TREMA ???
-
Dancer in the rain
- Posty: 82
- Rejestracja: ndz cze 11, 2006 10:40 pm
TREMA ???
Zastanawiam sie jak wy wszyscy radzicie sobie z trema przed wystepem...
Nie wiem czy byl juz taki temat.... jesli tak to przepraszam :D
Nie wiem czy byl juz taki temat.... jesli tak to przepraszam :D
Chyba nie bylo takiego tematu 8) cóż niektórych trema rujnuje a innych tancerzy buduje .Po wielu latach raczej buduje ...w pozytywnym słowa tego znaczeniu 8) i to chyba nie ma reguły , ale w moim przypadku to im wiecej lat tym wieksza rutyna,praktyka ( która też może zgubić ) ale trema coraz mniejsza - czasami nawet znikoma 8) więc podsumowując moje przemyślenia z wiekiem i doswiadzczeniem mniej tremy , a jezeli juz jest trema to ta bardziej mobilizująca niż paraliżująca ...!!! :D
Dokładnie tak jest. Z czasem można się przyzwyczaić do tremy, i umieć nad nią zapanować tak, że działa motywująco, a nie paraliżująco.
Wiele zależy od samego występu, jego rangi, zrobionego materiału. Np. jeśli wiem, że na próbach zrobiłam tyle, ile mogłam na miarę swoich możliwości, to pewnie wchodzę na scenę, czego nie można powiedzieć o sytuacjach, kiedy wiem, że rola jest po prostu niedouczona albo 'niezrobiona' ;)
Generalnie jeśli się wie, z czym się wychodzi, co się chce przekazać innym, to z czymkolwiek się na tą scenę nie wychodzi (taniec, słowo, śpiew), to tylko wtedy można czerpać z tego przyjemność, i to niemałą :)
W każdym razie jakaś trema jest zawsze, mniejsza lub większa. Bo nawet jak ma się materiał, z którym się już wychodziło wiele razy, to zawsze jest ta niepewność, co się wydarzy, no i zawsze jest inna publiczość, która inaczej reaguje, my mamy inny dzień, raz się czujemy lepiej, raz gorzej, a to też wpływa.
Ale ponoć jeśli ktoś już w ogóle nie czuje tremy, to naczy, że powinien już się pożegnać z zawodem. Że się po prostu skończył.
A, i dodam jeszcze, że na scenie już nie myśli się o technice, itp., tylko o tym, co się robi, co ma się do przekazania tym, co się robi. Wiadomo, są czasami jakieś trudniejsze elementy, albo trzeba być uważnym, wiedzieć kiedy zejść, wejść, ale to wcale nie burzy 'myślenia postacią', scenicznego, przynajmniej nie powinno.
O technice można myśleć na próbach, nie na scenie.
[size=9:3b04d309de]Wydaje mi się, że podobny temat już był, ale nie mogę go znaleźć ;)[/size:3b04d309de]
Wiele zależy od samego występu, jego rangi, zrobionego materiału. Np. jeśli wiem, że na próbach zrobiłam tyle, ile mogłam na miarę swoich możliwości, to pewnie wchodzę na scenę, czego nie można powiedzieć o sytuacjach, kiedy wiem, że rola jest po prostu niedouczona albo 'niezrobiona' ;)
Generalnie jeśli się wie, z czym się wychodzi, co się chce przekazać innym, to z czymkolwiek się na tą scenę nie wychodzi (taniec, słowo, śpiew), to tylko wtedy można czerpać z tego przyjemność, i to niemałą :)
W każdym razie jakaś trema jest zawsze, mniejsza lub większa. Bo nawet jak ma się materiał, z którym się już wychodziło wiele razy, to zawsze jest ta niepewność, co się wydarzy, no i zawsze jest inna publiczość, która inaczej reaguje, my mamy inny dzień, raz się czujemy lepiej, raz gorzej, a to też wpływa.
Ale ponoć jeśli ktoś już w ogóle nie czuje tremy, to naczy, że powinien już się pożegnać z zawodem. Że się po prostu skończył.
A, i dodam jeszcze, że na scenie już nie myśli się o technice, itp., tylko o tym, co się robi, co ma się do przekazania tym, co się robi. Wiadomo, są czasami jakieś trudniejsze elementy, albo trzeba być uważnym, wiedzieć kiedy zejść, wejść, ale to wcale nie burzy 'myślenia postacią', scenicznego, przynajmniej nie powinno.
O technice można myśleć na próbach, nie na scenie.
[size=9:3b04d309de]Wydaje mi się, że podobny temat już był, ale nie mogę go znaleźć ;)[/size:3b04d309de]
A ja na tegorocznym Jubileuszu jako jedna z niewielu zachowałam totalny spokój 8)
Mnie trema [u:0eee405b84]już[/u:0eee405b84] chyba nie dotyczy. Chociaż nie powiem, jest bardzo przyjemna. I ten dreszczyk emocji po zejściu ze sceny też (poczucie "dobrze odwalonej roboty"). Myślę, że jest potrzebna każdemu tancerzowi.
I na szczęście szybko mija ;)
Więc raczej nie mam na nią sposobów, bo nie są potrzebne. 5 minut wytrzymać, a później już idzie jak z płatka :)
Mnie trema [u:0eee405b84]już[/u:0eee405b84] chyba nie dotyczy. Chociaż nie powiem, jest bardzo przyjemna. I ten dreszczyk emocji po zejściu ze sceny też (poczucie "dobrze odwalonej roboty"). Myślę, że jest potrzebna każdemu tancerzowi.
I na szczęście szybko mija ;)
Więc raczej nie mam na nią sposobów, bo nie są potrzebne. 5 minut wytrzymać, a później już idzie jak z płatka :)
-
aankaa_baletnica=)
- Posty: 1514
- Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm
Chyba 2 lata temu miałam 4 układy solowe, każdy po jakieś 4 minuty. Przez cały dzień denerwowałam się jak nigdy w życiu. Nie byłam w stanie spokojnie usiedzieć, wszystko mnie irytowało i samymi tymi nerwami byłam zmęczona bardziej niż próbą. Kiedy tylko założyłam pierwszy kostium i weszłam na scenę, wszystko ze mnie spłynęło i nie czułam już żadnego zdenerwowania.
Teraz też tak jest, ale w trochę mniejszym stopniu - denerwuję się zanim wejdę na scenę, potem już nie. Ale tremy nie znoszę, zbyt cienka jest jej granica do podbudowania i do zniszczenia psychiki.
Teraz też tak jest, ale w trochę mniejszym stopniu - denerwuję się zanim wejdę na scenę, potem już nie. Ale tremy nie znoszę, zbyt cienka jest jej granica do podbudowania i do zniszczenia psychiki.