Poświęcić wszystko dla tańca

Zagadnienia techniczne, problemy tancerzy, zdrowie, pointy, ubiór, ćwiczenia itd.;
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

A to dobre. Już gdzieś to kiedyś czytałem. Brzmi jak bajka o szewczyku i pięknej królewnie.
Skasować? Absolutnie! Byłaby to niecna bezduszność. Przecierz taniec to takie marzenie?
M.
Posty: 737
Rejestracja: wt lut 13, 2007 3:42 pm

Post autor: M. »

Hehe, tak brzmi! Choć zapewniam, że takie brzmienie to jedynie skutek literackiego ubarwienia opowieści. Jak wszyscy wiemy w życiu by marzenia mogły się urzeczywistnić musi polać się krew, pot i łzy. Jednak trzeba mieć coś z dziecka wierzącego w takie bajki, ideały, zasady i te wszystkie inne mało istotne i niemodne pierdoły...strasznie nieżyciowe to i brzmi jak frazes, prawda?
Torin
Posty: 1577
Rejestracja: wt cze 19, 2007 9:10 am

Post autor: Torin »

Pięknie piszesz .....
A to co piszesz nie jest frazesem - to czasem sama esencja życia. A to że pot że krew że łzy - to sól ziemi. Bez tego nie czujemy że wzrastamy !

Torin
Piotr Malaga
Posty: 169
Rejestracja: pt sty 20, 2006 4:26 pm

Post autor: Piotr Malaga »

Zauważyłem, że chyba mylimy dwa rodzaje poświęcenia w naszej dyskusji.

Poświęcenie takie powszednie, które jest udziałem i koniecznością większości ludzi, oraz Poświęcenie przez "duże P" będące aktem heroizmu, gdy jednorazowo gramy dużą stawką.

To może zawile napisane, więc postaram się obszerniej wyjaśnić.

Ogólnie poświęcenie, to osiąganie pewnego celu jakimś kosztem. Jeżeli chcę zrobić rzeźbę, to muszę poświęcić np. klocek drewna, narzędzia (które częściowo się zużyją), swój czas a być może zdrowie - bo mogę się skaleczyć, albo wręcz mieć poważny wypadek.

Jeżeli chcę zrobić naprawdę profesjonalną rzeźbę, to może będę musiał poświęcić 1000 klocków drewna, wiele kompletów narzędzi, lata czasu i zdrowie, żeby nauczyć się dobrze rzeźbić?

Każdy z nas, każdy człowiek poświęca swoje życie - świadomie czy nie. Poświęca czas, zaangażowanie, inne środki. Kiedy tylko ktoś nie boryka się z podstawowymi problemami egzystencji - to znaczy ma co zjeść i nie marznie bo ma dach nad głową, chce coś/kogoś kochać. Potrzebuje mieć coś, czemu/komu mógłby się poświęcić - w pełni i bezgranicznie.

Istnieją w nas takie dwie potrzeby jednocześnie - brania i dawania, egoizmu i altruizmu. Chcemy mieć jak najwięcej od innych, żeby mieć jak najlepiej i żeby było nam na świecie dobrze. Ale chcemy też być dobrzy w dawaniu, żeby inni coś od nas mieli - w ten sposób zyskujemy sympatię innych. Ale to nie jest kupowanie sympatii za dobre uczynki, to nie działa na zasadzie wet za wet, tylko raczej ogólna życiowa postawa oddaje pewną wzajemność. Mało kto chce być wyłącznie darmozjadem. Na te dwie potrzeby nie można patrzeć oddzielnie - one są powiązane, współistnieją. Kiedy kogoś kochamy, to zwykle dlatego, że ten ktoś podoba się nam i oczekujemy wzajemności. Kiedy ktoś kocha nas, to bardziej się nam podoba i wzbudza w nas wzajemność miłości, poświęcenia się dla tej osoby.

Myślę, że poświęcenie takie zupełnie bezinteresowne to chyba jest niemożliwe. Zawsze jest w jakimś celu, dostajemy coś w zamian. Nawet jeżeli ktoś poświęca się tak, że jedzie na pustynię leczyć trędowatych, nie liczy ani na kasę, ani na rozgłos, to jednak czegoś dla siebie w tym poświęceniu szuka. Może realizacji siebie, samospełnienia? Zadowolenia, że komuś się pomogło? Uważam, że nagroda zawsze jest, ale niekoniecznie na zasadzie wet za wet, dostania czegoś konkretnego. Father pisał o poświęceniu się dziecku - tutaj rodzic też ma nagrodę w takiej postaci, że liczy na jakieś owoce tego poświęcenia - że dziecko uda się wychować.

Dni każdego z nas są policzone, a więc nasz czas zostanie na coś poświęcony. Zamieni się w coś innego. Można więc mówić, że poświęca się czemuś lub komuś swoje życie.

Ludzie poświęcają się różnym ideom, np. religijnym, albo pracy w różnych zawodach, albo innym osobom - małżonkowi, dzieciom, innym obcym którzy takiego poświęcenia potrzebują - np. w hospicjum.

I na tym tle balet nie wydaje mi się jakimś specjalnie uprzywilejowanym zawodem w sensie poświęcania, zgadzam się z VisVersa. Owszem, wymaga ogromnych wyrzeczeń, ogromnego poświęcenia i tu się raczej wszyscy zgadzamy.

Ale pomyślcie o pracy górnika który rąbie węgiel na przodku w pyle węglowym; często ginie albo zostaje ciężko okaleczony bo wybuchnie metan, albo zawali się chodnik. O pracy chirurga, któremu mimo największych starań, wykształcenia, doświadczenia czasami pacjent umiera pod rękami - w wyniku jego ewidentnego błędu, bo każdy czasami robi błędy... albo umiera, ale nie wiadomo czy inaczej prowadzona operacja mogła go uratować czy nie - jak to sprawdzić? Co wtedy czuje lekarz? O marynarzach (już właśnie VisVersa pisał o nich) albo pracownikach np. platformy wiertniczej, którzy w miejscu pracy spędzają całe miesiące z dala od rodziny...

Każdy zawód wymaga poświęcenia, choć każdy ma swoją specyfikę i aby móc go wykonywać poświęca się różne rzeczy. Nawet informatyk - niby ma łatwą i przyjemną pracę, siedzi sobie za biurkiem i klepie w klawiaturę. Mało niebezpieczeństw, wysiłku fizycznego brak... jednak są tacy informatycy, którzy latami wykonują swój zawód po kilkanaście godzin dziennie, przez resztę czasu tylko śpią, jedzą i chodzą do WC. Nie dlatego że muszą, ale że chcą - świadomie decydują się na to.

I mimo konieczności takich poświęceń ludzie chcą być górnikami, lekarzami, marynarzami... i tancerzami. Robią to i odnajdują spełnienie, sens swojego życia.

W tym sensie przyznaję rację Fatherowi i Miltonowi - poświęcenie, takie bezgraniczne, po prostu w nas jest. Jeżeli ktoś poświęca się właśnie akurat dla tańca bo kocha taniec, to jest to jego wybór. Zauważcie jednak proszę, że nie tylko tancerz poświęca się dla tańca... inne osoby z którymi pracuje również - np. jego nauczyciel, choreograf - realizują swoją miłość do tańca.

Ale jest druga istota poświęcenia, to dramatyczne wybory o dużą stawkę. Poświęcenie heroiczne, duża stawka a więc duże ryzyko.

Podam przykłady - tancerz ma spektakl, ale jest kontuzjowany. Jego kontuzja może się zagoić i dobrze rokuje, ale aktualnie jej stan jest tak ostry, że występ może się skończyć trwałym okaleczeniem. Wybór jest taki: poświęcić zdrowie dla tego jednego występu albo zrezygnować ze spektaklu (konkursu, egzaminu)...

Nie mogę generalizować - każda sytuacja jest inna, za każdym razem ta decyzja należy do danej osoby i myślę, że trzeba ją uszanować. Wielu w takich sytuacjach poświęcamy się naszej miłości. To piękne i romantyczne, takie heroiczne poświęcenie. Ale zwykle jednocześnie jest głupie i w konsekwencji okazuje się niestety zdradą tego, co kochamy... Bo być może dla tańca byłby bardziej potrzebny ten tancerz tańczący przez lata później, niż dający jeden występ żeby resztę czasu spędzić sparaliżowany, a wtedy już trudniej się poświęcić...

Agacior13, pisałaś o Pawle Płońskim, który stracił nogę. Można powiedzieć, że stracił ją w wyniku poświęcenia dla tańca - to był wypadek. Nie wierzę raczej, że świadomie poświęcił swoją nogę żeby raz wystąpić, że był to taki heroiczny wyczyn. To do tancerzy nie pasuje.

Kończąc - moim zdaniem należy poświęcić wiele, nie tylko w tańcu. Ale nigdy wszystko. Gdy ryzyko jest zbyt duże, trzeba odpuścić. Ja wiem, że miłość jest ślepa (niestety) ale niech przynajmniej pyta o drogę :) i bada krawężnik laską :) I tutaj zgadzam się z Makovą i z Czajori, że rozsądek i niekiedy rezygnowanie jest potrzebne. To jest na dłuższą metę w imię naszej miłości po prostu, żeby właśnie lepiej się jej poświęcić, a nie głupio.

Wiem już, że są czasami takie sytuacje, że nawet kiedy się bezgranicznie kocha, nie powinno się tej miłości za wszelką cenę realizować. W imię tej miłości właśnie, w imię obiektu tej miłości...

Czasami kochając kogoś musimy mu pozwolić odejść, jeżeli on tego chce. Możemy oczywiście zrobić wiele, możemy próbować go zatrzymać, ale nie możemy tego zrobić na siłę, zdecydować za kogoś... choć cierpimy, to poświęcanie w takiej sytuacji wszystkiego nie jest właściwe.

Z tańcem też tak bywa - jeżeli go kochamy, to powinniśmy poświęcić mu bardzo wiele, ale nigdy wszystkiego... bo to przecież nie jest dobre dla tańca.

Ach, przypomniała mi się jedna anegdotka, ale to już nie w tym poście - nikt nie będzie czytać takiej długiej epistoły. Następnym razem.

A tymczasem życzę nam wszystkim takich wyborów w poświęcaniu się, żeby taniec jak najbardziej na tym skorzystał :) i my przy okazji również.
Father
Posty: 1604
Rejestracja: śr lip 04, 2007 2:15 pm

Post autor: Father »

Piotrze to co napisałeś jest zgodne z "Teorią Samolubnych Genów". Nie bedę tego rozwijal bo wyjdzie straszny elaborat. Powiem tylko ,że zgodnie z ta teorią kazda istota żywa ma zakodowne zachowania altruistyczne w celu bezpośredniego i pośredniego wpływania na zachowanie i co najważniejsze udoskonalenie wlasnego gatunku.
Co ma do tego poświęcenie sie sztuce tańca czy innym sztukom? A no ma. Rozwijanie sztuk wszelakich służy innym do ich lepszego i pełniejszego rozwoju co nie będzie odkrywcze jeśli powiem ,że nastepne pokolenia są o te doswiadczenia bogatsze.
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

[quote:c2df230d12] Nie wierzę raczej, że świadomie poświęcił swoją nogę żeby raz wystąpić, że był to taki heroiczny wyczyn. To do tancerzy nie pasuje. [/quote:c2df230d12]
Myślę właśnie, że jak najbardziej pasuje. Sama znam wiele przypadków- ostra kontuzja - występ- pogorszenie - leczenie-powrót do zawodu.
A nawet jeśli by była taka sytuacja, iż po jednym występie kontuzja mogłaby być już na tyle silna iżby nie dało się tańczyć, to tancerz by zatańczył.
Każdy występ jest jak przeżywanie życia na nowo, samospełnienie.
Tak więc to na tę chwilę jest najwazniejsze.
Olimpia
Posty: 808
Rejestracja: ndz lut 11, 2007 11:02 pm

Post autor: Olimpia »

Troche sie nie zgadzam...Bo jesli tancerz naprawde kocha taniec, to nie bedzie tanczyl z taka kontuzja, ktorej pogorszenie wykluczy go z zawodu. Kocha to i chce to obic dalej, czasem trzeba miec zdrowy rozsadek. Owszem, poswiecic mozna naprawde baaardzo duzo, ale nie zdrowie. Bo co potem? Na co sie to zda? Na nic. Nie bedzie zdrowia i pasji.
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

I masz rację Olimpio-ja w moim poście wyżej nie napisałam wcale że się z tym zgadzam, ale opisałam sytuację.
Czajori
Posty: 1638
Rejestracja: pt sie 12, 2005 2:13 pm

Post autor: Czajori »

[quote:e23eeee37d="Bajaderka"][quote:e23eeee37d] Nie wierzę raczej, że świadomie poświęcił swoją nogę żeby raz wystąpić, że był to taki heroiczny wyczyn. To do tancerzy nie pasuje. [/quote:e23eeee37d]
[/quote:e23eeee37d]

No i masz rację, bo nie poświęcił nogi, tylko miał nieszczęśliwy wypadek. Niektórzy za bardzo melodramatycznie patrzą na ten temat.
Bajaderka
Posty: 2382
Rejestracja: wt lis 22, 2005 8:45 pm

Post autor: Bajaderka »

Czajori, Twój post jest skierowany do mnie?
Ten cytat pisał Piotr Malaga.
ODPOWIEDZ