. Dwa momenty podobały mi się ogromnie, Aleksandra Liaszenko "w ogniu" i Pronk w deszczu, to naprawdę robi wrażenie. Brązowe kostiumy jak dla mnie trochę niewypał, Jacek Tyski wyglądał, jakby był w śpiochach czy innej piżamce... Wyjątkowo bardzo podobał mi się Maksim Wojtiul, jak dotąd chyba go trochę nie doceniałam. Przyznam, że wybrałabym się chętnie jeszcze raz, chciałabym tylko zobaczyć Popowa zamiast Pronka, tak z ciekawości. Choreografia bardzo [i2f]pastorowa[/i2f], jeśli komuś podobały się jego poprzednie dokonania, to na pewno zawiedziony nie będzie
I przejdą deszcze.. prapremiera
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Programy zawsze kupuję pamiątkowo, nieważne, co w nich jest - w tym są głównie zdjęcia, bardzo ciekawe i ładnie zrobione, więc warto kupić 
Sam balet świetny, ale nie zatrząsł moim światopoglądem. Dwa momenty podobały mi się ogromnie, Aleksandra Liaszenko "w ogniu" i Pronk w deszczu, to naprawdę robi wrażenie. Brązowe kostiumy jak dla mnie trochę niewypał, Jacek Tyski wyglądał, jakby był w śpiochach czy innej piżamce... Wyjątkowo bardzo podobał mi się Maksim Wojtiul, jak dotąd chyba go trochę nie doceniałam. Przyznam, że wybrałabym się chętnie jeszcze raz, chciałabym tylko zobaczyć Popowa zamiast Pronka, tak z ciekawości. Choreografia bardzo [i2f]pastorowa[/i2f], jeśli komuś podobały się jego poprzednie dokonania, to na pewno zawiedziony nie będzie
Sam balet świetny, ale nie zatrząsł moim światopoglądem. Dwa momenty podobały mi się ogromnie, Aleksandra Liaszenko "w ogniu" i Pronk w deszczu, to naprawdę robi wrażenie. Brązowe kostiumy jak dla mnie trochę niewypał, Jacek Tyski wyglądał, jakby był w śpiochach czy innej piżamce... Wyjątkowo bardzo podobał mi się Maksim Wojtiul, jak dotąd chyba go trochę nie doceniałam. Przyznam, że wybrałabym się chętnie jeszcze raz, chciałabym tylko zobaczyć Popowa zamiast Pronka, tak z ciekawości. Choreografia bardzo [i2f]pastorowa[/i2f], jeśli komuś podobały się jego poprzednie dokonania, to na pewno zawiedziony nie będzie
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
To chodź w takim razie jeszcze raz jutro ze mną
Ja Sergieja w miarę lubię, ale nawet zakładając sympatie dla niego, on ma za mało charyzmy do roli takiej wyrazistej. Dziwne swoja drogą, że Maksim nie tańczy tego czegoś w obsadzie bez Pronka.
A co do programów, to najciekawsze ma chyba PTT i dawniej było kilka fajnych w Warszawie, jednak potem zaczęły byc warszawskie pisane tak, ze szkoda fatygi, zeby to nabywac. Niektóre łódzkie w miarę, zwłaszcza stare z ŁSB (udało mi się pokserowac, więc wiem
)
A co do programów, to najciekawsze ma chyba PTT i dawniej było kilka fajnych w Warszawie, jednak potem zaczęły byc warszawskie pisane tak, ze szkoda fatygi, zeby to nabywac. Niektóre łódzkie w miarę, zwłaszcza stare z ŁSB (udało mi się pokserowac, więc wiem
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
Zadowolony, ale nie zachwycony po wczorajszym spektaklu. Pronk oglądany z przyjemnością, wg. mnie nie tylko , ze w roli głownej, ale najlepszy na scenie tancerz.
Jednak popis Aleksandry Liaszenko zrobił na mnie największe wrazenie, zaraz potem Kipszidze.
Mam program i problem, ze nie moge zidentyfikować pewnych grup. Na brązowo byli inni, ale nasi (?), były dwa rodzaje kostiumow niebieskie i szare ( okrągłe dekolty, bez rekawów ) to nasi, nasi silni, bo jakby pokrywają sie te dwie grupy postaci?
Napewno powinienem zobaczyc to jeszcze raz i jest to chyba możliwe, bo bylo miejsc wolnych trochę nawet na parterze.
Jednak popis Aleksandry Liaszenko zrobił na mnie największe wrazenie, zaraz potem Kipszidze.
Mam program i problem, ze nie moge zidentyfikować pewnych grup. Na brązowo byli inni, ale nasi (?), były dwa rodzaje kostiumow niebieskie i szare ( okrągłe dekolty, bez rekawów ) to nasi, nasi silni, bo jakby pokrywają sie te dwie grupy postaci?
Napewno powinienem zobaczyc to jeszcze raz i jest to chyba możliwe, bo bylo miejsc wolnych trochę nawet na parterze.
-
Wolverine1976
- Posty: 15
- Rejestracja: pn mar 21, 2011 12:46 am
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Wklejam tekst z fb. Napisany w przeciagu pol godziny po przyjedzie z Warszawy, wiec nie za bardzo dopracowany a zmieniac sie nie che:
I stało się Kurt został zdetronizowany. Od dziś moim choreograficznym numerem jeden jest "I przejdą".
'I przejdą", od strony zamysłu i konstrukcji, jest kwintesencją doskonałości - czysta, piękna forma i ruch zakorzeniony w klasyce ale wyzwolony z jej ograniczeń. Do tego jest tu "kurtowska" dynamika i dobrze zaprojektowane sceny zbiorowe.
A czemu bardziej podoba mi sie I przejda od Kurta? Po pierwsze dlatego, że spektakl i przejdą jest bardziej poruszający, po drugie dlatego, że są -według mnie- ciekawiej zarysowane sylwetki postaci. Było w I przejdą kilka takich scen, ze miałam ciarki i mnie wryło w fotel. Były to w sumie wszystkie sceny z wyeksponowanym Maksem, Pronkiem i Aleksandrą. Ale to silne wrażenie, to nie tylko zasługa tancerzy (choc też) ale zwłaszcza ciekawie pomyślanego ruchu. Tchnienie czyli R.Pronk zarysowany niesamowicie charyzmatycznie. w pierwszych minutach Rubi gra postac, która ma coś z orła białego, zwłaszcza na początku, kiedy porusza rękoma na wzór łabędzi męskich z Jeziora Rolanda Petit... Potem staje się stopniowo bardziej człowiekiem, herosem czy raczej siłą i nieśmiertelną nadzieją, przewodnikiem czy własnie natchnieniem. Nasz silny, czyli M.Wojtiul poruszająco niespokojny, szamoczący sie sam ze sobą, odczuwający lęk ale bohaterski- kwintesencja polskości, z tym, ze o ile Pronk gra cos nieludzkiego, to Maks gra człowieka, człowieka odważnego i bohaterskiego ale tylko człowieka. No i para naszych -i zarysowana nimi klęska w wymiarze ludzkim ale nie wyzywająca, nie krzykliwa i wstydliwa tylko raczej wołająca ze swojej pokornej cichości.
Reasumując - uważam, ze KPastor stworzył cos fascynującego, co porusza, przeszywa do szpiku kości, a to wszystko samym tylko ruchem i silnym zarysowaniem postaci.
Do tego balet I przejda ma cudowną wprost muzykę....
Jeżeli chodzi o artystów, to dziś miałam wrażenie, ze jest R.Pronk, Maksim Wojtiul, Aleksandra Liashenko i cała reszta...
R.Pronk to geniusz i na tym można by zakończyc. On ma cos takiego właśnie, co mnie zawsze porusza w ruchu Nazara Botsiy tylko X 10000. Wydobywa z ruchu niepokój, charyzmę. Ten ruch kipi czymś nieuchwytnym, kreuje emocje. Jest takim wyrazem muzyki i z muzyką zlany i ja przekraczajacy. Do tego jest doskonały od strony technicznej i wykonany z taka łatwością.
Maksim Wojtiul z kolei dzis mnie totalnie zaskoczył: miał w sobie pokłady niepokoju, leku, strachu, szarpaniny. Cudna jakośc ruchu i cudna energia.
No i Aleksandra - cudowna, wspaniała, poruszająca. Mimo, że zawsze bardziej mnie porusza ruch facetów, bo jest bardziej dynamiczny i niepojący (o ile jest taki jak lubie) to Aleksandra mnie totalnie obezwładniła. I to tym, czego niby nie lubię - bo zatańczyła to co miała zatańczyc bardzo subtelnie i delikatnie. Widac piękno jest uwiwersalne.
No i na koniec bardzo fajne wrażenie zrobił na mnie gwiazdor Złotych point sprzed roku Patryk Walczak oraz N.Fernandez. P.Walczak, jak na roczny staż, bardzo fajnie zatańczył, z kolei do N.Fernandez mam słabosc. Spotkałam się dzis z opinia, ze jej ruch jest niestaranny. Może i jest ale w jej przypadku mi to zupełnie nie przeszkadza. Ona nawet jak czegoś nie wykończy, to zrobi to tak uroczo, ze przycmi wszystkich na scenie. Ma ogromny urok, duży temperament, nie przeraża ją scena, zawsze ją widac, wyróżnia się. Zdecydowanie wole tancerki z werwą, z pasja w oczach, z temperamentem od poprawniejszych setki razy technicznie duchów baletowych, które może i zatańcza poprawnie ale bez wyrazu.
A i zapomniałabym - fantastyczni Adam Kozal i Egor Menshikov...
I stało się Kurt został zdetronizowany. Od dziś moim choreograficznym numerem jeden jest "I przejdą".
'I przejdą", od strony zamysłu i konstrukcji, jest kwintesencją doskonałości - czysta, piękna forma i ruch zakorzeniony w klasyce ale wyzwolony z jej ograniczeń. Do tego jest tu "kurtowska" dynamika i dobrze zaprojektowane sceny zbiorowe.
A czemu bardziej podoba mi sie I przejda od Kurta? Po pierwsze dlatego, że spektakl i przejdą jest bardziej poruszający, po drugie dlatego, że są -według mnie- ciekawiej zarysowane sylwetki postaci. Było w I przejdą kilka takich scen, ze miałam ciarki i mnie wryło w fotel. Były to w sumie wszystkie sceny z wyeksponowanym Maksem, Pronkiem i Aleksandrą. Ale to silne wrażenie, to nie tylko zasługa tancerzy (choc też) ale zwłaszcza ciekawie pomyślanego ruchu. Tchnienie czyli R.Pronk zarysowany niesamowicie charyzmatycznie. w pierwszych minutach Rubi gra postac, która ma coś z orła białego, zwłaszcza na początku, kiedy porusza rękoma na wzór łabędzi męskich z Jeziora Rolanda Petit... Potem staje się stopniowo bardziej człowiekiem, herosem czy raczej siłą i nieśmiertelną nadzieją, przewodnikiem czy własnie natchnieniem. Nasz silny, czyli M.Wojtiul poruszająco niespokojny, szamoczący sie sam ze sobą, odczuwający lęk ale bohaterski- kwintesencja polskości, z tym, ze o ile Pronk gra cos nieludzkiego, to Maks gra człowieka, człowieka odważnego i bohaterskiego ale tylko człowieka. No i para naszych -i zarysowana nimi klęska w wymiarze ludzkim ale nie wyzywająca, nie krzykliwa i wstydliwa tylko raczej wołająca ze swojej pokornej cichości.
Reasumując - uważam, ze KPastor stworzył cos fascynującego, co porusza, przeszywa do szpiku kości, a to wszystko samym tylko ruchem i silnym zarysowaniem postaci.
Do tego balet I przejda ma cudowną wprost muzykę....
Jeżeli chodzi o artystów, to dziś miałam wrażenie, ze jest R.Pronk, Maksim Wojtiul, Aleksandra Liashenko i cała reszta...
R.Pronk to geniusz i na tym można by zakończyc. On ma cos takiego właśnie, co mnie zawsze porusza w ruchu Nazara Botsiy tylko X 10000. Wydobywa z ruchu niepokój, charyzmę. Ten ruch kipi czymś nieuchwytnym, kreuje emocje. Jest takim wyrazem muzyki i z muzyką zlany i ja przekraczajacy. Do tego jest doskonały od strony technicznej i wykonany z taka łatwością.
Maksim Wojtiul z kolei dzis mnie totalnie zaskoczył: miał w sobie pokłady niepokoju, leku, strachu, szarpaniny. Cudna jakośc ruchu i cudna energia.
No i Aleksandra - cudowna, wspaniała, poruszająca. Mimo, że zawsze bardziej mnie porusza ruch facetów, bo jest bardziej dynamiczny i niepojący (o ile jest taki jak lubie) to Aleksandra mnie totalnie obezwładniła. I to tym, czego niby nie lubię - bo zatańczyła to co miała zatańczyc bardzo subtelnie i delikatnie. Widac piękno jest uwiwersalne.
No i na koniec bardzo fajne wrażenie zrobił na mnie gwiazdor Złotych point sprzed roku Patryk Walczak oraz N.Fernandez. P.Walczak, jak na roczny staż, bardzo fajnie zatańczył, z kolei do N.Fernandez mam słabosc. Spotkałam się dzis z opinia, ze jej ruch jest niestaranny. Może i jest ale w jej przypadku mi to zupełnie nie przeszkadza. Ona nawet jak czegoś nie wykończy, to zrobi to tak uroczo, ze przycmi wszystkich na scenie. Ma ogromny urok, duży temperament, nie przeraża ją scena, zawsze ją widac, wyróżnia się. Zdecydowanie wole tancerki z werwą, z pasja w oczach, z temperamentem od poprawniejszych setki razy technicznie duchów baletowych, które może i zatańcza poprawnie ale bez wyrazu.
A i zapomniałabym - fantastyczni Adam Kozal i Egor Menshikov...
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
O matko, toz to norma. Cóż sie zreszta dziwic jemu, skoro aktualny gwiazdor wsrod recenzentow z RP tez nie lepszy. Wiecznie pisze, że się wsłuchał w muzykę i tancerze nie byli jak muzyka, muzyka to, tamto. Skoro nie czuje baletu jak muzyki - niech pisze o muzyce , a pisanie o balecie odda temu, kto go czuje. No i jako facet widzi tylko Aleksandrę, a nie zauwazą kompletnie Wojtiula, co żle o nim świadczy - moim zdaniem... I generalnie nie wiem czemu ale zawsze po przeczytaniu jego recenzji staje sie nerwowa.
-
venus-in-furs
- Posty: 660
- Rejestracja: wt lip 27, 2010 10:58 am
[i73]Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz - życiu zmiłowanie.[/i73]
Gdyby mi ktoś powiedział, że będę się w pełni zgadzać z tekstem z "Tygodnika Powszechnego", to nigdy bym nie uwierzyła (zbyt daleko jest to pismo od mojej "linii ideologicznej"). Ale K. Pastor mówił w jednym z filmów promujących "Deszcze" o tym, że Polacy powinni się jednoczyć przy wspomnieniach o tragicznej najnowszej historii (a on tego nie widzi) - czyżby to był przejaw takiej jednomyślności? W takim razie jest to zasługa Pastora jako twórcy recenzowanego spektaklu.
[i73]I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.[/i73]
Poruszyło mnie bardzo ukazanie dramatów Polski XX wieku od innej strony - nie z zadęciem, lecz przez pryzmat indywidualnych tragedii, bólu rozstań, podziałów na my-oni (symbolizowanych przez kolory strojów tancerzy). Jeśli był w tym patos - to ten z greckiej tragedii, jeśli wielkie słowa - to wypowiadane szeptem. Dziewczyna ginąca w płomieniach, dwóch czarnych "złowrogich" zagrażających Tchnieniu Narodu, bezimienny tłum spowity w szary tiul jak w całuny - i bolesna interpretacja, że oni są nami, że my jesteśmy nimi (a nie ułanami z szabelkami, jak niektórzy chcieliby widzieć "polskość").
[i73]Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.[/i73]
I tylko finał raził - muzyka wydawała mi się wręcz kiczowata i nie dam się przekonać, że "Górecki wielkim kompozytorem był". To znaczy był - ale "Salve Sidus Polonorum" jest zdecydowanie wyjątkiem od tej reguły. Czy te radosne podrygi corpsu miały wyrażać banalność dylematów ludzi współczesnych?
[i73]Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.[/i73]
Wariacja Tchnienia Narodu w strugach wody byłaby pięknym finałem. Niesłychanie rozciągnięty, giętki, jakby płynny (pardon le mot) Pronk był uosobieniem czegoś nieuchwytnego, ulotnego uczucia, niewyraźnego wspomnienia -czegoś wykraczającego poza racjonalną interpretację. Gdy "pas w deszczu" się zakończyło, miałam wrażenie, że coś się dopełniło, że już po wszystkim, że jedyne, co ma prawo nastąpić potem, to chwila ciszy (a potem burza braw, oczywiście). Jak w wierszu Baczyńskiego, gdzie po tragicznej wizji następuje wielkie, choć smutne, uspokojenie.
deszcz - życiu zmiłowanie.[/i73]
Gdyby mi ktoś powiedział, że będę się w pełni zgadzać z tekstem z "Tygodnika Powszechnego", to nigdy bym nie uwierzyła (zbyt daleko jest to pismo od mojej "linii ideologicznej"). Ale K. Pastor mówił w jednym z filmów promujących "Deszcze" o tym, że Polacy powinni się jednoczyć przy wspomnieniach o tragicznej najnowszej historii (a on tego nie widzi) - czyżby to był przejaw takiej jednomyślności? W takim razie jest to zasługa Pastora jako twórcy recenzowanego spektaklu.
[i73]I to, że miłość, a nie taka,
i to, że nie dość cios bolesny,
a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
i to, że płacz, a tak cielesny.[/i73]
Poruszyło mnie bardzo ukazanie dramatów Polski XX wieku od innej strony - nie z zadęciem, lecz przez pryzmat indywidualnych tragedii, bólu rozstań, podziałów na my-oni (symbolizowanych przez kolory strojów tancerzy). Jeśli był w tym patos - to ten z greckiej tragedii, jeśli wielkie słowa - to wypowiadane szeptem. Dziewczyna ginąca w płomieniach, dwóch czarnych "złowrogich" zagrażających Tchnieniu Narodu, bezimienny tłum spowity w szary tiul jak w całuny - i bolesna interpretacja, że oni są nami, że my jesteśmy nimi (a nie ułanami z szabelkami, jak niektórzy chcieliby widzieć "polskość").
[i73]Nie pokochany, nie zabity,
nie napełniony, niedorzeczny,
poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
że wszystko Bogu nadaremno.[/i73]
I tylko finał raził - muzyka wydawała mi się wręcz kiczowata i nie dam się przekonać, że "Górecki wielkim kompozytorem był". To znaczy był - ale "Salve Sidus Polonorum" jest zdecydowanie wyjątkiem od tej reguły. Czy te radosne podrygi corpsu miały wyrażać banalność dylematów ludzi współczesnych?
[i73]Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
I tylko krople, deszcze, deszcze
coraz to cichsze, bezbolesne.[/i73]
Wariacja Tchnienia Narodu w strugach wody byłaby pięknym finałem. Niesłychanie rozciągnięty, giętki, jakby płynny (pardon le mot) Pronk był uosobieniem czegoś nieuchwytnego, ulotnego uczucia, niewyraźnego wspomnienia -czegoś wykraczającego poza racjonalną interpretację. Gdy "pas w deszczu" się zakończyło, miałam wrażenie, że coś się dopełniło, że już po wszystkim, że jedyne, co ma prawo nastąpić potem, to chwila ciszy (a potem burza braw, oczywiście). Jak w wierszu Baczyńskiego, gdzie po tragicznej wizji następuje wielkie, choć smutne, uspokojenie.