Ja się zgodzę z Joanną, że zależy to od spektaklu. Mnie akurat w "Z nieba..." kolczyki i tatuaże wcale nie przeszkadzały. Mogę nawet powiedzieć, że ułatwiły szybką identyfikację i zapamiętanie naszych nowych tancerzy :) "Maciej Cierzniak to ten z kolczykiem" :wink:
wg mnie też zależy to od spektaklu. W balecie klasycznym-odpadają takie przyozdobienia, a we współczesnym, mogą być, o ile nie przeszkadzają tancerzowi w wykywaniu wszystkich ruchów. Ja np. w pępku mam i nie ściągam go na scenę, ale w uszach tak.
ja zawsze tancze w kolczykach sztyftach, raz bylam na treningu w dluzszych pojedynczych lancuszkach z kulka na koncu i w sumie przeszkadzalo ale nie az tak
Sztyfty... Dobra, na jakieś występy nie najwyższej rangi, tancerka Bolshoi na premierę by sztyftów nawet nie włożyła.
Ale nie długie jakieś. I nie na wielkie występy. Według mnie przynajmniej. Co to za problem je zdjąć? A będzie ładniej wyglądać bez świecących punktów.
mysle ze jest mala szansa zeby znalezc na tym forum tancerke Bolshoi :D ale na scene teatru to sie nie nadaje, ale to tez wszystko zalezy, sa rozne kostiumy ktore moga chowac uszy to wtedy nie trzeba
wiecie, wg mnie to albo staramy się być profesjonalistami (nawet, jeśli nimi nie jesteśmy) i nie zakładamy kolczyków żadnych [chyba, że ktoś musi, np. miał niedawno przekłuwane uczy], alb o robimy olew i zakładamy z wymówką ''że to są sztyfty''. To tak samo, jakbyście założyły pierścionek na scenę- nawet cienki i mały, to jest ciągle pierścionek.