Taniec towarzyski
Jakoś dopiero teraz pomyślałam żeby znaleźć wątek o towarzyskim.
U mnie z partnerem byłoby wszystko super gdyby nie to że na jakiś czas przed pierwszym turniejem przychodze na trening i czego sie dowiaduje? Mój partner potknął się w szkole na ołówku, przywalił wyprostowaną nogą w ścianę, ma ją złamaną i podejrzewają wstrząśnienie mózgu....
U mnie z partnerem byłoby wszystko super gdyby nie to że na jakiś czas przed pierwszym turniejem przychodze na trening i czego sie dowiaduje? Mój partner potknął się w szkole na ołówku, przywalił wyprostowaną nogą w ścianę, ma ją złamaną i podejrzewają wstrząśnienie mózgu....
Psiakrew! T.T. to jedyny taniec uzależniony od partnera.No tak bo inaczej byłby bez sensu. Tylko dlaczego zwłaszcza na turniejach daje się zaobserwować alienację duchową partnerów? Ten rodzaj tańca szczególnie ma ją podkreslać bo został do tego stworzony. A bardzo często nie wyraża on nic , co najwyżej sprawnośc techniczną partnerów. Dlatego nieporozumieniem jest kiedy zajmują sie nim dzieci :(
Dla mnie prawdziwym tańcem T.T. są nawet niedoskonałe technicznie tanga tańczone w spelunach Buenos Aires :smile:
http://www.youtube.com/watch?v=IsY4OYTz0qY&feature=related
Dla mnie prawdziwym tańcem T.T. są nawet niedoskonałe technicznie tanga tańczone w spelunach Buenos Aires :smile:
http://www.youtube.com/watch?v=IsY4OYTz0qY&feature=related
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
to wszysko, o czym napisałeś ta swieta prawda tylko, ze tak:
1) czasem trudno o partnera do towarzyskiego i trzeba by do konca chyba zycia czekac na takiego, z ktorym nie byloby takiej alienacji -jak piszesz- a to wtedy co? zrezygnowac z tanca jezeli sie to uwielbia?
2) a co do dzieci, to jednak jak sie wczesnie zaczyna, to potem od samej strony technicznej jest latwiej : no przy takim zalozeniu, ze potem dojdzie jakies takie wyrazanie uczuc czy emocji przez taniec
Ogólnie to F. często piszesz, ze dzieci w wariacji Esmeraldy to nie, w wariacji jakiejs innej tez nie, a tak ogolnie to w towarzyskim też, bo jak takie małe 11-12 letnie zatańczy tango?
Z pewnością takie małe nie zatanczy Carmen tj D.Vishneva ani tanga tj tych dwoje, ktorych nam pokazałeś załączając powyższy link ale za to zatanczy bez wyrazu nabywając wprawę i świetną podbudowę, żeby w przyszłości być najlepszym z najlepszych. Ja tak na to patrzę.
1) czasem trudno o partnera do towarzyskiego i trzeba by do konca chyba zycia czekac na takiego, z ktorym nie byloby takiej alienacji -jak piszesz- a to wtedy co? zrezygnowac z tanca jezeli sie to uwielbia?
2) a co do dzieci, to jednak jak sie wczesnie zaczyna, to potem od samej strony technicznej jest latwiej : no przy takim zalozeniu, ze potem dojdzie jakies takie wyrazanie uczuc czy emocji przez taniec
Ogólnie to F. często piszesz, ze dzieci w wariacji Esmeraldy to nie, w wariacji jakiejs innej tez nie, a tak ogolnie to w towarzyskim też, bo jak takie małe 11-12 letnie zatańczy tango?
Z pewnością takie małe nie zatanczy Carmen tj D.Vishneva ani tanga tj tych dwoje, ktorych nam pokazałeś załączając powyższy link ale za to zatanczy bez wyrazu nabywając wprawę i świetną podbudowę, żeby w przyszłości być najlepszym z najlepszych. Ja tak na to patrzę.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
A tak na temat, to konkursy mają chyba to do siebie, ze ginie w nich zawsze to co w tancu najwazniejsze: czyli jakis wyraz, uczucie , emocje (do konca zycia sie chyba nie naucze czym sie roznia uczucia od emocji wiec na wszelki wypadek pisze i to i to).
I to chyba wszystkie konkursy. wyjątek , ktory potwierdza zasade: Coppelia Diany Vishnevy w Lousannie. Ale to tylko wyjatek.
I to chyba wszystkie konkursy. wyjątek , ktory potwierdza zasade: Coppelia Diany Vishnevy w Lousannie. Ale to tylko wyjatek.
Często ta widoczna bariera między partnerami wiąże się niestety z atmosferą, jaka panuje w tej parze. Zaobserwowałam nawet przykrą zależność, że zazwyczaj kiedy jeden współpartner jest bardzo w porządku, drugi musi być jego przeciwieństwem. Cholernie trudna sprawa. Zwłaszcza dla uczciwych partnerek, które zdają sobie sprawę ze swoich marnych perspektyw w odnalezieniu nowego współpartnera dorównującego im techniką.
Sama dopiero co byłam częścią takiej pary i dzięki temu wiem, z czym to się gryzie. I jak słaby jest człowiek w obliczu bezradności. W tym przypadku wobec uzależnienia od drugiej strony.
Znam dzieciaki, które potrafią wytworzyć w tańcu klimat lepszy od wielu dorosłych. Myślę jednak, że nie są one świadome emocji, które wywołują, a jedynie jest to u nich wyrażenie energii i jakichś podstawowych odczuć, typu smutek, złość, radość. Z reguły więc swym oceniającym okiem kładę nacisk właśnie na tę dziecięcą energię, która również potrafi zachwycać na swój specyficzny, trochę nieokiełznany sposób :)
Sama dopiero co byłam częścią takiej pary i dzięki temu wiem, z czym to się gryzie. I jak słaby jest człowiek w obliczu bezradności. W tym przypadku wobec uzależnienia od drugiej strony.
Znam dzieciaki, które potrafią wytworzyć w tańcu klimat lepszy od wielu dorosłych. Myślę jednak, że nie są one świadome emocji, które wywołują, a jedynie jest to u nich wyrażenie energii i jakichś podstawowych odczuć, typu smutek, złość, radość. Z reguły więc swym oceniającym okiem kładę nacisk właśnie na tę dziecięcą energię, która również potrafi zachwycać na swój specyficzny, trochę nieokiełznany sposób :)
Nie rozumiem, Father, co miałeś na myśli z tym różańcem.
W tańcu towarzyskim niestety nie osiągnie się sukcesu bez współpracy obu stron. Jeżeli na co dzień musisz obcować z osobą, która budzi w Tobie wciąż i wciąż negatywne emocje, jeżeli harujecie nad jakimiś poszczególnymi figurami całymi godzinami, a później na turnieju czujesz, że Twój partner w ogóle się nie poprawił i wiesz, że jest to wina nie jego ograniczonych możliwości ale zwykłego (powtarzającego się w kółko) zaniedbania, to uwierz - chorobliwie ciężko jest wyłączyć te myśli (które wciąż włączają się jego ruchami).
Może razem z rosnącym bagażem doświadczeń jest łatwiej. Ale to wciąż nie to samo. W parze zgranej widać siłę, moc i więź, która ich łączy.
Ostatecznie z drugą stroną spędzasz sporą część swego bieżącego życia.
W tańcu towarzyskim niestety nie osiągnie się sukcesu bez współpracy obu stron. Jeżeli na co dzień musisz obcować z osobą, która budzi w Tobie wciąż i wciąż negatywne emocje, jeżeli harujecie nad jakimiś poszczególnymi figurami całymi godzinami, a później na turnieju czujesz, że Twój partner w ogóle się nie poprawił i wiesz, że jest to wina nie jego ograniczonych możliwości ale zwykłego (powtarzającego się w kółko) zaniedbania, to uwierz - chorobliwie ciężko jest wyłączyć te myśli (które wciąż włączają się jego ruchami).
Może razem z rosnącym bagażem doświadczeń jest łatwiej. Ale to wciąż nie to samo. W parze zgranej widać siłę, moc i więź, która ich łączy.
Ostatecznie z drugą stroną spędzasz sporą część swego bieżącego życia.