Czy nie przeszlo wam nigdy przez mysl aby odejsc??

Miejsce na tematy luźno związane z baletem, tańcem i kulturą, a także posty "zapoznawcze" nowych członków Forum, nawiązywanie kontaktów;
Sagittaire
Posty: 2810
Rejestracja: pt cze 01, 2007 6:38 am

Post autor: Sagittaire »

Doskonale Was drogie tancerki i tancerze początkujący i zaawansowani rozumiem... Nie chodziłam do SB i nie tańczę ale z moich doświadczeń "życiowych" wynika, że jeśli w życiu chce się dużo osiągnąc to prędzej czy później zaczynają się potworne przeszkody. Osiągnięcie sukcesu na jakimkolwiek chyba polu w pewnym momencie -wg mnie- łączy się z heroizmem. Ja nie miałam może problemów z kontuzjami, dietą ale z układami i niesprawiedliwością. Ogrom pracy który wkładam w to żeby nie zostać w tyle i zrealizować moje marzenia w gruncie rzeczy pozbawia mnie i przez kilka lat pozbawi tzw. normalnego życia.
Takie jest życie ale chyba właśnie o to w nim chodzi żeby się nigdy przenigdy nie poddać. Myślę, że aby sięgnąć po gwiazdy trzeba na wstępie uzbroić się w niesamowitą siłe i zdawać sobie sprawę, że bez ciężkiej pracy nic samo nie przyjdzie. Ale na pocieszenie powiem, że taki heroiczny czasem wysiłek i upór wcześniej czy później zaowocuje sukcesem. Bo jeżeli się czegoś tak strasznie chce to wcześniej czy później ale się to osiągnie...
Kelly
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 23, 2007 10:50 pm

Post autor: Kelly »

Ja miałam kryzys trzeciej klasy. Prawie za każdym razem, kiedy coś robię nachodzą mnie myśli, czy nie skończyć. Ale wtedy się nie poddałam!
aankaa_baletnica=)
Posty: 1514
Rejestracja: śr mar 23, 2005 8:39 pm

Post autor: aankaa_baletnica=) »

Ja nigdy nie miałam pomysłu, żeby odejść, żeby przestać tańczyć, dać sobie spokój. Nigdy. Ale miałam takie chwile, w których stwierdzałam, że to nie ma sensu, nic nie umiem, nic mi nie wychodzi, jestem ogólnie do d... i nie chciało mi się ćwiczyć, starać, pracować, żeby cokolwiek poprawić... I np. przez jakiś tam czas na zajęcia chodziłam dla chodzenia, nie żeby mi się nie chciało, żebym się zmuszała "znowu balet, idź, nie opuszczaj!" nie, nie było tak... Chciało (chciało i nie chciało nie wiem jakiego tu słowa użyć, ale może zrozumiecie o co chodzi...) mi się chodzić, robić ćwiczenia, ale tylko robić, nie myśląc przy tym, nie starając się jakoś za bardzo, i robiąc wszystko zupełnie bez wyrazu. Po prostu odpuszczałam, wykonywałam ćwiczenia, ale nic więcej. Ale potem powracało zawsze wcześniej czy później do normalności. A takie momenty miałam też w sytuacjach typu: najpierw jakieś niepowodzenie (najczęściej to jeszcze coś takiego było, że ja wiedziałam, że to mi się nie uda, że do czegoś nie będę wybrana, że to nie dla mnie, ale miałam takie nadzieję "a może jednak", "przecież się staram to coś tam". Takie jakieś szukanie sobie nadziei i nie dopuszczanie, że mogłoby być inaczej chociaż w podświadomości wie sie jak będzie...) Np. jak kiedyś tam pani wybierała dziewczyny, które będą mogły zacząć ćwiczyć na pointach. Mnie nie wybrała. Przypuszczałam, że tak będzie, ale nie dopuszczałam tego do siebie... Potem nadchodziła mobilizacja, "zaczniesz codziennie ćwiczyć w domu i będziesz dobra", "zaczniesz ćwiczyć podbicie, stopy, rozciągać się" itp. I przez jakiś tydzień ćwiczyłam tak jak postanowiłam. Potem jakoś tak wychodziło, że przestawałam, a z tego jakoś tak wychodziło, że mi się w ogóle przestawało chcieć... A czasami tak bez powodu na jakiś czas przestawałam się starać i już, albo z jakiś tam innych powodów...
Także ja miewam takie zwątpienia, ale nawet w tym okresie jakoś chcę ćwiczyć, tańczyć...
shadow
Posty: 53
Rejestracja: sob wrz 08, 2007 4:07 pm

Post autor: shadow »

Ja w tamtym roku zastanawiałam się czy nie odpuścić... I szczerze mówiąc dalej mam uczucie, że nie nadaję się do baletu, ale teraz chyba nie potrafiabym odejść :)
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

A ja miałam taką myśl-i to dość poważną, co zakończyło się tym, że w marcu tego roku...
...zrezygnowałam...

:521: :525:

...ale się mrocznie zrobiło :619: :634:

...na szczęście moja rezygnacja nie była calkowita, tylko spowodowana przejściem na inny styl taneczny...

:582: :581:
shadow
Posty: 53
Rejestracja: sob wrz 08, 2007 4:07 pm

Post autor: shadow »

zrezygnowalas z baletu calkiem? i.... nie masz zamiaru wrocic?
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

Raczej nie. Tańczyłam 11 lat i doszłam do wniosku, że skoro nie planuję z tym swojej przyszłości, to i tak nie ma sensu, bym dalej uczęszczała na zajęcia, gdyż po dłuższych rozmyślaniach stwierdziłam, iz w sumie nie nauczę się tam już za dużo.

:(:: :596:

Oczywiście z samego tańca nie zrezygnowałam. Zresztą moja sytuacja była bardzo skomplikowana i nie sądzę, by komuś chciało się słuchac teraz całej opowieści :577: :578:
W każdym razie zmieniłam rodzaj tańca, teraz zajmuję się tańcem towarzyskim i nie żałuję swojej decyzji. Odkrywam nowe horyzonty i rozwijam się... przy balecie właściwie stałabym w miejscu.
Teraz się spełniam :)
I najważniejsze jest to, że ja jestem zadowolona. :582: :597:

A swoje baletowe kurczaki i tak odwiedzam... czasami... :575: :648: :649:
Zwłaszcza teraz, gdy zarówno szkołę, klub tt, jak i balet mam w jednym budynku :604: :687: :690:
Paula
Posty: 1116
Rejestracja: wt gru 28, 2004 11:55 am

Post autor: Paula »

Ja też miałam takie myśli teraz już prawię bardzo poważne bo raz nie poszłam na zajęcia z myślą że już nigdy nie pójdę. Ale nie poszłam raz i na tym sięskończyło. Bo są miejsca z których nie da się tak łatwo odejść. I podziwiam Kasię :)) że udało jej się odejść z Ogniska, bo ja nie oparłam się namowom nauczycieli i wógóle. Kasiu :)) podziwiam!
shadow
Posty: 53
Rejestracja: sob wrz 08, 2007 4:07 pm

Post autor: shadow »

Kasiu, w takim razie najważniejsze, że jesteś zadowolona... i też Cię podziwiam :) i zaczęłam się znowu zastanawiać czy nie przerzucić się na coś innego, ale chyba nie będę miała odwagi :smile:
Kasia :))
Posty: 2628
Rejestracja: pt gru 16, 2005 8:22 pm

Post autor: Kasia :)) »

Heh, Paulo, sama pamiętasz zapewne, jakie to miałam kuszące propozycje, byle bym tylko została, ale ja juz wtedy postanowiłam. I nieważne co by mi ktokolwiek powiedział-spałam z tą decyzją od miesięcy. Naprawdę. Prawie trzy miesiące się z tym oswajałam.
Bo musiałam z czegoś zrezygnować. I Paula o tym dobrze wie, bo sama pamięta jak wyglądała moja frekwencja i "wyrabianie się".
Szczerze przyznam, że czasami nie szłam na zajęcia, bo mi się po prostu nie chciało... Dlaczego? Zasmakowałam czegoś nowego. Czegoś, o czym wcześniej nic nie wiedziałam. I właśnie TO mnie tak urzekło-że się w ogóle nie orientuję!! Że ludzie coś mówią o tańcu, a ja nie wiem o co chodzi.
Tak więc postanowiłam się dowiedzieć. I teraz wciąż się czegoś uczę. Mam t świadomość, że jeszcze długo poznawać będę nowe elementy i kroki. Że jestem początkująca i mogę od samych podstaw dać z siebie wszystko, aby później być dobrą w tym co robię.
A z baletem było inaczej. Moja wychowawczyni zdemobilizowała mnie do jakiegokolwiek starania się, zdusiła we mnie ambicje.
Teraz mam trenerów, którzy je podbijają i wspierają mnie. Jest dużo ostrzej, fakt, ale trenerzy są w tym ze mną. I dla mnie.
A ja się cieszę, że nareszcie taniec znowu daje mi satysfakcję. Że lepiej się otwieram i być może już w najbliższym czasie całkowicie poświęcę temu swoją duszę.


Shadow, wszystko zależy od Ciebie. Jeżeli nie jesteś pewna, czy to balet jest twoim przeznaczeniem-spróbuj czegoś innego. Zapisz się na jakiś kursik... Zobaczysz, czy to Cię pociąga a później zdecydujesz.
U mnie zadecydował przypadek.
I jestem mu bardzo wdzięczna, że do mnie przyszedł.
:) :*
ODPOWIEDZ