Anna Pawłowa
tak, wiele sie slyszy o tancu umierajacego labedzia w wykonaniu pawlowej... chociazby to, ze cala widownia plakala... niestety nigdy nie mialam okazji go obejrzec..
nie dziwie sie princess ze plakalas, skoro w tym czasie kiedy ona tanczyla tez plakano.
anna pawlowa to juz historia. nawet osoby kompletnie nie znajace sie na balecie znaja ja z imienia i nazwiska.
nie dziwie sie princess ze plakalas, skoro w tym czasie kiedy ona tanczyla tez plakano.
anna pawlowa to juz historia. nawet osoby kompletnie nie znajace sie na balecie znaja ja z imienia i nazwiska.
chciałabym zauważyć, że filmik był poddany lekkiej przeróbce - jest nieco zwolniony (dlatego także obraz nie jest regularny można to dobrze zobaczyć jak sie Anna obraca) i jest lekko poprawiony obraz (stare filmy się strasznie trzęsą i zacinają) - jednak niektóre klatki nadal sie zacinają i dlatego ruch rąk jest łamany, a nie falisty :)
a wiecie może czy krążą po internecie inne filmiki z anną pavlovą i wogóle stare filmy baletowe? (takie czarnobiałe :D) i jak tak to bym prosiła o jakieś naprowadzenia na nie :P
edit: a żeby nie było że wale posty jak nienormalna, to mam pewna ciekawostke co do tego filmiku - moja kumpela, która uczy sie rosyjskiego przetłumaczyła mi o czym mówi ten rusek na początku... a mówi że owy film jest z..... (uwaga!) 1907!!! a więc sie nie pomylilam co do owej przeróbki ;)
[size=9:83f9f4b000]boże.. to on ma 100 lat! :shock:[/size:83f9f4b000]
edit: a żeby nie było że wale posty jak nienormalna, to mam pewna ciekawostke co do tego filmiku - moja kumpela, która uczy sie rosyjskiego przetłumaczyła mi o czym mówi ten rusek na początku... a mówi że owy film jest z..... (uwaga!) 1907!!! a więc sie nie pomylilam co do owej przeróbki ;)
[size=9:83f9f4b000]boże.. to on ma 100 lat! :shock:[/size:83f9f4b000]
Być wielką artystką, WIELKĄ ARTYSTKĄ baletu, jest dla mnie być człowiekiem, który za pomocą ruchu swego ciała przedstawi obraz swej artystycznej duszy.
Mieć ARTYSTYCZNĄ DUSZĘ znaczy dla mnie widzieć i czuć całe piękno i brzydotę widzieć wszystko co nas otacza i w przestrzeni i w czasie i umieć to w jakiś sposób przekazać innym wyzwalając ciągle to nową zadumę odbiorcy.
Gdy ja spoglądam na Annę Pawłową poprzez moje teoretyczne ragulacje, to ona była WIELKĄ ARTYSTKĄ.
Dodam tylko, że często mnie denerwuje jak piękne baletnice mają piękne młode twarze, oczy - i nie stosują ich w tańcu jako narzędzie przekazu.
To części ciała, którymi można wiele wyrazić a na naszych "techniczkach" często są martwe.
Ten jeden, ciągle ten sam uśmiech :) - przeszkadzał mi dla przykładu u Ewy Wycichowskiej, która była dobra technicznie - rozwarcie wspaniałe itp.
Ale ona Pawłową nie była. Taką Pawłową bardziej była dla niej na te czasy konkurentka - Małgorzata Zalejska, która po zerwaniu ścięgna w przedstawieniu Gayane( Na tym przedstawieniu był sam WIELKI ARAM CH. ze swą małżonką) - poszła w niepamięć.
"Och ten piękny "Taniec z szablami"!!!
Pozdrawiam- kris
Pod urokiem Terpsyhory - nic z baletem wspólnego nie mający.
[color=blue:376ac91033]dalsza dyskusja nad "baletowym usmiechem" została wydzielona i przeniesiona na tablice Praktyka
moderator Kasia G[/color:376ac91033]
Mieć ARTYSTYCZNĄ DUSZĘ znaczy dla mnie widzieć i czuć całe piękno i brzydotę widzieć wszystko co nas otacza i w przestrzeni i w czasie i umieć to w jakiś sposób przekazać innym wyzwalając ciągle to nową zadumę odbiorcy.
Gdy ja spoglądam na Annę Pawłową poprzez moje teoretyczne ragulacje, to ona była WIELKĄ ARTYSTKĄ.
Dodam tylko, że często mnie denerwuje jak piękne baletnice mają piękne młode twarze, oczy - i nie stosują ich w tańcu jako narzędzie przekazu.
To części ciała, którymi można wiele wyrazić a na naszych "techniczkach" często są martwe.
Ten jeden, ciągle ten sam uśmiech :) - przeszkadzał mi dla przykładu u Ewy Wycichowskiej, która była dobra technicznie - rozwarcie wspaniałe itp.
Ale ona Pawłową nie była. Taką Pawłową bardziej była dla niej na te czasy konkurentka - Małgorzata Zalejska, która po zerwaniu ścięgna w przedstawieniu Gayane( Na tym przedstawieniu był sam WIELKI ARAM CH. ze swą małżonką) - poszła w niepamięć.
"Och ten piękny "Taniec z szablami"!!!
Pozdrawiam- kris
Pod urokiem Terpsyhory - nic z baletem wspólnego nie mający.
[color=blue:376ac91033]dalsza dyskusja nad "baletowym usmiechem" została wydzielona i przeniesiona na tablice Praktyka
moderator Kasia G[/color:376ac91033]
Choć z baletem niewiele mnie łączy, prócz niespełnionych marzeń (tudzież tych dopiero czekających na realizację), oglądając ten filmik popłakałam się... To dziwne, bo ostatnio jestem niezwykle osowiała... Ale ten niespełna dwuminutowy taniec Anny Pavlovej poruszyłl mną do głębi... Piękne. Poruszające najdelikatniejszymi strunami duszy. Nieprzeniknione. Jak ktoś już to wyżej wspomniał... artystyczne...
-
Schogetten
- Posty: 12
- Rejestracja: śr maja 06, 2009 8:02 pm
Niestety, sama nie mam "Umierającego łabędzia" na swoim dysku twardym, ale w ostateczności zawsze można poratować się tym, co zamieszczone na youtube, więc może chociaż tymczasowo Cię to zadowoli: http://www.youtube.com/watch?v=R3kPxWUbU50
Dobrze, że prawdziwa i wielka sztuka taneczna wzbudza jeszcze na tym forum chociaż minimalne zainteresowanie- taka, może troszkę zaprawiona goryczą reakcja spowodowana obserwacją, że chyba zamiast szukać prawdziwych mistrzów, nastawia się raczej na oglądanie - i to dziesiątkami - wielce wątpliwej jakości popisów mniejszych i większych gwiazdek teatrów, po których słuch już wkrótce zaginie. Ale, cieszę się przecież, że nawet w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z prawdziwą sztuką, a nie tylko z mizernymi podróbkami
Dobrze, że prawdziwa i wielka sztuka taneczna wzbudza jeszcze na tym forum chociaż minimalne zainteresowanie- taka, może troszkę zaprawiona goryczą reakcja spowodowana obserwacją, że chyba zamiast szukać prawdziwych mistrzów, nastawia się raczej na oglądanie - i to dziesiątkami - wielce wątpliwej jakości popisów mniejszych i większych gwiazdek teatrów, po których słuch już wkrótce zaginie. Ale, cieszę się przecież, że nawet w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z prawdziwą sztuką, a nie tylko z mizernymi podróbkami
http://www.youtube.com/watch?v=KqGxdL-qavA
Wiem, że na pewno zabrzmi to dla większości tutaj bardzo specyficznie i prawie jak herezja, ale pomyślałam, że muszę się tym spostrzeżeniem podzielić. Im więcej patrzę na Pawłową (ale na inne tancerki z jej czasów również), na to powyższe solo do symfonii Rubinsteina między innymi, gdzie w porównaniu do dzisiejszych czasów technika jest niemal prymitywna - to, mimo wszystko, czuję coraz większą odrazę do większości tancerek współczesnych i wzrastające do niebotycznych rozmiarów uwielbienie dla niej. Ile w tym prawdy, ile szczerości uczuć, sama autentyczność, nic więcej. Kiedy patrzę na nią to serce mi rośnie i czuję naprawdę ogromne wzruszenie. Czy to głupie? Być może, ale zastanawia mnie jedna rzecz: a mianowicie, jak to możliwe, że cały świat bez wyjątku kochał się w jej tańcu? Oglądałam fragment jakiegoś dokumentu, gdzie rozmawiali Frederic Ashton z Natalią Makarovą. Ashton, który miał możliwość zobaczenia jej występu w Peru jako 13-14 latek, wtedy podjął decyzję o tym, że zostanie tancerzem. Powiedział też, że współcześnie nie spotkał żadnej tancerki o tak naturalnej gracji i wdzięku, jakie ona posiadała. Makarovą to zdziwiło, mnie - nie. Co więcej - przecież to odnosi się nie tylko do Pawłowej. Znowu się powtarzam, ale - przypomina mi się teraz wspomnienie naszego wielkiego rodaka, pianisty Rubinsteina, który grał do ostatniego występu Niżyńskiego. Były to tańce solowe z "Chopiniany", 1917 rok, kiedy u Wacława coraz bardziej zdradzały się objawy choroby. Rubinstein był wściekły, że Niżyński tak długo nie wychodzi, był przekonany, że chce w ten sposób przyciągnąć uwagę publiczności i sam zebrać największe owacje. Ale kiedy wyszedł i zaczął tańczyć - powiedział - że było to jeszcze smutniejsze, niż śmieć Pietruszki, że nie tylko on, ale także publiczność zrozumiała rozgrywający się na scenie dramat i że na koniec nie mógł powstrzymać łez. Spuentował to tak, że odbył się wtedy ostatni występ największego artysty jego czasów (trzeba zaznaczyć - słowa pianisty).
I zastanawiam się - czemu coś takiego nie dzieje się dzisiaj, albo tak rzadko, czyżby to publiczność była bardziej oziębła, nieczuła, niż wówczas? To przykład relacji, ale przecież nie jedynej i nie odnośnie tylko jednego tancerza z tamtych czasów. Czy ktoś mógłby powiedzieć, co na ten temat sądzi? Tak mnie ta kwestia nurtuje..
Nie wiem co takiego się ze mną dzieję, nie umiem tego nawet dokładnie nazwać, ale chyba na mój stan obecny zaczęło się składać wiele czynników, między innymi poglądy Fokina zaczęły na mnie oddziaływać z ogromną siłą. Wczoraj odebrałam książkę "Memoirs of the balletmaster" (przetłumaczone z rosyjskiego przez jego syna Witalija) i oczywiście jest to dla mnie niezwykle cenny skarb. Zachłannie przeglądałam i czytałam różne fragmenty, z których do tej pory najbardziej uderzył mnie jeden. Fokin opisywał swój pewien występ z Pawłową właśnie, jakieś pas de deux. Na koniec - seria skoków, enterechats i piruety, oraz efektowna figura na zakończenie oczywiście. Przed występem i w trakcie - pisał - nie zastanawiałem się, czemu to tak naprawdę ma służyć, byłem zbyt zaabsorbowany stresem i samym tańcem, technicznymi szczegółami. Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku. Pisał, że próbował dzielić się tymi spostrzeżeniami z niektórymi swoimi partnerkami, z Pawłową także, ale nawet ona go nie zrozumiała. Gdybyśmy nie wykonali tej efektownej figury na koniec - powiedziała - nie zadowolilibyśmy publiczności, nie otrzymalibyśmy gromkich braw. I to go w jakiś sposób uderzyło, od tej pory zawsze powtarzał tancerzom, którzy trenowali jego układy, że nie mają starać się zadowolić publiczności, ale wręcz przeciwnie, mają tańczyć tylko dla siebie, zwracać uwagę tylko na to, co dzieje się na scenie. To jest oczywiście bardzo niedokładne przytoczenie, a najwłaściwiej byłoby zamieścić
po prostu pełny cytat, bo jest to naprawdę rewelacyjnie i bardzo spójnie napisane. Ja przynajmniej, kiedy to przeczytałam, zaczęłam się nad tym zastanawiać
bardzo mocno.
Wiem, że na pewno zabrzmi to dla większości tutaj bardzo specyficznie i prawie jak herezja, ale pomyślałam, że muszę się tym spostrzeżeniem podzielić. Im więcej patrzę na Pawłową (ale na inne tancerki z jej czasów również), na to powyższe solo do symfonii Rubinsteina między innymi, gdzie w porównaniu do dzisiejszych czasów technika jest niemal prymitywna - to, mimo wszystko, czuję coraz większą odrazę do większości tancerek współczesnych i wzrastające do niebotycznych rozmiarów uwielbienie dla niej. Ile w tym prawdy, ile szczerości uczuć, sama autentyczność, nic więcej. Kiedy patrzę na nią to serce mi rośnie i czuję naprawdę ogromne wzruszenie. Czy to głupie? Być może, ale zastanawia mnie jedna rzecz: a mianowicie, jak to możliwe, że cały świat bez wyjątku kochał się w jej tańcu? Oglądałam fragment jakiegoś dokumentu, gdzie rozmawiali Frederic Ashton z Natalią Makarovą. Ashton, który miał możliwość zobaczenia jej występu w Peru jako 13-14 latek, wtedy podjął decyzję o tym, że zostanie tancerzem. Powiedział też, że współcześnie nie spotkał żadnej tancerki o tak naturalnej gracji i wdzięku, jakie ona posiadała. Makarovą to zdziwiło, mnie - nie. Co więcej - przecież to odnosi się nie tylko do Pawłowej. Znowu się powtarzam, ale - przypomina mi się teraz wspomnienie naszego wielkiego rodaka, pianisty Rubinsteina, który grał do ostatniego występu Niżyńskiego. Były to tańce solowe z "Chopiniany", 1917 rok, kiedy u Wacława coraz bardziej zdradzały się objawy choroby. Rubinstein był wściekły, że Niżyński tak długo nie wychodzi, był przekonany, że chce w ten sposób przyciągnąć uwagę publiczności i sam zebrać największe owacje. Ale kiedy wyszedł i zaczął tańczyć - powiedział - że było to jeszcze smutniejsze, niż śmieć Pietruszki, że nie tylko on, ale także publiczność zrozumiała rozgrywający się na scenie dramat i że na koniec nie mógł powstrzymać łez. Spuentował to tak, że odbył się wtedy ostatni występ największego artysty jego czasów (trzeba zaznaczyć - słowa pianisty).
I zastanawiam się - czemu coś takiego nie dzieje się dzisiaj, albo tak rzadko, czyżby to publiczność była bardziej oziębła, nieczuła, niż wówczas? To przykład relacji, ale przecież nie jedynej i nie odnośnie tylko jednego tancerza z tamtych czasów. Czy ktoś mógłby powiedzieć, co na ten temat sądzi? Tak mnie ta kwestia nurtuje..
Nie wiem co takiego się ze mną dzieję, nie umiem tego nawet dokładnie nazwać, ale chyba na mój stan obecny zaczęło się składać wiele czynników, między innymi poglądy Fokina zaczęły na mnie oddziaływać z ogromną siłą. Wczoraj odebrałam książkę "Memoirs of the balletmaster" (przetłumaczone z rosyjskiego przez jego syna Witalija) i oczywiście jest to dla mnie niezwykle cenny skarb. Zachłannie przeglądałam i czytałam różne fragmenty, z których do tej pory najbardziej uderzył mnie jeden. Fokin opisywał swój pewien występ z Pawłową właśnie, jakieś pas de deux. Na koniec - seria skoków, enterechats i piruety, oraz efektowna figura na zakończenie oczywiście. Przed występem i w trakcie - pisał - nie zastanawiałem się, czemu to tak naprawdę ma służyć, byłem zbyt zaabsorbowany stresem i samym tańcem, technicznymi szczegółami. Dopiero później przychodziła refleksja - po co to wszystko? Seria piruetów, enterechats, skoków? Co to tak naprawdę wyraża?
"Nic" - doszedł do takiego właśnie wniosku. Pisał, że próbował dzielić się tymi spostrzeżeniami z niektórymi swoimi partnerkami, z Pawłową także, ale nawet ona go nie zrozumiała. Gdybyśmy nie wykonali tej efektownej figury na koniec - powiedziała - nie zadowolilibyśmy publiczności, nie otrzymalibyśmy gromkich braw. I to go w jakiś sposób uderzyło, od tej pory zawsze powtarzał tancerzom, którzy trenowali jego układy, że nie mają starać się zadowolić publiczności, ale wręcz przeciwnie, mają tańczyć tylko dla siebie, zwracać uwagę tylko na to, co dzieje się na scenie. To jest oczywiście bardzo niedokładne przytoczenie, a najwłaściwiej byłoby zamieścić
po prostu pełny cytat, bo jest to naprawdę rewelacyjnie i bardzo spójnie napisane. Ja przynajmniej, kiedy to przeczytałam, zaczęłam się nad tym zastanawiać
bardzo mocno.