Proste potwierdzenie, że łączenie ideologii i sztuki zawsze prowadzi na manowce..
Całe szczęście tutaj podobna fuzja dokonała się tylko w wyobraźni recenzenta. Szkoda, myślałam, że tego rodzaju praktyki dawno już za nami, ale jak widać niektórzy nadal wskrzeszają podobny anachronizm i aby sprostać doraźnym celom, potrafią dzieło prymitywnie spłaszczyć, wyzyskać i czytać przez pryzmat lansowania własnych poglądów (obojętnie jakich).
Zatem mamy spektakl Neumeiera sprowadzony do: sztuki, która jest pięknem, uroczej baśni i pochwały małżeństwa. Infantylnie, za to jak pięknie.. nic dodać, nic ująć