pesymiści i optymiści

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
sari
Posty: 172
Rejestracja: pn cze 21, 2004 8:46 pm

pesymiści i optymiści

Post autor: sari »

Ostatnio coraz częściej zostaję zaskakiwana przez moich znajomych, którzy- choć wydają mi się być optymistami- zaliczają siebie do pesymistów. Trochę to przytłaczające... Z jakimi ludźmi wy macie do czynienia, czy otacza was coraz większe grono pesymistów [jak mnie] czy może całkiem odwrotnie i macie wrażenie, że wasze otoczenie się "optymizuje"? Do której grupy zaliczacie samych siebie? I które postawy uważacie za pozytywne [o dziwo pesymizm też ma swoje zalety, żeby nikt tu nie pomyślał: "Co za głupie pytanie, przecież wiadomo że to optymizm zwycięża!"]. I w ogóle interesuje mnie, jakie macie refleksje na ten temat: oparte na własnych doświadczeniach, bądź powstałe z obserwacji innych ludzi... Mam nadzieję, że ujawnicie swoją aktywność w dyskusji. :) Pozdrawiam
Isadora
Posty: 77
Rejestracja: ndz cze 05, 2005 4:51 pm

Post autor: Isadora »

Ja uważam siebie za niepoprawną optymistkę, ale otoczenie, muszę przyznać, czasem mnie dobija. Dookoła siebie widzę tylko pesymizm. Wychodzę rano z domu pełna energii do działania, uśmiecham się do ludzi, ale całe moje szczęście przygasa, gdy widzę te smutne, non stop marudzące osoby :( Wiem, że całkowity optymizm również nie jest dobry, bo ciężko przeżywam wszystkie rozczarowania itp. ale ogólnie łatwiej żyje się z osobami z natury optymistycznymi. Takie jest moje zdanie. A co sądzą inni? :)
Basia
Posty: 91
Rejestracja: wt gru 28, 2004 3:14 pm

Post autor: Basia »

U mnie to dość skomplikowana sprawa. Czuję w sobie ogromną radość życia, ale szczerze mówiąc przebywając w otoczeniu tzw. "zdołowanych" osób sama zaczęłam nabierać takich cech i marudzących przyzwyczajeń. Mój optymizm został stłamszony i to do tego stopnia, że gdy zdarzy mi się spotkać osobę optymistyczną i ciągle uśmiechniętą, to budzi się we mnie natychmiast pytanie: czy ona przypadkiem nie udaję przede mną, a może i nawet przed samą sobą też?? Jest wokół mnie tylu pesymistów, że taki napotkany optymista jest dla mnie całkowitą zagadką. Z jedną z takich osób planuję spędzić 2 tygodnie wakacji, więc kto wie: albo uda mi się ją rozszyfrować, czyli wydobędę z niej prawdę o jej nastawieniu do życia albo też moja towarzyszka podróży pomoże mi odzyskać ten mój zatracony optymizm...
W trakcie jednych z zajęć na studiach mieliśmy kiedyś dyskusję na temat różnic między kobietami,a mężczyznami właśnie w tej kwestii. I okazało się, że kobiety zwykle mają tendencję do tego, aby przedstawiać swoje życie jako czarny scenariusz. Licytują wzajmnie między sobą, która ma się gorzej, która wymaga większego pożałowania. Jednym słowem stawiają na szalę wagę swoich problemów i utrapień. U mężczyzn jest odwrotnie-(nasz wykładowca bardzo się zdziwił, gdy zaprezentowałyśmy mu to nasze babskie podejście do życia)-panowie zwykle licytują swoje osiągnięcia: kto ma lepszy samochód, kto złowił większą rybę, itd... Coś w tym chyba jednak jest, prawda??
sari
Posty: 172
Rejestracja: pn cze 21, 2004 8:46 pm

Post autor: sari »

Czytałam niedawno książkę Seligmana (o ile się nie mylę co do poprawności tego nazwiska): "Optymizmu można się nauczyć" i było tam poświęconych parę stron tematowi wpływu płci na postrzeganie świata. Faktycznie kobiety są bardziej skłonne do pesymizmu, a bierze się to stąd, że w przypadku pojawienia się jakiś niepowodzeń one roztrząsają problem, analizują, tak jakby "siedzą" w tym, co je oczywiście pogrąża w smutku i rozpaczy i nie pozwala na radość. Mężczyźni ponoć w takich sytuacjach zachowują się wręcz całkiem odwrotnie: zajmują się całkiem czymś innym, starają się o tym nie myśleć, nieco rozerwać (różnymi sposobami). I dlatego ten pesymizm ich tak nie przytłacza. Myślę, że po części ta teoria jest prawdziwa, ale należy tu oczywiście rozumować tak "ogólnikowo"; bo każda teoria ma w sobie choć ziarnko prawdy, a też często zdarzają się wyjątki.
Isadora
Posty: 77
Rejestracja: ndz cze 05, 2005 4:51 pm

Post autor: Isadora »

To prawda, kobiety mają skłonność do 'gdybania' :wink: Z racji, że miałam w liceum rozszerzoną biologię, więc uczyli nas nawet takich głupotek :) Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że kobiety mają bardziej rozwinięte spoiwo wielkie (jeśli się nie pomyliłam w nazwie) mieszczące się w mózgu i mają więcej połączeń nerwowych :D
Tranquility
Posty: 1123
Rejestracja: ndz kwie 10, 2005 1:33 pm

Post autor: Tranquility »

optymiści górą !! :) (ze skłonnościami do realizmu) :)
Gość
Posty: 1101
Rejestracja: pn maja 02, 2005 7:21 am

Post autor: Gość »

U mnie to chyba właśnie realizm sprawia, że nie jestem optymistką....
tancereczka19
Posty: 64
Rejestracja: śr cze 08, 2005 8:19 pm

Post autor: tancereczka19 »

Ja w sumie sama nie wiem, bo właściwie u mnie rzadzi realizm, chociaż bardziej skłaniam sie w strone optymizmu :wink: Jestem za tym że trzeba widzieć rzeczy realnie, ale z zabarwieniem optymistycznym. Nie po to jest życie by się cały czas zamartwiać. :wink:
sari
Posty: 172
Rejestracja: pn cze 21, 2004 8:46 pm

Post autor: sari »

najważniejsze jest nie popadać w żadne skrajności. :) (Choć ja często popadam, i to w tą gorszą!).Zbytni optymizm też przecież może zniekształcić obraz rzeczywistości. :wink:
tancereczka19
Posty: 64
Rejestracja: śr cze 08, 2005 8:19 pm

Post autor: tancereczka19 »

Powiem Ci Sari (w sposób dosyć pesymistyczny;), że czasami sama nie wiem która ze skrajności jest gorsza. Skrajny optymizm przynosi wiele rozczarowań a skrajny pesymizm nie pozwala sie niczym cieszyć. Ja jeszcze "złotego środka "nie znalazłam i chyba nie znajdę;) Po prostu staram sie brać rzeczy takimi jakie są i cieszyć sie tym co mam.. (pieknie brzmi,wiem ale nie zawsze mi ta sztuka wychodzi;)
ODPOWIEDZ