[quote:e5f268566b="Anonymous"]Już nie chodzę bo nie mam czasu, trochę żałuję. Jestem w 3 klasie gimnazjum więc sama rozumiesz.[/quote:e5f268566b]
Jak to?! Rzucasz taniec, bo jesteś w 3 klasie gimnazjum?! Kobieto!!! Nie weisz co trcaisz! Będziesz okropnie żałować! Wykręcasz się sama przed sobą egzaminem (pomijam to, że to banalne jak ...) , tak? Powiem Ci szczerze jak to jest: im mniej masz czasu, tym więcej rzeczy zrobisz, nie marnujesz wtedy tego co najcenniejsze na jakieś pierdoły, tylko REALIZUJESZ się! No,chyba, że taniec nie jest dla Ciebie az tak ważny... TWÓJ WYBÓR! Ja tylko uprzedzam!
Ja za rok mam maturę, oprócz bardzo wymagającej szkoły (40 h/ tydzień) tańczę klasykę (4h/tydzień + repertuar) , chodzę do studia teatralnego (10h/tydzień) i choć czasem padam to jest mi z tym wszystkim dobrze i nie zamierzam rezygnować nawet z powodu egzaminu dojrzałości...
GRUNT TO UZNANIE PRIORYTETÓW!
układ choreograficzny
Re: układ choreograficzny
Niekoniecznie 3 klasa gimnazjum musi oznaczać rezygnację z tańca...ja chodze do normalnej szkoły, jestem w 3 gm a daję radę połączyć szkołę z baletem...zajęć mam 16 godzin w tygodniu więc w domu jest około 21 (zajęcia kończą się o 20:10) wykończona po klasykach nowoczesnych ludowych itp. daję sobei radę i nawet nie idzie mi aż tak źle :wink:
Jeśli chodzi o układanie choreografii, to dla mnie bazą jest improwizacja, najlepiej z ruchu autentycznego - stąd mogą wypłynąć ciekawe elementy, które wypływają prosto z ciała. Oczywiście, większość rzeczy z improwizacji to śmiecie, tak jest i będzie zawsze, ale też zawsze trafi się coś interesującego, 'perełka'...
Niestety, nie wiem, czy ta metoda sprawdziła by się w tańcu nowoczesnym, jazzowym, bo stosowana jest zazwyczaj w innych technikach ruchu.
A co do rezygnacji z jakichś zajęć z podowu egzaminów do liceum to jakaś paranoja. Na litość, niedługo dzieci w 6 klasie będą rezygnowały z czegoś tam, bo gimnazjum... Przepraszam, jeśli to kogoś dotknie, no ale tak uważam i mam ku temu powody. Kiedyś tak nie było, po prostu robiło się swoje.
Ja np. w klasie maturalnej występowałam więcej niż jakimkolwiek innym roku. Było tak, że szłam na konkurs recytatorski dzień po maturze ustnej (notabene nagroda), i brałam udział w naprawdę różnych rzeczach (mam na myśli spektakle) : tańcu, pantomimie, teatrze słowa. A, i brałam jeszcze lekcje śpiewu :)
Mam wielu znajomych, którzy również pomimo matury kontynuowali cały czas swoje zainteresowania. Zresztą, matura to nic, bo ważniejsze były przecież egzaminy na studia. I to nie przeszkadzało tym osobom działać w różnych zepołach teatrach, chodzić na próby, występować.
Teraz z kolei mam wielu znajomych, którzy ciągną dwa kierunki, i jeszcze pracują...
To zresztą wydaje mi się wychodzi w życiu, bo tak naprawdę to później jest tylko coraz więcej zajęć, a mniej czasu. Jeśli 15-latka wykręca się egzaminami to przyznam, że trudno mi wyobrazić sobie co będzie, jak np. pójdzie na studiach i dojdzie jej praca, też nie będzie potrafiła połączyć obu tych rzeczy? Nie wspominając już o swoich dodatkowych zainteresowaniach.
Ech, może trochę za dużo się o sobie nagadałam, ale aż mnie to trafiło. Rośnie nam jakieś leniwe społeczeństwo :?
Niestety, nie wiem, czy ta metoda sprawdziła by się w tańcu nowoczesnym, jazzowym, bo stosowana jest zazwyczaj w innych technikach ruchu.
A co do rezygnacji z jakichś zajęć z podowu egzaminów do liceum to jakaś paranoja. Na litość, niedługo dzieci w 6 klasie będą rezygnowały z czegoś tam, bo gimnazjum... Przepraszam, jeśli to kogoś dotknie, no ale tak uważam i mam ku temu powody. Kiedyś tak nie było, po prostu robiło się swoje.
Ja np. w klasie maturalnej występowałam więcej niż jakimkolwiek innym roku. Było tak, że szłam na konkurs recytatorski dzień po maturze ustnej (notabene nagroda), i brałam udział w naprawdę różnych rzeczach (mam na myśli spektakle) : tańcu, pantomimie, teatrze słowa. A, i brałam jeszcze lekcje śpiewu :)
Mam wielu znajomych, którzy również pomimo matury kontynuowali cały czas swoje zainteresowania. Zresztą, matura to nic, bo ważniejsze były przecież egzaminy na studia. I to nie przeszkadzało tym osobom działać w różnych zepołach teatrach, chodzić na próby, występować.
Teraz z kolei mam wielu znajomych, którzy ciągną dwa kierunki, i jeszcze pracują...
To zresztą wydaje mi się wychodzi w życiu, bo tak naprawdę to później jest tylko coraz więcej zajęć, a mniej czasu. Jeśli 15-latka wykręca się egzaminami to przyznam, że trudno mi wyobrazić sobie co będzie, jak np. pójdzie na studiach i dojdzie jej praca, też nie będzie potrafiła połączyć obu tych rzeczy? Nie wspominając już o swoich dodatkowych zainteresowaniach.
Ech, może trochę za dużo się o sobie nagadałam, ale aż mnie to trafiło. Rośnie nam jakieś leniwe społeczeństwo :?
-
Tranquility
- Posty: 1123
- Rejestracja: ndz kwie 10, 2005 1:33 pm
rezygnacja...
eh... ja jestem w 3 klasie gimnazjum i przyznam się, że jest to rok, w którym mam jak na razie najwięcej zajęc... oprócz szkoły jest jeszcze angielski(2h), teatr(2h), taniec(10h) i inne dodatkowe rzeczy... z niczego nie zrezygnowałem, bo to bez sensu... a uczyc do egzaminu trzeba sie przez cale gimnazjum !! :P :)
a co do egzaminu... to jest on tuż tuż... :)
a co do egzaminu... to jest on tuż tuż... :)
Tak, tak, dołączam się do słów Copelii i Was wszystkich, tym bardziej, że również jestem w 3 kl. gimnazjum i tym bardziej, że też chodzę na balet (zresztą razem z Copelią :P) i naprawdę jakoś sobie radzę... To prawda, mając mniej czasu, zrobisz więcej. Dla mnie dzień "wolny" to nudny i bezsensowny dzień, bo nie robię wtedy zupełnie nic, oprócz siedzenia przed tv i koputerem, słuchania muzyki, bezsensownego snucia się po domu itp. - czyli zupełnie stracony dzień. Dobrze mi jest z baletem, z tym brakiem czasu, mimo iż nie mam czasu na naukę, naprawdę uczę się dość dobrze. Jeśli kochasz balet, nie rezygnuj z marzeń, naprawdę szkoda! A testy gimnazjalne nie powinny przecież być powodem do rezygnacji z marzeń (tym bardziej, że są za 4 dni :P)
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!