Na pewno w innych szkołach też zdarzają się przypadki poniżania uczniów, ale na Zachodzie są raczej zdecydowanie rzadkością

Co innego, gdy upokarzające traktowanie jest gdzieś normą, co innego, gdy zdarza się incydentalnie. Poza tym Rosja na pewno się zmienia, wcale nie mam zamiaru traktować tych szkół stereotypowo, bo wielu absolwentów osiąga wspaniałe wyniki zarówno w warstwie technicznej i artystycznej - ale konstruktywna krytyka to nie jest zła rzecz, przeciwnie.
A inne szkoły, np. francuska, są najlepszym dowodem na to, że perfekcyjną technikę można wypracować przy bardziej humanitarnym podejściu do ucznia. Może jest mniej filmów akurat o szkole francuskiej, ale z ogólnikowej wiedzy, jaką dysponuję, wydaje mi się, że ta metoda jest może nie tyle łagodniejsza, co traktująca ucznia właśnie z większym szacunkiem. Przykład: na pewno nie byłoby w zwyczaju wyciąganie kogoś na środek sali i wyśmiewanie jego błędów, nauczyciel prędzej podejdzie do ucznia i rygorystycznym tonem zwróci mu uwagę indywidualnie, np. na to, że dostatecznie się nie stara. Jak o tym piszę, być może brzmi to mało motywująco, ale podobną sytuację można np. zobaczyć w filmie "Enfans de la danse". Surowość nauczycielki, która kieruje podobną uwagę do młodej uczennicy wywiera na niej duże wrażenie. Są po prostu pewne mechanizmy, które opisują to, jak można skutecznie wpłynąć na człowieka (bez używania środków "przemocy"), żeby go zmotywować: tembr i modulacja głosu, sposób wypowiadania słów i uwag, to wszystko ma bardzo duże znaczenie i wpływ na sterowanie drugim człowiekiem. I tam te mechanizmy psychologiczne z powodzeniem się wykorzystuje - jest to metoda na pewno łagodniejsza, a mimo to czytałam i słuchałam wypowiedzi różnych tancerzy, którzy jeszcze po latach gorzko wspominali doświadczenia z czasów nauki w SB.
A pomijając samą kwestię humanitarności - może warto też podjąć próbę oceny efektów tego systemu nauczania?

W ostatnich latach w Rosji namnożyło się dużo tancerek, które spełniają wszystkie kanony - są wysokie, szczupłe, mają długie ręce, nogi i doskonałą technikę. Ale jak to się dzieje, że czasem padają o nich takie nieprzyjemne określenia, jak np. pozbawione umiejętności artystycznych, nudne, roboty do tańczenia? Taka krytyka pada np. na Somovą, Tereshkinę, czasem na Zakharovą. Wszystkie są takie, jak opisałam wyżej; szczupłe, wysokie, "doskonałe", a jednak każda z nich wydaje mi się nie tylko na swój sposób bardzo niedoskonała pod względem artystycznym, ale co więcej - właśnie nudna. Nie mam ochoty oglądać tych samych super wysokich, szczupłych, długonogich i długorękich tancerek, a generowanie tylko tego typu nowego "pokolenia" primabalerin wydaje mi się bardzo nietrafionym wyborem. Oczywiście, że to sztuka bardzo hermetyczna i wymagająca spełniania określonych kanonów, jeśli chodzi o proporcje ciała, ale ostatnio mam wrażenie, że popada się w bardzo dużą przesadę. I sam Maryjski bardzo na tym traci.
O wiele bardziej lubię oglądać delikatną i filigranową Evgenię Obraztsovą, która jest przynajmniej naturalna i wdzięczna, a nie sztuczna jak tancerki pokroju Somovej i Tereshkiny. A przecież już nie raz było wspominane o tym, że mimo naprawdę dużych umiejętności jest bardzo dyskryminowana ze względu na swój niski wzrost. To nic innego, tylko po prostu krótkowzroczność, według mnie. Ktoś na tym forum napisał kiedyś, że prawdopodobnie Anna Pawłowa w dzisiejszych czasach nie zostałaby nawet przyjęta do szkoły baletowej, bo i warunki miała przeciętne i techniczne - nawet jak na tamte czasy - była słaba. A szkoda, bo myślę, że zadaniem nowoczesnej szkoły, jakkolwiek być może jest to trudne, a nawet bardzo trudne w przypadku oceniania 10-latka, powinno być branie pod uwagę nie tylko jego wzrostu, proporcji, predyspozycji i rozciągnięcia, ale też tego, jakie dane dziecko ma w przyszłości szanse na zostanie nie tylko wybitnym tancerzem, machiną do tańczenia, ale przede wszystkim artystą, który swoim tańcem będzie mówił coś więcej, niż tylko: "podziwiajcie mnie za to, jak wysoko potrafię skoczyć, podnieść nogę i perfekcyjnie zakręcić pirueta"
