YUKA EBIHARA
: czw paź 02, 2014 9:49 pm
Już parę razy pisałem z zachwytem o japońskiej gwieździe PBN, Yuce Ebiharze. Ale dziś przerosła moje oczekiwania. Poszedłem dla niej na „Romea i Julię” i wróciłem oczarowany. Jakiż bezpretensjonalny wdzięk i stale narastające emocje miłosne w jej czułym jak... stradivarius ciele, a potem już tylko misternie budowane (przeżywane?) wielobarwne napięcie „aktorskie” na kolejnych etapach dramatu Julii. Mówienie o jej technice tanecznej w kontekście tej wielkiej roli byłoby niewybaczalnym banałem, bo Ebihara ma ją po prostu doskonałą i żadne najtrudniejsze pas nie jest dla niej najmniejszym problemem. Tyle, że w żadnym momencie swojej kreacji nie przywiązuje do techniki najmniejszej wagi (tak się przynajmniej wydaje), jest ponad nią, nie eksponuje jej, nie pokazuje co potrafi. Ale przecież czujne oko widza wychwyci jej mistrzostwo pod dominującym obrazem wspaniale prowadzonej roli. Niezwykła artystka, prawdziwy skarb na warszawskiej scenie.
W ogóle spektakl był zaskakujący. Pawła Koncewoja nie podejrzewałem o wrażliwość poety, a jednak jest Romeem na swój sposób ujmującym, na miarę współczesnego ujęcia dramatu przez Krzysztofa Pastora. Viktor Banka z jego temperamentem, demonicznym wzrokiem i węgierską urodą to wymarzony Tybalt. Sergey Basalaev jak zwykle dojrzały i ostro wyrazisty jako faszystowski duce. Ana Kipshidze posągowo piękna i głęboko poruszająca jako zniewolona psychicznie przez męża pani Capuleti. Jej przejmujący duet z Julią Ebihary mówi wszystko o wzajemnym stosunku obu kobiet, wzbudza dreszcz współczucia i zapada w pamięć. Figlarny Shunsuke Mizui to odkrycie w roli Marcutia. I Carlos Martin Peres jako ojciec Laurenty, wypełniający ważną tu postać silną osobowością. Także u nich świetne wykonania techniczne, co jest już chyba oczywistością w PBN. Ale też wielka satysfakcja obserwowania ich emocji, wychwytywania charakterystycznych zachowań, drobnych gestów, dyskretnych spojrzeń, słowem – prawdziwego artyzmu jaki emanował z przedstawienia. Warto wypatrywać tego zbiorowego wykonania!
W ogóle spektakl był zaskakujący. Pawła Koncewoja nie podejrzewałem o wrażliwość poety, a jednak jest Romeem na swój sposób ujmującym, na miarę współczesnego ujęcia dramatu przez Krzysztofa Pastora. Viktor Banka z jego temperamentem, demonicznym wzrokiem i węgierską urodą to wymarzony Tybalt. Sergey Basalaev jak zwykle dojrzały i ostro wyrazisty jako faszystowski duce. Ana Kipshidze posągowo piękna i głęboko poruszająca jako zniewolona psychicznie przez męża pani Capuleti. Jej przejmujący duet z Julią Ebihary mówi wszystko o wzajemnym stosunku obu kobiet, wzbudza dreszcz współczucia i zapada w pamięć. Figlarny Shunsuke Mizui to odkrycie w roli Marcutia. I Carlos Martin Peres jako ojciec Laurenty, wypełniający ważną tu postać silną osobowością. Także u nich świetne wykonania techniczne, co jest już chyba oczywistością w PBN. Ale też wielka satysfakcja obserwowania ich emocji, wychwytywania charakterystycznych zachowań, drobnych gestów, dyskretnych spojrzeń, słowem – prawdziwego artyzmu jaki emanował z przedstawienia. Warto wypatrywać tego zbiorowego wykonania!