[quotefa="Sagittaire"]jednak tytyl primaballeriny assoluta oznacza dla mnie nie kogos kto byl wybitny 50 lat temu ale kogos kto jest wybitny uniwersalnie i dlatego ja osobiscied nie umiem nazwac z czystym sercem tym mianem kogoś, czyja technika mnie odrzuca i denerwuje[/quotefa]
Właśnie, to kwestia problemu, który poruszyli nathaliye i jaromir, co jest dla nas wyznacznikiem tancerki idealnej, którą możemy określić mianem [ifa]assoluta[/ifa], czy też tancerza doskonałego nazywanego z kolei [ifa]bogiem tańca[/ifa].
Jeśli pod uwagę weźmiemy tylko i wyłącznie technikę, to wiadomo, że trzeba będzie przekreślić tancerzy nie tylko sprzed 50, ale i sprzed 30 lat - dlatego uniwersalnym kryterium oceny mogą być tylko i wyłącznie umiejętności artystyczne. Technika była, jest i będzie zmienna.
Dla mnie Pawłowa, mimo że jej umiejętności techniczne są pewnie jeszcze 100 razy słabsze od Plisieckiej jest absolutnie [ifa]assoluta[/ifa] (chociaż już kiedyś dzięki Blanche zostało wyjaśnione, że nie ma oficjalnie tego tytułu) i to nie tylko w kontekście epoki, w której występowała - tj. nie tylko bez porównywania jej z dzisiejszymi tancerkami. Bo gdybym właśnie miała ją porównać ze współczesnymi artystkami, jestem pewna, że żadna nie mogłaby jej dorównać jeśli chodzi o wyrazistość osobowości scenicznej, wrażliwość, ekspresję ruchu. Tak jak głosi cytat w podpisie bodajże Czajori - "Anna Pawłowa nigdy nie zrobiła więcej niż dwa piruety, ale jaki wyraz dramatyczny miały jej arabeski!". I to jest właśnie prawda, esencja. Dlatego właśnie jej braki techniczne nie mają dla mnie żadnego znaczenia, a nawet nie jestem w stanie wyobrazić jej sobie z nogą przy uchu, czy kręcącej kilkadziesiąt fouettes. Nie wyobrażam sobie i nie widzę zupełnie takiej potrzeby, Pawłowa była na tyle genialna, że moim zdaniem wirtuozeria techniczna mogłaby tylko zakłócić to, co w jej tańcu było najważniejsze i najpiękniejsze.
Więcej - myślę, że dzisiejsza musztra w szkołach baletowych mogłaby tylko zaszkodzić jej artyzmowi, zabrałaby ten niesłychany czar, który w jej przypadku wydawał się czymś tak bardzo naturalnym i niewymuszonym.
Takie podejście to oczywiście kwestia upływu czasu, zmieniających się poglądów. Kiedyś też liczyła się dla mnie przede wszystkim technika, a teraz jest czymś absolutnie drugorzędnym w stosunku do umiejętności artystycznych. Ale to jasne, że każdy ma prawo oceniać wg własnych upodobań - dla mnie ważniejsze od przemian techniki klasycznej są przemiany w obrębie tego co zasymilowała, czy też włączyła w zakres swoich zainteresowań, czyli np. elementy z innych technik, tworząc tym samym nowe style itd. Dlatego też nie chciałabym się przenieść 100 lat wstecz (nawet, żeby zobaczyć na żywo Niżyńskiego, czy Pawłową:), bo doceniam to, co pokolenia tancerzy i choreografów wypracowały i dzięki czemu mogę współcześnie oglądać tyle fantastycznych spektakli i artystów, którzy wyewoluowali właśnie dzięki staraniom poprzedników. Staram się nie patrzeć ahistorycznie, chociaż nie tylko z tego powodu potrafię docenić tancerzy sprzed kilkudziesięciu, a nawet sprzed 100 lat.
Co do Plisieckiej, to mam zdanie takie jak Blanche - jej Carmen jest nie do pobicia, chociaż samej choreografii wysoko nie cenię. Uliana jest moim zdaniem jedną z najmniej odpowiednich tancerek do tej roli - wysoka, szczupła, delikatna, trochę "mimoza" - jak to się ma do agresywnej, ognistej, temperamentnej i buzującej emocjami Hiszpanki? Nawet fizycznie Lopatkina nijak do tej postaci nie pasuje. Poza tym nie chcę Plisieckiej jakoś jednoznacznie oceniać, wolę rozpatrywać ją w konkretnych rolach, mogę powiedzieć, że tak samo jak Carmen na pewno niezapomniana jest jej Zarema z "Fontanny Bakczysaraju", co do "Jeziora.." - moim ideałem Odetty nie jest, tak samo zresztą jak Uliana.
I jeśli mogę mieć do Ciebie prośbę Sagittaire - mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe - ale przyjemniej byłoby czytać Twoje posty, gdybyś ograniczyła wtrącanie do nich makaronizmów, szczególnie razi mnie np. użycie nazwy "Swan lake" zamiast "Jezioro łabędzie" itp. - wygląda to raczej mało elegancko
