Czy nie przeszlo wam nigdy przez mysl aby odejsc??
Kasiu to dobrze że zdałaś sobie dość wcześnie sprawę, że to nie było dla ciebie i że znalazłaś inną dziedzinę tańca, którą na prawdę lubisz :D Ja kiedyś zrezygnowałam z tańca a teraz tego żałuje bo dla mnie to nie była dobra decyzja :cry: teraz wróciłam do tego ale i tak cały czas żałuje że straciłam tyle lat bo mogła bym być teraz o wiele lepsza :/ Staram się to wszystko nadgonić i mój plan dnia jest całkowicie zawalony różnymi zajęciami oczywiście tanecznymi i w tym baletem :)
Ostatnio sie zastanawialam nad tym, czy umialabym zupelnie przestac tanczyc, ale stwierdzilam, ze po jakims czasie zaczeloby mi sie nudzic i brakowac tego ;)
Wydaje mi sie to ez dlatego, ze cialo sie przyzwyczaja do jakiejs aktywnosci, i jak pozniej jest mniej, to jest to ciezko wytrzymac.
Ale jesli chodzi o klasyke, to mam obecnie mieszane uczucie. Wlasnie mialam teraz dosc dluga przerwe od niej, chyba ze 3 miesiace nie cwiczylam. I... jakos nie brakuje mi tego az tak bardzo, jak mi sie wydawalo ze bedzie. Ale to glownie dlatego, ze w tej chwili klasyka, jako mocno angazujaca cialo w niekoniecznie naturalnych dla niego kierunkach, kojarzy mi sie glownie z wielkim wysilkiem, wlasna niedoskonaloscia, ktorej bez wzgledu na wlozony wysilek nie daje sie pokonac; bolem, z powodu przeciazen i kontuzji, oraz niemoznosci
osiagniecia poprawnych pozycji bez dociskania na sile (a i wtedy tez nie za bardzo).
No i tak, jest to na swoj sposob trudne, bo jednak brakuje mi akurat tego rodzaju cwiczenze, mam wtedy zupelnie innych pion, inna sile.
I wlasciwie to zastanawiam sie, na ile jest sens to wszystko ciagnac, kiedy najwiekszy efekt wlozonego wysilku to nowa kontuzja. W sumie na tyle, ile sie zdrowie niszczy, to nie wiem, czy wystarczajaco w zamian sie cos otrzymuje, chyba jednak nie.
Wydaje mi sie to ez dlatego, ze cialo sie przyzwyczaja do jakiejs aktywnosci, i jak pozniej jest mniej, to jest to ciezko wytrzymac.
Ale jesli chodzi o klasyke, to mam obecnie mieszane uczucie. Wlasnie mialam teraz dosc dluga przerwe od niej, chyba ze 3 miesiace nie cwiczylam. I... jakos nie brakuje mi tego az tak bardzo, jak mi sie wydawalo ze bedzie. Ale to glownie dlatego, ze w tej chwili klasyka, jako mocno angazujaca cialo w niekoniecznie naturalnych dla niego kierunkach, kojarzy mi sie glownie z wielkim wysilkiem, wlasna niedoskonaloscia, ktorej bez wzgledu na wlozony wysilek nie daje sie pokonac; bolem, z powodu przeciazen i kontuzji, oraz niemoznosci
osiagniecia poprawnych pozycji bez dociskania na sile (a i wtedy tez nie za bardzo).
No i tak, jest to na swoj sposob trudne, bo jednak brakuje mi akurat tego rodzaju cwiczenze, mam wtedy zupelnie innych pion, inna sile.
I wlasciwie to zastanawiam sie, na ile jest sens to wszystko ciagnac, kiedy najwiekszy efekt wlozonego wysilku to nowa kontuzja. W sumie na tyle, ile sie zdrowie niszczy, to nie wiem, czy wystarczajaco w zamian sie cos otrzymuje, chyba jednak nie.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
Naprawde tak uwazam - otrzymuje sie niewspolmiernie malo, niz sie daje. Co prawda w zyciu nie musi chodzic o dawanie, ale kiedy np. pojawiaja sie kontuzje, czy inne problemy, to zaczyna to byc istotne, chociaz nie wiem, moze nie powinno. Na tyle wysilku, ile sie w to wklada, i tyle, ile sie rezygnuje ze wszystkiego innego, czasami sie zastanawiam, czy to faktycznie jest az tyle warte.
Kiedys znajomy aktor o swoim zawodzie mowil, ze co jest w nim ciezkie, ze m.in. to, ze naprawde sukces osiaga niewielu, a cala reszta skazana jest na jakies poczucie niespelnienia. Wydaje mi sie, ze z tancem jest podobnie.
Znalam tez kiedys rezysera, ktory lubil mawiac, ze 'nie ma ludzi niezastapionych' - nie ten, to ktos inny. I chyba cos w tym jest, ze jest zawsze mozna znalezc dziesiatki innych ludzi mlodszych, zdolniejszych, z lepsze technika, ciekawsza osobowoscia, itp.
Ale to chyba jest naturalne, ludzkie, i byc moze zludne, ze zwykle oczekuje sie czegos w zamian za poniesione koszty, a w rzeczywistosci wiadomo, wcale nie musi o to chodzic.
Takie tylko luzne mysli mnie ostatnio naszly, moze bezsensowne, ale chyba jesien wprowadza mnie w taki troche pesymistyczny nastroj :wink:
Kiedys znajomy aktor o swoim zawodzie mowil, ze co jest w nim ciezkie, ze m.in. to, ze naprawde sukces osiaga niewielu, a cala reszta skazana jest na jakies poczucie niespelnienia. Wydaje mi sie, ze z tancem jest podobnie.
Znalam tez kiedys rezysera, ktory lubil mawiac, ze 'nie ma ludzi niezastapionych' - nie ten, to ktos inny. I chyba cos w tym jest, ze jest zawsze mozna znalezc dziesiatki innych ludzi mlodszych, zdolniejszych, z lepsze technika, ciekawsza osobowoscia, itp.
Ale to chyba jest naturalne, ludzkie, i byc moze zludne, ze zwykle oczekuje sie czegos w zamian za poniesione koszty, a w rzeczywistosci wiadomo, wcale nie musi o to chodzic.
Takie tylko luzne mysli mnie ostatnio naszly, moze bezsensowne, ale chyba jesien wprowadza mnie w taki troche pesymistyczny nastroj :wink:
[quote:c42ca9b6b8="Joanna"] Na tyle wysilku, ile sie w to wklada, i tyle, ile sie rezygnuje ze wszystkiego innego, czasami sie zastanawiam, czy to faktycznie jest az tyle warte.
[/quote:c42ca9b6b8]
wlasnie ostatnio przechodze taki stan :(
mam wrażenie, że ten mój taniec to taka wielka nieodwzajemniona miłość :/
[/quote:c42ca9b6b8]
wlasnie ostatnio przechodze taki stan :(
mam wrażenie, że ten mój taniec to taka wielka nieodwzajemniona miłość :/
Oj Joanna - późno już było jak pisałaś i pewnie stąd takie myśli :)
Jeśli rozważać życie w kategorii zysków i strat to myślę, że warto zainteresować się - nie wiem - wyłudzeniami okupów, handlem narkotykami itp.
Tam mimo wszystko zwykle zyski przewyższają straty. A przynajmniej jak już przyjdzie jakaś "strata" to sie ma poczucie że wcześniej się poużywało :)
Drugim skrajnym przykładem jest operator ręcznej maszyny oczyszczającej przemierzający np. ulicę a całość pozyskanego dochodu inwestujący w napój wino podobny "Ognista Balerina".
Cała reszta hołoty, rozpięta między tymi dwoma przykładami miewa podobne rozterki :)
I to nie zależnie czy jest baletnicą czy informatykiem :D Po cholerę ślęczeć przed tym kompem 18 h/dobę coby być na bieżąco czy też wyłamywać sobie w wyrafinowany sposób nogę jak i tak przylezie jakiś malkontent któremu efekt się nie spodoba :D
No w zasadzie tyle ;)
Tak jusz jest i quniec !! Trzeba się nauczyć z tym żyć - a co więcej jestem pewny że masz tego pełną świadomość tylko Cię nocne marki/koszmarki dopadły :)
Zalecam flaszkę "Ognistej Baleriny" na czczo - zaraz inne problemy przypełzną do głowy ;)
Torin
p.s.
Nie no drugą dopadło - załamka !!!
p.s II
eeee idę się napić kawy to mi zaraz przejdzie ;) :twisted:
Jeśli rozważać życie w kategorii zysków i strat to myślę, że warto zainteresować się - nie wiem - wyłudzeniami okupów, handlem narkotykami itp.
Tam mimo wszystko zwykle zyski przewyższają straty. A przynajmniej jak już przyjdzie jakaś "strata" to sie ma poczucie że wcześniej się poużywało :)
Drugim skrajnym przykładem jest operator ręcznej maszyny oczyszczającej przemierzający np. ulicę a całość pozyskanego dochodu inwestujący w napój wino podobny "Ognista Balerina".
Cała reszta hołoty, rozpięta między tymi dwoma przykładami miewa podobne rozterki :)
I to nie zależnie czy jest baletnicą czy informatykiem :D Po cholerę ślęczeć przed tym kompem 18 h/dobę coby być na bieżąco czy też wyłamywać sobie w wyrafinowany sposób nogę jak i tak przylezie jakiś malkontent któremu efekt się nie spodoba :D
No w zasadzie tyle ;)
Tak jusz jest i quniec !! Trzeba się nauczyć z tym żyć - a co więcej jestem pewny że masz tego pełną świadomość tylko Cię nocne marki/koszmarki dopadły :)
Zalecam flaszkę "Ognistej Baleriny" na czczo - zaraz inne problemy przypełzną do głowy ;)
Torin
p.s.
Nie no drugą dopadło - załamka !!!
p.s II
eeee idę się napić kawy to mi zaraz przejdzie ;) :twisted:
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
taki bilans zysków i strat jest chyba jednak czymś bardzo ludzkim, naturalnym (myślę więc jestem -myślenie wiąże się z przeżywaniem i pewną wrażliwością w odbiorze bodźców). Sądzę, że im większe poświęcenie tym bardziej atakują nas różne pytania o sens a zawód tancerza to poświęcenie dla mnie ogromne chociażby tylko dlatego, że jestem skrajnie nieodporna na ból i w głowie sobie nie mogę pomieścić jak można go znosić niemal nieustawicznie...
Z drugiej strony słusznie myślę Torin napisałeś, że zawsze cokolwiek by człowiek nie robił to są jakieś czynniki które za wszelką cenę chcą nas zniechęcić i zagnać w pustkę. Ja swój zawód uwielbiam ale nie raz mnie bolały różne rzeczy i będą boleć do końca-taka jest rzeczywistość i nie ma co jej zwolczać co najwyżej można nauczyć się z nią żyć będąc mimo wszystko szczęśliwym.
Reasumując przed tego typu myślami myślę że się nie ucieknie- zawsze coś w zawodzie dokucza-bo to jest wpisane w nasze człowieczeństwo tak jak wpisane są w nie rzeczy dobre i radosne. Jednak takie dylematy u tancerza chyba są szczególnie zasadne mimo, iż zawód szczytny.
Z drugiej strony słusznie myślę Torin napisałeś, że zawsze cokolwiek by człowiek nie robił to są jakieś czynniki które za wszelką cenę chcą nas zniechęcić i zagnać w pustkę. Ja swój zawód uwielbiam ale nie raz mnie bolały różne rzeczy i będą boleć do końca-taka jest rzeczywistość i nie ma co jej zwolczać co najwyżej można nauczyć się z nią żyć będąc mimo wszystko szczęśliwym.
Reasumując przed tego typu myślami myślę że się nie ucieknie- zawsze coś w zawodzie dokucza-bo to jest wpisane w nasze człowieczeństwo tak jak wpisane są w nie rzeczy dobre i radosne. Jednak takie dylematy u tancerza chyba są szczególnie zasadne mimo, iż zawód szczytny.