Kwiaty dla artystów
odświerzam wątek bo ładny: podzielcie sie swoimi doswiadczeniami z obdarowywaniem kwiatami a moze i otrzymywaniem kwiatów na scenie - w końcu idzie wiosna... :)
Mnie tam najbardziej sie podobało jak kiedys na spektaklu Jeziora łabedziego w TW-ON wszystkie łabędzie dostały po jednej czerwonej rózy - te białe paczki równiutko ustawionych tancerek i czerwona róża u kazdej w rękach! Cos pieknego!!!
Mnie tam najbardziej sie podobało jak kiedys na spektaklu Jeziora łabedziego w TW-ON wszystkie łabędzie dostały po jednej czerwonej rózy - te białe paczki równiutko ustawionych tancerek i czerwona róża u kazdej w rękach! Cos pieknego!!!
Najmilszym momentem moich dotychczasowych dokonań na scenie były właśnie dwa małe bukieciki, które otrzymałam od dzieci po jednej z solówek (nie był to cały balet, tylko pojedyncze układy, coś na wzór divertissement). Dwa szkraby wyszły na scenę podczas moich ukłonów i wręczyły mi je, bardzo zawstydzone :) Potem szybciutko uciekły, a ja byłam tak szczęśliwa, że dalej tańczyło mi się jakby lepiej :)
A kiedy oglądam zawodowe balety często myślę sobie, że chciałabym być solistką tylko po to, by otrzymywać kwiaty w dowód uznania. Marzenie!...
A kiedy oglądam zawodowe balety często myślę sobie, że chciałabym być solistką tylko po to, by otrzymywać kwiaty w dowód uznania. Marzenie!...
Ja 20 maja jadę do ROMY na "Taniec Wampirów" i baaardzo chciałabym podarować kwiatek I. Nowakowskiej (zespół taneczny). Za bardzo nie wiem, jak powinnam się za to zabrać... Czy w przerwie dać owego kwiatka panu ze sklepiku, komuś z obsługi...?
EDIT: No i czy istniałaby możliwość jakoś się do niej 'włamać' i pozdrowić ją osobiście? :D
EDIT: No i czy istniałaby możliwość jakoś się do niej 'włamać' i pozdrowić ją osobiście? :D
-
Tranquility
- Posty: 1123
- Rejestracja: ndz kwie 10, 2005 1:33 pm
Tranq, to w ogóle może być problem... Chyba jednak jeśli ludzie będą wychodzić na scenę też to zrobię, a jeśli nie, to dam kwiatki komuś z obsługi - bo po spektaklu nie będę się miała czasu uganiać (wracam wspólnym autobusem z pracą mojej mamy), a poza tym mam wcześniejszy spektakl, więc aktorzy chyba nie będą jeszcze wychodzić z teatru, tylko czekać na następny występ.
A szkoda - zależało mi na osobistym podarowaniu kwiatuszka. Ale... najwyżej dołączę biletynek ;)
EDIT: Dzięki, Gościu. Chyba dam kwiatki komuś z obsługi i po prostu napiszę na biletynku o tam miałam napisać ;)
A szkoda - zależało mi na osobistym podarowaniu kwiatuszka. Ale... najwyżej dołączę biletynek ;)
EDIT: Dzięki, Gościu. Chyba dam kwiatki komuś z obsługi i po prostu napiszę na biletynku o tam miałam napisać ;)
Tak więc - gadałam z zaznajomioną kocicą i niestety niewiele się dowiedziałam [size=9:0cf1e32707](Idki dziś nie spotkałam, a nawet jakbym ją spotkała, to pewnie chcesz jej niespodziankę zrobić)[/size:0cf1e32707]. Jeżeli nie masz możliwości zostać po spektaklu, to może zadzwoń do Romy i dowiedz się jak to możesz załatwić.
Ostatecznie możesz próbować zostawić przed spektaklem u portiera w części "służbowej" (wejście od św Barbary, czyli dokładnie z tyłu Romy)
Niestety nic więcej nie potrafię pomóc
Ostatecznie możesz próbować zostawić przed spektaklem u portiera w części "służbowej" (wejście od św Barbary, czyli dokładnie z tyłu Romy)
Niestety nic więcej nie potrafię pomóc
-
Piotr Malaga
- Posty: 169
- Rejestracja: pt sty 20, 2006 4:26 pm
Cóż, ja ogólnie lubię kwiaty, co jest raczej wśród kolegów rzadkością. W pracy mam swoje osobiste rośliny na biurku - dracenę, zielistkę, primulę i bluszcza z sufitu, ale one zwykle nie kwitną :)
Teraz postawiłem sobie ścięte gałązki forsycji i zaczynają ślicznie kwitnąć dając znać o wiośnie!
Dlatego zawsze bardzo chciałem dostać kwiaty na scenie. To były jedynie szkolne występy, moje pierwsze baletowe próby. Bardziej doświadczone koleżanki dostawały kwiaty... nie byłem zazdrosny, ale pragnąłem tego również i wyobrażałem sobie, że to musi być cholernie miłe... :o
Marzyłem o tych kwiatach na scenie aż do tego stopnia, że pewnego razu postanowiłem sam nakręcić sprawę! :oops: Pożyczyłem od koleżanki bukiet który dostała w pierwszej części i ugadałem się z inną koleżanką (która akurat nie występowała) że mi je wręczy w czasie ukłonów. A po zejściu ze sceny planowałem oczywiście oddać właścicielce.
Ale w ostatniej chwili odwołałem tą perfidnie ułożoną mistyfikację, uznałem że to przecież zupełnie nie o to chodzi. To nie jest marzenie, które można tak bezpośrednio samemu spełnić. Mógłbym sobie wręcz zaszkodzić, to byłby szczyt bufonady!
Kilka lat później inny spektakl, inne miejce, inny zespół. Ukłony, ja niczego się nie spodziewam, a na scenę wychodzi jakaś kobieta i daje mi kwiaty, ale zastrzega że to nie od niej i szybko ucieka. Patrzę - piękny bukiet różowych róż a w środku bilecik - od partnerki :) która śmieje się do mnie w czasie ukłonów...
Nie wiem jak to opisać, ale poczułem ogromne wzruszenie, skrępowanie i radość na raz. Spaliłem cegłę i pomieszałem coś chyba w tych ukłonach, które były do pewnego stopnia ułożone.
I tak jedno z moich marzeń spełniło się, przez tydzień chodziłem dumny i blady z tego powodu!
Teraz postawiłem sobie ścięte gałązki forsycji i zaczynają ślicznie kwitnąć dając znać o wiośnie!
Dlatego zawsze bardzo chciałem dostać kwiaty na scenie. To były jedynie szkolne występy, moje pierwsze baletowe próby. Bardziej doświadczone koleżanki dostawały kwiaty... nie byłem zazdrosny, ale pragnąłem tego również i wyobrażałem sobie, że to musi być cholernie miłe... :o
Marzyłem o tych kwiatach na scenie aż do tego stopnia, że pewnego razu postanowiłem sam nakręcić sprawę! :oops: Pożyczyłem od koleżanki bukiet który dostała w pierwszej części i ugadałem się z inną koleżanką (która akurat nie występowała) że mi je wręczy w czasie ukłonów. A po zejściu ze sceny planowałem oczywiście oddać właścicielce.
Ale w ostatniej chwili odwołałem tą perfidnie ułożoną mistyfikację, uznałem że to przecież zupełnie nie o to chodzi. To nie jest marzenie, które można tak bezpośrednio samemu spełnić. Mógłbym sobie wręcz zaszkodzić, to byłby szczyt bufonady!
Kilka lat później inny spektakl, inne miejce, inny zespół. Ukłony, ja niczego się nie spodziewam, a na scenę wychodzi jakaś kobieta i daje mi kwiaty, ale zastrzega że to nie od niej i szybko ucieka. Patrzę - piękny bukiet różowych róż a w środku bilecik - od partnerki :) która śmieje się do mnie w czasie ukłonów...
Nie wiem jak to opisać, ale poczułem ogromne wzruszenie, skrępowanie i radość na raz. Spaliłem cegłę i pomieszałem coś chyba w tych ukłonach, które były do pewnego stopnia ułożone.
I tak jedno z moich marzeń spełniło się, przez tydzień chodziłem dumny i blady z tego powodu!