Strona 6 z 10
: ndz paź 14, 2007 9:56 pm
autor: Olimpia
Bajaderciu, bardzo piekne i madre slowa. Podpisuje sie pod tym.
: ndz paź 14, 2007 10:16 pm
autor: Bajaderka
Dziękuje Olimpio:)
Poprostu teraz widzę, że najlepiej być całkiem zdrowym i tańczyć..że wszystko można załatwić w inny sposób.
Taniec nie jest Bogiem..nie może nam przesłonić całego życia.
On może być częścią nas, ale nie nami. Wtedy to już jest chora miłość.
A tak się nie da kochać...
: pn paź 15, 2007 7:58 am
autor: milton
Przeczytałem cały wątek i może coś od siebie napiszę. Przede wszystkim skrajnie się nie zgadzam z Makovą czy Czajori. I trochę przykre jest jest słyszeć że poświęcenie się dla tej pięknej sztuki to egoizm i tym podobne sprawy.
Co do poświęcenia. Ja byłbym w stanie faktycznie WSZYSTKO poświęcić. Rodzina, znajomi, perspektywa dobrego wykształcenia, wyjazd w nieznane miejsce za granica, miłość, zdrowie (fizyczne i psychiczne) czy życie (które zresztą zdecydowałem sie poświęcić dla tańca). I nie są to puste słowa w moim przypadku. Porwałem się jak to mówią z motyką na księżyc (19latek zaczynający baletówką mający ją zrobić w ciągu 3 lat). w klasie maturalnej zawaliłem szkołę dla tańca -najpierw było mnóstwo godzin opuszczonych bo chodziłem zamiast do szkoły rano do opery na lekcje, a potem przeniosłem się będąc w jednym z najlepszych ogólniaków w województwie na tryb zaoczny. Zdałem maturę ale o studiach na razie kompletnie nie myślą bo mam ważniejsze cel. Rodzina, przyjaciele miłość...to w sumie razem można potraktować. Może jestem socjopatą czy socjofobem (a może człowiekiem z pasją po prostu) ale nie zawachałbym się tego poświęcić. To zresztą też częściowo z kwestią wyjazdu. Ja na szczęcie wyjechałem blisko od domu rodzinnego (bo co to te 500km Szczecin-Warszawa). To się udało wywalczyć. Le droga była koszmarna i musiałem w ministerstwie w końcu to wszytko załatwiać. W między czasie czasie faktycznie nieciekawie było z moją kondycją psychiczną. I wtedy brałem pod uwagę wyjazd za granicę. I to nie na zachód tylko na wschód. Realnie brałem pod uwagę wyjazd do Doniecka. na Białoruś czy do Rosji (brałem pod uwagę choćby Perm). I osoby znające mnie i będące obok (Carewna, Kasia G czy Justyna Chipcio) że dla baletu wyjechałbym w ciemno, nie znając języka. Nie zawachałbym się oni minuty i wciągu pół godziny spakował walizki i wyjechał. Tak jest jak dla pasji jest się w stanie poświęcić całe życie. W tym zawodzie wiąże się to nierozerwalnie z poświęceniem zdrowia. Jak Joanna napisała organizm nie ma nieograniczonych możliwości a balet jest z definicji niefizjologiczny i doprowadza wcześniej czy późnień do zniszczenia zdrowia.
Ale podsumowują jestem pewny że warto poświęć to wszystko dla tej pięknej sztuki dlatego że ona nam to wszystko wynagradza z nawiązką.
P.S. A na koniec cytat ze Sławka Woźniaka:
"Tancerze składają swoje zdrowie i życie na ołtarzu sztuki"
: pn paź 15, 2007 8:16 am
autor: Torin
Ja powiem tak - dość brutalnie. Ale jakiś taki też bywam...
Na razie jesteś na początku drogi poświęcenia. Dokąd Cie ta droga zaprowadzi nie wiesz.
I myślę, że będziesz w stanie powiedzieć więcej dopiero gdy w tym "stanie poświęcenia" (nie wiem jak to dobrze nazwać) będziesz trwał rok, dwa, trzy ....
Czy wtedy co daje Ci taniec zrekompensuje Ci straty. Tego nie wiesz ty i nie wie nikt inny.
To sie po prostu okaże, to zawsze jest indywidualne, bardzo trudno przewidywalne ....
Żebyś źle nie zrozumiał - kibicuję Ci mocno, po prostu widziałem różne rzeczy.
Po prostu najlepiej by było - by to poświęcenie było jakieś takie normalne. Nie ocierające się o tragizm/heroizm :)
Torin
: pn paź 15, 2007 1:27 pm
autor: Kasia G
jasne - i nie ma co tu sie zgadzać/nie zgadzać z czyjąś konkretna postawą. jesli dyskutanki powyzej okresliły to poswiecenie jako egoizm to kompletnie tego nie rozumiem - jesli ktos nie chce zakładac rodziny, wiazac się z nikim i uprzedza znajomych ze jesli los mu da mozliwosc wyjazdu na drugi koniec swiata bo tam będzie mógł TAŃczyć i to np. w lepszym zespole to gdzie tu egoizm? To ON i tylko ON rezygnuje z czegoś na rzecz czegos co jest dla niego wazniejsze - i ma przynieśc szczeście. Nkt z nas przy takich - mniejszych czy większych wyborach nie wie czy to rzeczywiscie da nam szczeście ale czujemy, domyślamy sie, zakłądamy. To tak jak z zaweraniem małżeństwa - decydujemy sie na zwiazek myślac o miłych tego stronach, potem moze się okazac ze tych niemiłych będzie wiecej. Albo z urodzeniem dziecka - kobieta chce miec ślicznego bobaska a potem jest nie tak rózowo i czym dalej w las tym wiecej drzew. Wybór, poświecenie - trudno o tym wyrokować. Na szczęście własnie nikt nikogo nie zmusza by poświecił wszystko dla tanca ale ktos kto taniec wybiera musi sie z tym liczyć. Jesli uda mu sie połaczyć to z normalnym zyciem, spełnieniem nie tylko na scenie ale i w zyciu osobistym, itd to cudnie, w końcu mamy tego coraz wiecej przykładów. Dziś np. tancerki wcale nie musza poświecać zycia i bycia żoną i matka dla tańca - oczywiscie przy sprzyjających okolicznosciach..... Grunt to nie poświecać KOGOŚ dla tanca - chyba ze za jego zgodą ;)
: wt paź 16, 2007 5:59 am
autor: Nati
co jeśli dla tańca moglibyście wyjechać gdzieś bardzo daleko np. na 3 lata (powiedzmy do Ameryki :P)... chodzi o to czy zostawilibyscie rodzine i wszystko inne dla wielkiej szansy gdzies tam??? co chodzi o mnie to ja bez wahania :) Jeśli to byłaby taka sietna propozycja jak np. wspaniała szkoła tańca.
: wt paź 16, 2007 1:12 pm
autor: Father
Jeśli mógłbym wtracić swoje trzy grosze w tę wielce gorącą dyskusje to powiem tak: prawdziwe poswięcenie jest bezwarunkowe to znaczy,że nie oczekujemy sukcesu za wszelką cenę. Nagrodą jest sam fakt służenia przedmiotowi naszej miłości. Jaskrawym tego przykładem jest miłość do dziecka.
Wiem,że miłość do sztuki a w tym wypadku do tańca może przybrać podobną formę.
Nazywanie tego egoizmem jest co najmniej nie na miejscu i bardzo ryzykowne bo sytuacji życiowych przeplecionych miłoscią jest wiele. I tak nie można jednej miłości przekladać nad drugą bo wtedy to jest właśnie egoizm. Natomiast gdy bez reszty poświecamy sie tylko jednej miłości to można to nazwac nawet heroizmem.
Torinie na poczatku drogi poświecenia nikt nie myśli o stratach skoro kocha.
Miltonie popieram Twój pkt. widzenia z jednym wszakże zastrzeżeniem,że nie myślisz tylko o sukcesie.
Sukces lub jego brak zawsze weryfikują słuszność obranej drogi ale najczęściej w oczach bliżnich. Czyż mało mamy przykladów ludzi którzy poswiecili życie jednej ideii i pomarli bez poczucia sukcesu a jednak spełnionych , Van Gogh, Cyprian Norvid a także wielu Świętych.
czy mozna tych ludzi nazwać egoistami?
Egoistą jest ten kto więcej bierze niż daje a artystą jest ten co daje po stokroć. Ludziom potrzeba chleba i igrzysk. Artyści dają wlaśnie to drugie
: śr paź 17, 2007 12:47 pm
autor: Czajori
[quote:87d8ee61b1="Father"]
I tak nie można jednej miłości przekladać nad drugą bo wtedy to jest właśnie egoizm. Natomiast gdy bez reszty poświecamy sie tylko jednej miłości to można to nazwac nawet heroizmem. [/quote:87d8ee61b1]
W tych zdaniach zaprzeczasz sam sobie, bo poświęcając się jednej miłości przekłada się ją nad inne. Nie wiem, co jest heroicznego w dążeniu do życiowego spełnienia - niemal każdy człowiek to czyni, tyle że z różną intensywnością.
Najwyraźniej emocje przesłoniły niektórym użytkownikom zrozumienie stanowiska Makovej i mojego własnego, gdyż egoizmem nazwałyśmy nie chęć poświęcenia się tańcowi czy innej sztuce, ale odrzucenie bliskich osób i skupienie się wyłącznie na twórczości. Moim zdaniem narażenie bliskich osób na emocjonalne cierpienie czy nawet materialne trudności z powodu dążenia do osiągnięcia celu jest egoizmem. Chcesz coś osiągnąć, poświęcaj się sam. Tylko nie zapomnij zadzwonić czasami do tęskniącej rodziny.
[quote:87d8ee61b1="Father"]
Sukces lub jego brak zawsze weryfikują słuszność obranej drogi ale najczęściej w oczach bliżnich. Czyż mało mamy przykladów ludzi którzy poswiecili życie jednej ideii i pomarli bez poczucia sukcesu a jednak spełnionych , Van Gogh, Cyprian Norvid a także wielu Świętych.
czy mozna tych ludzi nazwać egoistami? [/quote:87d8ee61b1]
Van Gogh popełnił samobójstwo w czasie nawrotu depresji klinicznej, która spowodowana była m. in. jego niepowodzeniami artystycznymi i samotnością, więc Twój przykład jest wysoce niefortunny. Natomiast porównanie świętych do tancerzy jest niestosowne i go nie skomentuję.
: śr paź 17, 2007 3:42 pm
autor: Father
Święci nie zawsze byli tacy święci. Dopiero ludzie wznieśli ich na ołtarze ze wzgledu na to co dokonali.
Nie uważam za niefortune porównanie ich do artystów(prawdziwych) ponieważ i jedni i drudzy się czemuś poświęcili. Czajori! Jeżeli uważasz,że mając na względzie Twoje uczucia religijne popełnilem niezręczność to przepraszam.
A już zupełnie nie rozumiem dlaczego przyklad V. Gogh,a jest nieodpowiedni. Przecierz oddał sie sztuce tak bardzo a jednak nie osiągnął sukcesu za swojego życia. Choroba psychiczna nie ma tu znaczenia. A E. Hemigway, popelnił samobóstwo ponieważ poczuł się tak spełniony,że niedawało mu to szans na stworzenie czegoś nowego i doskonalszego.
To Ty sama sobie zaprzeczasz ponieważ nie zrozumialaś mojego przesłania a mianowicie:
skoro kogoś kochamy z wzajemnością to nie wolno tego poświecić na ołtarzu miłości do sztuki. Chociaż w wielu wypadkach tak sie dzieje i artyście odnoszącemu sukcesy jest to wybaczane pomimo,że nie jest etyczne.
Twój post jest naładowany uczuciem rozgoryczenia. Całkiem niepotrzebnie bo w sumie się z Tobą zgadzam ale niezawsze w życiu tak czynię.
P.S.A skąd wiesz,że mam rodzinę?
: śr paź 17, 2007 6:05 pm
autor: jazz
Myśle (przynajmniej teraz) że mogłabym poświęcić dużo,tylko że gdybym kiedyś doznała poważnej kontuzji i nie mogła tańczyć to zaczełabym żałować że zniszczyłam sobie zdrowie
ALE MAM NADZIEJE ŻE TAK SIE NIGDY NIE STANIE!!!!!!