Instytut Tańca?
Instytut Tańca?
Po Kongresie: Instytut Tańca - ale jaki?
W swoim piątkowym przemówieniu podczas Kongresu Kultury Polskiej, minister Bogdan Zdrojewski zapowiedział powołanie Instytutu Tańca - pisze Witold Mrozek w portalu nowytaniec.pl
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/79413.html
W swoim piątkowym przemówieniu podczas Kongresu Kultury Polskiej, minister Bogdan Zdrojewski zapowiedział powołanie Instytutu Tańca - pisze Witold Mrozek w portalu nowytaniec.pl
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/79413.html
-
Chiaranzana
- Posty: 349
- Rejestracja: czw maja 28, 2009 11:41 am
co znaczy wiecej? O Instytucie srodowisko marzy od lat, przy okazji kongresu pojawiła się realna szansa na jego utworzenie, ale na razie to tylko powazny postulat który zyskał aprobate ministra czyli jest szansa. Co ponadto? raczej żadnych konkretów nie spodziewałabym się w krótkim czasie - powołanie do zycia instytucji takiego wymiaru musi trwac a biorąc pod uwagę ciągnace sie latami budowy czy choćby adaptacje budynków na cele kulturalne... szkoda gadać. Oczywiscie, mozna powołać Instyttut bez siedziby ale jesli ma miec to wymiar naukowy i archiwalny to będzie cieżko. Wiec z jednej strony: potrzebny uzgodniony z ministerstwem statut, władze, pracownicy, infrastruktura, z drugiej - siedziba
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am
no proszę... Teraz się zdziwiłam
CYTAT Z ARTYKUŁU "wyłonić można dwa podstawowe warianty. Jeden - to instytucja skupiająca się na edukacji, rozwoju i badaniach oraz dokumentacji tańca.
. Druga opcja - dużo bardziej kosztowna to centrum finansujące produkcje taneczne i przydzielające stypendia tancerzom oraz choreografomczych "
co według Was byłoby lepsze? Ja tak na szybko myśląc chyba bym optowała za tę drugą wersją, gdyż o ile dobrze zrozumiałam wersja I to w gruncie rzeczy finansowanie badań nad polskim baletem, zaś wersja II to tworzenie czegoś innego i sypendia dla polskich twórców. Ja to rozumiem tak, że balet to przede wszystkim ruch w teraźniejszości, a nie studia nad przeszłością.
Nadto - o ile przeszłość baletowa w Polsce jaka była to była, o tyle przyszłość może zawsze coś zmienić.
Z tym, że widząc w praktyce jak wygląda finansowanie w Polsce instytucji naukowo-badawczych, jestem sceptycznie nastawiona. Jedyne duże pieniądze w praktyce płyną z projektów europejskich, a nie widzę za bardzo podstawy, na jakiej fundusze UE mogły być tu wykorzystane.
CYTAT Z ARTYKUŁU "wyłonić można dwa podstawowe warianty. Jeden - to instytucja skupiająca się na edukacji, rozwoju i badaniach oraz dokumentacji tańca.
. Druga opcja - dużo bardziej kosztowna to centrum finansujące produkcje taneczne i przydzielające stypendia tancerzom oraz choreografomczych "
co według Was byłoby lepsze? Ja tak na szybko myśląc chyba bym optowała za tę drugą wersją, gdyż o ile dobrze zrozumiałam wersja I to w gruncie rzeczy finansowanie badań nad polskim baletem, zaś wersja II to tworzenie czegoś innego i sypendia dla polskich twórców. Ja to rozumiem tak, że balet to przede wszystkim ruch w teraźniejszości, a nie studia nad przeszłością.
Nadto - o ile przeszłość baletowa w Polsce jaka była to była, o tyle przyszłość może zawsze coś zmienić.
Z tym, że widząc w praktyce jak wygląda finansowanie w Polsce instytucji naukowo-badawczych, jestem sceptycznie nastawiona. Jedyne duże pieniądze w praktyce płyną z projektów europejskich, a nie widzę za bardzo podstawy, na jakiej fundusze UE mogły być tu wykorzystane.
[b:df9e61bbc8]ag111111[/b:df9e61bbc8], balet akurat ma sytuację w Polsce w miarę 'zinstytucjonalizowaną' - są zespoły działające przyt teatrach operowych, które są normalnie finansowane z teatru, tancerze mają możliwość pracy na etat, itp. Bardziej tu chodzi o taniec współczesny, który obecnie sobie jest w Polsce bardzo rozproszony, tancerze i choreografowie nie mają za bardzo gdzie pracować, zarówno pod względem a) instytucji, do której są przypisani, często nazwa 'teatr xxx' jest teatrem tylko w nazwie, b) fizycznego miejsca pracy, czyli sali do prób, oraz miejsca, gdzie można wystawiać spektakle - z tym cały czas jest problem, c) problem z finansowaniem - staranie się o granty, itp., w tym roku np. w Warszawie prawie nikomu chyba nie przyznano kasy, i był wielki problem i poruszenie w tzw. 'środowisku'.
Co do funkcji instytutu - słyszałam różne głosy za i przeciw obu rozwiązaniom. Przeciwko funkcji 'finansującej' wysuwano niebezpieczeństwo monopolizacji danej instytucji na to, co w polskim tańcu dobre, kto dostanie kasę, kto nie, a przede wszystkim - kto miałby o tym decydować (i tu już można oczyma wyobraźni zobaczyć wielką kłótnię, bitwę o przywileje, i Bóg wie co jeszcze, na koniec wszyscy poobrażani, każdy na każdego jedzie, i odmawia współpracy z 'konkurencją' przez najbliższe 10 lat). Oczywiście to tylko teoria, lekko może tylko poparta doświadczeniem ;) - być może w praktyce takie rozwiązanie byłoby słuszne i dobre dla polskiego tańca? Who knows... Wiele zależy od sposobu, w jaki się to wszystko zrobi, i na jakich zasadach, itp. Bo właśnie z drugiej strony, jest jak mówisz; a i stypendia dla twórców to również coś, czego zdaje się na polskim rynku tańca brakuje.
Za funkcją dokumentacyjną mocno stoją krytycy, co w sumie zrozumiałe - i jakby nie patrzeć, niepozbawione racji, bo i tego również u nas brakuje.
Dość często również można słyszeń porównanie do formuły Instytutu Teatralnego, który w sumie też jest 'tworem' dość młodym.
Co do funkcji instytutu - słyszałam różne głosy za i przeciw obu rozwiązaniom. Przeciwko funkcji 'finansującej' wysuwano niebezpieczeństwo monopolizacji danej instytucji na to, co w polskim tańcu dobre, kto dostanie kasę, kto nie, a przede wszystkim - kto miałby o tym decydować (i tu już można oczyma wyobraźni zobaczyć wielką kłótnię, bitwę o przywileje, i Bóg wie co jeszcze, na koniec wszyscy poobrażani, każdy na każdego jedzie, i odmawia współpracy z 'konkurencją' przez najbliższe 10 lat). Oczywiście to tylko teoria, lekko może tylko poparta doświadczeniem ;) - być może w praktyce takie rozwiązanie byłoby słuszne i dobre dla polskiego tańca? Who knows... Wiele zależy od sposobu, w jaki się to wszystko zrobi, i na jakich zasadach, itp. Bo właśnie z drugiej strony, jest jak mówisz; a i stypendia dla twórców to również coś, czego zdaje się na polskim rynku tańca brakuje.
Za funkcją dokumentacyjną mocno stoją krytycy, co w sumie zrozumiałe - i jakby nie patrzeć, niepozbawione racji, bo i tego również u nas brakuje.
Dość często również można słyszeń porównanie do formuły Instytutu Teatralnego, który w sumie też jest 'tworem' dość młodym.
Tak, ogólnie są w Polsce problemy z finansowaniem kultury, w ogóle brak świadomości potrzeby inwestowania w kulturę u polityków, a u potencjalnych jej odbiorów z kolei brak nawyku uczestniczenia w różnych formach życia kulturalnego (mówiąc po polsku - Polacy mało interesują się kulturą i sztuką, a przynajmniej tak wypadamy na tle innych państw europejskich).
Dlatego też nie dziwi aż tak bardzo taka pozycja tańca, zarówno w świadomości Polaków (czyli z jednej strony 'sponsorów' - 'mecenasów sztuki' ;) z drugiej 'odbiorców', 'widzów'), jak i w instytucjach. Długo taniec funkcjonował - formalnie do rozdawania pieniążków :twisted: - albo pod hasłem 'muzyka', albo 'teatr'. Dopiero teraz uzyskał jakąś autonomię. Oczywiście, nie chodzi tu od razu o każdą jedną formę tańca, czyli nie każde pokręcenie biodrami czy pomachanie nogami po pracy dla przyjemności, a o to, co z tańcem można zrobić właśnie w sferze sztuki szeroko pojętej, chociaż aspekt edukacyjny również jest istotny.
Dlatego też nie dziwi aż tak bardzo taka pozycja tańca, zarówno w świadomości Polaków (czyli z jednej strony 'sponsorów' - 'mecenasów sztuki' ;) z drugiej 'odbiorców', 'widzów'), jak i w instytucjach. Długo taniec funkcjonował - formalnie do rozdawania pieniążków :twisted: - albo pod hasłem 'muzyka', albo 'teatr'. Dopiero teraz uzyskał jakąś autonomię. Oczywiście, nie chodzi tu od razu o każdą jedną formę tańca, czyli nie każde pokręcenie biodrami czy pomachanie nogami po pracy dla przyjemności, a o to, co z tańcem można zrobić właśnie w sferze sztuki szeroko pojętej, chociaż aspekt edukacyjny również jest istotny.
ja to widze tak, jak swego czasu wyobrażała sobie to Fundacja Centrum Tańca Współczesnego:
powinna powstac instytucja, która skupiała by w sobie różne funkcje świadczone na rzecz szeroko pojetego tańca w Polsce, w szczególnosci współczesnego bo jak zaznacza Joanna to zwykle pręzne grupy bez siedziby, sali prób etc.
Centrum (czy tez Instytut) powinno:
mieć bibiliotekę i videoteke
prowadzić badania i wspomagac je (stypendia?), pomoc w zdobyciu materiałów - co instytucja, to instytucja
mieć i udostepniać sale do prób grupom tanecznym
mieć i prowadzić scene impresaryjną (żeby zespoły tańca współczesnego nie musiały wystepowac w PKiN)
być ciałem doradczym i pomocnym dla teatrów tanca, zespołów, tamncerzy i choreografów
moze prowadzić codzienne lekcje i treningi za opłatą (w Polsce nie ma prywatnych studiów baletowych prowadzonych przez dobrych pedagogów, ale i potrzeba na razie jest niezbyt wielka) - to musi kształtowac popyt.
być instytucją reprezentujaca interesy tancerzy - np. w rozmowach z ministerstwem...
sie rozmarzyłam ;)
powinna powstac instytucja, która skupiała by w sobie różne funkcje świadczone na rzecz szeroko pojetego tańca w Polsce, w szczególnosci współczesnego bo jak zaznacza Joanna to zwykle pręzne grupy bez siedziby, sali prób etc.
Centrum (czy tez Instytut) powinno:
mieć bibiliotekę i videoteke
prowadzić badania i wspomagac je (stypendia?), pomoc w zdobyciu materiałów - co instytucja, to instytucja
mieć i udostepniać sale do prób grupom tanecznym
mieć i prowadzić scene impresaryjną (żeby zespoły tańca współczesnego nie musiały wystepowac w PKiN)
być ciałem doradczym i pomocnym dla teatrów tanca, zespołów, tamncerzy i choreografów
moze prowadzić codzienne lekcje i treningi za opłatą (w Polsce nie ma prywatnych studiów baletowych prowadzonych przez dobrych pedagogów, ale i potrzeba na razie jest niezbyt wielka) - to musi kształtowac popyt.
być instytucją reprezentujaca interesy tancerzy - np. w rozmowach z ministerstwem...
sie rozmarzyłam ;)
[quote:ed6d77ea74="Kasia G"]moze prowadzić codzienne lekcje i treningi za opłatą (w Polsce nie ma prywatnych studiów baletowych prowadzonych przez dobrych pedagogów, ale i potrzeba na razie jest niezbyt wielka) - to musi kształtowac popyt. [/quote:ed6d77ea74]
Na to popyt by był - na regularne lekcje/ treningi/ warsztaty, pod warunkiem, że
a) dobry pedagog, a najlepiej cyklicznie zmieniający się
b) cena - w każdym normalnym kraju są takich w studiach ukierunkowanych na profesjonalistów zniżki dla tancerzy. Kto tutaj w Polsce może pozwolić sobie na codzienną lekcje za 20-30-40 zł?? Pomijając już, że lekcje są często dość krótkie.
A popytu w tej chwili nie ma zbyt dużego, z paru względów... Z tego rozmawiam, to sporo osób byłoby zainteresowanych taką formą treningu, ale z racji że coś takiego nie istnieje, to się nie robi nic... Są w tej chwili różne zajęcia/ lekcje w studiach amatorskich, gdzie problemem jest po pierwsza wysoka cena (przynajmniej dla kogoś, kto stara się zarobić tańcem i teatrem na życie, a nie układając papierki w biurze przyjść porelaksować się 2 razy w tygodniu:/ ), po drugie godziny wieczorne, kiedy odbywają się a) wszystkie zajęcia, b) zajęcia prowadzone przez samego się c) spektakle.
W zasadzie każdy mówi i narzeka, że nie ma takich lekcji dlas tancerzy, ale mało ktoś coś robi w tym kierunku.
Drugą, trochę odrębną kwestią jest to, że część tancerzy w ogóle nie widzi potrzeby czegoś takiego. W naszych polskich warunkach faktycznie może i to ma swoje uzasadnienie, bo konkurencja nie jest aż tak przerażająca jak gdzie indziej ;) .
Niemniej jednak brak możliwości treningu dla profesjonalnych tancerzy, poza może z kilkoma (na palcach jednej ręki policzyć) teatrami w Polsce, które mają swoje codzienne lekcje, jest moim zdaniem bardzo szkodliwy, bo blokuje pewien rozwój, udoskonalanie się, a do tego chyba powinno się dążyć? Niby oczywiste jak się na to spojrzy (zwłaszcza chłodniejszym okiem z zewnątrz), ale wierzcie mi, że dla niektórych tancerzy wcale niekoniecznie :roll:
Stary Browar w Poznaniu próbuje robic coś takiego, zaprasza pedagogów na np. tygodniowe warsztaty, coachingi - i to jest super, szkoda, że tylko jedno na całą Polskę...
Nie wiem, czy to był post na temat, ale poniekąd związany.
Na to popyt by był - na regularne lekcje/ treningi/ warsztaty, pod warunkiem, że
a) dobry pedagog, a najlepiej cyklicznie zmieniający się
b) cena - w każdym normalnym kraju są takich w studiach ukierunkowanych na profesjonalistów zniżki dla tancerzy. Kto tutaj w Polsce może pozwolić sobie na codzienną lekcje za 20-30-40 zł?? Pomijając już, że lekcje są często dość krótkie.
A popytu w tej chwili nie ma zbyt dużego, z paru względów... Z tego rozmawiam, to sporo osób byłoby zainteresowanych taką formą treningu, ale z racji że coś takiego nie istnieje, to się nie robi nic... Są w tej chwili różne zajęcia/ lekcje w studiach amatorskich, gdzie problemem jest po pierwsza wysoka cena (przynajmniej dla kogoś, kto stara się zarobić tańcem i teatrem na życie, a nie układając papierki w biurze przyjść porelaksować się 2 razy w tygodniu:/ ), po drugie godziny wieczorne, kiedy odbywają się a) wszystkie zajęcia, b) zajęcia prowadzone przez samego się c) spektakle.
W zasadzie każdy mówi i narzeka, że nie ma takich lekcji dlas tancerzy, ale mało ktoś coś robi w tym kierunku.
Drugą, trochę odrębną kwestią jest to, że część tancerzy w ogóle nie widzi potrzeby czegoś takiego. W naszych polskich warunkach faktycznie może i to ma swoje uzasadnienie, bo konkurencja nie jest aż tak przerażająca jak gdzie indziej ;) .
Niemniej jednak brak możliwości treningu dla profesjonalnych tancerzy, poza może z kilkoma (na palcach jednej ręki policzyć) teatrami w Polsce, które mają swoje codzienne lekcje, jest moim zdaniem bardzo szkodliwy, bo blokuje pewien rozwój, udoskonalanie się, a do tego chyba powinno się dążyć? Niby oczywiste jak się na to spojrzy (zwłaszcza chłodniejszym okiem z zewnątrz), ale wierzcie mi, że dla niektórych tancerzy wcale niekoniecznie :roll:
Stary Browar w Poznaniu próbuje robic coś takiego, zaprasza pedagogów na np. tygodniowe warsztaty, coachingi - i to jest super, szkoda, że tylko jedno na całą Polskę...
Nie wiem, czy to był post na temat, ale poniekąd związany.
-
Sagittaire
- Posty: 2810
- Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am