: wt lut 14, 2006 1:29 am
[quote:498530e0bb="karol"]ech...no nie oszukujmy sie i nie mydlmy sobie oczu sentymentami...pedagog baletu powinien byc skuteczny a nie miły... [...] ćwiczymy trzy razy w tygodniu, spóźniamy sie na lekcje, nie chce nam się ćwiczyć, gadamy, itd-stan naszej techniki baletowej jest w pełni zasłużony i to głównie przez nas same. [...] [/quote:498530e0bb]
Mam ogromny szacunek, że potrafisz tak otwarcie przyznać się do tego, że Wasze kiepskie ćwiczenie i brak zaangażowania jest głównie Waszą zasługą - zwykle nikogo nie stać na tego typu przyznanie się i każdy szuka winnych wszędzie, byle nie u siebie. ;) Pewnie każdy zna takie uniki z autopsji.
Rzeczywiście pani Marta jest nauczycielem który wymaga, aby dyscypliny wymagać od siebie samego. To jest najtrudniejsze i tylko dorosłych uczniów na to stać, aby samemu utrzymać swoją dyscyplinę w ryzach. Uczniowie są różni, niektórzy potrzebują, aby cały czas ktoś stał nad nimi z batem, mobilizował, przypominał, pamiętał za nich. Młodsi uczniowie wymagają takiego podejścia, jeżeli nie ma pewnej dozy stresu, nie pracują.
Ale dla każdego w końcu nadchodzi taki moment, że trzeba rozwinąć skrzydła, trzeba zacząć o wszystkim pamiętać samemu. Nauczyciel który tej możliwości nie daje i do ostatniej chwili jest mentorem i przypominaczem, moim zdaniem właśnie nie będzie skuteczny, jego uczeń już po wsze czasy bedzie niewolnikiem czyjegoś bata, a nie swojego własnego, dobrowolnego.
To jedna z wielu rzeczy której się od pani Marty nauczyłem - wziąć swoją dyscyplinę we własne ręce i odpowiedzieć co jest dla mnie ważniejsze - plotki, koleżanki czy lekcja i ćwiczenie?
Co do meritum jesteśmy Karol zgodni - nauczyciel ma być skuteczny. Tylko że ja nie znam pedagoga, który będąc skutecznym nie byłby miły ;) Choć to oczywiście nie oznacza, że ma nie wymagać! Miałem nauczycielkę, od której dostałem pałę chyba kilkadziesiąt razy. Zawsze jednak wiedziałem za co i uważałem to za sprawiedliwe. Mimo to bardzo lubiliśmy się, ta nauczycielka nigdy we mnie nie zwątpiła - była skuteczna, bo mimo moich błędów cały czas ufaliśmy sobie. W końcu nauczyłem się spełniać jej wymagania i zakończyłem szkołę z szóstką z jej przedmiotu. Myślę, że najbardziej dojrzała relacja ucznia i mistrza jest wtedy, kiedy jest oparta na wzajemnym głębokim zaufaniu. Kiedy uczeń może zasugerować: o nie, to nie tędy droga! I zaufanie zostaje zachowane. A w końcu uczniowie przerastają mistrza, ale przecież właśnie jemu to zawdzięczają.
U pani Marty można się spóźnić, gadać, robić sobie jaja z lekcji, wyjść na scenę w innym niż zaplanowany kostiumie, wejść jej na głowę i robić inne widzimisię. Ale pani Marta to bardzo wymagający pedagog. Nie ukarze Cię "pałą", uwagą do dziennika, krzykiem, albo innymi środkami dobrymi dla dzieci. Jej kara jest dużo bardziej dotkliwa - [b:498530e0bb]sama sobie odbierzesz lekcję baletu! Coś co przecież kochasz![/b:498530e0bb]
To Wy same decydujecie o tym, jaka atmosfera będzie na waszych zajęciach, to już nie czas kiedy ktoś to zrobi za Was...
A co do wyjaśniania ćwiczeń i spraw technicznych - pani Marta nigdy nie uważała się za alfę i omegę w tej kwestii. Zawsze podkreślała że pedagogów należy mieć wielu i każdy uczy inaczej, innych rzeczy w inny sposób, lepiej dla takich lub innych uczniów. Ja będąc jej uczniem korzystałem jednocześnie z doświadczenia innych pedagogów ze szkoły i z poza niej i nieźle się to uzupełniało.
Mam ogromny szacunek, że potrafisz tak otwarcie przyznać się do tego, że Wasze kiepskie ćwiczenie i brak zaangażowania jest głównie Waszą zasługą - zwykle nikogo nie stać na tego typu przyznanie się i każdy szuka winnych wszędzie, byle nie u siebie. ;) Pewnie każdy zna takie uniki z autopsji.
Rzeczywiście pani Marta jest nauczycielem który wymaga, aby dyscypliny wymagać od siebie samego. To jest najtrudniejsze i tylko dorosłych uczniów na to stać, aby samemu utrzymać swoją dyscyplinę w ryzach. Uczniowie są różni, niektórzy potrzebują, aby cały czas ktoś stał nad nimi z batem, mobilizował, przypominał, pamiętał za nich. Młodsi uczniowie wymagają takiego podejścia, jeżeli nie ma pewnej dozy stresu, nie pracują.
Ale dla każdego w końcu nadchodzi taki moment, że trzeba rozwinąć skrzydła, trzeba zacząć o wszystkim pamiętać samemu. Nauczyciel który tej możliwości nie daje i do ostatniej chwili jest mentorem i przypominaczem, moim zdaniem właśnie nie będzie skuteczny, jego uczeń już po wsze czasy bedzie niewolnikiem czyjegoś bata, a nie swojego własnego, dobrowolnego.
To jedna z wielu rzeczy której się od pani Marty nauczyłem - wziąć swoją dyscyplinę we własne ręce i odpowiedzieć co jest dla mnie ważniejsze - plotki, koleżanki czy lekcja i ćwiczenie?
Co do meritum jesteśmy Karol zgodni - nauczyciel ma być skuteczny. Tylko że ja nie znam pedagoga, który będąc skutecznym nie byłby miły ;) Choć to oczywiście nie oznacza, że ma nie wymagać! Miałem nauczycielkę, od której dostałem pałę chyba kilkadziesiąt razy. Zawsze jednak wiedziałem za co i uważałem to za sprawiedliwe. Mimo to bardzo lubiliśmy się, ta nauczycielka nigdy we mnie nie zwątpiła - była skuteczna, bo mimo moich błędów cały czas ufaliśmy sobie. W końcu nauczyłem się spełniać jej wymagania i zakończyłem szkołę z szóstką z jej przedmiotu. Myślę, że najbardziej dojrzała relacja ucznia i mistrza jest wtedy, kiedy jest oparta na wzajemnym głębokim zaufaniu. Kiedy uczeń może zasugerować: o nie, to nie tędy droga! I zaufanie zostaje zachowane. A w końcu uczniowie przerastają mistrza, ale przecież właśnie jemu to zawdzięczają.
U pani Marty można się spóźnić, gadać, robić sobie jaja z lekcji, wyjść na scenę w innym niż zaplanowany kostiumie, wejść jej na głowę i robić inne widzimisię. Ale pani Marta to bardzo wymagający pedagog. Nie ukarze Cię "pałą", uwagą do dziennika, krzykiem, albo innymi środkami dobrymi dla dzieci. Jej kara jest dużo bardziej dotkliwa - [b:498530e0bb]sama sobie odbierzesz lekcję baletu! Coś co przecież kochasz![/b:498530e0bb]
To Wy same decydujecie o tym, jaka atmosfera będzie na waszych zajęciach, to już nie czas kiedy ktoś to zrobi za Was...
A co do wyjaśniania ćwiczeń i spraw technicznych - pani Marta nigdy nie uważała się za alfę i omegę w tej kwestii. Zawsze podkreślała że pedagogów należy mieć wielu i każdy uczy inaczej, innych rzeczy w inny sposób, lepiej dla takich lub innych uczniów. Ja będąc jej uczniem korzystałem jednocześnie z doświadczenia innych pedagogów ze szkoły i z poza niej i nieźle się to uzupełniało.