Jak was postrzegają ludzie nietańczący :)) ??
koleżanka: idziemy dzisiaj na impreze?
ja: a nie mozemy jutro?
k: czemu?
ja: bo dzisiaj mam taniec
k: to nie mozemy po...?
ja: no raczej nie, bo będę padnięta...
k: nie przesadzasz trochę? trochę machania rączkami i nóżkami i już jestes zmęczona? zapisz się do nas na kosza raz w tygodniu to przynajmniej bedziesz miec troche kondycji
ja: (tu następuje mini wykład jak to się dzieje, ze tancerze mimo wszystko MAJĄ kondycję)
k (przerywając mi): ej no przestan sie wymądrzać dobra? bo pierdoły wymyślasz teraz! jak nie chcesz isc ze mną na impreze to po prostu powiedz a nie p*** mi tu o jakis cholernych baletnicach!
(i obrażona poszła)
:evil:
ja: a nie mozemy jutro?
k: czemu?
ja: bo dzisiaj mam taniec
k: to nie mozemy po...?
ja: no raczej nie, bo będę padnięta...
k: nie przesadzasz trochę? trochę machania rączkami i nóżkami i już jestes zmęczona? zapisz się do nas na kosza raz w tygodniu to przynajmniej bedziesz miec troche kondycji
ja: (tu następuje mini wykład jak to się dzieje, ze tancerze mimo wszystko MAJĄ kondycję)
k (przerywając mi): ej no przestan sie wymądrzać dobra? bo pierdoły wymyślasz teraz! jak nie chcesz isc ze mną na impreze to po prostu powiedz a nie p*** mi tu o jakis cholernych baletnicach!
(i obrażona poszła)
:evil:
eh... dobrze że mnie koleżanki rozumieja (a przynajmniej mam taką nadzieje) ;) - a większość reakcji na wiadomość że tańcze są w stylu ,,woow ale fajnie...'', narazie sie nie spotkałam z negatywnymi opiniami :]
....................
mnie ostatnimi czasy ominęło parę imprez, dlatego że miałam tańce, ale wiecie co? wcale nie żałuje :)
................
ostatnio jak robiłam rozgrzewke na w-f to niektóre dziewczyny nawet normalnych skłonów nie potrafiły robić, nie mowiąc o tym że jak miły siąść w rozkroku to tylko marudziły, a mnie minął cały entuzjazm :? :)
.......................
ale tak to już bywa z nami... tancerkami :D
myślę że większość tych ludzi, którzy mają jakieś ,,ale'' do tego co robimy w głębi serca pewnie nam zazdrości ;)
więc róbmy to co kochamy i nie przejmujmy sie innymi! ;)
pozdrawiam :*
....................
mnie ostatnimi czasy ominęło parę imprez, dlatego że miałam tańce, ale wiecie co? wcale nie żałuje :)
................
ostatnio jak robiłam rozgrzewke na w-f to niektóre dziewczyny nawet normalnych skłonów nie potrafiły robić, nie mowiąc o tym że jak miły siąść w rozkroku to tylko marudziły, a mnie minął cały entuzjazm :? :)
.......................
ale tak to już bywa z nami... tancerkami :D
myślę że większość tych ludzi, którzy mają jakieś ,,ale'' do tego co robimy w głębi serca pewnie nam zazdrości ;)
więc róbmy to co kochamy i nie przejmujmy sie innymi! ;)
pozdrawiam :*
Eh, do dupy z taką koleżanką, która nie rozumie, że wolisz odpocząć po męczących zajęciach, a nie spędzic wieczoru w dusznym i ciemnym klubie z głośną, rozsadzającą uszy muzyką... :? Szkoda, że nie wszyscy maja jakąś pasję, której oddają się bez reszty. No bo wtedy byłoby lepiej, nikt nie obrażał by się z takiego błahego powodu...
Moi znajomi na szczęści zawsze rozumieli, że mam swoje pasje, i nie przeszkadzało nam w znajomości, a nawet i przyjaźni (itd. :) ), że tych zainteresowań nie podzielali. Albo widocznie miałam szczęściej trafić na takich ludzi, którym mogę godzinami nawijać o teatrze czy tańcu, a którzy się tym generalnie nie interesowali. I co ciekawe, niektórzy nawet naprawdę słuchali ;)
U mnie w liceum często znajomi mówili mi, abym ich zapraszała na różne swoje przedstawienia, występy, itp., mimo tak sami z siebie do zwykłego teatru by nigdy nie poszli.
Inna sprawa, że większość znajomych jakich mam teraz, to ci związani w jakiś sposób ze sztuką, animacją kultury, itp, ale chodzi mi o te osoby, które właśnie z tym środowiskiem zwiazane nie są (dotyczą one w większosci czasu z liceum).
Btw, u mnie w szkole też się już przyzwyczaili, że czasem nie pasuje mi termin dodatkowej próby, albo muszę wcześniej wyjść z zajęć, bo mam jakieś warsztaty czy coś w tym stylu :)
U mnie w liceum często znajomi mówili mi, abym ich zapraszała na różne swoje przedstawienia, występy, itp., mimo tak sami z siebie do zwykłego teatru by nigdy nie poszli.
Inna sprawa, że większość znajomych jakich mam teraz, to ci związani w jakiś sposób ze sztuką, animacją kultury, itp, ale chodzi mi o te osoby, które właśnie z tym środowiskiem zwiazane nie są (dotyczą one w większosci czasu z liceum).
Btw, u mnie w szkole też się już przyzwyczaili, że czasem nie pasuje mi termin dodatkowej próby, albo muszę wcześniej wyjść z zajęć, bo mam jakieś warsztaty czy coś w tym stylu :)
sisi, trafiłaś na przypadek typowy, żeby nie powiedzieć stereotypowy. Tylko człowiek, któy nigdy nie miał z tańcem nic wspólnego ani nawet nie myślał o tańcu, mógł wpaść na pomysł, że baletnice to takie słabe, kruche istotki.
Czasami, jak ktoś zdenerwuje mnie takim stwierdzeniem, to wyzywam go na pojedynek na pompki. :twisted: Nawet jak przegram, to człowiekowi wbije się do głowy, że baletnice może i są szczupłe, ale za to silne! :wink:
Czasami, jak ktoś zdenerwuje mnie takim stwierdzeniem, to wyzywam go na pojedynek na pompki. :twisted: Nawet jak przegram, to człowiekowi wbije się do głowy, że baletnice może i są szczupłe, ale za to silne! :wink:
Jeśli można coś dodać na temat reakcji "z zewnątrz" - jak kiedyś mówiłam, że na coś idę do teatru to słyszałam zazwyczaj zdziwione pytanie "przecież już to widziałaś..." Na szczęście większość już się przyzwyczaiła, ze dla mnie raz nie wystarczy, tylko nie wiem czy do końca rozumieją dlaczego, choć próbowałam tłumaczyć...