pesymiści i optymiści
pesymiści i optymiści
Ostatnio coraz częściej zostaję zaskakiwana przez moich znajomych, którzy- choć wydają mi się być optymistami- zaliczają siebie do pesymistów. Trochę to przytłaczające... Z jakimi ludźmi wy macie do czynienia, czy otacza was coraz większe grono pesymistów [jak mnie] czy może całkiem odwrotnie i macie wrażenie, że wasze otoczenie się "optymizuje"? Do której grupy zaliczacie samych siebie? I które postawy uważacie za pozytywne [o dziwo pesymizm też ma swoje zalety, żeby nikt tu nie pomyślał: "Co za głupie pytanie, przecież wiadomo że to optymizm zwycięża!"]. I w ogóle interesuje mnie, jakie macie refleksje na ten temat: oparte na własnych doświadczeniach, bądź powstałe z obserwacji innych ludzi... Mam nadzieję, że ujawnicie swoją aktywność w dyskusji. :) Pozdrawiam
Ja uważam siebie za niepoprawną optymistkę, ale otoczenie, muszę przyznać, czasem mnie dobija. Dookoła siebie widzę tylko pesymizm. Wychodzę rano z domu pełna energii do działania, uśmiecham się do ludzi, ale całe moje szczęście przygasa, gdy widzę te smutne, non stop marudzące osoby :( Wiem, że całkowity optymizm również nie jest dobry, bo ciężko przeżywam wszystkie rozczarowania itp. ale ogólnie łatwiej żyje się z osobami z natury optymistycznymi. Takie jest moje zdanie. A co sądzą inni? :)
U mnie to dość skomplikowana sprawa. Czuję w sobie ogromną radość życia, ale szczerze mówiąc przebywając w otoczeniu tzw. "zdołowanych" osób sama zaczęłam nabierać takich cech i marudzących przyzwyczajeń. Mój optymizm został stłamszony i to do tego stopnia, że gdy zdarzy mi się spotkać osobę optymistyczną i ciągle uśmiechniętą, to budzi się we mnie natychmiast pytanie: czy ona przypadkiem nie udaję przede mną, a może i nawet przed samą sobą też?? Jest wokół mnie tylu pesymistów, że taki napotkany optymista jest dla mnie całkowitą zagadką. Z jedną z takich osób planuję spędzić 2 tygodnie wakacji, więc kto wie: albo uda mi się ją rozszyfrować, czyli wydobędę z niej prawdę o jej nastawieniu do życia albo też moja towarzyszka podróży pomoże mi odzyskać ten mój zatracony optymizm...
W trakcie jednych z zajęć na studiach mieliśmy kiedyś dyskusję na temat różnic między kobietami,a mężczyznami właśnie w tej kwestii. I okazało się, że kobiety zwykle mają tendencję do tego, aby przedstawiać swoje życie jako czarny scenariusz. Licytują wzajmnie między sobą, która ma się gorzej, która wymaga większego pożałowania. Jednym słowem stawiają na szalę wagę swoich problemów i utrapień. U mężczyzn jest odwrotnie-(nasz wykładowca bardzo się zdziwił, gdy zaprezentowałyśmy mu to nasze babskie podejście do życia)-panowie zwykle licytują swoje osiągnięcia: kto ma lepszy samochód, kto złowił większą rybę, itd... Coś w tym chyba jednak jest, prawda??
W trakcie jednych z zajęć na studiach mieliśmy kiedyś dyskusję na temat różnic między kobietami,a mężczyznami właśnie w tej kwestii. I okazało się, że kobiety zwykle mają tendencję do tego, aby przedstawiać swoje życie jako czarny scenariusz. Licytują wzajmnie między sobą, która ma się gorzej, która wymaga większego pożałowania. Jednym słowem stawiają na szalę wagę swoich problemów i utrapień. U mężczyzn jest odwrotnie-(nasz wykładowca bardzo się zdziwił, gdy zaprezentowałyśmy mu to nasze babskie podejście do życia)-panowie zwykle licytują swoje osiągnięcia: kto ma lepszy samochód, kto złowił większą rybę, itd... Coś w tym chyba jednak jest, prawda??
Czytałam niedawno książkę Seligmana (o ile się nie mylę co do poprawności tego nazwiska): "Optymizmu można się nauczyć" i było tam poświęconych parę stron tematowi wpływu płci na postrzeganie świata. Faktycznie kobiety są bardziej skłonne do pesymizmu, a bierze się to stąd, że w przypadku pojawienia się jakiś niepowodzeń one roztrząsają problem, analizują, tak jakby "siedzą" w tym, co je oczywiście pogrąża w smutku i rozpaczy i nie pozwala na radość. Mężczyźni ponoć w takich sytuacjach zachowują się wręcz całkiem odwrotnie: zajmują się całkiem czymś innym, starają się o tym nie myśleć, nieco rozerwać (różnymi sposobami). I dlatego ten pesymizm ich tak nie przytłacza. Myślę, że po części ta teoria jest prawdziwa, ale należy tu oczywiście rozumować tak "ogólnikowo"; bo każda teoria ma w sobie choć ziarnko prawdy, a też często zdarzają się wyjątki.
To prawda, kobiety mają skłonność do 'gdybania' :wink: Z racji, że miałam w liceum rozszerzoną biologię, więc uczyli nas nawet takich głupotek :) Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że kobiety mają bardziej rozwinięte spoiwo wielkie (jeśli się nie pomyliłam w nazwie) mieszczące się w mózgu i mają więcej połączeń nerwowych :D
-
Tranquility
- Posty: 1123
- Rejestracja: ndz kwie 10, 2005 1:33 pm
-
tancereczka19
- Posty: 64
- Rejestracja: śr cze 08, 2005 8:19 pm
-
tancereczka19
- Posty: 64
- Rejestracja: śr cze 08, 2005 8:19 pm
Powiem Ci Sari (w sposób dosyć pesymistyczny;), że czasami sama nie wiem która ze skrajności jest gorsza. Skrajny optymizm przynosi wiele rozczarowań a skrajny pesymizm nie pozwala sie niczym cieszyć. Ja jeszcze "złotego środka "nie znalazłam i chyba nie znajdę;) Po prostu staram sie brać rzeczy takimi jakie są i cieszyć sie tym co mam.. (pieknie brzmi,wiem ale nie zawsze mi ta sztuka wychodzi;)