Maja Plisiecka - primaballerina assoluta
Jakiś czas temu w momencie jak najbardziej nieodpowiednim (początek sesji :D) przypomniałam sobie, że miałam przeczytać autobiografię Mai Plisieckiej, która dostępna mi była jedynie w bibliotece uniwersyteckiej, z której na wakacje wypożyczać nie bardzo. Mimo tego nieodpowiedniego czasu wypożyczyłam, przeczytałam w ciągu dwóch dni i stwierdziłam, że to była jedna z najbardziej fascynujących biografii jakie czytałam. Wcześniej praktycznie nic nie wiedziałam o jej życiu (notek biograficznych też mi się nie chciało czytać), i opierając się na tym, że była jedną z najlepszych tancerek czasów Związku Radzieckiego (i wszechczasów, naturalnie) sądziłam, że była przez wszystkich uwielbiana, i jako prima ballerinie w tych trudnych czasach żyło jej się łatwo, lekko i przyjemnie, więc biografia uświadomiła mi, jak bardzo się myliłam. Ogólnie czytało ją się świetnie, oprócz samych faktów z życia Mai Plisieckiej, można się też wiele dowiedzieć i o realiach życia tancerza, ale i człowieka w tamtych czasach, o wszystkich sytuacjach, zarówno tych smutnych, jak i po prostu absurdalnych; jest wiele anegdotek o tancerzach, innych ludziach baletu, o życiu teatru... Jedną z ciekawszych rzeczy dla mnie było to o scenie - że nie jest prosta, ale nachylona, i że chyba w Bolszoju nachylenie wynosi dwa metry :smile: . Inna ciekawostka dla mnie - że postać z Odylii początkowo nie była czarnym łabędziem, ale po prostu córką Rothbarta, i dopiero później na Zachodzie zaczęto ją tak nazywać.
Jej autobiografię chyba jeszcze nie raz przeczytam :).
Jej autobiografię chyba jeszcze nie raz przeczytam :).
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Powiem coś, czego sie przez długi czas bałam powiedzieć, żeby nie było, że depczę świętości ;) .
Obejrzałam mase fragmentow z Mają Plisiecką. Niestety nie widzialam baletow w całości , co z pewnoscia ma znaczenie, bo dopiero spektakl obejrzany w calosci moze dac jako takie spojrzenie. Widzialam fragmenty wszystkiego , co jest dostepne na Youtube + calosc takiego długiego filmu dokumentalnego, z lat 80-tych chyba, z jej udziałem. Wnioski mam takie: z całą pewnością, z tej tancerki, nawet z tych fragmentow, wyłania się fantastyczna duchowość, gracja. Do dzis nikt jej nie dorównuje wyrazowo (pod wzgledem aktorskim). Wyraz twarzy miala zawsze boski i adekwatny do roli. Perfekcyjna interpetacja kazdej z rol tez zwraca uwage. Pod tymi wzgledami jest absolutnie -moim zdaniem- nie do pobicia.
Natomiast pod wzgledem technicznym jest taka, ze -wiem to strasznie Was wzburzy... - szkoda mi wydac troche pieniedzy, zeby kupic sobie z nia jakies DVD.
Najlepiej to wytlumacze na Swan lake, ktore jest moim ukochanym baletem i czuję kazdą nute bialego aktu. Odetta (by Maja Plisiecka) momentami mnie zwyczajnie drażniła. Wyrazowo przecudna, spojrzeniowo (jesli tak moze powiedziec) najbardziej adekwatne spojrzenia Odetty, jakie w życiu widziałam ale technicznie cały czas widzę każdy ruch Uliany Lopatkiny (idealnej moim zdaniem Odetty) i mnie drażni wiekszosc ruchow Maji. Fakt jest w tych nagaranich swan lake z Mają kilka fajnych figur, ktore bym chetnie przeniosla do wspolczesnej wersji , bo doskonale imituja łabędzia i jest tez swietne zgranie z muzyką. Owo zgranie z muzyką w partii Odetty (Maji Plisieckiej) jest takie, że szok. tutaj przyznaję, ze ona bije Ulianę w ułamkach sekund wyczuciem czasu. Jednak ja jestem juz przyzwyczajona do ruchu, ktory mamy dzis i figur, jakie mamy dzis. Przeszkadza mi jej tęgość i jej ograniczenia techniczne. To ze to wszyeko jak tak nisko i tak mało... Drażni mnie to, ze raz czy dwa widziałam jak się minimalnie zachwiała. Moim zdaniem zdecydowanie moja ukochana Odettą numer 1 na swiecie jest Uliana Lopatkina. Dostrzegam to, ze w porownaniu do Maji Plisieckiej, ma gorszy wyraz twarzy i to że o ułamnki sekud zdarza się Ulianie spóźnić za dżwiękiem (Maja jest w tych fragmentach w 99,99% równiotko z dzwiekiem, co jest miodem na serce przy bialym PDD, gdzie kazdy dzwiek wyznacza ruch) jednak Uliana taczy to nieporownywalnie lepiej technicznie - w znaczeniu lepiej pod kątem moich oczekiwac ugruntowanych na ruchu aktualnym. Ma niesamowite mozliwosci... Tak sie mowi, ze wyraz wazniejszy niz technika ale gdy technika jest taka jak Uliany, to ona tez jest wazna, przynajmniej na tyle, zeby okreslic sobie ideały...
Podobne wrazenia mam co do Carmen Suity. Carmen Suitę widziałam dziesiatki razy z Ulianą, 2 razy z Zakharovą i raz z Mają Plisiecką. Zakharova drazni tak, że szok, obejrzalam to w sumie tylko po to, zeby bardziej porownywac sobie kazdy ruch z Uliana i potem napawać się wykonaniem Uliany jako doskonałym. Odczucia , jesli chodzi o porownanie Uliany z Mają podobne jak w Jeziorze co do wyrazu aktorskiego, min i techniki. Jednak , podobnie jak w przypadku Jeziora tak i co do Suity moge powiediec, ze Maję obejrzalam, bo trzeba to widziec, a Uliane ogladam juz z xx raz i to jest moim zdaniem najlepsze wykonanie, ktore uzaleznia.
A odnosnie wywiadow z obiema paniami: Maja Plisiecka to dama doskonała. Kazdy usmiech, spojrzenie sa doskonale. Wydaje sie niesamowicie głęboka duchowo - taka dama doskonala. Ujęły mnie tez fragmenty z sali baletowej, bo mialam wrazenie,z e Maja widzac ruch odpływała- tak dalece sie z nim identyfikowala. To widac zwlaszcza jak pokazuje komus, w jaki sposob cos wykonac. Uliana, z ktora uwielbiam ogladac wywiady , nie jest dama z tamtych czasow. Wtedy byly inne standardy, mam wrazenie, ze gdyby teraz w teatrze ktos tak zalamywal sie na widok ruchu, to uznano by go za drazniąco uduchowionego, jednak zawsze mnie zastanawia taka rozwaga Uliany nad ruchem, absolutne skupienie, jej lekcja to jak Msza.
Ogólnie przyznam, ze obejrzenie tej masy fragmentow z Maja ma takie zanczenie, ze utrwalily mi sie priorytety...- i stad te porownania
Obejrzałam mase fragmentow z Mają Plisiecką. Niestety nie widzialam baletow w całości , co z pewnoscia ma znaczenie, bo dopiero spektakl obejrzany w calosci moze dac jako takie spojrzenie. Widzialam fragmenty wszystkiego , co jest dostepne na Youtube + calosc takiego długiego filmu dokumentalnego, z lat 80-tych chyba, z jej udziałem. Wnioski mam takie: z całą pewnością, z tej tancerki, nawet z tych fragmentow, wyłania się fantastyczna duchowość, gracja. Do dzis nikt jej nie dorównuje wyrazowo (pod wzgledem aktorskim). Wyraz twarzy miala zawsze boski i adekwatny do roli. Perfekcyjna interpetacja kazdej z rol tez zwraca uwage. Pod tymi wzgledami jest absolutnie -moim zdaniem- nie do pobicia.
Natomiast pod wzgledem technicznym jest taka, ze -wiem to strasznie Was wzburzy... - szkoda mi wydac troche pieniedzy, zeby kupic sobie z nia jakies DVD.
Najlepiej to wytlumacze na Swan lake, ktore jest moim ukochanym baletem i czuję kazdą nute bialego aktu. Odetta (by Maja Plisiecka) momentami mnie zwyczajnie drażniła. Wyrazowo przecudna, spojrzeniowo (jesli tak moze powiedziec) najbardziej adekwatne spojrzenia Odetty, jakie w życiu widziałam ale technicznie cały czas widzę każdy ruch Uliany Lopatkiny (idealnej moim zdaniem Odetty) i mnie drażni wiekszosc ruchow Maji. Fakt jest w tych nagaranich swan lake z Mają kilka fajnych figur, ktore bym chetnie przeniosla do wspolczesnej wersji , bo doskonale imituja łabędzia i jest tez swietne zgranie z muzyką. Owo zgranie z muzyką w partii Odetty (Maji Plisieckiej) jest takie, że szok. tutaj przyznaję, ze ona bije Ulianę w ułamkach sekund wyczuciem czasu. Jednak ja jestem juz przyzwyczajona do ruchu, ktory mamy dzis i figur, jakie mamy dzis. Przeszkadza mi jej tęgość i jej ograniczenia techniczne. To ze to wszyeko jak tak nisko i tak mało... Drażni mnie to, ze raz czy dwa widziałam jak się minimalnie zachwiała. Moim zdaniem zdecydowanie moja ukochana Odettą numer 1 na swiecie jest Uliana Lopatkina. Dostrzegam to, ze w porownaniu do Maji Plisieckiej, ma gorszy wyraz twarzy i to że o ułamnki sekud zdarza się Ulianie spóźnić za dżwiękiem (Maja jest w tych fragmentach w 99,99% równiotko z dzwiekiem, co jest miodem na serce przy bialym PDD, gdzie kazdy dzwiek wyznacza ruch) jednak Uliana taczy to nieporownywalnie lepiej technicznie - w znaczeniu lepiej pod kątem moich oczekiwac ugruntowanych na ruchu aktualnym. Ma niesamowite mozliwosci... Tak sie mowi, ze wyraz wazniejszy niz technika ale gdy technika jest taka jak Uliany, to ona tez jest wazna, przynajmniej na tyle, zeby okreslic sobie ideały...
Podobne wrazenia mam co do Carmen Suity. Carmen Suitę widziałam dziesiatki razy z Ulianą, 2 razy z Zakharovą i raz z Mają Plisiecką. Zakharova drazni tak, że szok, obejrzalam to w sumie tylko po to, zeby bardziej porownywac sobie kazdy ruch z Uliana i potem napawać się wykonaniem Uliany jako doskonałym. Odczucia , jesli chodzi o porownanie Uliany z Mają podobne jak w Jeziorze co do wyrazu aktorskiego, min i techniki. Jednak , podobnie jak w przypadku Jeziora tak i co do Suity moge powiediec, ze Maję obejrzalam, bo trzeba to widziec, a Uliane ogladam juz z xx raz i to jest moim zdaniem najlepsze wykonanie, ktore uzaleznia.
A odnosnie wywiadow z obiema paniami: Maja Plisiecka to dama doskonała. Kazdy usmiech, spojrzenie sa doskonale. Wydaje sie niesamowicie głęboka duchowo - taka dama doskonala. Ujęły mnie tez fragmenty z sali baletowej, bo mialam wrazenie,z e Maja widzac ruch odpływała- tak dalece sie z nim identyfikowala. To widac zwlaszcza jak pokazuje komus, w jaki sposob cos wykonac. Uliana, z ktora uwielbiam ogladac wywiady , nie jest dama z tamtych czasow. Wtedy byly inne standardy, mam wrazenie, ze gdyby teraz w teatrze ktos tak zalamywal sie na widok ruchu, to uznano by go za drazniąco uduchowionego, jednak zawsze mnie zastanawia taka rozwaga Uliany nad ruchem, absolutne skupienie, jej lekcja to jak Msza.
Ogólnie przyznam, ze obejrzenie tej masy fragmentow z Maja ma takie zanczenie, ze utrwalily mi sie priorytety...- i stad te porownania
Jeżeli chodzi o technikę do sama Plisiecka ubolewała, że nie miała porządnego treningu, porządnej nauki. Można się tylko zastanawiać, co by było, gdyby była uczennicą Waganowej... (oczywiście zakładając, że technika i styl się zmieniają i nawet najlepsze technicznie uczennice Waganowej według dzisiejszych standardów nie porażałyby).
Co do Carmen - dla mnie Plisiecka jest wzorem. Widziałam Ulianę i bardzo mnie zawiodła (ale fakt, że widziałam inne nagranie niż Ty).
Ogólnie oburzać się nie zamierzam, bo rozumiem Twój punkt widzenia ;).
Jestem ciekawa, czy widziałaś to nagranie - [URL=http://www.youtube.com/watch?v=K6MY6wI36P0]Spartakus[/URL] - wersja Leonida Jakobsona, adagio Spartakusa i Frygii. Jak dla mnie jest absolutnie mistrzowskie, widziałam to w wykonaniu dwóch tancerek Maryjskiego i pod względem aktorskim, ale też specyficznego stylu, muzykalności itp. Maja Plisiecka jest niezrównana. Ale fakt, że ona pracowała nad tym z samym twórcą, a tancerki Maryjskiego mogły co najwyżej opierać się na zapewne nielicznych nagraniach.
Co do Carmen - dla mnie Plisiecka jest wzorem. Widziałam Ulianę i bardzo mnie zawiodła (ale fakt, że widziałam inne nagranie niż Ty).
Ogólnie oburzać się nie zamierzam, bo rozumiem Twój punkt widzenia ;).
Jestem ciekawa, czy widziałaś to nagranie - [URL=http://www.youtube.com/watch?v=K6MY6wI36P0]Spartakus[/URL] - wersja Leonida Jakobsona, adagio Spartakusa i Frygii. Jak dla mnie jest absolutnie mistrzowskie, widziałam to w wykonaniu dwóch tancerek Maryjskiego i pod względem aktorskim, ale też specyficznego stylu, muzykalności itp. Maja Plisiecka jest niezrównana. Ale fakt, że ona pracowała nad tym z samym twórcą, a tancerki Maryjskiego mogły co najwyżej opierać się na zapewne nielicznych nagraniach.
Porównywanie techniki Uliany Lopatkiny i Mai Plisieckiej - nalezy wziąc pod uwagę 50 lat róznicy, to nie jedna generacja tancerzy, a kilka, a postęp właśnie w możliwościach techniczych jest najwiekszy w balecie klasycznym ( tak jak w sporcie ).
Majac to na uwadze oraz osobowośc Mai Plisieckiej oraz wszstko inne co wiąże sie ze sceną i o czym napisała Sigittare uważam Maję Plisiecka za absolutny nr 1 w balecie XX wieku.
Majac to na uwadze oraz osobowośc Mai Plisieckiej oraz wszstko inne co wiąże sie ze sceną i o czym napisała Sigittare uważam Maję Plisiecka za absolutny nr 1 w balecie XX wieku.
może brutalnie to odbierzecie ale to tak jakby porównywać najlepszego sprintera pół wieku temu i dziś, wiadomo że gdyby ścigali się dziś ze sobą ten współczesny zawsze będzie szybszy co nie zmienia fakt ze tez drugi w swoim czasie był najlepszy . zmienia się technika nie tylko tancerzy ale też szkolenia tancerzy wiec zawsze Uliana będzie lepsze technicznie niż Maja Plisiecka ale dla mnie ponad czasowym wyznacznikiem talentu są właśnie te detale artystyczne których nie da się wypracować przy drążku tak jak technikę. Dlatego fakt że możemy podziwiać cuda techniczne w balecie jest tylko na korzyść współczesnych spektakli ale porównywać tancerki z różnych niemalże "epok" nie należy.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:e03f104ad7="jaromir"] nalezy wziąc pod uwagę 50 lat róznicy, a postęp właśnie w możliwościach techniczych jest najwiekszy w balecie klasycznym [/quote:e03f104ad7]
Jaromirze, ależ biorę to pod uwagę, jednak tytyl primaballeriny assoluta oznacza dla mnie nie kogos kto byl wybitny 50 lat temu ale kogos kto jest wybitny uniwersalnie i dlatego ja osobiscied nie umiem nazwac z czystym sercem tym mianem kogoś, czyja technika mnie odrzuca i denerwuje. Może tymi slowami dokonuje profanacji rzeczy swietych. Byc moze moje myslenie jest zbyt uwarunkowane standardami aktualnymi i nie potrafie myslec w kategoriach estetyki sprzed 50 lat ale nie moge nazwac mianem najznakomitszej balleriny wszechczasow kogos, kto ma taką technikę. Dla mnie ona nie jest assoluta. Ale rozumiem tych, ktorzy uwazaja inaczaj w tym temacie: o gustach sie w koncu nie dyskutuje...
Jaromirze, ależ biorę to pod uwagę, jednak tytyl primaballeriny assoluta oznacza dla mnie nie kogos kto byl wybitny 50 lat temu ale kogos kto jest wybitny uniwersalnie i dlatego ja osobiscied nie umiem nazwac z czystym sercem tym mianem kogoś, czyja technika mnie odrzuca i denerwuje. Może tymi slowami dokonuje profanacji rzeczy swietych. Byc moze moje myslenie jest zbyt uwarunkowane standardami aktualnymi i nie potrafie myslec w kategoriach estetyki sprzed 50 lat ale nie moge nazwac mianem najznakomitszej balleriny wszechczasow kogos, kto ma taką technikę. Dla mnie ona nie jest assoluta. Ale rozumiem tych, ktorzy uwazaja inaczaj w tym temacie: o gustach sie w koncu nie dyskutuje...
Sagittaire, to naturalne, ze patrzysz się z miejsca ( czasu ) w którym się znajdujesz. I takie są twoje osobiste odczucia estetyczne.
Jednak , pomijając sam tytuł primabalerina absoluta, nadawany jak sie zorientowałem, dośc arbitralnie, sądzę, ze aby oceniać obiektywnie, konieczne jest spojrzenie w danym czasie (na tle epoki), inaczej okazać moze się, ze którakolwiek z tancerek przelomu wieków nie będzie miała szans w porownaniu z tym co pokażą tancerki za lat kilkadziesiąt i w stylu , który będzie wowczas kanonem aprobowanym.
Poza tym dodam, ze kilka lat temu zobaczyłem rozmowe z Mają Plisiecką na kanale rosyjskiej TV - byłem pod takim wrażeniem, ze zapragnąłem być bliżej tego wszystkiego co się wiązało z tak wyjątkową osobą - tą starszą panią i trafiłem tu na forum i zacząłem bywać na spektaklach baletowych, zawiesiłem kalendarz ze scenami baletu Bejarta, od czasu do czasu kupuję Dance Europe, gdy gdzieś jestem staram się zwracąć uwagę, a tu mieszkał Diagiliew, a tam pracował Bejart i są słynne konkursy itd., a nawet wyskoczyc nad morze tak, aby załapać się w trakcie pobytu na OUT Isadory Weiss.
Wynika z tego, że uczyniłem balet jednym z wektorow w przestrzeni mojego codziennego postepowania, że jestem fanem baletu, a więc trudno mi nie doceniać tej starszej Pani, która to zainspirowała.
Jednak , pomijając sam tytuł primabalerina absoluta, nadawany jak sie zorientowałem, dośc arbitralnie, sądzę, ze aby oceniać obiektywnie, konieczne jest spojrzenie w danym czasie (na tle epoki), inaczej okazać moze się, ze którakolwiek z tancerek przelomu wieków nie będzie miała szans w porownaniu z tym co pokażą tancerki za lat kilkadziesiąt i w stylu , który będzie wowczas kanonem aprobowanym.
Poza tym dodam, ze kilka lat temu zobaczyłem rozmowe z Mają Plisiecką na kanale rosyjskiej TV - byłem pod takim wrażeniem, ze zapragnąłem być bliżej tego wszystkiego co się wiązało z tak wyjątkową osobą - tą starszą panią i trafiłem tu na forum i zacząłem bywać na spektaklach baletowych, zawiesiłem kalendarz ze scenami baletu Bejarta, od czasu do czasu kupuję Dance Europe, gdy gdzieś jestem staram się zwracąć uwagę, a tu mieszkał Diagiliew, a tam pracował Bejart i są słynne konkursy itd., a nawet wyskoczyc nad morze tak, aby załapać się w trakcie pobytu na OUT Isadory Weiss.
Wynika z tego, że uczyniłem balet jednym z wektorow w przestrzeni mojego codziennego postepowania, że jestem fanem baletu, a więc trudno mi nie doceniać tej starszej Pani, która to zainspirowała.
Maya Pisiecka, miała według mnie czarujące ręce jakich nie miał nikt. Jej [URL=http://www.youtube.com/watch?v=LmeDILoBdAo&feature=related]umierający łabędź[/URL] był czymś cudownym. Jej ręce były magiczne.... po prostu magiczne...
A [URL=http://www.youtube.com/watch?v=xQB1dz2IJeA&feature=related]Carmen[/URL] ......
cudo. Emocje, ekspresja.......
Ja bardzo lubię Plisiecką. Zna ktoś może inną tancerkę, która w wieku 61 lat (!) tańczyła umierającego łabędzia?
A [URL=http://www.youtube.com/watch?v=xQB1dz2IJeA&feature=related]Carmen[/URL] ......
cudo. Emocje, ekspresja.......
Ja bardzo lubię Plisiecką. Zna ktoś może inną tancerkę, która w wieku 61 lat (!) tańczyła umierającego łabędzia?
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
[quote:0124b0c1fa="Sagittaire"]jednak tytyl primaballeriny assoluta oznacza dla mnie nie kogos kto byl wybitny 50 lat temu ale kogos kto jest wybitny uniwersalnie i dlatego ja osobiscied nie umiem nazwac z czystym sercem tym mianem kogoś, czyja technika mnie odrzuca i denerwuje[/quote:0124b0c1fa]
Właśnie, to kwestia problemu, który poruszyli nathaliye i jaromir, co jest dla nas wyznacznikiem tancerki idealnej, którą możemy określić mianem [i:0124b0c1fa]assoluta[/i:0124b0c1fa], czy też tancerza doskonałego nazywanego z kolei [i:0124b0c1fa]bogiem tańca[/i:0124b0c1fa].
Jeśli pod uwagę weźmiemy tylko i wyłącznie technikę, to wiadomo, że trzeba będzie przekreślić tancerzy nie tylko sprzed 50, ale i sprzed 30 lat - dlatego uniwersalnym kryterium oceny mogą być tylko i wyłącznie umiejętności artystyczne. Technika była, jest i będzie zmienna.
Dla mnie Pawłowa, mimo że jej umiejętności techniczne są pewnie jeszcze 100 razy słabsze od Plisieckiej jest absolutnie [i:0124b0c1fa]assoluta[/i:0124b0c1fa] (chociaż już kiedyś dzięki Blanche zostało wyjaśnione, że nie ma oficjalnie tego tytułu) i to nie tylko w kontekście epoki, w której występowała - tj. nie tylko bez porównywania jej z dzisiejszymi tancerkami. Bo gdybym właśnie miała ją porównać ze współczesnymi artystkami, jestem pewna, że żadna nie mogłaby jej dorównać jeśli chodzi o wyrazistość osobowości scenicznej, wrażliwość, ekspresję ruchu. Tak jak głosi cytat w podpisie bodajże Czajori - "Anna Pawłowa nigdy nie zrobiła więcej niż dwa piruety, ale jaki wyraz dramatyczny miały jej arabeski!". I to jest właśnie prawda, esencja. Dlatego właśnie jej braki techniczne nie mają dla mnie żadnego znaczenia, a nawet nie jestem w stanie wyobrazić jej sobie z nogą przy uchu, czy kręcącej kilkadziesiąt fouettes. Nie wyobrażam sobie i nie widzę zupełnie takiej potrzeby, Pawłowa była na tyle genialna, że moim zdaniem wirtuozeria techniczna mogłaby tylko zakłócić to, co w jej tańcu było najważniejsze i najpiękniejsze.
Więcej - myślę, że dzisiejsza musztra w szkołach baletowych mogłaby tylko zaszkodzić jej artyzmowi, zabrałaby ten niesłychany czar, który w jej przypadku wydawał się czymś tak bardzo naturalnym i niewymuszonym.
Takie podejście to oczywiście kwestia upływu czasu, zmieniających się poglądów. Kiedyś też liczyła się dla mnie przede wszystkim technika, a teraz jest czymś absolutnie drugorzędnym w stosunku do umiejętności artystycznych. Ale to jasne, że każdy ma prawo oceniać wg własnych upodobań - dla mnie ważniejsze od przemian techniki klasycznej są przemiany w obrębie tego co zasymilowała, czy też włączyła w zakres swoich zainteresowań, czyli np. elementy z innych technik, tworząc tym samym nowe style itd. Dlatego też nie chciałabym się przenieść 100 lat wstecz (nawet, żeby zobaczyć na żywo Niżyńskiego, czy Pawłową:), bo doceniam to, co pokolenia tancerzy i choreografów wypracowały i dzięki czemu mogę współcześnie oglądać tyle fantastycznych spektakli i artystów, którzy wyewoluowali właśnie dzięki staraniom poprzedników. Staram się nie patrzeć ahistorycznie, chociaż nie tylko z tego powodu potrafię docenić tancerzy sprzed kilkudziesięciu, a nawet sprzed 100 lat.
Co do Plisieckiej, to mam zdanie takie jak Blanche - jej Carmen jest nie do pobicia, chociaż samej choreografii wysoko nie cenię. Uliana jest moim zdaniem jedną z najmniej odpowiednich tancerek do tej roli - wysoka, szczupła, delikatna, trochę "mimoza" - jak to się ma do agresywnej, ognistej, temperamentnej i buzującej emocjami Hiszpanki? Nawet fizycznie Lopatkina nijak do tej postaci nie pasuje. Poza tym nie chcę Plisieckiej jakoś jednoznacznie oceniać, wolę rozpatrywać ją w konkretnych rolach, mogę powiedzieć, że tak samo jak Carmen na pewno niezapomniana jest jej Zarema z "Fontanny Bakczysaraju", co do "Jeziora.." - moim ideałem Odetty nie jest, tak samo zresztą jak Uliana.
I jeśli mogę mieć do Ciebie prośbę Sagittaire - mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe - ale przyjemniej byłoby czytać Twoje posty, gdybyś ograniczyła wtrącanie do nich makaronizmów, szczególnie razi mnie np. użycie nazwy "Swan lake" zamiast "Jezioro łabędzie" itp. - wygląda to raczej mało elegancko ;)
Właśnie, to kwestia problemu, który poruszyli nathaliye i jaromir, co jest dla nas wyznacznikiem tancerki idealnej, którą możemy określić mianem [i:0124b0c1fa]assoluta[/i:0124b0c1fa], czy też tancerza doskonałego nazywanego z kolei [i:0124b0c1fa]bogiem tańca[/i:0124b0c1fa].
Jeśli pod uwagę weźmiemy tylko i wyłącznie technikę, to wiadomo, że trzeba będzie przekreślić tancerzy nie tylko sprzed 50, ale i sprzed 30 lat - dlatego uniwersalnym kryterium oceny mogą być tylko i wyłącznie umiejętności artystyczne. Technika była, jest i będzie zmienna.
Dla mnie Pawłowa, mimo że jej umiejętności techniczne są pewnie jeszcze 100 razy słabsze od Plisieckiej jest absolutnie [i:0124b0c1fa]assoluta[/i:0124b0c1fa] (chociaż już kiedyś dzięki Blanche zostało wyjaśnione, że nie ma oficjalnie tego tytułu) i to nie tylko w kontekście epoki, w której występowała - tj. nie tylko bez porównywania jej z dzisiejszymi tancerkami. Bo gdybym właśnie miała ją porównać ze współczesnymi artystkami, jestem pewna, że żadna nie mogłaby jej dorównać jeśli chodzi o wyrazistość osobowości scenicznej, wrażliwość, ekspresję ruchu. Tak jak głosi cytat w podpisie bodajże Czajori - "Anna Pawłowa nigdy nie zrobiła więcej niż dwa piruety, ale jaki wyraz dramatyczny miały jej arabeski!". I to jest właśnie prawda, esencja. Dlatego właśnie jej braki techniczne nie mają dla mnie żadnego znaczenia, a nawet nie jestem w stanie wyobrazić jej sobie z nogą przy uchu, czy kręcącej kilkadziesiąt fouettes. Nie wyobrażam sobie i nie widzę zupełnie takiej potrzeby, Pawłowa była na tyle genialna, że moim zdaniem wirtuozeria techniczna mogłaby tylko zakłócić to, co w jej tańcu było najważniejsze i najpiękniejsze.
Więcej - myślę, że dzisiejsza musztra w szkołach baletowych mogłaby tylko zaszkodzić jej artyzmowi, zabrałaby ten niesłychany czar, który w jej przypadku wydawał się czymś tak bardzo naturalnym i niewymuszonym.
Takie podejście to oczywiście kwestia upływu czasu, zmieniających się poglądów. Kiedyś też liczyła się dla mnie przede wszystkim technika, a teraz jest czymś absolutnie drugorzędnym w stosunku do umiejętności artystycznych. Ale to jasne, że każdy ma prawo oceniać wg własnych upodobań - dla mnie ważniejsze od przemian techniki klasycznej są przemiany w obrębie tego co zasymilowała, czy też włączyła w zakres swoich zainteresowań, czyli np. elementy z innych technik, tworząc tym samym nowe style itd. Dlatego też nie chciałabym się przenieść 100 lat wstecz (nawet, żeby zobaczyć na żywo Niżyńskiego, czy Pawłową:), bo doceniam to, co pokolenia tancerzy i choreografów wypracowały i dzięki czemu mogę współcześnie oglądać tyle fantastycznych spektakli i artystów, którzy wyewoluowali właśnie dzięki staraniom poprzedników. Staram się nie patrzeć ahistorycznie, chociaż nie tylko z tego powodu potrafię docenić tancerzy sprzed kilkudziesięciu, a nawet sprzed 100 lat.
Co do Plisieckiej, to mam zdanie takie jak Blanche - jej Carmen jest nie do pobicia, chociaż samej choreografii wysoko nie cenię. Uliana jest moim zdaniem jedną z najmniej odpowiednich tancerek do tej roli - wysoka, szczupła, delikatna, trochę "mimoza" - jak to się ma do agresywnej, ognistej, temperamentnej i buzującej emocjami Hiszpanki? Nawet fizycznie Lopatkina nijak do tej postaci nie pasuje. Poza tym nie chcę Plisieckiej jakoś jednoznacznie oceniać, wolę rozpatrywać ją w konkretnych rolach, mogę powiedzieć, że tak samo jak Carmen na pewno niezapomniana jest jej Zarema z "Fontanny Bakczysaraju", co do "Jeziora.." - moim ideałem Odetty nie jest, tak samo zresztą jak Uliana.
I jeśli mogę mieć do Ciebie prośbę Sagittaire - mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe - ale przyjemniej byłoby czytać Twoje posty, gdybyś ograniczyła wtrącanie do nich makaronizmów, szczególnie razi mnie np. użycie nazwy "Swan lake" zamiast "Jezioro łabędzie" itp. - wygląda to raczej mało elegancko ;)