Z początku nie chciałam nic tu o sobie pisać (nie uważam się za osobę superinteresującą i wartą chociaż jednego posta o niej samej), jednakże Agnes mi kazała, więc jakby co to przez nią

.
Żyję tańcem i nie ma sekundy w moim nędznym życiu, abym o nim nie myślała. Chociaż to brzmi banalniej niż najbanalniejsza rzecz na świecie, taniec kocham i tyle. Kiedy nie tańczę, myślę o tańcu. Nawet kiedy robię zadanie z matmy, w drugiej części móżdżka mam jedynie: taniec taniec taniec. Wszystko co słyszę, widzę, czuję, myślę, jem, dotykam, kojarzy mi się z jedną jedyną rzeczą. Sami chyba potraficie domyślić się z czym.
Mam swój taki malutki świat, do którego mało kogo dopuszczam. Równocześnie prowadzę z trzy pamiętniki, piszę, śpiewam i gram - ale nie na instrumencie, lecz w teatrze (i na nerwach

). Uwielbiam teatr, jego atmosfera mnie w jakiś tam sposób ponosi. Chociaż sporo gadam, nie ma takiej osoby na świecie, która by mnie tak naprawdę-naprawdę znała. Przyznaję, że nikomu w tym nie pomagam, ale samej ze sobą jest mi dobrze. Mam swoje humorki i fazy: jednego dnia wariuję z powodu "Mikołajka", następnego cały dzień ryczę po obejrzeniu "Bez mojej zgody". Ktoś mi kiedyś powiedział, że moje zmiany humoru są fascynujące.
Feministka, działaczka Greenpeace`u, humanistka, kociara, podróżniczka, filozof, uparta jak 120. Z całych sił dąży do tego, by kiedyś stać się prawdziwą tancerką. I kiedyś się nią stanie. Kiedyś.