Strona 1 z 1
: pn lis 15, 2004 11:42 am
autor: Nefretete
widziałam jedynie zwiastuny w serwisach informacyjnych i (po raz kolejny) moge zalowac, ze nie mieszkam lub ze chociaz nie bywam w Warszawie.
: czw lis 18, 2004 6:52 pm
autor: agata
witam.
akurat zdarzylo mi sie odwiedzic "balanchine...", a zasadzie 2. jego czesc, czyli sama choreografie ejfmana.
nie wiem z kim mam(y) do czynieni, drodzy rozmowcy, w tej rozmowie, ale choregrafie ejfmana naprawde nie naleza do najlepszych, a zwlaszcza ich wykonanie przez warszawski zespol. stad wnioskuje, ze nie dane wam bylo zobaczyc wybitniejszych zespolow.
byc moze to nieladnie ale uwazam, ze nasz zespol jest, niestety kiepski (mimo ze najlepszy w polsce).
na probie widac bylo wszystkie potyczki, to, ze wykonawcy nie radza sobie z akrobatycznymi i nieco cyrkowymi ewolucjami ejfama (ktorych skandinand nie lubie, denerwujace byly zwlaszcza w braciach karamazow). wiele bylo potyczek a calosc raczej oparta na "popisach" a nie tancu z emocjami i interpretacja wykonawcow. :twisted:
: pt lis 19, 2004 12:29 am
autor: agata
jesli chodzi o proby:
byla to proba generalna, ktora mowi wiele o przygotowaniu do spektaklu - choc tez nie znam okolicznosci; czasu przygotowania, ilosci tancerzy, ktorzy ulegli kontuzjom...
nieskrepowane zachowanie tancerzy, to, ze nie musza niczego skrywac (co zreszta bardzo lubie), pewne rzeczy sa ewidentne. w przypadku spektaklu przy pelnej widowni tancerka zacisnie zeby i zrobi cokolwiek byleby wyjsc z tego calo
bylam na wystepach new york city balet (nie wiem czy o tym nowojorskim balecie byla mowa) i zrobil na mnie bardzo duze wrazenie, z pewnoscia wieksze (przede wszystkim technicznie)
choc nie byl to ejfman, a byc moze to ta slowianska dusza...
: pt lis 19, 2004 11:37 am
autor: agata
najwyrazniej jednak zakladasz, ze ja tak robie, i to sugerujesz. otoz: ja rowniez nie oceniam na podstawie jednej proby, mialam ku temu wiele okazji.
nie podobal mie sie ten ejfman, a komentarz co do poziomu zespolu jest wynikiem wieloletniej obserwacji.
pozdrawiam
: pn lut 14, 2005 9:42 pm
autor: Joanna
Piekielnie podobało mi się "Musagete". Po prostu coś niesamowitego...
Co mnie fascynuje w Ejfmanie to to, że z jednej strony jego niemalże akrobatyczne choreografie są bardzo popisowe, a jednak każdy ruch, gest, poza, nigdy nie są popisem samym w sobie, a perfekcyjnie oddają emocje, dodatkowo wzmocnione przez muzykę. Do tego światło i rozwiązania inscenizacyjne, konsekwentnie budujące dramaturgię. I te nawiązania zarówno do biografii Balanchine'a i jego choreografii...
Ejfman daje duże możliwości tancerzom do zaprezentowania swojego kunsztu, zarówno technicznego, jak i aktorskiego (który z osobistych względów bardzo wysoko cenię).